Dodaj do ulubionych

co czytam a własciwie com przeczytał - recenzje

19.11.17, 09:19
Hejka dawnośmyśię niewidzieliśmy alle przypomiałem sobie że niegdyś był tu taki temat
zakładam nowy wątek bo pomyslałem że wartałoby podzielić się i recenzją

pozdrowki
Obserwuj wątek
    • moritor Zakonnice odchodzą po cichu - Marta Abamowicz 19.11.17, 09:21
      własnie skończyłem i takie oto mam refleksje:
      "
      Zacznę od warsztatu - dziennikarskiego bo to reportaż podobno.
      Jest źle ale nie najgorzej - główny temat został zasadniczo spartolony.
      Powodem jet chyba to że autorka tekstu nie rozumie tematu, czyli nie wie jaki w ogóle jest sens istnienia zakonów, postulatu, nowicjatu etc etc.
      Nie rozumie przede wszystkim samych ślubów posłuszeństwa, ubóstwa i czystości.
      Z tekstu wynika bowiem że podstawową przyczyną tego dla czego odchodzą zakonnice jest to że nie są w stanie dotrzymać tych właśnie ślubów.
      Autorce zdecydowanie przeszkadza w zakonach wszystko począwszy od habitu a skończywszy na tym że w ogóle ktokolwiek chce tam żyć.
      Napisałem autorce a nie byłym zakonnicom bo z tekstu widać że o czym innym mówią owe byłe zakonnice a o czymś innym autorka, która ma zresztą więcej do powiedzenia niż jej bohaterki.
      Z kilku bohaterek które opisuje najwięcej uwagi poświęca dwom lesbijkom które określają się jako ateistki i w tym kontekście raczej zastanawia czego w ogóle szukały one w zakonie żeńskim.
      Życie zresztą pozazakonne tych dwu kobiet opisane jest na tyle szeroko że reszta tekstu wydaje się dla tego opisu jedynie tłem.
      Można odnieść wrażenie że autorka chciała przekonać czytelnika że byćie lesbijką i agresywną aktywistką przeróżnych lewackich sekt jest bardziej wartościowe niż życie zakonnic czy to obecnych czy mawet tych tytułowych byłych.
      Być może losy lesbijek aktywistek są ciekawe ale do tematu tekstu zwyczajnie nie pasują - cóż bowiem wnosi do wiedzy o byłych zakonnicach to że jedna lesbijka jest weganką i nawet miodu nie jada a druga potrafi godzinmi gdać o religii (wszyscy wszak wiemy że najwiecej mają tu do powiedzenia homoseksualne ateistki).
      Akurat obecność w monopłciowej wspólnocie homoseksualistów jest z natury rzeczy nieporządana - zakon nie jest miejscem do nieustannego randkowania i grzenia się po kątach - tak po prostu nie o to w zakonie chodzi.
      Jest zwykła nieuczciwością zatajać swoje zboczenie i pchać się tam gdzie przecie będzie ono stanowić olbrzymi problem dla wszystkich.
      ...
      Podobnie wygląda sprawa z zakonnicą która zakochała się w księdzu też zresztą zakonniku.
      Miłość to zdecydowanie poważna sprawa ale również i poważny wybór. Kto decyduje się na romans bedąc zakonnikiem czy zakonnicą powinien zrezygnować z zakonu i raczej nie powinien szukać do tej rezygnacji zastępczych usprawiedliwień i pseudopowodów. Miłość nie tylko wszystko człowiekowi wypacza ale stanowi zupełnie zrozumiałe dla każdego wyjaśnienie decyzji o porzuceniu zakonu.
      Nieuczciwe byłoby trwanie w hipokryzji - życie w zakonie i jednoczesne romansowanie, choć przecie i tak się zdarza jak we wspominanym w tekście przypadku zakonnicy która zaszła w ciążę ze spowiednikiem - przez katkę konfesjonału się to przecie nie stało.
      A skoro już o tym wspomniałem to autorka nic nie wspomina o dalszych losach tych rodziców - dziennikarsko wyglda to żałośnie.
      ...
      Żałosne jest również i to że autorka pisząc o swoich poszukiwaniach byłych zakonnic, obnaża swoją hmm nie tyle nawet niekompetencję co chyba już głupotę.
      Wystarczy się chwilę zastnowić gdzie można poszukać byłych zakonnic.
      To nie jest trudne ani nie wymaga przepytywania co piątej osoby z najdalszych od kobiecego zycia zakonnego środowisk.
      Wystarczy pomyśleć jak zostaje się się zakonnicą czy zakonnikiem.
      Jak wszędzie tak i w przypadku zakonów osób które się zastanawią jest więcej niż tych które spróbują a tych które spróbują jest więcej od tych którym się próba spodoba.
      Na każdym etapie od rekolekcji powołaniowych po śluby wieczyste a może nawet po śmierć jakaś ilość osób odpada.
      To naturalne zresztą tak samo w przypadku zakonów jak w przypadku pracy w jakieś firmie czy nawet hobbystycznego uprawiania joginggu.
      ...
      Ludziom może się coś niespodobać, coś przestać podobać, mogą stracić zainteresowanie tym co robili nawet długie lata i zwyczajnie to porzucić - to nie jest nic nadzwyczajnego tak samo w przypadku zakonów jak w każdym innym.
      ...
      Autorka traktuje opowieści swoich bohaterek zdecydowanie przedmiotowo, ich historie są o tyle ważne o ile stanowią jakiś punkt zaczepienia dla własnych wizji autorki na temat tego jak powinny wyglać zakony i Kościół w ogóle.
      To uprzedmiotowienie jest hmm jakby jakąś kontynuaacją tego co się bohaterkom nie podobało w zakonie, tego bycia służką żeby nie powiedzieć jak autorka "szmatką".
      I to jest w tej książce chyba najbardziej dołujące, że kobiety w niej opisywane nie tylko nie odzyskują godności ale odwrotnie zostają z niej odarte.
      ...
      A skoro jestem już przy sprawie godności - autorka podobnie jak bohaterki łączy sprawę godności ze sprawą mycia kibla.
      Do rangi symbolu zakonego zniewolenia urasta mycie muszli klozetowej.
      Muszę powiedzieć że do dziś nie byłem świadom jak "upodlony" jestem kiedy szoruję kibelek. A zawodowe sprzątaczki? O Panie...
      Sarkastycznie napiszę że wypadałoby oczkiwać sensacyjnej ksiąki autorki o byłych sprzątaczkach - one to by dopiero mogły poopowiadać o kiblach.
      ...
