Dodaj do ulubionych

"Twierdza białych starców"- UE - stop imigrantom

08.11.04, 14:23
UE wpadła na pomysł zatamowania imigracji, zwłaszcza z Afryki, Azji. W Danii
stosowane są już restrykcje nie tylko w odniesieniu do nielegalnych
imigrantów, ale także ich małżonków duńskich!! Mieszane małżeństwa zmuszane
są do opuszczenia kraju. Kto ulokuje uczucia w osobie z innego kręgu
kulturowego i zechce z nią związać się musi liczyć się z banicją!! Kraje UE,
nie wszystkie, wpadły na pomysł stworzenia "przejściowych" obozów dla
imigrantów, oczywiście poza Europą, najlepiej w Afryce, gdzie wiadomo nie
przestrzega się praw człowieka, o prawach uchodźców tymbardziej pamiętć się
nie będzie. Przeciwko szalonym pomysłom wystąpiła Polska i Francja, co w
praktyce nie wiele znaczy.
Europa starzeje się, przy zatamowaniu dopływu imigirantów z Afryki i Azji,
zostanie "twierdzą białych starców".
W Przekroju jest bardzo interesujący artykuł n/t, który choć obszerny
umieszczę w całości, ze względu na niełatwy do niego dostęp.

"EUROPA BEZ IMIGRANTÓW UMRZE
Twierdza białych starców - takiej przyszłości dla swojego kontynentu chcą
europejskie społeczeństwa. Politycy postanowili pójść za ich wolą i zamknąć
Unię dla imigrantów
MARCEL ANDINO VELEZ
Na pomysł jako pierwsza wpadła Wielka Brytania. W czerwcu 2003 roku, przed
unijnym szczytem w Salonikach, brytyjska minister do spraw imigracji Beverly
Hughes zaproponowała "regionalne centra ochrony". Trzeba przyznać, że niezbyt
klarownie tłumaczyła, o co chodzi. - Kluczowe dla tego pomysłu jest to, by
takie centrum było blisko kraju, w którym w danym momencie znacząca liczba
osób czuje, że musi zbiec przed prześladowaniami - mówiła Hughes. Propozycję
uznano za bełkotliwą wpadkę, a media i politycy zdążający na szczyt przyjęli
ją z zażenowaniem.
Temat obozów dla imigrantów poza granicami Unii powrócił tej jesieni, tyle że
już na poważnie. - Imigracja to bomba z opóźnionym zapłonem. Musimy zapobiec
zalaniu Unii Europejskiej przez masowy exodus - ogłosił pod koniec sierpnia
Rocco Buttiglione, minister do spraw europejskich w gabinecie Silvia
Berlusconiego i niedoszły unijny komisarz sprawiedliwości. Buttiglione
odświeżył pomysł budowania obozów w Afryce. Obozy miałyby służyć "udzielaniu
pomocy humanitarnej i informowaniu o szansach zatrudnienia w Europie. Ale
zajmowałyby się także identyfikacją i deportowaniem tych, którzy nie spełniają
wymogów lub nie byliby zdolni do integracji z naszym społeczeństwem". Pomysł
podchwycił szef niemieckiego MSW Otto Schily: - Musimy zatrzymać ludzi, którzy
przyjeżdżają do Unii nielegalnie, ryzykując życie.
Włochom i Niemcom przyklasnęła Wielka Brytania, kraje bałtyckie i Austria,
która zaproponowała, by obozy postawić także na Ukrainie. Hiszpania, Francja i
Polska są przeciwne pomysłowi. Odpowiedzialny za polską politykę imigracyjną
szef MSWiA Ryszard Kalisz skomentował to retorycznym pytaniem: - Jako Polak
jestem bardzo wstrzemięźliwy, bo co to znaczy obóz?
NA PRZYKŁAD MUKACZEWO
"Przy bramie stróżówka z potężnym reflektorem i powiewającymi flagami Ukrainy.
Wysoki betonowy płot zwieńczony drutem kolczastym, dalej w górę strzelają
blaszane wieżyczki, na nich uzbrojeni pogranicznicy. Pośrodku piętrowy
murowany barak, przed każdym wejściem strażnik w mundurze, szyby w oknach
pociemniałe od przyklejonych do nich twarzy. Widać kilka psich bud, ale ich
lokatorzy najwyraźniej zostali ukryci przed dziennikarskim okiem - wściekły
jazgot dobiega zza jakiejś drewnianej budki. (...) We wnętrzu baraku panuje
smród i duchota. Trudno robić zdjęcia, bo po minucie cały obiektyw pokrywa
szczelna warstwa skraplającej się pary. Tymczasem więźniowie w całym obozie
mają do dyspozycji tylko jeden prysznic, z którego na ogół leci zimna woda" -
tak opisuje obóz dla imigrantów w Mukaczewie na ukraińskim Zakarpaciu Marek
Tobolewski, który odwiedził go rok temu jako uczestnik warsztatów
dziennikarskich organizowanych przez Fundację Kultury Chrześcijańskiej "Znak".
