Gość: UWol
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
27.10.04, 20:20
Drodzy Przyjaciele!
Piszę do Was z kraju, przed którym stoi krwawa wizja przeistoczenia się, w
niespełna tydzień, w jedną z najbardziej przerażających, bandyckich dyktatur,
jakie znała Europa od czasów Hitlera i Stalina. Może się Wam to wydać
przesadą. Ale nie jest. To rzecz ludzka – nie dawać wiary w najgorsze, aż do
chwili, gdy jest za późno. Zresztą z moich ostatnich rozmów z przyjaciółmi i
dziennikarzami z Unii Europejskiej wiem, jak mało o sytuacji na Ukrainie piszą
europejskie media i jak niewiele rozumie się z tego, co tej jesieni jest tu
prawdziwą stawką.
Ostatniej nocy [23 października] krew polała się pierwszy raz na kijowski
chodnik. Autokratyczny, poradziecki reżim, duszący od końca lat 90. pączkującą
zaledwie ukraińską demokrację, znienawidzony obecnie przez zdecydowaną
większość populacji (według sondaży od 67% do 85%) dał ostateczny dowód, że
NIE będzie żadnych „wolnych wyborów” 31 października. Będzie natomiast WOJNA –
otwarta wojna przeciwko narodowi ukraińskiemu, wypowiedziana przez garstkę
gangsterów znajdujących się aktualnie przy władzy. Jedynym ich celem jest
pozostać przy władzy po 31 października – za KAŻDĄ cenę.
Aż do ostatniej nocy imali się metod „zimnej wojny” (nie licząc próby otrucia
opozycyjnego kadnydata Wictora Juszczenki, którego szanse na zwycięstwo w
czystej grze są niezaprzeczalne). Trwała ohydna i bezwstydna kapania kłamstw w
mediach (kontrolowanych, z kilkoma wyjątkami, przez układ rządzący). Uciekano
się do wszelkich brudnych, nielegalnych sztuczek (łapówki, groźby, represje,
itd.), fałszowano listy poparcia dla kandydatów (widniały na nich podpisy
dziesiątków tysięcy zmarłych). Żadne z tych działań nie okazało się na tyle
skuteczne, aby zagwarantować gładkie zwycięstwo „kandydata władzy” – dziś
premiera (wskazanego przez prezydenta), wczoraj przestępcy, dwa razy (to nie
żarty!) skazanego w młodości za napad.
Wczoraj wielka „pomarańczowa” demonstracja (pomarańczowy jest kolorem
kandydata opozycji), licząca około 150 000 – 200 000 osób, wypełniła plac
przed Centralną Komisją Wyborczą, jednocząc się pod hasłem uczciwych i
przejrzystych wyborów. Był ciepły, spokojny, słoneczny dzień (czy wiecie jak
piękny jest Kijów jesienią?). W trzymilionowym mieście trwało święto, święto
radości, nadziei i solidarności. Dawno już nie widziałam tak wielu
szczęśliwych i uśmiechniętych twarzy na ulicy. Ostatni raz było tak wtedy, gdy
upadł Związek Radziecki. Jak dowiodło tego ostatnich 13 lat, nasza radość była
wtedy, w 1991 roku, zdecydowanie przedwczesna. Bez zmiany elit politycznych, z
kilkoma zaledwie przyczółkami społeczeństwa obywatelskiego i – powiedzmy to
wyraźnie – bez PRAWDZIWEJ rewolucji, już niedługo potem Ukraina znowu zaczęła
okrywać się mrocznym cieniem sowietyzacji. Smok radzieckiego totalitaryzmu,
przez ostatnie lata poważnie nadwątlony utratą kolejnych części swego ciała
(Europa Wschodnia, państwa nadbałtyckie, a ostatnio Gruzja), przegniły
szkielet odarty do samych kości, dopiero teraz NAPRAWDĘ umiera. A konwulsje
smoka mogą być straszne. Czy przykład Rosji nie jest wystarczająco wyraźny?
Władimir Putin, który właśnie pod pretekstem walki z terroryzmem zamienił swój
kraj obóz koncentracyjny, to poplecznik ukraińskich rzezimieszków. To nie
dziwi, bo kryminaliści i KGB trzymają się razem od starych, dobrych czasów
gułagów. Cała kampania prezydencka naszego „kandydata władzy” – Wiktora
Janukowycza – jest owocem pracy specjalistów z Moskwy. Politycznie i
intelektualnie Kijów coraz bardziej przypomina miasto pod rosyjska okupacją.
Dziś w nocy stało się jasne, jak zamierzają zapewnić „ciągłość władzy” na
Ukrainie.
