Gość: jg
IP: *.duna.pl
21.11.03, 21:53
Tydzień temu, na jednym z przystanków, znależliśmy z mężem ślicznego, małego
kotka: z białym brzuszkiem i łapkami oraz pręgowaną głową, grzbietem i
ogonem, na oko 3-4 miesięcznego. Mimo codziennego rozwieszania w okolicy
kartek, bo ktoś je namiętnie zrywał, i ogłoszenia w "Wyborczej" (pani w
redakcji powiedziała: "Koty nie są chodliwe."), nie znalazł się ani
właściciel ani nikt inny skłonny się nim zaopiekować. Kotek jest zdrowy,
jedynie trochę wychudzony, ale nadrabia zaległości ogromnym apetytem.
Odzyskał też chęć do zabawy. Trudno nam uwierzyć, że w całym Białymstoku nie
znajdzie się choć jedna osoba, która chciała i mogłaby przygarnąć takiego
miłego i bardzo przytulnego zwierzaka.