      Życie ludzi w tym zakonników jakoś tak przebiega że trudno jest uniknąć prac nie specjalnie może przyjemnych czy lekkich ale przecie koniecznych - bo nie sposób chyba co tydzień kupować nowej muszli klozetowej - zwykłych ludzi na to po prostu nie stać - widać autorów z Krytyki Politycznej stać albo też mają do tego służbę, pozostali jednak muszą szorować.
      ...
      Zakonnicom które poważnie traktują złożone przez siebie śluby posłuszeństwa, ubóstwa i czystości przeciwstawia autorka męski zakon dominikanów z bogato wyposażonym w alkohole barkiem atmosferą męskiego ekskluzywnego klubu i "zakonnikami" ubranymi w cywilne ciuchy tak jakby nawet strojem nie zamierzali sugerować że cokolwiek wspólneo mają ze słuzbą na rzecz jakiejś wspólnoty religijnej.
      W opisywanym klasztorze dominikanów nie trudno rozpoznać nie tylko konkretny lubelski gmach zwany przez samych "bezhabitowych dominkanów" nie bez powodu "lubelskim wawelem" ale nawet konkretnych panów dominikanów. Nie potrzeba do tego ich imion - w zupełności wystarczają ich przytaczane słowa, zdecydowanie odrózniajace ich od duchownych rozuminych jako wyświęconych głosicieli Dobrej Nowiny.
      Cóż zapewne wygodnie i miło żyje się bezhabitowcom w tym męskim klubie w którym nie istnieją jakiekolwiek wymagania ani odnośnie samego zycia tego klubu ani też nawet samej wiary w to co zawodowo głoszą.
      Utrzymanie mają zapewnione - pracować nie muszą - barek zapewniają im interesanci w rodzaju Palikota któremu zorganizowali swego czasu zaręczyny z kolejną kobieta z którą sie zwiazał i im podobni zwolennicy zmiany Koscioła we własne przeciwieństwo.
      Jednak nie jestem w stanie zrozumieć co właściwie czyni z nich zakonników?
      Ani się nie zachowują jak zakonnicy ani tak nie mówią ani nawet tak nie wygladają.
      Głoszą sobie przeróżne tezy czy to pochwałę marksizmu-stalinizmu, czy to opowieści o zbawczej roli latajacego potwora spagetti czy też co im tam sie aktualnie zwidzi.
      A jednak to przecie właśnie z tego tak "wspaniale" zreformowanego zakonu odchodzą jego klubowicze - np. Obirek.
      Pytanie czy rację maja ci którzy odchodzą i nie ściemniają ludziom na których żerowali czy ci którzy nie przestają ściemniać i kożystają z wygodnej pozycji żerowania pozostaje otwarte.
      Oczywiście nie o to w tej recenzji chodzi by krytykować hipokryzję Tomasza Dostatniego czy Ludwika Wiśniewskiego, nie mniej ich postepowanie i postawa sa przecie dla ludzi widoczne i jak wszystko na świecie podlega ocenom.
      Chrześcijanin zasadniczo powinien oceniać po owocach czyjeś działalności, jednak nie miejsce tu na to akurat by panów tych oceniac.
      To co napisałem powyżej dotycy oczywiście nie tylko lubelskich mieszkańców klubu dla głosicieli tego że "możesz wierzyć lub nie wierzyć, nic od tego nie zależy" ale w nie mniejszym stopniu amerykańskich sióstr aborcjonistek chcacych zostać księżynkami.
      ...
      Księżynki... Przerobienie zakonnic na kapłanki to jak się wydaje główny postulat autorki. "
      • moritor Re: Zakonnice odchodzą po cichu - Marta Abamowicz 19.11.17, 09:22
        Księżynki... Przerobienie zakonnic na kapłanki to jak się wydaje główny postulat autorki. Kapłanki te były by kapankami nie wspólnoty religijnej czy nieistniejącego wszak zdaniem autorki Boga lecz ideologii egotyzmu i hedonizmu. Nie sługami wspólnoty wiernych lecz władczyniami rzeszy karmionej opium dla ludu.
        Postulat jak postulat tyl że przecie istnieją kościoły satanistyczne które właśnie cos takiego głoszą i zupełnie nikt nie zabrania do nich wstępować. Po co właściwie przerabiać Kościół Katolicki na coś co już istnieje?
        ...
        Kwestia władzy kobiet w tekście pojawia się w dwu wydaniach.
        Raz władza ta jest opisywana jako bezduszna formalistyczna i upodlając włada matek przełożonych zakonnych a raz jako remedium na wszelkie problemy Kościoła.
        Kobiety sprwują władzę w sposób patologiczny i to jest problem powiada autorka - zatem daajmy im więcej tej władzy nad wiekszą rzezą ludzi i to załatwi sprawę - oto rozwiąznie problemu.
        Jest to rzecz jasna typowa i chyba powszechnie znana wewnętrzna sprzeczność współczesnego ruchu lewackiego.
        Ksiażka poza typowy dla taakiej lewackości sposób myslenia stanowczo nie wychodzi.
        ...
        Podsumowując wszystkie słabości i braki tej pozycji powinienem napisać że jest to własciwie rozprawka na temat "Dlaczego Kościół jest zły i jaki fajny byłby antykościół"
        Książka jednak nie ma wyłącznie samych wad.
        Nie wiem czy świadomie czy przypadkiem udało się autorce zawrzeć w tekście kilka elementów ciekawych,zwracajacych uwagę a nawet ważnych.
        ...
        Bardzo ciekawe są wstawki z ksiązki "Savoir vivre dla sióstr zakonnych".
        Autorka traktuje je jako dodatkowy element grozy i horroru podbudowujący wrażenie opresji w jakiej znajdowaały się jej bohaterki.
        No bo przecie spodziewały się one wieczystego grania na gitarze i jedzenia kawioru a tu zakon okazał się jednak czymś zdecydowanie innym.
        Bez względu na to jednak w jakim celu autorka cytuje wspomnianą książkę jest to zdecydowanie godna polecenia pozycja dla każdej dziewczyny która zastanawia się nad zostaniem zakonnicą.
        W końcu wybór życia zakonnego powinien być świadomą decyzją dojrzałego człowieka decydującego się na to co wybrał.
        ...
        Wartościowe jest również choć z innych już względów przypomnienie dorobku Prof. Deptułowej.
        Pamiętam świetnie panią profesor z okresu (1991 rok chyba to był) kiedy przyjmowała mnie jako jednego z pierwszych członków do lubelskiego ROAD (potem ta partia weszła w skład Unii Demokratycznej) - a z jej synem byłem w katolickim nielegalnym harcerstwie w latach 80.
