joannabarska
09.07.13, 15:31
Historycznie najdłużej trwa w Polsce era obrońców wiary i ziemi, skąd nasz ród. Sprzyjało temu położenie geograficzne. Z jednej strony Niemiec, który dzieci nam germanił, z drugiej hordy niewiernych, pragnących zalać i zmuzułmanić Europę. I Rzeczpospolita dlugo dźwigała ciężar przedmurza chrześcijaństwa, ale nie udźwignęła.
II Rzeczpospolita na wschodzie koncentrowała się na obronie przed komunizmem, a na zachodzie – przed utratą guzików. Ostatecznie zostaliśmy i bez kresów, i bez guzików. Za to z obrońcami przed stonką ziemniaczaną, kułakami, coca-colą i cygarami.
W III RP nastąpił niesłychany wysyp nowych odmian obrońców. Na czele są krzyża, OFE, zygot, sześciolatków, uboju rytualnego, pamięci zamordowanego w stanie łaski prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a także obrońcy przed Unią Europejską, związkami partnerskimi, edukacją seksualną i antykoncepcją.
Historia zatoczyła koło. Znów pojawili się aktywiści walki z ateizacją i wyprzedażą Ojczyzny (koniecznie przez duże O), co stanowi współczesny, choć mocno anachroniczny odpowiednik obrońców wiary i ziemi. Zmienił się natomiast kierunek ataku. Teraz Bóg, Honor i Ojczyzna prowadzą hordy polskich narodowców na prof. Baumana, który chwilowo zastępuje Lwów, Wilno, Kowno, a nawet Brukselę.