jonkation
27.08.08, 22:46
Dlaczego musiałem uznać zbuntowane regiony Gruzji
Wersja oryginalna Wersja oryginalna Why I had to recognise Georgia’s
breakaway regions
We wtorek Rosja uznała niepodległość terytorium Południowej Osetii i Abchazji.
Nie był to nieprzemyślany krok bez pełnego rozważenia konsekwencji.
Dimitrij Miedwiediew/AFP
Dimitrij Miedwiediew/AFP
Więcej w supertemacie:
Wojna w Gruzji
Jednak wszystkie możliwe skutki musiałby być skonfrontowane z trzeźwą oceną i
zrozumieniem sytuacji – historią mieszkańców Osetii i Abchazji, ich wolą
uzyskania niepodległości, tragicznymi wydarzeniami ostatnich tygodni oraz
międzynarodowym precedensem, jaki tworzy takie posunięcie.
Nie wszystkie narody świata mają własną państwowość Wiele z nich z powodzeniem
funkcjonuje w granicach państw, dzielonymi z innymi narodami. Przykładem
harmonijnej, w wielkiej mierze, koegzystencji dziesiątek narodów i narodowości
jest Rosja. Zdarza się jednak, że niektóre narody nie potrafią żyć pod
kuratelą innych. Relacje nacji żyjących „pod jednym dachem” muszą być budowane
z najwyższą starannością.
Po upadku komunizmu Rosja pogodziła się ze „stratą” 14 byłych republik
sowieckich, które stały się pełnoprawnymi państwami, mimo, że w ich granicach
pozostało ok. 25 mln Rosjan. Część z tych krajów nie potrafiła traktować
własnych mniejszości z należnym im szacunkiem. Gruzja natychmiast odebrała
swoim „autonomicznym regionom” Abchazji i Osetii Południowej ich autonomię.
Czy można sobie wyobrazić, jak to jest dla mieszkańców Abchazji, kiedy
gruziński rząd zamyka ich uniwersytet w Sukhumi z powodu rzekomego braku
właściwego języka, historii i kultury? Świeżo niepodległa Gruzja wypowiedziała
swoim mniejszościom okrutną wojnę, przesiedlając tysiące ludzi i zasiewając
ziarna goryczy, które mogły tylko rosnąć. To były punkty zapalne przy samej
rosyjskiej granicy, które rosyjscy rozjemcy starali się łagodzić.
Ale Zachód, ignorując subtelność sytuacji, nieświadomie (lub świadomie) karmił
nadzieje mieszkańców Osetii Południowej i Abchazji na wolność. Przygarnął do
piersi gruzińskiego prezydenta Michaiła Saakaszwilego, którego pierwszym
ruchem było zniszczenie autonomii regionu Adżarii. Nie ukrywał on również
swoich intencji zduszenia Osetyjczyków i Abchazów. Zachodnie kraje tymczasem,
pomimo ostrzeżeń ze strony Rosji, pospiesznie uznały nielegalną deklarację
niepodległości Kosowa od Serbii. Konsekwentnie powtarzaliśmy, że po takim
czymś nie można powiedzieć Abchazom i Osetyjczykom (oraz dziesiątkom innym
grupom etnicznym na całym świecie), że to co jest dobre dla kosowskich
Albańczyków nie jest dobre dla nich. Nie można w międzynarodowych stosunkach
stosować podwójnych zasad.
Dostrzegając grozę sytuacji usilnie staraliśmy się przekonać Gruzinów do
podpisania traktatu o niestosowaniu siły wobec Osetyjczyków i Abchazów.
Saakaszwili odmawiał. W nocy z 7 na 8 sierpnia dowiedzieliśmy się dlaczego.
Tylko szaleniec mógł porwać się na takie ryzyko. Czy wierzył, że Rosja będzie
bezczynnie przyglądać się, kiedy on rzuca wszystkie swoje siły na pogrążone we
śnie Cchinwali, mordując setki pokojowo nastawionych cywili, w większości
rosyjskich obywateli? Czy wierzył, że Rosja będzie bezczynnie przyglądać się
jego „pokojowym oddziałom” strzelającym do swoich rosyjskich kamratów, z
którymi mieli pilnować porządku w Południowej Osetii?
Rosja musiała odeprzeć atak, aby ratować ludzkie życia. To nie była wojna z
naszego wyboru. Nie zapatrujemy się gruzińskie terytorium. Nasze oddziały
weszły do Gruzji, aby zniszczyć bazy, z których przeprowadzono ataki, a potem
wycofały się. Przywróciliśmy pokój, ale nie mogliśmy stłumić obaw i aspiracji
mieszkańców Osetii Południowej i Abchazji – nie kiedy Saakaszwili nie
przestawał (przy współudziale i poparciu Stanów Zjednoczonych oraz niektórych
członków NATO) mówić o ponownym uzbrojeniu swoich sił i odzyskaniu
„gruzińskiego terytorium”. Prezydenci obu republik zaapelowali do Rosji o
uznanie ich niepodległości.
Na naszych barkach spoczęła odpowiedzialność za niezwykle ważną decyzję.
Kierując się wolnymi przekonaniami Osetyjczyków i Abchazów, a także w zgodzie
z zasadami karty Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz innych dokumentów
prawa międzynarodowego, podpisałem dekret o uznaniu przez Federację Rosyjską
niepodległości Południowej Osetii i Abchazji. Mam szczerą nadzieję, że
mieszkańcy Gruzji, wobec których czujemy historyczną przyjaźń i sympatię, będą
mieli pewnego dnia liderów, na jakich zasługują. Liderów, którym zależy na
losie ich kraju i którzy wypracują pełne wzajemnego szacunku relacje z
mieszkańcami Kaukazu. Rosja gotowa jest wspierać dążenia do takiego celu.
Autor: Dmitrij Miedwiediew – Prezydent Federacji Rosyjskie
Pomimo,że nie lubię Rosjan ale tez nie lubię zakłamanie i dlatego przytaczam
ten tekst-oświadczenie Miedwiediewa .