stefan.bialystok
23.12.06, 15:14
Każdego roku w grudniu media przekarmiając ludność choinkami, dzwonkami, Mikołajami, kolędami, prezentami szukają pieprzu dla urozmaicenia ckliwości. Zawsze zresztą potrzebują jakiegoś dziecka, które zagryzło psa, skoro psy zagryzające dzieci stały się złem zbanalizowanym. Z tych powodów przed Bożym Narodzeniem niektórzy dziennikarze dzwonią do Urbana. Zadają mi pytania, z góry wiedząc, jaką usłyszą odpowiedź. Gdybym im oznajmił, że pies to drapał, w tym roku przełamię się już opłatkiem, pozwolę wstawić sobie do domu choinkę, odprawię podwieczorek zwany Wigilią i nie zeżrę na nią schabowego, to z tą chwilą przestałbym być oryginałem, osobliwością, kobietą z brodą, cielęciem o dwóch głowach. I stracono by doroczne mną zainteresowanie.
Rodzi to od razu podejrzenie, że właśnie po to, żeby skupić na sobie troszkę uwagi nie stroję drzewka, nie żywię się opłatkiem czy gumowatymi kluchami z makiem. Lub też podejrzewa się, że tajnie celebruję święta i pobekuję kolędy, a łżę przecząc temu, bo chcę być oryginalny. Po cóż bym bowiem opierał się przed robieniem tego, co wszyscy, z Żydami i ateistami na czele bożonarodzeniowej gorliwości, nałogowego opłatkożerstwa? Cóż mnie albo komukolwiek szkodzi bożonarodzowienie? Od opłatka nie dostaje się AIDS. Od kolęd – wrzodów w uszach. Ani od karpia – hemoroidów.
Wyjaśnię moją odrębność prosto i stosunkowo szczerze. Boże Narodzenie stanowi instrument totalnej presji społecznej. Łatwiej wymknąć się naciskowi otoczenia nigdy się nie myjąc, publicznie onanizując się na przyjęciu imieninowym żony lub będąc mężczyz-ną nosząc minispódniczkę, a do niej długie kalesony, niż nie siadać do Wigilii. Godność własna i niepodległość wymagają ode mnie, żebym w jakiś sposób opierał się pędowi stada, zaznaczał odrębność. Bez takiej chęci całe życie staje się bezwolną egzystencją w ludzkim mrowisku. Dodać muszę, że opór przeciw świętom jest mniej przykre niż wobec innych zbiorowych skłonności, takich np. jak wyrzeczenia się samochodu, telewizji, wyjazdów na urlop czy noszenia skarpetek i innych rzeczy noszonych i znoszonych pod presją otoczenia.
Powodem, dla którego moją linię obrony przed pędzeniem w stadzie są akurat święta Bożego Narodzenia czy Wielkanocy, jest też ich chrześcijańska geneza. Istnienie Boga i pochodnych uważam za fałsz. Chcąc być konsekwentnym pragnę zlekceważyć obyczajowe odpryski wiary.
Kolejny powód jest taki, że odmawiając świętowania pragnę w ten sposób zaznaczyć i manifestować otoczeniu swoją tożsamość, odrębność moich tradycji. Wywodzę się z Żydów, ale nic mnie z Żydami nie łączy poza korzeniami. Gdzieś w połowie XIX wieku lub wcześniej moi przodkowie zrywali z żydowską kulturą, społecznością, językiem i religią. Nie wtopili się jednak w polsko-katolickie środowisko społeczne, ale przyjmowali osobny status. Stawali się polskimi pod względem języka, kultury i samoprzypisania kosmopo-lityczno-liberalnymi postępowcami. Polskimi inteligentami albo półinteligentami, czyli biznesmenami. Żyli we własnym środowisku gęsto obcując z podobnymi Żydo-Niemcami, Żydo-Amerykanami czy Żydo-Francuzami. Dopiero po Holokauście ten gatunek Żydo-Polaków zatracił swe towarzyskie i obyczajowe odrębności. Pochodzenie zostawiło w moim i następnych pokoleniach parchatych Polaków piętno liberalne, ateistyczne i kosmopolityczne. Mentalne skłonności, upodobania, poglądy okazały się trwalsze niż inne odrębności.
Pochodzę z rodziny, w której ani nie obrzezywało się chłopców i w ogóle nie kultywowało żadnych żydowskich tradycji, obyczajów, świąt, ani nie urządzało się choinki czy dawania prezentów w Wigilię. Czemuż miałbym to zmieniać przecinając ostatnią więź z własną tradycją rodzinną? Po diabła miałbym wstydzić się korzeni i się ich wyrzekać? Nigdy tego nie robiłem. Pie..c katolickie święta nie tylko zaznaczam z dumą odrębną tożsamość tworzoną przez pokolenia odmawiające upodobnień do katolickiej większości. Także bronię obyczajowej różnorodności w ogóle – przed jej glajszachtowaniem. A presja, aby nikt się nie różnił od innych, jest przeogromna właśnie w dziedzinie obyczajów. Społeczeństwa podporządkowane etosowi większości są zaś nacjonalistycznym stadem. Różnorodność stanowi docenioną wreszcie urodę państw i narodów.
Przy tym po prostu i odruchowo rzygać mi się chce od dzwoneczków, kolęd, Mikołajów, anielskich włosów łonowych i tych rzewnych kretyńskich filmów w telewizji, które puszczane są w grudniu. Radujcie się swoimi świętami nudy i obłudy. Udławcie się nimi zanurzeni w bożonarodzeniowej tandecie i sztuczności. Żadnych opłatków, choinek, kolęd, świeczek – na tym polega estetyczna moja wyższość.
Źr: NIE