        No ale nie to jest tu wartościowe że wspomnienie pani profesor budzi wspomnienia osobiste, tylko to że profesor owa poruszała w sposób profesjonalny temat socologiczny którym naprawdę mało kto się zajmował.
        Opisywane przez prof. Deptułową zjawiska widać chyba wyraziśiej jeszcze na przykładzie wspólnoty która została wyłączona z kościoła rzymsko-katolickiego czyli Katolickiego kościoła Mariawitów.
        Ta niewielka wspólnota religijna z Felicjanowa jest bardzo pobożna - taką własnie kobiecą pobożnością. Jednocześnie kobiety są tam wyświęcane na kapłanki, istnieją małżeństwa księzy i zakonnic etc etc.
        Co więcej dośzło tam do ubóstwienia założycielki tego początkowo rzymsko-katolickiego zgromadzenia, która dziś uważana jest po prostu za wcielenie Ducha Świetego.
        Hmm w Trójcy Świętej według felicjanowskich mariawitów jest zresztą zdecydowanie feministycznie ponieważ uważają oni że wcieleniem Boga Ojca była z kolei matka Jezusa czyli Maryja.
        Aż dziwne że w postulatach autorki nie pojawił się ów odłam mariawityzmu jako swoisty wzorzec Kościoła.
        Było by to o tyle uzasadnione że autorka krytykuje postawę św Faustyny która to w swoim przesłaaniu dla chrzescijąństwa tym tylko różniła się od założycielki mariawityzmu że ślub posłuszeństwa traktowała poważnie.
        Dlatego chyba jedna jest uważana za świętą a druga jest jedyną imiennie wyklętą kobietą w historii kościoła. Obie poświęciły się jednak przecie temu samemu dziełu czyli głoszeniu boskiego miłosierdzia.
        ...
        Plusem tej książki jest to czego się w niej niby można było spodziewać - choć z drugiej strony lewacka ignorancja autorki powoduje że znalazłszy to poczułem się jednak zaskoczony.
        Jest to poruszenie sprawy odejścia zakonów od ich charyzmatów czyli przekładając język kościołowy na ludzki sprawa tego że wspólnoty przestają faktycznie robić to do czego teoretycznie zostały powołane.
        Problem ten jest niemal tak stary jak historia zakonów.
        Najlepiej to widac na przykładzie franciszkanów i kolejnych ich historycznych podziałów zawsze niemal polegjących na próbie powrotu do oryginalnej surowej ascetycznej reguły św. Franciszka.
        Dobroczynnośc za pieniądze oczywiscie nie jest wcale dobroczynnością, jednak przecie i zamiana kaznodziejstwa na uczestnictwo w lewackich think thankach jest sprzeniewierzeniem się charyzmatowi dominikańskiemu.
        Od odpłatnego leczenia czy żywienia do bezinteresownego zajmowania się biednymi czy głodnymi jest równie daleko jak od nawracania katarów za pomocą głoszenia kazań do promocji kulturowego marksizmu lub ateizmu w cywilnych ciuchach.
        Zakonny niewatpliwie mają tendencje do gubieniaa chrześcijaańskiej treści a pozostawiania jedynie samej formy.
        I doprawdy trudno jest ocenić która z pustych form jest lepsza - ta polegająca na trwaniu przy tradycyjnych habitach czy ta polegająca na trwaniu przy tradycyjnym utrzymaniu się nie z własnej pracy.
        Kościół posoborowy nie treścią różni się od przedsoborowego a jedynie formą. Powodem jednak kryzysu tak w kosciele jako całości jak i w życiu każdego pojedyńczego człowieka nie jest taka czy inna forma zewnętrzna życia lecz zagubienie treści i sensu tegoż życia.
        Kwestia ta jest co prawda obecna w książce jednak bardzo łatwo ją przeoczyć bo autorka zaledwie jej dotyka.
        ...
        Tyle chyba tych plusów.
        Jest jeszcze kilka braków które jedynie zasygnalizuję.
        Po pierwsze brak wspomnienia o odejściach z zakonów raczej głośnych i spektakularnych takich jak choćby grupowe odejście zakonnic z Kazimierza Dolnego.
        Brak tego o czym już wspominałem czyli zauważenia choćby naturalnych odejść w trakcie podejmowania przez dziewczyny decyzji o wstąpieniu lub nie do zakonu.
        Brak również przypomnienia o sprawach takich choćby jak naprawdę bulwersujaca krakowska sprawa z początków XX wieku - więzionej w klasztorze w nieludzkich warunkach Barbary Ubryk.
        Sprawa opisana choćby i na wikipedii - dla autorki pozostająca jednak zupełnie nieznaną.
        ...
        Podsumowójąc całą już pozycję zastanawiam się jak lepiej jest odejść kiedy się odchodzi - w blasku kamer i jupiterów jak czynią to exksięża celebryci w stylu watykańskiego geja którego nazwiska zapomniałem lub lokalnego Obirka czy może jednak po angielsku jak wbrew tej książc podobno czynią zakonnice?
        No cóż książka pokazuje jak zakony żeńskie i Kościół widzi ateistka i lewaczka i jako taka jest ciekwa dla katolika pod tym względem że pokazuje w jakim obszarze potrzebna jest współczesnemu swiatu ewangelizacja.
        pzdr
        Przemek Leniak
      • Gość: Ursus Re: Zakonnice odchodzą po cichu - Marta Abamowicz IP: *.dynamic.chello.pl 25.11.17, 19:09
        "...zwolennicy zmiany Koscioła we własne przeciwieństwo.
        Jednak nie jestem w stanie zrozumieć co właściwie czyni z nich zakonników?
        Ani się nie zachowują jak zakonnicy ani tak nie mówią ani nawet tak nie wygladają..."
        Fiu fiu....Ładnie napisane...
        Leniaku... Czy Ty się... nawracasz..?
        • moritor Re: Zakonnice odchodzą po cichu - Marta Abamowicz 11.12.17, 21:43
          po dawnemu jestem heretykiem...
          aczkolwiek o ile rozumiem tradycjonalistów katolickich to jak widać nie jestem w stanie pojąć wężowej logiki modernistów
    • qqbek Czas Herkulesów - Marcin Wroński 22.11.17, 23:57
      Ostatnia z książek cyklu o komisarzu Maciejewskim.
      Równa, dobra, dopracowana.
      Fajna narracja, w którą autor umiejętnie wplótł (co stanowi wizytówkę całej serii) smaczki historyczne.
      Nie powiem, że moja ulubiona w całym cyklu (tutaj o palmę pierwszeństwa walczą "Kino Venus", "Kwestja Krwi" i "Pogrom w Przyszły Wtorek"), ale dobra.