- Od tamtej pory władze ukraińskie nie chcą wpuszczać do Mukaczewa nikogo -
mówi Agnieszka Kosowicz z warszawskiego Biura Wysokiego Komisarza Narodów
Zjednoczonych do spraw Uchodźców (UNHCR). - Warunki są tam potworne.
Mieszkańcom groziłaby śmierć z głodu, gdyby nie dobra wola ukraińskich
pograniczników. Dzielą się z uchodźcami własnym wyżywieniem.
- Żaden z krajów Unii Europejskiej nie przestrzega w pełni praw uchodźców. W
obozach dla azylantów nagminnie łamane są nawet podstawowe prawa człowieka -
mówi Kosowicz. - Pomysł, by te obozy przenieść poza Unię, jest niesłychany.
Wyobraża pan sobie, jak to może wyglądać w krajach, które w ogóle są na bakier
z prawami człowieka?
Rys. REUTERS/FORUM, MM
W pierwszym półroczu 2004 roku liczba podań o azyl w krajach "starej" Unii
zmalała o 22 procent w stosunku do ubiegłego roku. Szczególnie zmalała liczba
wniosków o azyl w Wielkiej Brytanii,
która zaostrzyła kontrole w portach, patroluje także wybrzeże Francji.
Zwolennicy uszczelniania granic uznają to za sukces swojej polityki.
OBSZAR WOLNOŚCI
Takie obozy, może o nieco lepszym, ale zawsze na wszelki wypadek
zniechęcającym standardzie, miałyby rozwiązać jeden z najgorętszych problemów
"starej" Unii - zalew niechcianych imigrantów. Strategię walki z imigracją
nazwano po brukselsku Programem Haskim. Przewiduje on, że do 2010 roku kraje
Unii stworzą wspólną politykę imigracyjną, powołają centralny Europejski Urząd
Azylowy i zaprowadzą wspólną ochronę granic (choć powołanie jednolitego
korpusu wojskowego na razie budzi sprzeciw Wielkiej Brytanii i Polski).
Program Haski przyjęto w ostatnich dniach października na szczycie unijnych
ministrów spraw zagranicznych w Luksemburgu. Po wrzawie medialnej i protestach
obrońców praw człowieka tym razem mówiono nie o obozach, lecz o "systemie
obsługi uchodźców w krajach trzecich". Ta "obsługa uchodźców", zwieranie
szeregów pograniczników i służb imigracyjnych, ma w rezultacie przekształcić
Unię Europejską w "obszar wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości". Taki
jest oficjalny cel Programu Haskiego.
Rok temu dowódcy włoskich jednostek marynarki wojennej i ochrony wybrzeża
otrzymali nakaz otwierania ognia do łodzi z imigrantami, które nie zatrzymają
się na wezwanie. - Chcę słyszeć huk dział. Inaczej nie skończymy z tym
problemem - mówił ówczesny włoski minister reform Umberto Bossi.
W tym roku Holandia rozpoczęła deportację 23 tysięcy nielegalnych imigrantów,
którzy przybyli do tego kraju przed rokiem 2001. Wielu z nich ma już urodzone
w Holandii dzieci. Są deportowane razem z rodzicami.
Dwa lata temu współrządzona przez ksenofobiczną prawicę Dania wprowadziła
prawo antyimigracyjne, które radykalnie utrudnia Duńczykom zawieranie
małżeństw z osobami spoza Unii Europejskiej. Już prawie dwa tysiące takich par
mieszanych opuściło Danię. Mnożą się dowody na to, że UE chce być "obszarem
wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości" tylko dla wybranych.
NA PRZYKŁAD LIBIA
Do Unii dobija się co roku ponad dwa miliony ludzi. O tym, że imigracja nie
jest wymyślonym problemem, wiedzą najlepiej mieszkańcy włoskich wybrzeży, na
których od kilku lat ląduje 70 tysięcy niechcianych gości rocznie.
Światła włoskiej wysepki Pantelleria widać nocą z północnego wybrzeża Tunezji.
