Gość: biblista
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
26.06.05, 11:44
Jezus urodził się, jak wszystkim nam wiadomo, w rodzinie Marii i Józefa,
określanej również "Świętą Rodziną". Z jakichś przyczyn ewangeliści uważali
jednak za istotne, aby sobie współczesnym i przyszłym pokoleniom przekazać
wiedzę o dalszych przodkach Jezusa i tak rodowód Jezusa Chrystusa przytoczony
jest w Ewangeliach dwukrotnie - przez św. Mateusza (1, 1-17) oraz św. Łukasza
(3, 23-38). Pierwszy z nich kończy monotonną wyliczankę imion ojców i
spłodzonych przez nich synów stwierdzeniem, iż "wszystkich pokoleń od
Abrahama do Dawida jest czternaście, od Dawida do uprowadzenia do Babilonu -
pokoleń czternaście, od uprowadzenia do Babilonu do Chrystusa - pokoleń
czternaście". Imiona kobiet - matek tych czterdziestu dwu pokoleń są
pominięte, poza czterema wymienionymi na równi z ojcami ich dzieci, a są to:
Tamar, z którą Juda spłodził bliźniaki - Faresa i Zarę; Rachab, z którą
Salmon spłodził Boaza; Rut, z którą Boaz spłodził Jobeda; żona Uriasza, z
którą Dawid spłodził Salomona.
Kim były te kobiety i cóż takiego zrobiły, że na tak trwale wpisały się w
wersety świętych Ewangelii? Cóż takiego zrobiły, że Kościół od wieków
skutecznie milczy na ich temat? A jego milczenie, o czym sam wie, oznacza
nieistnienie tych kobiet w świadomości wiernych.
Tamar
(Rdz. 38, 1-30)
Ponieważ, jak mówi Biblia, dwaj mężowie młodziutkiej Tamar czynili zło w
oczach Boga, Bóg pozbawił ich życia. Ówczesne prawo (tzw. prawo lewiratu)
nakazywało, aby bezdzietną wdowę poślubił kolejny brat, a do jego obowiązków,
poza jej utrzymaniem, należało spłodzenie z nią dziedzica majątku i imienia
(nazwiska) zmarłego brata. Teść Tamar - Juda, straciwszy już dwóch synów,
ukrywał swój brak zgody na ślub z trzecim, najmłodszym, na razie
niepełnoletnim młodzieńcem. Mijały lata i w pewnym momencie zdesperowana
Tamar postanowiła wyegzekwować, przez Boga przyznane kobietom, prawo do
zostania matką. Wyegzekwowała je sama podstępem i nazwana
została "sprawiedliwszą od Judy". Dlaczego? I jak to uczyniła? Pozornie
prosto. Przebrała się za prostytutkę. Głowę przykryła chustą i usiadła przy
drodze, którą miał podążać Juda, a on - wówczas już również wdowiec - nie
rozpoznawszy swojej synowej, przespał się z nią. Tamar zaszła w ciążę. Nikt
nie wiedział z kim. Z nierządu - orzeczono. Czekała ją śmierć przez
ukamieniowanie. Została jednak uniewinniona i nobilitowana, kiedy pokazała
wszystkim obecnym - pieczęć, sznur i laskę wręczone jej przez Judę po
opisanej przygodzie. Nie miał on bowiem wówczas przy sobie odpowiedniej
ilości gotówki. Tym sposobem Tamar, działając w ramach swoich praw, stała się
pra...prababką Jezusa Chrystusa i to tak szanowaną za swój spryt, iż
wymieniono ją z imienia w świętej księdze Nowego Testamentu. Szkoda, że
księża zapominają o Tamar w swoich kazaniach.
Rachab
(Joz. 2, 1-24 oraz 6, 1-27)
Kilka pokoleń później, już po tym jak Bóg wyprowadził Izraelitów z Egiptu, z
domu niewoli (ok. 1280 r. p.n.e.) i skierował do Ziemi Obiecanej, mlekiem i
miodem płynącej, stanęli oni pod potężnymi murami Jerycha. Zdawały się nie do
zdobycia. Wysłano zwiadowców. Dwóch z nich ukryła w swoim domu pewna
prostytutka o imieniu Rachab i to tak skutecznie, że przeżyli pomimo rewizji
zarządzonej przez króla Jerycha. Do tego jeszcze nakłamała - kierując pościg
w złym kierunku. To Rachab wyznaczyła cenę: życie za życie. Dobito targu. Po
trzech dniach, w nocy, przez okno spuściła zwiadowców na linie, bo jej dom
wbudowany był w mur miasta. Potem nastąpiło oblężenie, mury Jerycha, jak
wszyscy wiemy, popękały od głosu trąb, a miasto zostało zajęte, spalone i
przeklęte. Nikt nie ocalał. Przy życiu pozostała jedynie, dzięki taktyce
przewidującej prostytutki - cała jej rodzina wraz z ojcem, matką, braćmi i
wszystkimi najbliższymi oraz ich rodzinami i wszystkimi pozostałymi, którzy
aktualnie znajdowali się w jej domu. Rachab zamieszkała pośród Izraelitów i
chociaż była Kananejką, czyli cudzoziemką, z czasem wyszła za mąż za
dzielnego Salmona i urodziła swojego jedynego syna - Boaza. A jej imię na
trwałe zostało wpisane do świętej księgi Nowego Testamentu. Szkoda, że księża
zapominają o Rachab w swoich kazaniach.
