Gość: LEPSI
IP: *.telimeny / 192.168.0.*
29.05.02, 16:27
SUPEREXPRESS 29.V.2002
Zagrał ze mną w kulki
- Wezmę cię ze sobą na Mundial - obiecał Michał Listkiewicz, prezes PZPN
Krzysiowi Szczepańskiemu. 14-letni sierota z Wioski Dziecięcej w Biłgoraju
wylosował idealny dla Polski terminarz rozgrywek do eliminacji mistrzostw
świata - wyjazd miał być nagrodą. Ale tuż przed wylotem polskiej reprezentacji
prezes zmienił zdanie: "Nie ma miejsca, pieniędzy i opiekuna dla chłopca". -
Tak o tym marzyłem. Teraz nic już nie chcę - mówi Krzysio.
Krzyś nie rozumie, dlaczego prezes nie dotrzymał danego mu słowa, ale i tak
będzie kibicował polskim piłkarzom
Krzysio Szczepański zawsze miał szczęście. Nie wszyscy mieszkańcy domów
dziecka trafiają do Wioski Dziecięcej SOS, a Krzysiowi przed siedmiu laty
udało się tu odnaleźć dom. Rodzeństwo często jest rozdzielane do różnych
bidulów - on mieszka pod jednym dachem z siostrą, 16-letnią Małgosią, i
bratem, 12-letnim Robertem. Ma swój pokój: plakaty piłkarzy, na drzwiach
kalendarz kibica. No, i kolejne szczęście -Ęczworo przybranego rodzeństwa,
nową mamę i ciocię Martę.
- W wiosce mieszka 85 osób, ale Krzysio faktycznie wyróżnia się fartem -
potwierdza pedagog Marian Łukasik. - Na piętnastolecie ośrodka
zorganizowaliśmy loterię fantową. Do wygrania były trzy rowery. Losów - 500.
Krzysio spojrzał na jeden z "górali" i powiedział: ten będzie mój. I
faktycznie: wylosował! Rok później, z okazji Dnia Dziecka zorganizowaliśmy
podobną loterię. Kolega dał Krzysiowi pięć złotych, byle tylko wylosował
mu "górala". I znowu mu się udało!
Sierotka do kulek
Kolejny raz szczęście uśmiechnęło się do Krzysia w lutym 2000 roku. W
warszawskim hotelu Jan III Sobieski zebrali się przedstawiciele sześciu
federacji piłkarskich. Ich reprezentacje rywalizowały w jednej grupie
eliminacji mistrzostw świata. Celem spotkania było ustalenie terminarza
rozgrywek. Każdy związek kurczowo trzymał się własnej wizji. Konieczne było
losowanie.
- Zadzwonił do nas Michał Listkiewicz -Ęwspomina Marian Łukasik. -Ę I poprosił
o wytypowanie sierotki do losowania. Pomyślał o nas, bo PZPN jest patronem
Wiosek Dziecięcych SOS. Wszystkie dzieci były na feriach w Zakopanem. Został
tylko Krzysio - akurat miał grypę! Zapakowaliśmy go do auta i pojechaliśmy do
Warszawy.
Chłopak był oszołomiony wielkim światem: trenerzy zespołów z Ukrainy,
Norwegii, Walii i Białorusi. No i jego idole: Jerzy Engel, Zbigniew Boniek i
Michał Listkiewicz. Dostał biało-czerwoną koszulkę z orłem, getry, buty.
Usiadł przy stole z misą pełną kulek z nazwami drużyn.
Trzymamy za słowo!
"Krzysio najwyraźniej trenował wyciąganie kulek, bo idealnie połączył te z
napisami Polska i E. A to oznacza idealny dla nas zestaw gier. Z meczami z
Norwegią i z Ukrainą, z najgroźniejszymi rywalami na samym finiszu i do tego
na własnych śmieciach!" - pisał "Super Express" 9 lutego 2000.
Krzysio był szczęśliwy: po losowaniu dostał autograf od Jerzego Engela,
Zbigniew Boniek przybił mu "piątkę", a Michał Listkiewicz obiecał wyjazd.