4 października zardzewiały kuter z 75 osobami na pokładzie pękł na pół parę
mil od wyspy. Utonęły 64 osoby - uciekinierzy z piekła Afryki Środkowej. Za
prawo wejścia na pokład kutra musieli zapłacić od półtora do dwóch tysięcy
dolarów. Oblicza się, że co roku na Morzu Śródziemnym tonie w drodze do Europy
pięć tysięcy ludzi.
Głównym miejscem desantu imigrantów we Włoszech jest wyspa Lampedusa. Na
początku października w ciągu jednego tygodnia na jej brzegach wylądowało 1000
osób, w tym 600 jednej nocy. Rząd włoski stracił cierpliwość i gwałcąc
konwencję genewską, wydał rozkaz natychmiastowej deportacji wszystkich
imigrantów, zanim złożyli wnioski o przyznanie im statusu uchodźcy. Żadnemu
nie pozwolono złożyć podania o azyl, co jest podstawowym prawem każ
Obserwuj wątek
    • ijaw Re: "Twierdza białych starców"- UE - stop imigraII 08.11.04, 14:29
      Żadnemu nie pozwolono złożyć podania o azyl, co jest podstawowym prawem każdego
      zatrzymanego na granicy. Połowa deportowanych odleciała do Libii w kajdankach.
      Tak wygląda nowa polityka antyimigracyjna Berlusconiego.
      Muammar Kaddafi poinformował w tym roku, że na terenie Libii znajdują się dwa
      miliony osób, które nielegalnie przekroczyły jej pustynne granice. Tylko w tym
      roku w głąb Afryki deportowano 40 tysięcy. 10 tysiącom udało się dopłynąć do
      Włoch. Desperaci pochodzą przede wszystkim z Sudanu, Czadu, Nigerii, Etiopii,
      Wybrzeża Kości Słoniowej, ale także z Egiptu i Palestyny. Za przerzut przez
      Saharę płacą około tysiąca dolarów od osoby - "bilet" do Włoch kosztuje drugie
      tyle. Pieniądze inkasuje libijska mafia powiązana z miejscowymi urzędnikami,
      wojskiem i policją.
      11 października Unia zniosła embargo na sprzedaż broni do Libii, a nieco
      wcześniej Kaddafi wspólnie z Berlusconim świętował otwarcie 500-kilometrowego
      gazociągu z Libii na Sycylię. Dochody z gazu mają powetować Kaddafiemu straty z
      tytułu ograniczenia przemytu ludzi przez Morze Śródziemne - tego żąda od niego
      Unia. W najbliższym czasie Libia otrzyma broń, sprzęt noktowizyjny, samochody
      terenowe i śmigłowce. Wszystko po to, by uciekinierów z Afryki zatrzymywać
      daleko od Lampedusy, ulubionego kurortu mediolańczyków. I daleko od Unii.
      NAPŁYW NIEZADOWOLENIA
      Imigranci stanowią obecnie nieco ponad 2,5 procent włoskiego społeczeństwa. Od
      1990 roku ich liczba się podwoiła. Tylko w ubiegłym roku o azyl wystąpiło 19
      tysięcy osób, które dopłynęły do brzegów Italii. Mimo to Włochy nie są krajem
      szczególnie "dotkniętym" imigracją.
      W całej "starej" Unii średni odsetek ludności obcego pochodzenia wynosi około 5
      procent. Najwyższy jest w Niemczech, gdzie sięga niemal 10 procent, we Francji -
      6 procent. Według danych UNHCR w 2003 roku we Francji złożono 59 800 wniosków o
      azyl, w Niemczech 50 600, w Wielkiej Brytanii 49 400, w Austrii 32 000, w
      Szwecji - 31 000. Dla porównania, w Polsce o azyl poprosiły 6903 osoby, z czego
      aż 5500 obywateli Rosji, głównie uchodźcy z ogarniętej wojną Czeczenii i
      sąsiednich regionów.
      Nielegalni imigranci są szczególnie medialni, jeśli zostaną zatrzymani, zanim
      dotrą do celu. Widok kontenerów wypchanych ludźmi, łodzie z uchodźcami, wreszcie
      trupy wyławiane z morza skupiają uwagę opinii publicznej. Obrazy imigrantów
      tłoczących się pod granicami Unii wywołują emocje i potęgują niechęć zachodnich
      społeczeństw wobec obcych. Politycy lubią reagować na takie nastroje, bo
      zamykanie granic jest jednym z tych obszarów, w którym można wykazać stanowczość
      i skuteczność, a przy okazji zarobić punkty w sondażach.