      Jedyna wada: ta sama co w wypadku "Kwestji Krwi" - akcja nie dzieje się w moim ulubionym mieście.
      • moritor Re: Czas Herkulesów - Marcin Wroński 11.12.17, 21:48
        hmm nie powiem by mi się to źle czytało odwrotnie
        natomiast hmmm hmmm jestem z pewnością nieobiektywny ale styl Wrońskiego mnie wkurza no i hmm te kalki poprawnościowej popkultury...
        w każdym razie przeczytałem cały cykl ;-)
        • qqbek Re: Czas Herkulesów - Marcin Wroński 11.12.17, 23:37
          Ale jakie znów "kalki poprawnościowej popkultury"?
          Że w Chełmie było dwóch taksówkarzy, jeden aryjski i drugi żydowski? Jak znam Wrońskiego, to pewnie stos archiwaliów przekopał i stwierdził, że rzeczywiście tak było.
          Że zapaśnicy (przynajmniej niektórzy) byli pederastami? A co tu popkulturowego w powszechnej dość orientacji (zwłaszcza w wypadku sportu mocno kontaktowego)?

          Mi się cały cykl bardzo podobał, właściwie całość pochłonąć mi było dane w trakcie moich codziennych podróży trajtkiem do pracy i było coś urzekającego w tym, że czytasz kryminałek o Lublinie w trakcie gdy ten, już tak nienaznaczony sanacyjną biedą czy komunistyczną porutą, budzi się właśnie z porannego snu. Może i upośledzony ciężko wszechobecną szyldozą i biegunką reklamową, ale jednocześnie wolny od "Zojne" oddających się z powodu skrajnej nędzy po dwa złote, czy obawy o to, czy zza rogu nie wyjedzie czarny Traction Avant.

