Chce pani tańszy prąd? A potem dwa rachunki
Miła pani zapewniała babcię, że jest z zakładu energetycznego i że jeśli babcia podpisze umowę, to będzie płaciła mniej za prąd. Ale wcale z zakładu energetycznego nie była. Nie wspomniała też, że teraz babcia zapłaci dwa rachunki. Kiedy chciałyśmy się z tej umowy wycofać, rzuciła słuchawką - opowiada czytelniczka "Gazety".
"Po domach chodzą akwizytorzy bliżej nieznanej firmy, którzy proponują tańszy prąd. Nie potrafią dokładnie się przedstawić, często są to bardzo młodzi ludzie" - alarmuje jeden z czytelników "Gazety". - "Żądają faktury za energię elektryczną i na jej podstawie pokazują, skąd miałaby się obniżka cen prądu wziąć. Oczywiście podsuwają umowy do podpisania, oczekując okazania dowodu osobistego. U mnie byli już dwukrotnie. Na hasło, iż zgłoszę się do Energi w Płocku, natychmiast kończyli dyskusję. Ostatnio widziani byli na Międzytorzu"
O podobnej wizycie napisała do nas także pani Justyna: "Pani przedstawiła się jako pracownik zakładu energetycznego. Opowiadała, że jeśli babcia podpisze umowę, to będzie płaciła dużo mniej za prąd, dodatkowo uzyska ubezpieczenie zdrowotne, zniżkę na leki i pakiet ubezpieczenia energetycznego".
Babcia dała się przekonać. I podpisała dokument, które podsunęła jej kobieta. "Ta pani nie wylegitymowała się w żaden sposób, nie zostawiła babci wzoru odstąpienia od umowy, z którego może skorzystać w ciągu 10 dni od jej podpisania [wymaganego przepisami w momencie, gdy klient zawiera umowę w swoim domu - red.]. Ponadto babcia podpisała jej upoważnienie do zerwania umowy na dostawę prądu z dotychczasowym dostawcą, czyli Energą" - dodaje pani Justyna.
Na szczęście babcia szybko pochwaliła się wnuczce, że zaoszczędzi na energii. A pani Justyna wrzuciła nazwę "Energetyczne Centrum" do wyszukiwarki w sieci i złapała się za głowę.
Bo choć okazało się, że EC faktycznie istnieje, jest międzynarodową grupą kapitałową, z polską siedzibą w Radomiu, i choć faktycznie ma koncesję na sprzedaż energii elektrycznej, to sposób, w jaki zdobywa nowych klientów, może budzić poważne zastrzeżenia.
Nasza czytelniczka przeczytała np. w sieci artykuł o 80-letniej pani Barbarze z Trzemieszna, która także dała się przekonać akwizytorowi EC do "oszczędności na prądzie". Tylko kiedy przyszło do płacenia rachunków, okazało się, że są dwa razy wyższe. Bo prócz opłat za prąd, starsza pani musiała także płacić za ubezpieczenie zdrowotne. Którego nawet nie chciała, ktoś w umowie zaznaczył tę opcję za nią. W dodatku dopiero wtedy przekonała się, że będzie płaciła dwa rachunki, bo jej dotychczasowy zakład energetyczny, choć nie przesyła już faktur za prąd, nie przestaje pobierać tzw. opłat dystrybucyjnych.
Były także teksty o mieszkańcach Częstochowy, których w lutym tego roku przedstawiciele EC przekonywali, że jedynie "informują o zmianach opłat" za energię elektryczną. Podsuwali do podpisu umowy, twierdząc przy tym, że jest to jedynie poświadczenie, że częstochowianie się z owymi zmianami zapoznali.
Za to w Lublinie - jak twierdzili forowicze jednego z lokalnych portali - w ogóle nie chcieli powiedzieć, jaką firmę reprezentują, ani gdzie mają siedzibę. Od progu ruszali do licznika, a potem wyciągali papiery i mówili, żeby podpisać umowę "na tańszy prąd". Kto się wahał, słyszał, że w takim razie za rok będzie płacić dwa razy tyle.
Okazało się także, że firmą z Radomia interesuje się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W kwietniu wszczął postępowanie, które ma rozstrzygnąć, czy spółka w czasie wizyt w domach ludzi nie stosowała praktyk niezgodnych z prawem. Do urzędu docierały bowiem sygnały, że akwizytorzy EC nie dołączali do zawieranych kontraktów wspomnianych wcześniej wzorów odstąpienia od umów. Wątpliwości urzędu wzbudziły również praktyki polegające na zastrzeganiu, w stosowanym przez EC wzorcu umownym, że w razie przekroczenia terminu uregulowania należności za usługi, spółka może obciążyć konsumenta szeregiem opłat (np. 30 zł za wysłanie wezwania do zapłaty).