      Jednym z nielicznych priorytetów rządu TonyŐego Blaira, który udaje się wcielić
      w życie, jest obniżenie liczby osób ubiegających się o azyl. W drugim kwartale
      2004 roku w Wielkiej Brytanii złożono trzykrotnie mniej wniosków o azyl niż
      przed rokiem - zrobiło to tylko 9200 osób. W tej sprawie nawet opozycja
      pogratulowała Blairowi skuteczności. Z tych samych względów rządy państw Unii
      chętnie mówią o wzmacnianiu granic, tworzeniu wspólnej polityki azylowej, a
      nawet o obozach. Uspokaja to wyborców i daje im poczucie, że sytuacja jest do
      opanowania.
      Dużo trudniejszy i mniej medialny jest problem milionów obcokrajowców, którzy w
      krajach Unii już są. To ich obecność jest źródłem niezadowolenia białej
      większości. Zaniedbane od dziesięcioleci działania integracyjne i zwykła
      dyskryminacja doprowadziły do izolacji i trwałego zubożenia znacznej części
      imigrantów. Efekt socjologowie nazywają etnicyzacją biedy, czyli kojarzeniem
      wszelkich patologii z osobami obcego pochodzenia. Islamski radykalizm narodził
      się jako bunt przeciw odrzuceniu.
      Europejskim politykom wciąż łatwiej przychodzi żądanie zamykania granic i
      powtarzanie błędnych tez o ekonomicznych kosztach przyjmowania imigrantów niż
      mówienie o imigracji jako problemie wewnętrznym. Jeszcze trudniej im zrozumieć,
      że imigracja może być jedynym ratunkiem dla europejskiej gospodarki.
      CO JEST NIEUCHRONNE
      Według prognoz opublikowanych w lipcu tego roku przez Komisję Europejską już w
      2010 roku liczba osób w wieku produkcyjnym zacznie się w Unii Europejskiej
      trwale zmniejszać. Jak bardzo? Bardzo. W ciągu nadchodzących 25 lat w krajach
      "starej" Unii ubędzie 14 milionów pracowników. Organizacja Współpracy
      Gospodarczej i Rozwoju (OECD) policzyła, że w rezultacie dochód narodowy tego
      regionu skurczy się o 7 procent, zaś odsetek osób w wieku emerytalnym może
      wzrosnąć nawet do 50 procent. By zażegnać deficyt siły roboczej, do 2025 roku
      Unia będzie potrzebować 35 milionów nowych pracowników.
      Na razie żaden system zachęt nie jest w stanie nakłonić Europejczyków, by
      płodzili więcej dzieci. Demografia Europy u progu XXI wieku jest, jak zawsze,
      odbiciem skomplikowanych powiązań między ekonomią i kulturą. Wśród współczesnych
      niepokojów, które studzą zapał zamożnych zachodnich społeczeństw do rozmnażania
      się, jest obawa przed chaosem cywilizacyjnym, ucieczką kapitału do krajów o
      niskich kosztach pracy i rozpadem państwa dobrobytu.
      Paradoksalnie obawa przed bezrobociem jest silniejsza od argumentu demografów,
      którzy ostrzegają, że pracy nie zabraknie. Wręcz przeciwnie, Europie zabraknie
      pracowników. Według ekspertów to właśnie imigranci są jedyną nadzieją na
      zatrzymanie demograficznego i ekonomicznego regresu Europy.
      IMIGRANCI NAS ŻYWIĄ
      W całej Unii liczba samozatrudnionych obcokrajowców wzrosła przez siedem lat o
      20 procent. We Włoszech imigranci stanowią jedną trzecią całej siły roboczej w
      przemyśle i usługach. W Wielkiej Brytanii prawie milionowa już społeczność
      indyjska ma wyższe dochody na rodzinę niż przeciętny Brytyjczyk, a imigranci z
      Chin mają większe szanse na wysokie i dobrze płatne stanowiska niż ich
      gospodarze. Według statystyk sprzed czterech lat 16 milionów legalnych
      imigrantów zarobiło w Europie Zachodniej przeszło pół biliona euro.
      Irlandia, do niedawna kraj olbrzymiej emigracji, nie jest obciążona
      ksenofobicznymi niepokojami. Jej szybko rosnąca ekonomia zasysa coraz większe
      rzesze zagranicznych fachowców. Liczba wakatów wynosi w tym kraju około 60
      tysięcy, a tylko w 2002 roku do pracy w Irlandii zwerbowano 40 tysięcy
      cudzoziemców. Niedługo liczba legalnych imigrantów pracujących w Irlandii
      przekroczy 200 tysięcy.
