nocne pobudki - proszę o pomoc

06.02.11, 22:55
Jestem mamą półrocznych dziewczynek i 2,5 rocznego synka.Dziewczynki niestety daja nam mocno popalić w nocy.Już na rzęsach chodzimy.Od początku stycznia nie jedzą w nocy,ostatni posiłek to butla po 23.Głodne nie są,bo rano zwykle nie zjadają wszystkiego (150ml mleka).Był dni,kiedy spały nie najgorzej,a teraz znów jest xle.Ich łóżeczka stoja w naszej sypialni,zastanawiam się,czy nie wyprowadzić ich do własnego pokoju,tylko przeraża mnioe to "latanie"Nie wiem,czy mogę to na zęby zwalić,bo wprawdzie "jeżdżą" smoczkami po dziąsełkach,smaruję przed snem,budzą się np.o 3 i zaczynają machać sobie nogami,gaworzyć,w końcu jak nie reagujemy to marudzą i płaczą.Trwa to nawet ponad godzinę,nijak nie mogą zasnąć w łóżeczkach.Po 1,5 godzinie poddajemy się i bierzemy do łóżka - zwykle zasypiają szybko,ale nie zawsze.Chciałabym powalczyć i nauczyć ich samodzielnego zasypiania w nocy ( po kąpieli i w dzień zasypiają same,na spacerze śpią 1,,5 godziny,ale po południu jak się obudzą po 30minutach to już nie zasną powtórnie).Zastanawiam się,czy nie nauczyć najpierw jedną w jednym pokoju,a potem drugą?Bo chyba spróbuję metody 3-5-7,ale nie wiem jak to zastosować przy dwójce.Poradźcie!
    • zandaria03 Re: nocne pobudki - proszę o pomoc 07.02.11, 13:35
      Cześć Gogolina.Ja też mam półroczniaki i też ostatnio gorzej śpią,ale u nas to wina AZS,na które cierpi córa-swędzi ją i budzi się wielokrotnie w nocy.Ja jestem twarda i dzieci od początku śpią w swoim pokoiku obok naszej sypialni.Fakt,są nocki,że latam do nich kilkanaście razy.Ale mamy żelazną zasadę z mężem,że nie bierzemy ich do naszego łożka(ono jest tylko dla nas,ostatni bastion bez dzieci).W nocy nawet nie wyciągam ich z lożeczek,jak płaczą.Sposoby mam rożne-wchodzę,wkladam smoczka,głaszczę po glówce,mówię ''ciii''-zwykle pomaga(czasami kilka razy muszę podejsć do nich)Jak nie pomaga-to daję pić wodę przegotowaną,już przygotowaną w tym celu,czasami są spragnione i dużo wypiją.Jak to nie pomaga to włączam suszarę na najmniejsze obroty,zwykle zasypiają w ciągu paru minut,wtedy wyłaczam suszarę.jak to nie pomaga,a słyszę,ze bąki puszczają to kładę na brzuszek ciepły termoforek.Termoforek w polączeniu z suszarką to moja ostatnia deska ratunku.Ja nie stosowalam metody 3-5-7.Po prostu sztywno trzymam się schematu dnia.Mi w dzień kiepsko śpią 2-3 razy po 20-30 min+ spacer 1,5godziny.Powodzenia.Jak znajdziesz sposób na przespane nocki to daj znaćsmile
      • dzela-226 Re: nocne pobudki - proszę o pomoc 07.02.11, 15:36
        Moje mają prawie dwa lata,od urodzenia śpią we własnym pokoju.Na początku latałam do nich na każde "piśnięcie",ale w ciągu dnia spałam na "stojąco".Zaczęlismy więc reagować gdy młode naprawde "wołały" lub już ryczały jak syrena okrętowa.W końcu załapały,że noc jest od spania,że do 7.30 nikt do nich nie zajrzy,bo my się też musimy wyspać.Nawet w nocy,jak sie budzą,kręcą,gadają,zaglądam przez uchylone drzwi,jak nie ma jakiejś tragedii(mega rzygbig_grin,gil po pachy itp)to nawet nie wchodzę i ide spać.