Postępowanie to nie dobiegło jeszcze końca. Tymczasem pod koniec września prezes UOKiK dodatkowo pozwała EC do sądu. Tym razem, jak informuje urząd, w związku z "niejasnym sposobem naliczania sankcji za odstąpienie od umowy".
Podsumowując - nasza czytelniczka dość szybko przekonała babcię, że umowę trzeba zerwać. Pobrała z sieci oświadczenie o odstąpieniu od umowy, ale kiedy przyszło do wypełniania, okazało się, że nie pójdzie tak łatwo. Akwizytorka, do której zadzwoniły z prośbą o przypomnienie jej nazwiska, rzuciła słuchawką i wyłączyła telefon. Panie wybrały się więc do Radomia i swą rezygnację złożyły osobiście w Biurze Obsługi Klienta EC (które okazało się pojedynczym pokojem z biurkiem, laptopem i panem, który go obsługiwał). Ale kiedy kilka dni później zadzwoniły upewnić się, czy do systemu wprowadzono już tę informację, okazało się, że babcia pani Justyny wciąż jest klientką EC.
"Kilka dni później zadzwoniłam na infolinię, by sprawdzić, czy w systemie już wprowadzono tę informację i - o losie - dowiedziałam się, że babcia nadal jest ich klientką. Sprawa wyjaśni się w momencie, gdy nadeślą pierwszy rachunek" - kończy swą opowieść czytelniczka. Dodaje jeszcze: "Żeby dodać pikanterii całej sprawie, zrobiłam mały rekonesans wśród znajomych (mój mąż pracuje jako listonosz i też popytał za moją prośbą starsze osoby). Okazuje się, że przypadków, gdzie osoby płacą podwójne rachunki, z czego drugi w zasadzie za nic, jest wiele w mieście. Firma wykorzystuje, że od umowy trzeba odstąpić w ciągu maksymalnie 10 dni, bo przecież dla starszych osób, które często nie mają dostępu do mediów, a gdy są samotne, to właściwie są odcięte od społeczeństwa, jest to niewykonalne. Wiele osób płaci więc podwójne rachunki [ponieważ - jak już wspomnieliśmy - Energa, nawet jeśli nie pobiera już opłat za prąd, przysyła wciąż rachunki za tzw. opłaty dystrybucyjne - red.]. A firma straszy je, że jeśli zerwą umowę po tych 10 dniach, muszą zapłacić karę. Niestety starsze, często samotne osoby, nie stać na taki wydatek, więc wysupłują ostatnie grosze z niewielkich emerytur i płacą te rachunki".
Rafał Dawidowski, rzecznik CE, kiedy opowiedzieliśmy mu historię pani Justyny i jej babci, zapewniał, że każdy z ich przedstawicieli handlowych ma obowiązek "dokładnego informowania klientów o zapisach umowy, szczegółach oferty, którą wybierają i cenach/wysokościach opłat".
- Każdy z klientów otrzymuje swój egzemplarz umowy i ma 10 dni na odstąpienie od niej bez konieczności wnoszenia żadnych dodatkowych opłat - uspokajał, nie wspominając jednak, dlaczego do kontraktów nie dołączany jest wzór oświadczenia o odstąpieniu od umów.
Dawidowski twierdzi także, że w ciągu tych 10 dni z centrali firmy wykonywany jest do klienta telefon: - W trakcie rozmowy pracownicy centrali upewniają się, czy klient zrozumiał wszystkie postanowienia umowy, jest pewien, że wybrał ofertę, która spełnia jego oczekiwania i czy na pewno decyduje się na korzystanie z naszych usług. Czyli zmiany sprzedawcy energii i ewentualnego dodatkowego ubezpieczenia, bo klient sam decyduje, czy chce pakiet podstawowy, czy poszerzony o ubezpieczenie. Jeśli zmienił zdanie, w trakcie rozmowy może odstąpić od umowy.
Rzecznik EC obiecał, że ich firma wyjaśni sytuację, jaka miała miejsce w Płocku. - Sprawdzimy, czy w trakcie podpisywania umowy nasi przedstawiciele handlowi działali zgodnie z zasadami, które obowiązują w naszej firmie. Jeśli okaże się, że postępowali w sposób nieetyczny, muszą się liczyć z konsekwencjami służbowymi - nawet ze zwolnieniem z pracy - zakończył.
Co robić, gdy do drzwi zapuka energetyczny akwizytor
Oto kilka rad, jakie przesłała nam Beata Ostrowska, rzecznik prasowy Grupy Energa. Firma przygotowała je w związku z napływającymi od klientów sygnałami o działaniach - jak określa to rzecznik - niektórych sprzedawców energii elektrycznej.