      Inaczej jest w krajach, gdzie liczba imigrantów jest wyższa i gdzie do głosu
      doszła populistyczna prawica. Niemcy cztery lata temu uruchomiły program
      zatrudniania 20 tysięcy informatyków z Indii i krajów Dalekiego Wschodu.
      Zwabiono ich ofertami pracy, ale kwestia prawa stałego pobytu nie została
      rozwiązana. Wielu z nich w tym roku opuściło RFN - nie chcieli po raz kolejny
      odnawiać pozwolenia na pobyt czasowy. Odstraszyła ich także niemiecka prawica
      domagająca się od rządu, by zajął się "Kinder statt Inder" - czyli dziećmi
      zamiast Hindusami.
      Zagraniczni studenci korzystający z publicznej edukacji w Niemczech nie mogą po
      skończeniu studiów podejmować tam pracy. W ten sposób kraj pozbywa się
      oswojonych z niemiecką kulturą fachowców, w dodatku wykształconych na koszt
      niemieckiego państwa.
      ARMAGEDON CZY RAJ?
      - To populistyczny mit, że obcy zabiorą miejsca pracy i pomoc socjalną - mówi
      profesor Krystyna Iglicka, socjolog, specjalista do spraw migracji w Centrum
      Studiów Międzynarodowych. - W Polsce na szczęście jeszcze się nim nie straszy.
      Ale wraz ze wzrostem liczby imigrantów ksenofobiczne głosy się pojawią i zaczną
      się przedostawać do mediów i do debaty politycznej. Tak się dzieje na Zachodzie.
      Niemcy zamknęli przed nami rynek pracy ze względów politycznych, nie
      ekonomicznych. W efekcie niemieckie miejsca pracy muszą przyjechać do nas.
      W Niemczech radykalny populizm nie jest tak bezkarny jak w Wielkiej Brytanii,
      gdzie prasa pozwala sobie na otwarty rasizm i wieszczy imigracyjny Armagedon.
      Tymczasem dane ekonomiczne są dla populistów bezlitosne. W lipcu brytyjski
      resort spraw wewnętrznych ogłosił, że podatki pochod
      • ijaw Re: "Twierdza białych starców"- UE-stop imigraIII 08.11.04, 14:34
        cd.
        Pracownicy z zagranicy są potrzebni nawet w Polsce, kraju gigantycznego
        bezrobocia. - Z badań prowadzonych wśród mieszkańców południowo-wschodniej
        Polski wynika, że nielegalni pracownicy z Ukrainy w ogóle nie są postrzegani
        jako konkurencja na rynku pracy - mówi Iglicka. - Oto kolejny dowód na to, że
        tania cudzoziemska siła robocza jest w zasadzie zawsze potrzebna - czy w Polsce,
        czy w Niemczech. To inny obszar rynku pracy niż ten, którego dotyka bezrobocie -
        dodaje.
        W Polsce z uwagi na zacofanie technologiczne gospodarki zapotrzebowanie na
        fachową kadrę jeszcze przez jakiś czas będzie niewystarczające, by powstrzymać
        jej odpływ na Zachód. W "starej" Europie wysoko wykwalifikowana siła robocza
        jest już w tej chwili na wagę złota.
        Rządy europejskie zdają sobie sprawę z nadciągającego deficytu pracowników. Ale
        o tym, że z zagranicy trzeba będzie importować nie tylko dobrze wykształconych
        specjalistów, lecz także słabo wykwalifikowane masy, nie mówi nikt.

        ZDĄŻYĆ PRZED BŁĘDAMI
        Według danych Urzędu do spraw Repatriacji i Cudzoziemców Polska wyda w tym roku
        na opiekę nad uchodźcami blisko 23 miliony złotych. W ośrodkach dla azylantów w
        październiku przebywało około dwóch tysięcy osób. Rządowy program integracyjny
        jest adresowany do tych, którym przyznany zostaje status uchodźcy. Trwa rok. Po
        jego zakończeniu większość adeptów wciąż nie mówi po polsku, nie potrafi wdrożyć
        się w polską rzeczywistość.
        Program jest raczej po to, żeby Unia się nie czepiała. Nie obejmuje on
        nielegalnych pracowników przebywających w Polsce czasowo lub na stałe. - Ta
        szara strefa to blisko pół miliona osób. Znaczna część świetnie zorganizowanej
        40-tysięcznej diaspory wietnamskiej to także szara strefa - mówi profesor Iglicka.