- Byłam przy tym - mówi Elżbieta Janczur, dyrektor Wiosek Dziecięcych SOS w
Polsce. - Prezes Listkiewicz powiedział, że taki układ terminów był jego
marzeniem.
- I dodał, że jeśli zakwalifikujemy się do mistrzostw świata, Krzysio pojedzie
z polską drużyną. Tylko musi się przyłożyć do nauki - uzupełnia Marian
Łukasik. - Powiedziałem: trzymamy za słowo!
- Ostrzegłam: panie prezesie, są świadkowie! - dodaje Elżbieta Janczur. -
Uśmiechnął się.
Po powrocie do Wioski Dziecięcej Krzysio Szczepański tańczył z radości. Do
oglądania koszulki z orłem, autografów i zdjęć z trenerami ustawiały się
kolejki.
- Wkuwałem i śledziłem rozgrywki. Bez kłopotu przeszedłem do gimnazjum -
Krzysio siedzi na tle plakatu z Iwanem i Wałdochem. - Jesienią ub. roku było
już pewne, że nasi jadą na mistrzostwa. Czekałem na list, albo telefon z PZPN.
- Codziennie przychodził do sekretariatu i dopytywał, czy jest coś dla niego.
Nie było - dodaje Marian Łukasik. - W lutym usiedliśmy i wystosowaliśmy list
do PZPN. Krzysio napisał, że prosi pana prezesa o spełnienie obietnicy, że
kocha futbol i chciałby przynieść szczęście polskiej reprezentacji. Nie było
odpowiedzi, więc w marcu wysłaliśmy drugi list: polecony.
Nie ma miejsca
Krzysio pamięta uczucia, z jakimi otwierał kopertę z nadrukiem PZPN: radość i
nadzieja. I chwilę potem: rozczarowanie i żal. - "Nie ma możliwości zabrania
dodatkowych osób - odpisał prezes Listkiewicz. - Proponuję ci wyjazd do San
Marino na mecz inauguracyjny mistrzostw Europy San Marino - Polska w dniu 7
września 2002".
- Zagrał ze mną w kulki - opuszcza głowę Krzysio. - Przecież obiecywał co
innego. Czekałem na Koreę. Teraz już nic nie chcę.
- Nie mogę mu wytłumaczyć, że marzenia nie zawsze się spełniają - mówi Marian
Łukasik. - Gdyby był większy, łatwiej zrozumiałby reguły rządzące światem
dorosłych. Ale jest tylko oszukanym dzieckiem.
Niepedagogiczne!
Prezes PZPN Michał Listkiewicz (złapany telefonicznie w Seulu) tłumaczy się:
- Nie obiecywałem! Ja tylko rzuciłem niezobowiązujące hasło. Nie wiedziałem,
że chłopiec potraktuje je poważnie. Poza tym, nikt o sprawie mi nie
przypominał.
Prezes Listkiewicz przywołuje na pomoc przepisy FIFA: z piłkarzami nie mogą
przebywać osoby postronne. Nie ma dla nich miejsca w wiosce piłkarskiej, nie
ma również programu zwiedzania Korei.
- Co by taki Krzysio tu robił? - pyta Listkiewicz. I sam odpowiada: - Nudziłby
się. A wyjazd z kibicami to zagranie mało pedagogiczne. Trafia się różny
element... Poza tym w grę wchodzą względy finansowe. Krzysio musiałby lecieć z
opiekunem - koszt wyjazdu to 3-4 tys. euro na osobę. PZPN na to nie stać!
Michał Listkiewicz boi się już cokolwiek mówić, ale kolejny raz coś Krzysiowi
obieca: koszulkę i piłkę z autografami reprezentacji.
Krzysio zapytany, czy będzie śledził Mundial w telewizji, długo się
zastanawia. Ale miłość do piłki zwycięża: - No, tak -mówi. I dodaje pytająco: -
Ciekawe, czy bez mojego szczęścia Polakom uda się zostać mistrzem?
Elżbieta Mackiewicz