Rut
(Rt. 1-4)
Historia Moabitki Rut również związana jest z migracją i losem cudzoziemców.
Tym razem przyczyną opuszczenia przez jej przyszłą teściową Noemi, teścia i
ich dwóch synów ziemi ojczystej - był głód. Zamieszkali w Moabie. Kiedy po
latach wszyscy mężczyźni zmarli, wówczas urodziwa Rut zdecydowała się
towarzyszyć swojej owdowiałej teściowej w powrotnej drodze do kraju jej
pochodzenia - do Betlejemu judzkiego. Teraz z kolei ona była tutaj obca,
praktycznie bez praw. Mogła jedynie zbierać kłosy po żeńcach i tak
utrzymywała przy życiu - siebie i starą teściową. Majętny Boaz, najbliższy
krewny Noemi, zgodnie z prawem (patrz casus Tamar) powinien się ożenić z
bezdzietną Rut - ale choć doceniał jej walory duchowe, jako mężczyzna nie
zwracał na nią większej uwagi. Wówczas obie kobiety uzgodniły coś,
co "rozumując po chrześcijańsku trudno określić jako moralne". Rut się
wykąpała, uperfumowała, włożyła najstrojniejszą szatę, a następnie
niepostrzeżenie wślizgnęła się na posłanie obok Boaza na klepisku, gdzie
zmęczony całodzienną pracą, najedzony i napity, położył się do snu. I tak
leżeli do rana. Zanim nastał świt, Boaz obdarował ją sześcioma miarami
jęczmienia. Zmienił zdanie i ożenił się z Rut, a "synowa lepsza niż siedmiu
synów", jak ją określano, zapewniła Noemi dostatnie życie. Po dziewięciu
miesiącach urodziła Obeda, który stał się dziadkiem słynnego króla Dawida.
Tym sposobem cudzoziemka Rut włączyła się w Dawidowy rodowód Jezusa. A jej
imię na trwałe zapisane zostało w świętej księdze Nowego Testamentu. Szkoda,
że księża zapominają wspominać współczesnym nupturientom składającym
przysięgę małżeńską, że słowa "dokąd ty pójdziesz i ja pójdę. Bóg twój - Bóg
mój" w rzeczywistości powiedziała kobieta - kobiecie, Rut do Noemi, a nie do
swojego przyszłego męża. Czyżby Kościół uprzejmie kobietom znowu coś odebrał?
Tak. Ich własną międzypokoleniową przysięgę wierności i miłości wobec siebie.
Żona Uriasza
(2 Sm. 11-13)
Jej imienia trzeba poszukać w innej części Starego Testamentu. Nazywała się
Batszeba. Była matką króla Salomona, a jednocześnie symbolem miłości
seksualnej graniczącej ze zbrodnią. Była zbyt piękna, aby król Dawid ze
swojego pałacowego tarasu mógł spokojnie patrzeć się na jej nagie ciało w
trakcie kąpieli, chociaż doskonale wiedział, że jest żoną jednego z jego
najdzielniejszych i najwierniejszych wojowników. Pomimo to posłał gońców i
kazał ją sprowadzić. Po nocy spędzonej z Batszebą, Dawid pokochał ją tak
żarliwie, że wysłał jej męża na pierwszą linię frontu, na pewną śmierć. O
Batszebie mówi się - cudzołożnica, nie mówi - tragiczna matka, która trzymała
w ramionach martwe ciałko swojego pierworodnego syna. Salomona urodziła już
jako ślubna małżonka króla. Niejako na przekór naszej czujnej, wyuczonej
przez Kościół moralności - Batszeba również uznana została za godną wpisania
na listę pośród czterdziestu dwóch mężczyzn w genealogii Jezusa. W ocenie
Kościoła - kolejna upadła kobieta. W oczach Boga - piękna i niewinna jak
owieczka. Czwarta i ostatnia z wymienionych z imienia w świętej Ewangelii
pra...prababek Jezusa Chrystusa. Jakże intrygująca artystów. Przedstawiana na
malowidłach, renesansowych tapiseriach... Szkoda, że księża...
Prostytutki w otoczeniu Jezusa
Z kazań znamy przynajmniej trzy z nich (pomijając w tej chwili kwestię samej
interpretacji). Musiało ich być jednak znacznie więcej, skoro jednym z
koronnych zarzutów, jakie stawiano Jezusowi, była przyjaźń, jaka łączyła Go z
tzw. ówczesnym "elementem", tj. Celnikami i grzesznikami (np. Łk. 7, 34; Mk.
2, 15-17). W rozmowie z hierarchią - kapłanami Jezusa wypowiedział również
takie mało znane nam zdanie: "Zaprawdę