        To, że pół miliona osób jakoś sobie w Polsce radzi i nie prosi o opiekę ubogich
        agend rządowych, jest pocieszające, ale szara strefa jest w gruncie rzeczy
        zalążkiem problemu, który dziś trawi bogate kraje "starej" Europy. Szybko
        staniemy się krajem docelowym. Jak Irlandia czy Włochy z kraju emigracji
        przekształcimy się w kraj imigracji. Pozostawienie cudzoziemców w szarej strefie
        na dłuższą metę oznacza ich izolację, a potem narastający konflikt społeczny.
        - Musimy jak najszybciej stworzyć kompleksową politykę imigracyjną, która
        pozwoli imigrantom na bogacenie się w ramach legalnej gospodarki. Unia daje nam
        teraz pieniądze na programy integracyjne. Musimy je koniecznie wykorzystać -
        dodaje profesor Iglicka.

        NIE CHCĄ JAZDY NA GAPĘ
        Oczywiste jest, że wszystkich czekających u wrót Europy wpuścić się nie da. Ale
        tworzenie europejskiego "obszaru wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości" na
        razie bardziej przypomina ustawianie kordonu sanitarnego. Obozy, zintegrowane
        korpusy wojskowe, centralne ośrodki dowodzenia...
        - Opinia publiczna karmiona jest obrazami potopu niechcianych intruzów i
        zagrożeń dla społeczeństwa (...). W efekcie imigranci są piętnowani, oczerniani,
        wręcz odczłowieczani - przemawiający w styczniu tego roku w Parlamencie
        Europejskim sekretarz generalny ONZ Kofi Annan nie krył wzburzenia. - Tymczasem
        oni nie chcą jazdy na gapę. Chcą otrzymać szansę. To nie przestępcy ani
        terroryści. Chcą przestrzegać prawa. Nie chcą żyć w izolacji, chcą się
        zintegrować, ale także zachować własną tożsamość.
        Sala przyjęła wystąpienie owacją. W kontekście europejskiej polityki i nastrojów
        trzeba uznać, że była to raczej owacja dyplomatyczna.
        MARCEL ANDINO VELEZ
        _______
        KTO JEST KIM
        Uchodźca
        Uchodźca to osoba, która opuściła własny kraj w obawie przed prześladowaniem.
        Każdemu uchodźcy przysługuje ochrona prawna na podstawie konwencji genewskiej z
        1951 roku. Zgodnie z konwencją każda osoba przebywająca na terenie obcego kraju
        może złożyć wniosek o nadanie statusu uchodźcy (azyl). Jeśli wnioskujący
        przekroczył granicę państwa nielegalnie, jego wolność poruszania może zostać
        ograniczona, ale tylko do czasu zweryfikowania zasadności wniosku - taka jest
        geneza obozów przejściowych, zwanych też obozami dla uchodźców. W przypadku
        weryfikacji pozytywnej azylant uzyskuje pełnię praw w danym państwie, jeśli jego
        status uchodźcy nie zostanie potwierdzony, można go deportować.
        Imigrant
        To cudzoziemiec, który osiedlił się w obcym kraju na podstawie własnego wyboru
        życiowego - w przeciwieństwie do uchodźcy, którego do zmiany miejsca
        zamieszkania zmusiło zagrożenie zewnętrzne. Ponieważ imigracja jest dobrowolna,
        imigrantom nie przysługuje żadna specjalna ochrona prawna."
        • czarek1 Re: "Twierdza białych starców"- UE-stop imigraIII 09.11.04, 04:44
          Artykuł w Przekroju daje wiele do myślenia. Sprawa nie jest łatwa, bowiem ma
          zbyt wiele aspektów: bezpieczeństwa, ekonomiczny, kulturowy i psychologiczny.
          Pamiętajmy o tym, ze nam jest łatwo dyskutować, natomiast odpowiedzialność
          polityka za podejmowanie decyzji jest poważniejsza. Zakładam tu, ze chodzi o
          polityka UCZCIWEGO. Tacy też, czasami się trafiają. Postaram się spojrzeć na
          zagadnienie bez emocji.
          Musimy się wszyscy zgodzić, co do kilku faktów, nawet, jeśli wydadzą się nam
          bezduszne.
          1. Żadne państwo nie może pozwolić na niekontrolowane przekraczanie jego
          granic. Wszędzie musi istnieć jakaś forma kontroli.
          2. W związku z powyższym, każde państwo ma prawo zatrzymywać ludzi
          złapanych na nielegalnym przekraczaniu jego granic.