        Ale to w łóżeczkach,ciekawe jak bedzie ze spaniem w dorosłych łóżkachuncertain
        • gogolina77 Re: nocne pobudki - proszę o pomoc 08.02.11, 21:39
          Ja chyba za szybko reaguje,jak marudzą,ale boję się,że syna obudzą.
          Mój 2,5 roczny synek od wczoraj śpi w "dorosłym" łóżku i narazie ( odpukać) nie jest źle.Poza rozciętą wargą po wygłupach z tatusiem
    • multimama.pl Re: nocne pobudki - proszę o pomoc 07.02.11, 21:07
      Ja spróbowałam metody 3-5-7 przy swoim pierworodnym i skończyło się tym, że po 2 nocach nie chciał absolutnie wchodzić do swojego pokoju, więc daliśmy sobie z nią spokój, ale u niego problemy zaczęły się później, więc nie będe się rozpisywać. Chciałam tylko powiedzieć, że ta metoda nie na każde dziecko działa.
      Ja też staram się nie brać dzieci do łóżka, zauważyłam,że jak zdarzy nam się wziąć je przez 2 noce z rzędu to w kolejnych ostro się tego domagają. W okresach częstego budzenia się starałam (a czasem nadal staram) się nie brać na ręce i tak jak przedmówczyni, próbuję "siszać", dać smoczka - choć moje nie chciały smoka-, dać pić, głaskać po główce, delikatnie opukiwać plecy lub buzię , w zależności w jakiej pozycji dziecko śpi. Jeden z moich synków uspakajał się jak go układałam na brzuszku. Jeśli myślisz, że to kwestia zębów to podaj im panadol albo nurofen wieczorem i zobacz czy dzieki temu lepeije będą spać. Jak moje maluszki wpadały w nocną histerię - zdarzyło się parę razy- to czopki viburcol pomogły. W ostateczności wyjmij "płaczka" i spróbuj wyciszyć na rękach, u mnie czasem skutkowało.
      Co do tego czy uczyć zasypiania osobno czy jednocześnie, to myślę , że nie ma to aż takiego znaczenia, potem i tak będą spać w jednym pokoju, tak?
      no, to tak w dużym skrócie smile życzę powodzenia i wytrwałości. Jeszcze się wyśpisz wink obiecuje.
      • gogolina77 Re: nocne pobudki - proszę o pomoc 08.02.11, 21:37
        Bardzo Wam Dziewczyny dziękuję!
        multimama.pltrzymam Cię za słowo z tą obietnicą wyspania winkSynek zaczął przesypiać noce jak miał ok.20miesięcy,ja już byłam w podwójnej ciąży,więć nie zdążyłam się wyspać - ciągle mam to w sferze marzeń.Co do pokoju - tak,dziewczynki będą miały razem pokój
        Próbuję właśnie tych metod,o których piszecie,ale po godzinie wymiękam,biorę do łózka,a rano jestem wściekła na siebie,że znów ustapiłam.Przy synku byłam bardzo konsekwentna i spał ze mną właściwie pare razy jak był chory,a teraz szkoda gadać.No nić,od marca ostro się za te moje dziewczyny biorę.
        zandariawłaśnie ja ciagle marzę o sypialni tylko dla siebie ( i męża w ostateczności wink.Myślę,że wkrótce czeka nas przeprowadzka dziewczynek.
        Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!
      • gosiapal Re: nocne pobudki - proszę o pomoc 08.02.11, 22:54

        > Ja spróbowałam metody 3-5-7 przy swoim pierworodnym i skończyło się tym, że po
        > 2 nocach nie chciał absolutnie wchodzić do swojego pokoju, więc daliśmy sobie z
        > nią spokój, ale u niego problemy zaczęły się później, więc nie będe się rozpis
        > ywać. Chciałam tylko powiedzieć, że ta metoda nie na każde dziecko działa.
        U mnie zadziałała. Tylko dzieci były juz duzo starsze. Problem miałam z synkiem. Po powrocie ze szpitala przez dwa tyg. siedzialam przy jego łozeczku bo jak tylko przestawal mnie widziec to sie darł ,ze cale osiedle go słyszało.