Do 23.00 trwały śpiewy, potem „pomarańczowy” tłum opuścił plac przed Centralną
Komisja Wyborczą. Pozostało tam około 150 osób; wśród nich były kobiety i
ludzie starsi. Czekali na wyniki posiedzenia w sprawie fałszerstw wyborczych
(rozpatrywana była próba sfałszowania prawie dwóch milionów głosów w związku z
oszustwami w spisach wyborców), kiedy smok po raz pierwszy wyszczerzył kły.
Około 50 mężczyzn w czarnych ubraniach ze skóry wyłoniło się z ciemności, aby
kijami i nożami zaatakować oczekujących ludzi. Nie było żadnej policji (!), a
jednak udało się zatrzymać trzech napastników, gdy z budynku Komisji na pomoc
bezbronnym wybiegli parlamentarzyści i ochroniarze. Z dowodów tożsamości
zatrzymanych wynikało, że są oni zamaskowanymi policjantami ze specjalnie
szkolonych „oddziałów zabójców”.
Tak, od dłuższego czasu krążyły plotki o jakichś „specjalnych oddziałach”,
przybyłych z wielu zakątków kraju, które koncentrują siły wokół stolicy. Od
mieszkańców różnych rejonów miasta dochodziły słuchy o jakichś podejrzanych
manewrach. Teraz rankiem po „nocy długich noży”, gdy w szpitalach znajduje się
11 rannych pokojowych demonstrantów (niektórzy ciężko), nie ma już żadnych
wątpliwości: wojna została wypowiedziana. Znajdujący się u władzy gangsterzy
nie mają zamiaru odejść. Będą walczyć – prawdopodobnie po zamknięciu lokali
wyborczych.
Ludzie WYJDĄ na ulicę w noc wyborczą (ukraiński internet gotuje się wprost od
dyskusji, gdzie się spotykać, jak chronić się przed atakami, itd.). Czy jakieś
„specjalnie szkolone” grupy morderców mogłyby NAPRAWDĘ zaatakować setki
tysięcy ludzi? No cóż, być może nie będą mogły. Ukraińska armia także nie
zgodzi się skierować luf karabinów przeciw swojemu narodowi. Jednak 28
października – na trzy dni przed wyborami – w Kijowie odbędzie się wojskowa
parada! (dotąd nigdy nie organizowano wojskowych parad w ten dzień!). Rosyjski
prezydent Władimir Putin przyjeżdża do Kijowa, rzekomo aby wziąć udział w
paradzie(?). Planuje jednak zostać w mieście przez pięć (?) kolejnych dni.
Krążą plotki – wciąż te plotki! – że będzie ochraniany przez swoich zaufanych
żołnierzy. Dokładnie przez dwie dywizje szczególnie wsławione operacjami na
Kaukazie...
Być może Ukrainie został już tylko tydzień. Ostatni tydzień elektryzującej
jesieni, pełnej wolnych politycznych dyskusji w klubach i kawiarniach,
spotkań, manifestacji i nadziei. Bo mimo wszystko istnieje i wciąż wzrasta
nadzieja, powiedziałabym nawet, że mamy do czynienia z erupcją wiary w
możliwość zabicia ukraińskiej części smoka, który w sobotę padnie powalony
mocą wolnej woli ludu. Dziś spiker ostatniej wolnej, jeszcze nie zamkniętej,
stacji telewizyjnej (kanał 5) uśmiechał się w taki sam sposób, jak wczoraj
uśmiechali się ludzie na ulicy (prześladowanemu kanałowi 5, przeciwko któremu
toczy się obecnie postępowanie sądowe, grozi widmo zamknięcia już jutrzejszej
nocy, jednak spiker uśmiechał się jak zwycięzca). Kanał 5 nadający na 30%
obszaru kraju jako jedyna stacja telewizyjna w całości informował o wypadkach
wczorajszej nocy. Co ważne, żaden z pobitych demonstrantów nie mówił jak
„ofiara” – byli oburzeni i pewni siebie: jak ludzie świadomi swoich praw i
gotowi ich bronić.
To całkowicie irracjonalne, ale wszechwładne uczucie: „my” – lud jesteśmy
silniejsi niż „oni” – skorumpowana władza. To „oni” się boją, a nie „my”.
W noc wyborczą też będę na ulicy. Nie wiem, co się zdarzy. To znaczy, nie
wiem, jakie siły zostaną przeciwko nam skierowane i jaki będzie tego finał.
Nawet jeśli zdarzy się najgorsze i dywizje Putina pomogą zamienić mój kraj, na
Bóg raczy wiedzieć jak długo, w rządzony przez kryminalistów stalinowski
rezerwat, będziemy na ulicach, choćby tylko po to, aby móc powiedzieć: TO NIE
JEST NASZ WYBÓR.
Wiedząc, jak łatwo (i często gorliwie) zachodnia prasa kupuje polityczne mity
dotyczące sytuacji na Ukrainie „made in Russia” (Ukraina rzekomo rozdarta
pomiędzy Wschodem i Zachodem, „prorosyjska” i „pro