          3. Zatrzymanych ludzi musi się sprawdzać, ponieważ nie każda osoba
          podająca się za uchodźcę jest nim w istocie (Niektórzy terroryści biorący
          udział w zamachu z 11 września 2001 r. zagnieździli się wpierw w Kanadzie, jako
          uchodźcy, a rząd kanadyjski nie sprawdził ich należycie).
          4. Do czasu sprawdzenia, osoby czekające na procedurę, muszą być,
          niestety, trzymane w jakiejś formie odizolowania od społeczeństwa kraju, do
          którego trafiły.

          Taka jest konieczność i trudno z tymi faktami polemizować. Kwestia jest wiec
          nie CZY wpuszczać w sposób niekontrolowany, ale raczej jak przeprowadzać te
          konieczne czynności, żeby działać sprawnie i humanitarnie, i w sposób jawny,
          otwarty, czyli politycznie przejrzysty i jednocześnie zdecydowany.

          W artykule też jest wzmianka o tym, że często deportuje się rodziny z dziećmi
          już urodzonymi w danym kraju. To prawda i często jest to okrutne i bezduszne.
          Ale trzeba też spojrzeć uczciwie na odwrotna stronę medalu. W USA i w Kanadzie,
          a wiec w krajach, które znam z pierwszej ręki, nielegalni imigranci (głównie
          ekonomiczni, a nie polityczni) bardzo szybko po nielegalnym osiedleniu się
          rodzą dzieci po to, by się nimi zasłaniać w procesach deportacyjnych. Jest to
          na porządku dziennym w Kalifornii, gdzie nielegalnie żyją i pracują tysiące
          ludzi Meksyku. Nawiasem mówiąc, wśród nielegalnych pracowników, tzw. „na
          czarno” jest wielu Polaków.

          Obowiązkiem każdego kraju, po zatrzymaniu osoby ubiegającej się o azyl
          polityczny, jest ustalenie, czy dana osoba rzeczywiście zasługuje na azyl, czy
          jest to decyzja czysto ekonomiczna, w celu poprawy nędznego bytu. (Pomijam tu
          sprawdzenie, czy nie jest terrorystą). Pamiętajmy też, ilu Polaków zmyślało
          niestworzone historie o rzekomych katuszach, jakie przechodzili w PRL’u, tylko,
          żeby dostać azyl w dowolnym państwie zachodnim. Przecież nie każdy był
          represjonowany. A napatrzyłem się i nasłuchałem tu od rożnych ludzi rożnych
          historii. Ja sam nigdy azylantem nie byłem. Dlatego, chciałbym widzieć więcej
          ludzkiego podejścia władzy do ludzi, którym jest zle tam, skąd przybyli. Tak,
          jak na nas patrzono niegdyś pobłażliwie. Nie wiem, jak taką pobłażliwość
          zmieścić w oficjalne ramy, ale chyba da się to zrobić.

          Jeśli wierzyć temu, co czytamy w artykule o zapotrzebowaniu sily roboczej
          przez rynek pracy w niedalekiej przyszłości, nie mamy się co bać przyjmować
          imigrantów. Zwracam uwagę na słownictwo: imigrantów, niekoniecznie azylantów.
          Trzeba tylko z jednej strony zrozumieć pewne obawy społeczeństwa, a z drugiej
          prowadzić na szeroka skale kampanie informacyjną, tłumaczącą uczciwie fakty i
          prostującą obawy. Obawy biorą się z ksenofobii, ale nie tylko. Nawet, jeśli się
          nie żywi przesądów w stosunku do kogoś innej rasy, to można zrozumcie pewne
          obawy ludzkie, ze wpuszczając „nadmierna” liczbę nowoprzybyłych z obcych stron,
          zatraca się narodowy charakter, kulturę i obyczaje. Na to trzeba znaleźć
          argumenty. Trzeba wykazywać, ze imigranci nie przekraczają 5% większości krajów
          europejskich, z większości, nawet zachowując swoje odrębne tradycje, wtapiają
          się w infrastrukturę ludzka tych krajów. Ze Polacy (w naszym przypadku) tez
          wtapiają się w społeczeństwa innych, bogatszych krajów. I ze cudzoziemcy ci
          niekoniecznie są ciężarem, a często stymulatorem gospodarki. Cala sprawa wymaga
          przede wszystkim wielkiego wysiłku edukacyjnego, żeby pzrelamac barierę
          psychologiczna.

