Tak właśnie skwitował mój mąż wiadomość, że w naszej rodzinie przybędą kolejne dwie dziewczynki, he he. To oczywiście żart, żeby nie było niedomówień. Ale nie to jest najważniejsze. Zaniepokojona wiadomościami od Kasieńki, czym prędzej podzwoniłam po prywatnych klinikach (a że w Rzeszowie nie ma ich zbyt wiele to nie zeszło długo) i znalazłam lekarkę, która zajmuje się dzidziami ciążowymi. Pognałam co sił, nawet Jacek się z pracy urwał -rzecz niepojęta. No i dowiedzieliśmy się, że są w porządku, zeszło kobiecie napewno ponad pół godziny zanim policzyła wszystkie kończyny, sprawdziła serduszka, nerki i wszystko inne i stwierdziła, że kobitki zdrowe!!

Ale się zdążyły odwrócić od ostatniego USG i są ułożone pośladkowo. Zobaczymy co jeszcze wykombinują... Oby wytrzymały jeszcze 11 tygodni...Tylko jak ja to wytrzymam? Jeszcze trochę to nie zobaczę co się dzieje pod moimi stopamiBasia