        Po tych dwoch tygodniach bylam juz tak wyczerpana, ze bałam sie ,ze zrobie im krzywde smile
        O spaniu ze mną w moim łożku nie bylo mowy, bo dzieci nigdy z nami nie spały. Wiec jak go brałam do łozka to on nie brał pod uwage opcji spania w takich okolicznościach.
        Zadzwonilismy do psychologa bo uznalam, ze ma jakąs traume po tym szpitalu (bylam z nim non stop). Pani z nim "porozmawiała", poobserwowała i stwierdziła, ze traumy to on nie ma tylko tak jest fajnie jak matka koło łózka siedzi.
        Zaraz po tej wizycie mój mąż wyjechal w dlugą delegacje, a moja cierpliwosc została wystawiona na probe.
        Bylam juz tak zła, ze zrobiłam 3-5-7 do 13. I tamta noc byla ostatnia gdy mój synek sie obudził. Od tamtej pory (przez 3 lata) nigdy sie nie obudził. I chociaz wczesniej budził sie na picie to nagle przestał to robić. Sporadycznie wstaje na siku, ale nas nie budzi.
        Ja więc wierze w skutecznośc tej metody. Kolejnej nocy (czyli po cwiczeniach az do 13stu) wszystko bylo jak przed szpitalem. Czyli wieczorny buziak i słodkie spanie. Traumy nie bylo.

        Jesli chodzi o nauke zasypiania u tak małych dzieci to u nas bylo to takie połacznie 3-5-7 z tracy hogg.
        dzieci mają wspolny pokój wiec nie bylo, zadnego przenoszenia miedzy pokojami i usypiania osobno.
        co dziwne- corka (mniej zawzieta w kwestii spania) jak juz zasnęła to mniała w głebokim poważaniu darcia brata. nawet jak sie obudziła to popatrzyła i spała dalej.
        W praktyce wygladalo to tak, ze mąż brał na rece to bardziej rozdarte i tłumaczył, ze mamusia i tatus musza odpocząć , ze kochaj , bla bla bla jak radzi Tracy. Odkładał malucha , brał drugie dziecko i robił to samo. Potem wychodził. Wracał w zaleznosci od potrzeb, nie trzymalismy sie tu zegarka. Nigdy nie chodzilismy razem, uznalismy, ze nie zawsze dwoje jest w domu wiec jedno ma ogarniac temat. W ciagu dnia ja wiec wieczorem on.Ewentualnie zmienialismy sie gdy któres miało dosyć. W kazdym razie u nas podziałało.
        Dzieci od zawsze dostaja buziaka, potem bajka , znowu buziak i gasimy swiatło.
        Wiedzą, ze potem nie mozna rozmawiać tylko trzeba spac.
        NIe dodałam, ze to uspokajanie maluchów polegało na wyjmowaniu z łozeczka, przytulaniu, wylkepaniu regułki , daniu buziaka. Reagowalismy na wieksze ryki, drobne narzekania nie robiły na nas specjalnego wrazenia.

        Od małego uczylismy też, ze zaraz po obudzeniu nikt do nich nie przybiega do pewnej godziny. U nas byla to 8 rano. Dwa razy postanowili wstac wczesniej- ktores z nas poszło, powiedzielismy, ze jest noc , jest ciemno (roletey wtedy zasłanialismy na noc) i mama i tata spią i oni tez muszą. Pewnie ,ze sie buntowali ale niezbyt długo. Tylko dwa dni i sprawa wstanie załatwiona.
        Ja uwazam, ze tu wazna jest konsekwencja i stanowczość. Oraz przekonanie do metody dwojga rodziców My akurat pod tym wzgledem jestesmy bardzo podbni. Nigdy nie biegalismy przy byle kwileniu, nie nosilismy na rekach (nie to ,ze wcale, bo wiadomo, ze sie dzieci nosi i przytula ale nie dlatego ,ze im sie nudzi), nie wyprzedzalismy ich potrzeb (mam przyjaciolke, ktora patrzyla na dzieko i mowiła" zobacz skrzywił sie" i juz podrzucała i zabawiała).
        Zapewniam Was, ze dzieci nie mają " braków emocjonalnych" ani traum z powodu takiej nauki. Wszystko trzeba robić z rozsądkiem i da radę. Czego oczywiscie wszystkim zycze.
Pełna wersja