          Moim zdaniem Wroński zyskuje dzięki temu, że jest u niego z tzw. II RP tak, jak w opowieściach moich dziadków - może i pięknie dla niektórych, ale w bagnie i syfie dla reszty. Jeden z moich dziadków był przed wojną jeszcze dyplomowanym oficerem WP... i on z rozrzewnieniem wspominał cały system. Cała reszta (czyli 3/4, choć z biedoty nie pochodzili) miała już bardziej realistyczny, a mniej lukrowany obraz sytuacji.
          • moritor Re: Czas Herkulesów - Marcin Wroński 24.03.18, 02:46
            Wroński bardzo mnie wkurzał swoim pisaniem...
            Chyba najbardziej wkurzał mnie podobieństwem ścieżek którymi się poruszał do moich własnych jakoś tak te płycizny poprawności Wrońskiego - bo nie mów że nie jedzie on schematem iż w gruncie rzeczy wszystkie maciejewskie to nie jedna i ta sama bajka dla grzecznych lemingów - mnie raziły płytkością.
            Wkurzały mnie też błędy w stylu czytania w jidysz jako podobnym do niemieckiego, hamburgery chasydzkie, etc.etc.
            Nie mniej książki czytało się przyjemnie jak to lekką literaturę komunikacyjną.
            Gdyby były mniej przeładowane untelektualizującą sieczką.... Kto wie może wracało by się do nich.
            Chełmska chyba najlepsza z cyklu...
            Choć nadal wrońska czyli co ciekawe niedopowiada a co nudne bogato rozwija
            Powinna mieć tytuł W poszukiwaniu niespalonej zapałki.
            • qqbek Re: Czas Herkulesów - Marcin Wroński 24.03.18, 11:44
              moritor napisał:

