Witajcie!
Czesc z Was zna moja historie. Pisze ze szpitala (maz przyniosl mi kompa).
01.09 urodzilam dzieci. Coreczka zmarla po kilku minutach.... Chlopczyk-Jacus
Junior

, poczatkowo mial sie super 9 pkt Apgar, 2 kg, darl sie jak szlaony,
ale po dobie okazalo sie, ze ma cos z plucami!
Zapalenie plucek, jest pod respiratorem, nie musze opisywac co czujemy, rycze
od wczoraj, nie moge sie opanowac jak go widze bidulke, za duzo tego, nie moge
tego udzwignac, dlaczego nie mozemy wyjsc na prosta??? Myslam, ze chociaz
wczesniactwo nas ominie, ale nie, los dalej nas doswiadcza.
Porod zaczal sie w sobote, nagle, bo krwawienie na ktore nagle trafilam do
szpitala bylo zatrzymane (problem z szyjka)! Dostalam
goraczki-37,8 potem nawet 38,8. Czulam sie przedtem super, posiewy jalowe.
Niewiadomo do konca co sie stalo, czy to dzieci mialy infekcje czy ja? Czy
moze chorutka Lila cos sprowokowala? Wzielli do badania lozyska itp. Podjeli
szybka decyzje o cc. Jestem w IMID, po odeslaniu z Karowej, ale to odrebna
historia.
Trzymajcie kciuki za Maluszka, jesli i jego mialabym stracic, to chyba tego
nie przezyjemy....