Gość: Wilt
IP: 62.29.137.*
16.06.04, 16:55
Gratulacje za dokonanie tego, co wydawało się niemożliwe nie tylko mnie czy
innym fanom Lakers, ale też prawie każdemu spoza obozu Detroit; za sprawienie
jednej z największych niespodzianek w dziejach Finałów i przywrócenie tym
Finałom właściwej rangi – decydującego starcia o tytuł. Obrona Pistons,
zarówno indywidualna jak i zespołowa, była fantastyczna. Larry Brown świetnie
poukładał ich grę, potwierdzając moją opinię, że na miejsce wśród „10”
najlepszych trenerów wszechczasów zasługuje bardziej od Dona Nelsona, a nawet
Billa Fitcha; a przy okazji udowadniając, że jest również najlepszy obecnie,
wyraźnie lepszy od Jacksona (BTW: MVP powinien chyba jednak zostać Hamilton,
ale przy tak wyrównanym składzie zawsze można się spierać).
No, ale dość tych smutnych gratulacji. Normalnie pozastanawiałbym się
jeszcze, jaki przebieg miałąby konfrontacja Pistons ze Spurs albo zdrowymi
Wolves (oczywiście również zdrowymi Lakers; obraz niezdolnego do gry Malone’a
był naprawdę przygnębiający). Ale ważniejsze wydają się wnioski na przyszłość
dla LA (choć zastrzegam: jestem dość zniechęcony i nie zamierzam uczestniczyć
w debatach na ten temat tak intensywnie jak w poprzednim offseason – czy w
ogóle w jakichkolwiek debatach).
Główny wniosek jest dla mnie oczywisty: pozbyć się Phila Jacksona.
Wystarczałaby do tego sama jego trenerka: został kompletnie „outcoached” już
przez Popovicha i gdyby Cleamons nie namówił go do odstąpienia od trójkątów,
przygoda Lakers znów skończyłaby się na 2. rundzie. Potem na większe uznanie
zasłużyła również robota Flipa Saundersa, utrzymującego Minnesotę
niebezpiecznie blisko LA, mimo kontuzji Cassella i Hudsona. No i oczywiście
końcowe rozpracowanie przez Larry Browna – naprawdę przygnębiający widok. Jax
zestarzał się wraz z jego ślepą wiarą w trójkąty i trzeba się go pozbyć,
zanim zaczną go robić na szaro również Musselman czy Doc Rivers, odrzucając
jego bezczelne w tej sytuacji żądania rekordowego nowego kontraktu za 10 – 12
melonów rocznie (za co: za to, że od czasu do czasu potrafi walnąć
motywacyjną mówkę? Do tego lepiej zatrudnić psychologa). Na pewno nie będę go
żałował, bo dla mnie nigdy nie należał w pełni do rodziny Lakers, zawsze
przezierała ta jego obrzydliwa arogancja z Bulls (w przeciwieństwie do
Sharmana, który przychodząc ze znacznie bardziej konkurencyjnych dla LA
Celtics został Lakersem z krwi i kości). Był tylko wynajętym fachowcem i
skoro przestał się sprawdzać: dziękujemy za przeszłe zasługi i bye. Nb. skoro
wszyscy najlepsi weterani trenerki są już zajęci, postawiłbym po nim bez
wahania na świeżą krew, na Cleamonsa czy Michaela Coopera.
Ale znacznie ważniejszy dla mnie dla pozbycia się Jaxa jest inny powód niż
jego poupadający kunszt trenerski (bo w końcu gość nie jest jeszcze taki
kiepski, tylko za uparty i za dużo chce kasy) – jego absolutnie negatywny
wpływ na konstrukcję zespołu. Od czasu, gdy przyczynił się do odejścia Westa,
ma w tym względzie decydujący głos nad mającym znacznie słabszą pozycję
Kupchakiem; i to właśnie sprawiło, że nie świętujemy teraz – co było
absolutnie w zasięgu – 5. tytułu z rzędu. Bo wśród FA Jackson maniakalnie
stawiał tylko na weteranów: Harpera, Shawa, a jak tamtych już nie stało, to
choćby Bryona Russella. W efekcie nie wyciągnięcia żadnych wniosków z
ubiegłego sezonu, gdy zostaliśmy zabiegani i zduszeni przez młodych i
energicznych Spurs, w tym roku powtórzyła się dokładnie ta sama sytuacja z
Pistons! A jak przydałby się choćby Raja Bell zamiast Russella, żeby
ograniczyć się nawet do mniej znanych nazwisk… Sytuacji nie mogli tu
zrównoważyć choćby częściowo rookies, bo tu wpływ PJaxa był jeszcze gorszy:
regularnie zamiast Kirilenków, Boozerów, Parkerów i Ginobilich
wybieraliśmy „bezpieczne” kandydatury Rushów, Cooków i Madsenów, których
obowiązkowe bogate doświadczenie akademickie i pochodzenie z USA bardzo
niewiele się jednak przydawały w ostatecznym rozrachunku.
Dlatego odejście Jacksona to dla mnie warunek sine qua non przebudowy
Lakers, która musimy rozpocząć natychmiast i na serio. Tym bardziej, że
pieniądze zaoszczędzone na niepodpisywaniu z nim nowego kontraktu przydadzą
się bardzo na nowych graczy. O dalszych krokach – później.
Pzdr dla wszystkich umiejących wygrywać i przegrywać z klasą