joannabarska
19.10.09, 14:49
Knajpa na warszawskiej Pradze. Impreza jak w "Psach" Pasikowskiego.
Podpite towarzystwo wznosi toasty: "Bóg z nami, ch... z nimi". Na
stole wódka, ogórki, piwo i papierosy. Mariusz Kamiński nie bawi się
najlepiej. Opuszcza lokal o 1:00 w nocy. Jedzie na stację benzynową
po alkohol, by dopić się w domu - pisze "Fakt". Smutne to i wesołe
jednoczesnie...