          Co do jednego zagadnienia zdecydowanie sprzeciwiam się umieszczania obozów dla
          uchodźców poza granicami UE. Skoro takie ośrodki są nieuniknione, powinny one
          być NA TERENIE UE i pod międzynarodową kontrolą, a także odpowiadać pewnym
          międzynarodowym standardom, tak pod względem higieny, jak i wyżywienia i
          humanitarnego traktowania. A dla sprawdzonych i wpuszczonych do kraju
          azylantów należy zorganizować ośrodki ułatwiające adaptacje, z nauka jezyka,
          pośrednictwem w znajdowaniu pracy, nauze o tradycjach i kulturze danego kraju
          itp.

          Ludzie w Europie boja się „zalewu islamu”, bo tak ich straszą ośrodki
          populistyczne i skrajna prawica o charakterze nacjonalistycznym. Wyznawcy
          islamu docierający do krajów europejskich, to przeważnie biedota, a wiec
          elementem najmniej akceptowanym.I tu wlasnei powstaje dylemat. Jeśli się ich
          będzie dyskryminować, powstanie u nich poczucie alienacji, pchające ich do
          podatności na hasła islamskich fundamentalistów i radykałów. Niegdyś do USA i
          Kanady sprowadzano biedotę chińską do najcięższych robot. Dziś Chińczycy są tam
          szanowanymi pracownikami, znanymi z pracowitości i solidności.

          Pamiętajmy jednak przede wszystkim o tym, ze sytuacje w krajach, z których ci
          ludzie dziś przybywają, stworzyli Europejczycy wielowiekowa polityka
          kolonialna, wyzyskiem, nierównością społeczną. Nawarzyli sobie piwa. Warto by
          inwestować tez w rozwój tych krajów afrykańskich, podejmować wysiłki
          polityczne na rzecz zakończenia konfliktow, a wiec poprawiać sytuacje U ŹRÓDŁA
          ZLA. Ale na razie, trzeba po ludzku pomagać ludziom.

          Na zakończenie, przypomnę o pewnym tragicznym przypadku odmowy przyjęcia ludzi.
          W 1939 roku Hitler pozwolił (dla celow propagandowych) wyjechać 900 Żydom z
          Trzeciej Rzeszy na statku St. Louis. Statek dopłynął do Hawany, ale Kuba nie
          pozwoliła pasażerom zejść na ląd. Statek odpedzono od bzregow USA, choc widac
          już była swiatla Miami. Podobnie postąpiła Kanada. ST. Loouis zawrocil do
          Europy. Pewna liczbę przyjęły Anglia i Francja. Reszta powróciła do
          hitlerowskiego piekła.
          • ijaw Re: "Twierdza białych starców"- UE-stop imigraIII 09.11.04, 19:41
            \Trudno mi powiedzieć jak kształtuje się przyrost naturalny w poszczególnych
            krajach europejskich, ale obserwując sytuację w Polsce można mieć pewien obraz.
            Dzieci rodzi się coraz mniej, pewnie dlatego, a nie z powodów religijnych
            istnieje zakaz aborcji. Zamyka się szkoły, bo nie ma kogo w nich uczyć. Czy to
            nie wymowne? Podobnie jest w innych krajach. Rozumiem obiekcje polityków, jak i
            Twe wywody, Czarku. Zgadzam sie, że nie można wpuszczać wszystkich i bez żadnej
            kontroli. Jednak bardzo nie podoba i się to co robią duńczycy ze swymi
            obywatelami, którzy zawrali związek małżeński z obcokrajowcem, tu: pewnie chodzi
            o Afrykanów, czy Azjatów. Wydalać z kraju własnych obywateli, bo mieli ochotę
            związać się z kimś kogo nie akceptuje panstwo!! Zrozumiałabym, gdyby chodziło o
            terrorystów, czy gangsterów. To jakaś paranoja. Oby nie przeniosła się na grunt
            polski, bo udławimy sie swą polskością.
            Owszem, powinny być obozy przejściowe, w ktorych ludzie w godziwych warunkach
            doczekają wymarzonego azylu, prawa pobytu, swej ziemi obiecanej. Niepokoją mnie
            zamysły wyrzucenia ich poza teren Europy, gdzie nie bedzie możliwa żadna
            kontrola organizacji międzynarodowych i gdzie więcej niż pewne, imigranci
            zostaną skazani na piekło.
            W Polsce, imigranci, o czym juz rozmawialiśmy nie zabierają pracy a wykonują tę
            gorszą, której Polak nie chce zrobić, bo mu się nie opłaca.
            Osobiście nie mam nic przeciwko państwu wielokulturowemu, "różnokolorowemu",
            abslutnie nic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka