Gość: 1 2 3
IP: *.89-161.tel.tkb.net.pl
21.09.07, 03:45
Urząd skarbowy sprawdza PIT-y Cimoszewicza
Rafał Zasuń, Andrzej Stec, knysz
2005-08-05, ostatnia aktualizacja 2005-08-05 09:09
Chodzi o sprawdzenie operacji finansowych kandydata na prezydenta marszałka
Włodzimierza Cimoszewicza sprzed kilku lat. W 2000 r. Cimoszewicz dostał od
córki mieszkającej stale w Stanach 100 tys. dolarów. Miał - na podstawie
ustnego zlecenia córki - kupić jej za to akcje Orlenu. W sumie nabył 31 tys.
738 akcji za 585 566 zł (jedna trzecia tej sumy pochodziła z udzielonego
Cimoszewiczowi kredytu na zakup akcji). Cimoszewicz akcje sprzedał w styczniu
2002 r. (bo był ministrem w rządzie Millera i nie chciał mieć akcji spółki
skarbu państwa) za blisko 700 tys. zł. Zysk (po odliczeniu kosztów bankowych)
przekazał córce
Zobacz powiekszenie
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Włodzimierz Cimoszewicz
ZOBACZ TAKŻE
* Wniosek komisji ws. Cimoszewicza do prokuratury (05-08-05, 13:00)
* Komisja do prokuratury: Cimoszewicz zataił (31-07-05, 23:00)
* Co miał Cimoszewicz do Orlenu - analiza (11-07-05, 00:00)
RAPORTY
* Sprawa oświadczeń Cimoszewicza - raport
"Życie Warszawy" poinformowało w środę, że urząd skarbowy w Warszawie ustali,
czy te 100 tys. dol. to była pożyczka, czy darowizna, i czy Cimoszewicz winien
był od tego zapłacić podatek. "Życie" twierdzi, że gdyby to była pożyczka, to
Cimoszewicz dziś winien byłby urzędowi skarbowemu 18 tys. zł. Wczoraj szef
Kancelarii Sejmu Józef Mikosa poinformował, że urząd skarbowy, który badał
oświadczenia majątkowe Cimoszewicza na koniec 2001 i 2002 roku, nie wykrył
merytorycznych nieprawidłowości, a jedynie błędy formalne - niewpisanie
wartości domu i wartości gospodarstwa rolnego. O sprawie akcji w stanowisku
urzędu nie było słowa.
Ani pożyczka, ani darowizna
To, że pieniądze od córki należy traktować jak pożyczkę, sugerowali członkowie
orlenowskiej komisji śledczej podczas sobotniego przesłuchania Cimoszewicza.
Cimoszewicz kilka razy powtórzył wtedy, że "transakcja była prawnie i moralnie
perfekcyjna".
- To nie pożyczka, lecz ustne pełnomocnictwo do dysponowania cudzymi
pieniędzmi - tłumaczył komisji marszałek. Dodał, że pożyczką można swobodnie
dysponować, on zaś dostał te pieniądze na konkretny cel - kupno akcji Orlenu.
Od ustnego pełnomocnictwa opłaty skarbowej się nie pobierało.
Cimoszewicz powiedział, że dysponuje ekspertyzą prof. Marka Wierzbowskiego,
która to potwierdza.
Prawnicy - specjaliści od podatków, których pytaliśmy o zdanie - byli
podzieleni, choć w jednym zgodni - żaden nie chciał wypowiedzieć się pod
nazwiskiem.
- Jeśli przelewam komuś pieniądze na konto, żeby np. kupił mi za granicą
aparat fotograficzny, on go kupuje, następnie z jakichś powodów proszę go,
żeby sprzedał aparat i on oddaje mi pieniądze, to trudno mówić o pożyczce.
Marszałek ma rację, to działanie na zlecenie - mówi jeden z nich.
- Pieniądze przyszły na konto marszałka, on nimi dysponował, a potem przelał
je z powrotem. W podobnych przypadkach władze skarbowe często uznawały, że
jednak jest to pożyczka. Wiele zależy od tego, czy córka, przelewając
pieniądze, zrobiła jakąś adnotację na przelewie - tłumaczy inny prawnik.
Ale nawet jeśli jest to pożyczka, to nie znaczy, że marszałek powinien uiścić
opłatę skarbową. - Pieniądze pochodziły z USA, jeżeli zostały przelane dopiero
po zawarciu "umowy" z córką, to w takich przypadkach według interpretacji
urzędów skarbowych podatku się nie płaciło. Tak czy owak, moim zdaniem
marszałek powinien jednak tę "umowę" zarejestrować w urzędzie skarbowym -
podsumowuje drugi prawnik.
Nie był maklerem córki
Skoro to nie była pożyczka, to Cimoszewicz, kupując akcje córce, zachował się
jak makler giełdowy - ironizowali posłowie z komisji i dopytywali się, czy ma
on licencje maklera, żeby cudze pieniądze inwestować na giełdzie.
Sprawdziliśmy, czy były premier mógł kupować akcje spółek giełdowych w imieniu
i za pieniądze córki. W Komisji Papierów Wartościowych i Giełd twierdzą, że
wszystko było zgodne z prawem. - Co nie jest zabronione, jest dozwolone.
Kowalski może kupić akcje jako pełnomocnik drugiej osoby. Nie może jednak
świadczyć usług maklerskich, w tym zarządzać cudzym portfelem, pobierając za
to wynagrodzenie - mówi nasz rozmówca z Komisji.
A dlaczego córka Cimoszewicza sama nie otworzyła rachunku maklerskiego? Mogła
to zrobić, ale wiązałoby się to z dużymi kosztami. Musiałaby własnoręcznie
złożyć podpis pod umową. Mogła to uczynić m.in. listownie, ale zajęłoby to
nawet kilka tygodni. Doszłyby też koszty finansowe związane z przelewami
pieniędzy z i do USA czy ewentualną wymianą dolarów na złote i na odwrót.
Znacznie trudniej byłoby jej korespondencyjnie, z zagranicy, zaciągnąć w
polskim biurze maklerskim kredyt na zakup akcji. Cimoszewicz tłumaczył, że
wraz z rodziną uznał, że tak będzie prościej: córka i zięć nie mogli sami
kupić akcji, bo nie mieli konta w polskim biurze maklerskim.
Cimoszewicz był wczoraj nieuchwytny, do wtorku jest na urlopie.
A prokuratura sprawdzi
Komisja śledcza po przesłuchaniu marszałka powiadomiła prokuraturę, że w 2002
r. Cimoszewicz złożył fałszywe oświadczenie majątkowe. Posłom chodzi o to, że
faktycznie w oświadczeniu za 2001 r. Cimoszewicz nie wpisał akcji Orlenu.
Marszałek tłumaczył posłom, iż po prostu się pomylił: wpisał stan majątku na
dzień wypełniania oświadczenia (a wtedy akcji już nie miał), zamiast stanu
majątku na koniec 2001 r. Marszałek bronił się, że akcje wpisał do
oświadczenia majątkowego, które wypełniał w październiku 2001 r., czyli na
początku kadencji Sejmu.
Wniosek komisji jest już w warszawskiej prokuraturze. Ma ona 30 dni na
decyzję, czy wszcząć śledztwo.