joannabarska
22.05.10, 10:22
Jeszcze człowiek nie odzyskał równowagi po katastrofie, a już
nadszedł kataklizm. W tych warunkach trudno pisać o czymkolwiek
innym, bo wszystko inne wydaje się nieważne. Nasuwa się pytanie: Czy
oba te wydarzenia – katastrofa lotnicza i powódź - mają coś ze sobą
wspólnego? Moim zdaniem – tak. Nie wiem, jak to nazwać –
niestarannością, luzactwem, lekceważeniem norm i przepisów,
bylejakością, zacofaniem cywilizacyjnym? – Dokładnie nie wiem, ale
coś w tym jest. Nawet ci, którzy uważają, że przyczyny katastrofy
pod Smoleńskiem były polityczne (błędna decyzja o drugich obchodach,
presja odczuwana – nawet jeśli nie była wywierana - przez pilotów),
muszą przyznać, że dużo było bałaganiarstwa i bylejakości. Nie można
wszystkiego zwalać na ludzi, na ofiary. Już pomijam uwagi dotyczące
szkolenia pilotów, ale lot był nie do końca przygotowany, lądowanie
na lotniskach zapasowych nie było poważnie brane pod uwagę (o czym
świadczy określenie godziny wylotu bez wystarczającego „zapasu” na
dojazd z lotniska zapasowego), opóźnienie na starcie, brak
wiadomości o warunkach meteo w Smoleńsku, niewystarczające
przygotowanie do lądowania w Smoleńsku, zlekceważenie kolejnych
ostrzeżeń z lotniska i od załogi polskiego samolotu, który wylądował
wcześniej – wszystko to składa się na tragedię wręcz niewyobrażalną,
na kompromitację i na katastrofę, jakiej nie było w dziejach świata.
A jednocześnie wszystko to składa się na tę Polskę przed-nowoczesną,
zwaną pogardliwie polnische Wirtschaft, na lekceważenie rozmaitych
norm, na niską kulturę pracy, na pewne zacofanie cywilizacyjne.
ZARAZ CIAG DALSZY