              > Chyba najbardziej wkurzał mnie podobieństwem ścieżek którymi się poruszał do mo
              > ich własnych jakoś tak te płycizny poprawności Wrońskiego - bo nie mów że nie j
              > edzie on schematem iż w gruncie rzeczy wszystkie maciejewskie to nie jedna i ta
              > sama bajka dla grzecznych lemingów - mnie raziły płytkością.

              Kryminałek nie jest do rozwalania go na drobne w trakcie analizy literackiej.
              Kryminałek w miękkiej oprawie jest do zabicia czasu w trajtku, jest rozrywką a nie formą uczestnictwa w kulturze.
              Jeżeli od Wrońskiego oczekujesz rozrywki, a nie głębokości antycznego dramatu, to chyba nie ma o co mieć do niego pretensji. Nieprawdaż?

              > Wkurzały mnie też błędy w stylu czytania w jidysz jako podobnym do niemieckiego
              Czekaj, jak się pierwotnie nazywało jidysz? Przypadkiem nie ייִדיש־טײַטש‎ (jidisz dojcz)?

              > , hamburgery chasydzkie, etc.etc.
              Coś mi chyba umknęło :)
              W której części na taką bzdurę natrafiłeś?
              Mocno "czosnkiem i cebulą" pachnące są chyba tylko dwie - Kino Venus i Portret Wisielca, ale na pewno nie Czas Herkulesów.

              > Nie mniej książki czytało się przyjemnie jak to lekką literaturę komunikacyjną.

              Ja nie twierdzę przecież, że są one czymś więcej.

              > Gdyby były mniej przeładowane untelektualizującą sieczką.... Kto wie może wraca
              > ło by się do nich.

              Eee - nie jest tak źle.
              To obładowanie "otoczką" moim zdaniem wychodzi książkom in plus, może dlatego, że ja ogólnie za kryminałkami nie przepadam, a te mi do gustu przypadły.

              > Chełmska chyba najlepsza z cyklu...
              > Choć nadal wrońska czyli co ciekawe niedopowiada a co nudne bogato rozwija
              > Powinna mieć tytuł W poszukiwaniu niespalonej zapałki.

              Albo "co drzemało na dnie monopolki?" :D
              Mi najbardziej się chyba jednak podobała "A na imię jej będzie Aniela" (z której pochodzi cytat w mojej sygnaturce).
              • moritor Re: Czas Herkulesów - Marcin Wroński 24.03.18, 18:02
                Z tym jidysz to rzecz nie w pochodzeniu języka a w sposobie zapisu co sam uwidoczniłeś :-) no nijak znajomość niemieckiego nie pozwoli ci choćby słowa pisanego jidysz zrozumieć
                Ponieważ zapis jest fonetyczny i choć w odróżnieniu od hebrajskiego jest w jidysz nieco samogłosek to i tak by czytać w jidysz trzeba po prostu znać jidysz.
                No i zapis hebrajski rzecz jasna :-).
                I o ten zapis chodzi głównie.

