frojd78
17.09.08, 13:03
Białystok. Dyrektor białostockiego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego łamie
prawo. Wedle przepisów powinien być jak najszybciej odwołany ze stanowiska!
Nie powinien być nawet na nie powołany, a do tej pory żaden z jego szefów nie
zauważył, że Wiesław Żyliński z powodów formalnych nie może kierować WORD-em...
Żyliński został dyrektorem WORD w Białymstoku w czerwcu br. Zaraz potem złożył
oświadczenie majątkowe. I to z tego dokumentu wynika jednoznacznie, że
dyrektor łamie prawo. Jako szef wojewódzkiej jednostki nie może bowiem ani
prowadzić działalności gospodarczej, ani mieć udziałów w spółkach. Ale to
robi! Ma 50 proc. udziałów w spółce Senior, a na własny rachunek działa jako
posadzkarz. Z tego tytułu w 2007 r. osiągnął przychód w wysokości 307,6 tys. zł.
Ta ustawa nie ma litości
- Wszystko to jest jawne, niczego nie ukrywam, napisałem o tym w oświadczeniu
- podkreślał Żyliński podczas rozmowy z nami. - Działalności gospodarczej na
własny rachunek ostatnio nie prowadzę, bo nie mam na to czasu. A w spółce
udziały mam, ale ta spółka nie działa. Obejmując stanowisko otrzymałem
informację, że to z nim nie koliduje.
Ustawa o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby
publiczne mówi jednak wyraźnie: tego robić nie wolno! Nie ma znaczenia., czy
praca na własny rachunek koliduje z pełnioną funkcją czy nie. Po prostu
obowiązuje zakaz łączenia tych rzeczy.
Kara za łamanie przepisów jest tylko jedna: zwolnienie ze stanowiska. Czy dyr.
Żyliński zdaje sobie sprawę ze swojej fatalnej sytuacji?
- Mnie ta ustawa nie obowiązuje - twierdzi.
Otóż myli się: - W ustawie jest to napisane jednoznacznie. Dyrektora WORD-u te
przepisy obowiązują - mówi prawnik, z którym konsultujemy sprawę.
Wicemarszałek nie wiedział
Ignacy Jasionowski, wicemarszałek województwa nadzorujący WORD, o sprawie
dowiedział się od nas.
- Nic nie wiedziałem - przyznaje. - Ale dziękuję za sygnał, będziemy to
wyjaśniać. W środę rano umówiony jestem z panem Żylińskim na spotkanie,
usiądziemy więc z prawnikami i posprawdzamy.
Dlaczego nikt do tej pory nie zwrócił na to uwagi?
- Cóż, trudno jest wszystkiego dopilnować - tłumaczy się Ignacy Jasionowski.
www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080917/REG00/164953510