Gość: chochlik
IP: *.lublin.mm.pl
12.06.04, 12:23
stary lekarz kombatant 2004-06-12, 12:02
To poprostu skandal. Taki pomysł, to tak jakby Trybunal zamienić na hotel,
Teatr Stary na noclegownię dla bezdomnych, a Ratusz na prywatny szpital. Taka
totalna zmiana przeznaczenia budynków majacych swoją tradycję w historii
miasta jest bezczelnością, jest kpiną z obywateli miasta. Ten budynek powstał
z przenaczeniem na działalność pro-zdrowotną i tak było w Drugiej
Rzeczypospolitej. Nie zniszczył tego okupant. W okresie PRL budynek był
wyremontowany i przystosowany do coraz sprawniejszej obsługi pacjentów.
Mieściły się w nim biura ZUS , oraz poradnie specjalistyczne wymagajace
specjalnego oprzyrządowania i zaplecza rejestracyjnego. Była tu również
przychodznia rejonowa swidcząca podstawowe udługi.
A teraz, jakim prawem urzednicy siedzacy sezonowo w Ratuszu uzurpuja sobie
prawo do eksmitowania tradycynjie funkcjonujących w tym budynku pordni
chirurgicznej, poradni przeciwgruźliczej dla dorosłych i dla dzieci, poradni
otropedycznej, dermatologicznej , rozbudowanej pracowni RTG i laboratorium.
Na wewnetrznych ścianach budynku znalazły swe miejsce tablice pamiatkowe
lekarzy i tych co zgineli w czasie okupacji niemieckiej i tych zasłużonych w
walce o zdrowie lubelskiego społeczeństwa.
Sezonowi decydenci ogłszają tradycją od kilku lat montowaną przed Ratuszem
szopką, a czują się w prawie nuszczyć to co lubelskie społeczeństwo budowało
przez wieki.
Co chcecoie zrobić z tą, tak dawniej zwaną Służbą Zdrowia. Czy mamy wrócić
lat trzydziestych? Wszystko na to wskazuje. Bezpłatna opieką profilaktyczną
objete były małe dzieci, chorzy na gruźlicę, chorzy na choroby weneryczne ,
na chorobę alkoholowąi., czyli tak zwane choroby społeczne. Profilaktyka
leżała w gestii Miejskiego Wydziału Zdrowia. który również miał pieczę nad
epidemiologią, czyli PZH Panstwowym Zakładem Higieny. Kto chciał korzystać z
opieki lekarskiej w wypadku zachorowań, ten musiał wpłcać systematycznie
składkę do Miejskiej Kasy Chorych, w zwiazku z czym otrzymywał numer
ewidencyjny.
Lekarzy domowych angażował dyrektor kasy chorych na umówiona ilość godzin.
Lekarz otrzymywał spis podopiecznych ubezpieczonych. Kto nie miał numeru
ewidencyjnego, to jest dowodu wpatu składki ten za usługi medyczne płacił..
Wieś nie należała do Kasy chorych więc płaciła. Poczekajmy zobaczymy jaki nam
aktualnie, miłościie panujacy wysmażą pasztet