                Hamburgerami nazwałem bajki okołożydowskie z których Wroński robi powieściową rzeczywistość.
                Była taka scena dla przykładu Zyga broni zdaje się kobietę przed komornikiem ratując jej siedmioramienny świecznik że niby obiekt kultu.
                Ło panie...
                Ja rozumiem że Żyd musi mieć pejsy żydówka perukę no i się modlić mają do menory - stereotyp taką funkcję ma że być musi.
                Ale wolałbym prawdę mówiąc by świeczniki były dwa - szamanów znaczy, albo żeby to był świecznik chanukowy...
                Bo powiedz mi Kubo po co biednej żydówce świecznik świątynny?
                Ortodoksowi nawet nie wolno go mieć.
                • moritor Re: Czas Herkulesów - Marcin Wroński 24.03.18, 18:05
                  Nie szamanów tylko szabasowe - głupi słownik w telefonie -nie wiem jak to wyłączyć
                  • moritor Re: Czas Herkulesów - Marcin Wroński 24.03.18, 19:15
                    Gad był w ustawieniach klawiatury B-)
    • moritor Michnikowszczyzna - Ziemkiewicz 11.12.17, 21:55
      publicystyka polityczna niewątpliwie warta przeczytania
      na szerszą recenzję się jednak nie zdobędę
      • moritor Re: Michnikowszczyzna - Ziemkiewicz 13.03.18, 21:52
        Nieco w powiązaniu z Michnikowszczyzną przeczytałem po raz kolejny Kościół, lewica, dialog Michnika
        Książka słynna niby ale nie znam nikogo poza sobą kto by ją czytał.
    • moritor Re: co czytam a własciwie com przeczytał - recenz 06.03.18, 17:04
      Teraz czytam coś co mogę polecić
      Lodowa ściana - zasadniczo jest to praca doktorska z 1998 roku traktująca o perypetiach facetów z PPS...
      Jak dla mnie jest to póki co lektura bardzo zabawna...
      Piłsudski, Jodko-Narkiewicz, Wojciechowski etc etc jako wywiadowcy i hmm łowcy monety...
      • s.monte.z.uma Re: co czytam a własciwie com przeczytał - recenz 06.03.18, 18:36
        ...a o 15 grudnia 1948 coś w tej Lodowej ścianie to "pis-zom"... ?... no i o tych buntownikach, co to się nie chcieli zjednoczyć... piszom?...
        • moritor Re: co czytam a własciwie com przeczytał - recenz 13.03.18, 21:28
          Raczej nie piszą
          W 1948 Piłsudski już był mocno
          nieżywy a Lodowa ściana jest o jego i jego kolegów kontaktach z wywiadami Japonii Austro-Węgier i Niemiec. ...
          • s.monte.z.uma Re: co czytam a własciwie com przeczytał - recenz 14.03.18, 11:13
            ...Piłsudski może jest nieżywy (...chociaż - tak naprawdę - kto to wie... nie tylko mamuta można obecnie ożywić... :-))... ale idea i naśladowcy żyją, co widać gołym okiem... a bez 1948 r. (...a może i bez chwili obecnej...) brak dopełnienia, o analogiach nie wspominając... rozpatrywanie wszelkich "kontaktów Piłsudskiego" bez konsekwencji i wpływu na teraźniejszość to minimalizm... podobnie jak chrztu Polski z czasów Mieszka... polecam lekturę (...głównie...) artykułów z ciągiem dalszym... warto rozumieć, dlaczego mamy to, co mamy... i czego nie mamy... i czy można to zmienić... ;-)... i czy można coś zmienić biorąc pod uwagę m.in. wpływ natury ludzkiej na kolejne walki frakcyjne pogrobowców Piłsudskiego i towarzyszy...
    • Gość: nieważne Re: co czytam a własciwie com przeczytał - recenz IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.03.18, 02:48
      Fajny film wczoraj widziałem:

      www.youtube.com/watch?v=Om8e9494G-Q
      • Gość: nieważne Re: co czytam a własciwie com przeczytał - recenz IP: *.dip0.t-ipconnect.de 30.03.18, 22:11
        Jeżeli ktoś nie ma francuskiego z domu, to może ma rosyjski?

        www.youtube.com/watch?v=ZoCWriTMzmk
    • qqbek Historia bez cenzury 3 - Wojciech Drewniak 0/10. 20.04.18, 18:41
      Niby leżącego się nie kopie, ale tutaj po prostu jest dno i pięć metrów mułu.
      Przyznam się, że część odcinków HBC oglądałem z przyjemnością, do tego posiadam też "na stanie" HBC1, którą oceniłbym na 5 do 6 w skali do 10 (w kategorii "literatura rozrywkowa, luźno związana z historią" - gdzie imć Paweł Jasienica miałby 11/10).

      Szczerze mówiąc czekałem na "Poland First to Fight", bo liczyłem na obranie historii z kilku mitów i nieporozumień w stylu mocno rozrywkowym.

      Niestety zamiast obalania mitów mamy mitomanię i łechtanie narodowego ego. Pan Drewniak jest historykiem i to co popełnił jest niedopuszczalne. Jedyny mit, który obala to ten o tym co Churchill powiedział rzekomo o polskich pilotach (bo powiedział o pilotach w ogóle, akurat wtedy gdy raptem kilku polskich pilotów walczyło w Anglii a cała reszta się jeszcze szkoliła).

      Cała reszta to miejscami stek bzdur (Bitwa o Anglię trwająca w najlepsze w 1941 roku, zatopienie "Bismarcka" przez niszczyciele przy współudziale ORP Piorun (o tyle pocieszne, że Brytyjczycy znali w przybliżeniu pozycję Bismarcka od dwóch dni, kiedy wykryła go "Catalina" a sam okręt wroga był uszkodzony dzień wcześniej w ataku torpedowym z HMS "Ark Royal")).
      Rzecz jasna w rozdziale o Monte Cassino próżno szukać jakiejkolwiek wzmianki o tym co najważniejsze (zdobycie i utrzymanie przyczółków na północnym brzegu Rapide przez Brytyjczyków, oraz przełamanie linii 14 maja (4 dni przed zdobyciem klasztoru) przez Francuską armię kolonialną jakoś przemilczano).

      Bo muszą być "maki", musi być dzielny pilot, co to nie chciał do "szmaty" niemieckiego pilota skaczącego ze spadochronem pruć (a to wszystko gucio prawda, bo do "szmat" strzelano w trakcie drugiej wojny światowej powszechnie, strzelały obie strony i to nie tylko piloci, ale z ziemi też mocno pruto do skoczków), muszą być "obsrani" Niemcy nad Bzurą...

      ZERO!
      • 45rtg Re: Historia bez cenzury 3 - Wojciech Drewniak 0/ 24.04.18, 12:38
        qqbek napisał:

        > Niestety zamiast obalania mitów mamy mitomanię i łechtanie narodowego ego. Pan
        > Drewniak jest historykiem i to co popełnił jest niedopuszczalne. Jedyny mit, kt

        On jest historykiem? No bez jaj... Takim zawodowym?
        • qqbek Re: Historia bez cenzury 3 - Wojciech Drewniak 0/ 24.04.18, 13:07
          Z wykształcenia jest historykiem. Pracuje chyba (nadal) jako dziennikarz w najlepszym radiu w Lublinie.
          • Gość: nieważne Re: Historia bez cenzury 3 - Wojciech Drewniak 0/ IP: *.dip0.t-ipconnect.de 24.04.18, 16:45
            qqbek napisał:

            > Pracuje chyba (nadal) jako dziennikarz w najlepszym radiu w Lublinie.

            A taką historię radiową słyszałeś?

            www.youtube.com/watch?v=AKhKMUsTQGY

            Nie każdy, kto pracuje w radiu jest zawodowym historykiem. Profesor zwyczajny w Instytucie Historii PAN Andrzej Witold Nowak jest historykiem zawodowym i jednocześnie współprowadzi cotygodniowy program "Historia żywa" na antenie Pierwszego Programu Polskiego Radia.
        • Gość: nieważne Re: Historia bez cenzury 3 - Wojciech Drewniak 0/ IP: *.dip0.t-ipconnect.de 24.04.18, 13:47
          45rtg napisała:

          > On jest historykiem? No bez jaj... Takim zawodowym?

          Zawodowym, to on jest kabareciarzem. Jest obecnie wiele osób zbyt głupich by się nauczyć historii, a którzy bardzo by chcieli historię znać. Na przykład nie mają pamięci do dat, albo nie mają wystarczająco dużo czasu by to wszystko ogarnąć. Potrzebują jakiś erzac. Stanowią duży rynek, a więc to właśnie dzięki nim istnieją różne parahistorie opowiadane przez różnych pseudohistoryków. Majsterkowicze piszą o Wielkiej Lechii itp. Zresztą podobnie jest z religią. Dla wielu osób jest ona zbyt trudna. Tylko patrzeć, gdy na zapotrzebowanie rynku powstanie religia w wersji light. Na przykład, tylko 5 przykazań.
          • s.monte.z.uma ..."nie matura lecz chęć szczera"... 24.04.18, 15:05
            ...czyli fenomen nieważne, specjalisty od Hitlera i nie tylko (...dobry jest też np. w kitowaniu... czyli kitu wciskaniu...)...co by nie powiedzieć: prawdziwym historykiem - w sposób oczywisty - jest dziadzio nieważne... z zawodu: dorobkiewicz na obczyźnie... całkowicie abstrahując od wartości historycznych prac Drewniaka... :-)))...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka