Dodaj do ulubionych

"Krerlem" pisane?

02.01.05, 16:32
Obserwuj wątek
    • janbezziemi "Kremlem" pisane? 02.01.05, 16:34
      Czat Poczta Onet.pl








      onet.pl › Wiadomości › Forum Szukaj: Serwis Info Serwis Info
      Strony WWW:
      W polskim Internecie
      Światowy Internet
      Katalog stron
      Wiadomości
      Niusy
      Pliki
      Encyklopedia WIEM
      Ogłoszenia:
      Praca i rekrutacja
      Motoryzacyjne
      Nieruchomości






      info.onet.pl Kraj Świat Gospodarka Nauka

      Sport Rozrywka Internet i komputery Ciekawostki


      Gorące Tematy
      Raport specjalny: Kataklizm w Azji
      Cimoszewicz marszałkiem Sejmu?
      Zwycięstwo Juszczenki - co dalej z Ukrainą?
      Szaleństwa sylwestrowej nocy


      Forum »

      Sonda
      Czy Włodzimierz Cimoszewicz zechce kandydować na marszałka Sejmu?


      wyniki

      Dziękujemy, Twój głos w tej ankiecie został zapisany
      Zobacz: "Jestem przekonany, że Cimoszewicz nie powie »nie«"




      Załóż prywatne forum Zasady Forum | Twoje Forum



      Szukaj: zaawansowane »




      skąd się wziął Juszczenko?

      Przewrót polityczny na Ukrainie był przygotowywany od wielu miesięcy. Zgodnie z
      dawno już przyjętymi założeniami głównym motorem ukraińskiej "pomarańczowej
      rewolucji" miała być młodzież. W tym celu młodzieżowi aktywiści, zwłaszcza
      skupieni w organizacji Pora, już od miesięcy byli szkoleni przez zagranicznych
      specjalistów z serbskiej organizacji Otpor (opór), która jesienią 2000 r.
      doprowadziła do obalenia Slobodana Miloszevicia.

      "Weterani" belgradzkich wydarzeń, uświadomiwszy sobie skuteczność swoich
      działań i zastosowanych w nich metod, założyli firmę specjalizującą się w
      doradzaniu, jak przeprowadzić bezkrwawą rewolucję.
      Otporowcy założyli spółkę z o.o. "Przewrót" - bardziej znaną jako Centrum na
      rzecz Oporu bez Przemocy. Uczą oni, jak dokonać rewolucji bez użycia siły, w
      jaki sposób przeciągnąć na swoją stronę wojsko i policję, a przede wszystkim
      jak w ogóle się do tego zabrać.
      Pracując, jeszcze jako studenci, nad obaleniem Miloszevicia, otporowcy ustalili
      7 podstawowych zasad postępowania:
      - musi się znaleźć grupa ludzi (wystarczy kilkanaście osób) przeświadczonych,
      że bezkrwawy przewrót jest możliwy;
      - osoby te muszą założyć międzyuczelnianą organizację - studenci mają
      praktycznie nieograniczony dostęp do internetu, a z reguły są świetnymi
      organizatorami;
      - organizacja musi opracować strategię protestów;
      - nie należy tworzyć silnej scentralizowanej struktury dowodzenia, trzeba za to
      przyjąć wyrazisty symbol i nazwę ruchu, dzięki czemu uczestnicy ruchu będą
      zawsze i wszędzie rozpoznawalni;
      - należy ustalić proste, konkretne cele, których domagać się będą uczestnicy
      protestów i demonstracji (np. nowe wybory, ustąpienie prezydenta);
      - nigdy nie należy stosować siły (nie reagować na prowokacje), a w razie ataku
      uciekać; Pierwszym metodycznie zaplanowanym sprawdzianem skuteczności metod
      działania Otporu była Gruzja. Członkowie Otporu przybyli do tego kraju w
      czerwcu 2003 r. Zorganizowali tam letni obóz, na którym przeszkolono 1500
      młodych ludzi z organizacji Chmara. Opracowali również odpowiednie spoty
      telewizyjne, które miały być pokazywane przez niezależne od gruzińskich władz
      stacje telewizyjne. Gdy w listopadzie 2003 r. doszło w Gruzji do sfałszowania
      wyborów parlamentarnych, młodzi Gruzini wiedzieli już, co mają robić -
      opozycyjne młodzieżówki zablokowały tory kolejowe, aby uniemożliwić
      przerzucenie żołnierzy do stolicy, sparaliżowali działania policji i w końcu
      przypuścili szturm na parlament. Bardzo ważnym czynnikiem wspomagającym
      opozycję była zakulisowa ingerencja Zachodu - zwłaszcza Ameryki
      - być konsekwentnym i nieustępliwym w działaniu.
      Ostatnie wydarzenia na Ukrainie pod względem metod i taktyki bliźniaczo
      przypominają te sprzed roku w Gruzji. Można powiedzieć bez żadnej przesady, że
      ukraińska opozycja postępuje dokładnie według opracowanego przez otporowców
      scenariusza. Analogię można też dostrzec w działalności stacji telewizyjnej 5.
      Kanał, która odegrała na Ukrainie taką samą rolę jak w Serbii stacja B 92 czy w
      Gruzji Rustawi 2. Przełomem w działalności opozycji ukraińskiej było pojawienie
      się kilka miesięcy temu młodzieżowej organizacji Pora, bliźniaczo podobnej do
      serbskiego Otporu, którą utworzyli studenci wyszkoleni przez
      belgradzkich "biznesmenów".
      Oczywiście, podobnie jak w Serbii w 2000 roku i w Gruzji w 2003
      roku, "spontanicznym" wydarzeniom na ulicach ukraińskich miast towarzyszą
      zakulisowe targi przywódców państw zachodnich i RosjiKto za tym stoi?
      Wiadomo jest, że ugrupowania opozycyjne w państwach byłego ZSRS nie dysponują
      żadnymi środkami finansowymi, aby przeprowadzić tak spektakularne działania,
      jakie rok temu miały miejsce w Gruzji czy obecnie w Kijowie. Kto więc za to
      płaci? Jak przyznał jeden z szefów belgradzkiej firmy Ivan Marović, za
      szkolenia na Ukrainie płacą zachodnie fundacje, w których nazwach zawierają się
      takie przymiotniki, jak: "europejska", "edukacyjna", "demokratyczna". Jednym
      z "dobrych duchów" gruzińskiej rewolucji nazwał on, wywodzącego się z
      węgierskich Żydów, amerykańskiego spekulanta George'a Sorosa, który poprzez
      swoją fundację Open Society Institute (Instytut Otwartego Społeczeństwa)
      finansuje prozachodnie ruchy opozycyjne w krajach, gdzie swobody obywatelskie -
      w zachodnim, libertyńskim rozumieniu - nie są przestrzegane. Na przykład to
      dzięki wydatnej pomocy Sorosa powstała niezależna od gruzińskich władz stacja
      telewizyjna Rustawi 2, która jako pierwsza poinformowała o sfałszowaniu wyników
      wyborów, a następnie koordynowała protesty opozycji. Z kolei szkolona przez
      otporowców młodzieżowa organizacja Chmara, która była główną siłą napędową
      gruzińskiej rewolucji, otrzymała od Sorosa co najmniej pół miliona dolarów.

      Slobodan Miloszević i Eduard Szewardnadze wprost oskarżyli otporowców, że są na
      usługach Waszyngtonu. I nie są to oskarżenia bezpodstawne, jeśli się weźmie pod
      uwagę, że to właśnie Amerykanie wyszkolili pierwszych aktywistów Otporu jeszcze
      w końcu lat 90. ubiegłego wieku. Warto też wiedzieć, że organizacji patronował
      ówczesny szef amerykańskiej misji w Belgradzie Richard Miles. Zastanawiające,
      że ten sam Miles był ambasadorem USA w Gruzji, w czasie gdy wyszkolona przez
      otporowców Chmara obaliła Eduarda Szewardnadzego. W opinii niektórych
      ekspertów, to on właśnie sprowadził otporowców do Gruzji. Zauważmy, że wśród
      uczestników ukraińskiego okrągłego stołu jest Aleksander Kwaśniewski, którego
      nazwisko prezydent George W. Bush wymienia niemal w każdym swoim przemówieniu.
      Można z dużym prawdopodobieństwem zaryzykować stwierdzenie, że Biały Dom
      powierzył Kwaśniewskiemu taką samą rolę, jaką Miles odegrał w Belgradzie i w
      Tbilisi.
      Okazuje się, że wśród organizacji, które współpracują z belgradzkim Centrum na
      rzecz Oporu bez Przemocy, jest Fundacja Edukacji Europejskiej im. Stefana
      Okrzei (członek ekstremistycznego skrzydła PPS), która ma swoją siedzibę w
      Poznaniu. Ta kierowana przez lewicową ekstremę instytucja (zarząd i radę
      fundacji, z nielicznymi wyjątkami, stanowią aktywiści Federacji Młodych Unii
      Pracy) realizuje w Europie Środkowo-Wschodniej interesy ponadnarodowej
      libertyńskiej lewicy. Dość powiedzieć, że wśród "partnerów" poznańskiej
      fundacji są m.in. francuska Fundacja im. Jeana Jauresa (francuskiego
      komunisty), holenderska fundacja im. A. Mozera czy niemiecka fundacja im. Róży
      Luksemburg (niemiecko-żydowska komunistka, która wraz z F. Dzierżyńskim i J.
      Marchlewskim założyła skrajnie lewicową partię Socjaldemokracja Królestwa
      Polskiego i Litwy, programowo zwalczającą ideę niepodległej Polski).
      Warto mieć świadomość, że propagowane przez Fundację Edukacji Europejskiej
      inicjatywy, jak tzw. aborcja, homoseksualizm i powszechna demoralizacja,
      dokładnie pokrywają się z inicjatywami propagowanymi przez działający we
      wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej sorosow
      • Gość: ciekawski Re: "Kremlem" pisane? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 15:16
        ciekawe ciekawe
    • janbezzebow Dla odmiany macie i to. 04.01.05, 18:40
      Ukraińska geopoetyka






      Jurij Andruchowycz
      Fot. Tadeusz Rolke / AG




      Jurij Andruchowycz* 17-12-2004, ostatnia aktualizacja 17-12-2004 21:17

      Europa powiększyła się o te regiony Ukrainy, w których zwyciężył Juszczenko. Po
      26 grudnia - bardzo w to wierzę - powiększy się o całą Ukrainę - mówił podczas
      posiedzenia Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu ukraiński
      pisarz



      Szanowni Państwo, pozwolę sobie przedstawić Państwu całkiem osobistą wizję.
      Bohater jednej z moich powieści, Stanisław Perfecki, zwracając się do nie mniej
      szacownego grona, mówił mniej więcej tak: "Moje zadanie nie należy do łatwych,
      mam więc uzasadnione powody do obaw, czy uda mi się należycie je wykonać. I nie
      w tym rzecz, że nie mam o czym mówić. Wręcz przeciwnie - mam do powiedzenia tak
      wiele, że nie wystarczyłoby nam nie tylko reszty czasu przeznaczonego na to
      posiedzenie, ale i - mogę państwa o tym śmiało zapewnić - pozostałych dni i
      nocy, którymi Opatrzność obdarzyła rodzaj ludzki".

      W ślad za swym bohaterem pomimo wszystko spróbuję tu przynajmniej nazwać pewne
      problemy.

      Toczący się dziś na Ukrainie dramat zupełnie nie mieści się w żadnym z modeli
      przygotowanych dla niej zawczasu przez technologów politycznych. Nie jest to
      wystąpienie Ukraińców ukraińskojęzycznych przeciwko Ukraińcom
      rosyjskojęzycznym. Nie jest to tym bardziej konflikt "proeuropejskiego" zachodu
      naszego kraju z "prorosyjskim" wschodem. Nie są to też porachunki klanów czy
      grup finansowych. Gwoli sprawiedliwości powinienem dodać, że na wszystkich tych
      konfliktach "gra się", ale to nie one stanowią o tym, co się w istocie dzieje.
      Bo to przede wszystkim uniwersalny dramat historyczny: konflikt między
      społeczeństwem (a przynajmniej znaczną jego częścią, tą najbardziej aktywną,
      świadomą i wykształconą), które chce demokracji, dobrobytu i państwa prawa a
      władzą, która ze wszystkich sił próbuje zachować autorytarno-neototalitarną
      formę sprawowania rządów, z takim powodzeniem i cynizmem wcielaną w życie przez
      wszystkich dziedziców sowieckiego reżymu komunistycznego na całym
      postradzieckim terytorium (z wyłączeniem państw bałtyckich).

      W ostatecznym rozrachunku jest to pytanie, postawione po raz nie wiem który:
      czy demokracja jest możliwa? Czy też - jeśli pytanie podzielić na jego części
      składowe - czy można przerwać błędne koło? Czy można uratować "przeklęty kraj"?
      Czy możliwe jest urzeczywistnienie ludzkich marzeń? Czy możliwe jest zwycięstwo
      dobra nad złem? Cała reszta - to, co widać na powierzchni, ale co jest mniej
      istotne - to technologie polityczne, gra na różnicach językowych, religijnych,
      na różnicach mentalności społeczeństwa ukraińskiego, "ręka Moskwy", rosyjski
      projekt geopolityczny "Janukowycz", którego istotą jest alternatywa
      sformułowana wprost przez najwyższych urzędników naszego wielkiego północno-
      wschodniego sąsiada: "albo rozpad, albo wojna domowa". Pomimo elegancji tego
      sformułowania wierzę, że nie damy autorom tego projektu satysfakcji ani z
      pierwszego, ani z drugiego powodu.

      Tyle dezinformacji (nazwijmy ją mniej parlamentarnie - kłamstwa), tyle
      zastraszania, przemocy fizycznej, tortur moralnych i innych dioksyn, ile
      zwaliło się na społeczeństwo ukraińskie przed tą kampanią wyborczą i podczas
      niej - złożyło się na bezprecedensowe dramatyczne doświadczenie, zasługujące na
      osobną księgę pamięci, liczącą dziesiątki tysięcy stron, w której zapisany
      będzie każdy uczynek obywatelski, każdy niewidzialny dla świata gest
      niezliczonych "zwykłych" Ukraińców, którzy - podobnie jak "zwykli" Węgrzy w
      1956, "zwykli" Czesi w 1968, "zwykli" Polacy w 1980 - powstali w obronie
      własnej godności.

      W roku 2004 na Ukrainie stał się cud: społeczeństwo, które w ciągu całego
      dziesięciolecia wydawało się obojętne, bierne i rozczłonkowane, nagle zdobyło
      się na skonsolidowany, pokojowy i wspaniały protest. "Zwykli" Ukraińcy okazali
      się znacznie bardziej niezwykli niż mogły sądzić ich - i nie tylko ich -
      władze. Banalnej geopolityce przeciwstawili kreatywną geopoetykę.

      Pomarańczowa poetyka jest nadzwyczaj skutecznym argumentem przeciwko
      tej "strefie szarości", w którą od ponad dziesięciu lat usiłowali wciągnąć
      Ukrainę jej niezbyt kompetentni i niezbyt sympatyczni przywódcy. Chodziło im o
      nieciekawy, pozbawiony własnego oblicza, niedostrzegany przez świat
      kraj. "Konstruowali" go na swój szkaradny obraz i podobieństwo oraz stosownie
      do swych tajemnych potrzeb.

      W swych estetycznych wyznaniach pan Kuczma nieprzypadkowo twierdzi, że nie lubi
      koloru pomarańczowego, bo jest jakoby "nieukraiński". W
      rzeczywistości "nieukraiński" okazał się raczej pan Kuczma. Pomarańczowy stał
      się kolorem, który zerwał wszelkie możliwe tamy. Kolorem wybuchu ludzkich
      uczuć. W ciągu 16 dni aktywnego protestu plac Niepodległości był zwycięstwem
      tego, co ludzkie, nad technologią władz. To także zwycięstwo Europy jako
      wartości moralnych. Mój polski przyjaciel Andrzej Stasiuk pisze o tym w
      znakomitym eseju: "Wielkie rzeczy dzieją się na Wschodzie. Ukraina wstała z
      kolan. W tych ostatnich, zimnych i śnieżnych dniach listopada serce Europy bije
      właśnie tam, w Kijowie, na placu - nomen omen - Niepodległości. To właśnie w
      Kijowie toczy się walka o podstawowe wartości europejskie, które na Zachodzie
      przyjmuje się jako coś oczywistego, coś danego raz na zawsze". Andrzej Stasiuk
      zatytułował swój esej "Europo, jesteś większa".

      Europa powiększyła się o te regiony Ukrainy, w których zwyciężył Juszczenko. Po
      26 grudnia - bardzo w to wierzę - powiększy się o całą Ukrainę.

      Ukraińcy, którzy głosują na Juszczenkę, w istocie opowiadają się za wolnością,
      państwem prawa i tolerancji, ani przez chwilę nie zastanawiając się nad tym,
      czy są to wartości europejskie. Wystarczy im to, że to ich wartości i że dla
      nich gotowi są stać dzień i noc w grudniowym chłodzie czy iść z kwiatami w ręku
      na uzbrojony po zęby specnaz. W tych właśnie ludziach widzę to, co można by
      nazwać europejską przyszłością Ukrainy. A ta przyszłość już się zaczyna.

      Skoro jednak padło ważne słowo "przyszłość", to czego w takim razie oczekujemy
      już teraz? Prościej rzecz ujmując - czego "my", Ukraińcy, oczekujemy od "was"?
      Przede wszystkim, szanowni Państwo, wyraźnego sprostowania tego, co od
      dziesięciu lat wkładała nam do głowy propagandowa machina pana Kuczmy - że
      jakoby w Europie nikt na nas nie czeka. Tego, na czym pan Janukowycz zbudował
      całą swoją kampanię: w Europie nie tylko nas nie kochają, ale wręcz gardzą
      nami, bo jesteśmy dla niej obcy. Szanowni Państwo, jestem przekonany, że Kuczma
      i Janukowycz mówili nam nieprawdę.

      Jestem tylko pisarzem, więc mam swe dziwaczne życzenia. Chciałbym, żeby Europa
      wyraźnie powiedziała, że Kuczma, Janukowycz oraz ich poplecznicy nie mają
      racji, że Europa czeka na nas, że Europa bez Ukrainy nie będzie w pełni Europą.
      Moje fantazje, szanowni Deputowani, nie znają granic. Mam tysiąc projektów
      współpracy kulturalnej i tysiąc przyjaciół w całej Europie, z którymi projekty
      te można by wcielać w życie. Zrobimy - mam nadzieję, że z waszą pomocą - wiele
      kroków do wzajemnego zbliżenia, by znieść ten "kordon sanitarny" dzielący dziś
      tę Europę od innej.

      "Moja Europa" to tytuł mojej wspólnej z Andrzejem Stasiukiem poetograficznej
      książki. Na zakończenie pozwolą Państwo, że użyję jeszcze jednej
      poetograficznej metafory, wyrastającej bezpośrednio z wpatrywania się w mapy.
      Widać na nich jedno: na Ukrainie nie ma ani kropli wody, która by nie należała
      do basenu Atlantyckiego. To znaczy, że wszystkimi arteriami i kapilarami
      związana jest ona właśnie z Europą.

      tłum. Ola Hnatiuk

      * Jurij Andruchowycz - ur. w 1960 r. w Iwano-Frankowsku, ukraiński prozaik,
      poeta i eseista. Debiutował w 1985 r. tomem wierszy "Nebo i płoszczi". W 1992
      r. ukazała się jego pierwsza powieść "Rekreacje", rok później "Moskoviada.
      Powieść grozy", a w 19
    • jan.mataczynski Nie "Kremlem" tylko "Naszym Dziennikiem" 05.01.05, 17:09
      Drogi Janku, ty "stary wyga" dałeś się wpuścić w maliny?
      Zapomniałeś już na czym zęby zjadłeś?
      Stosowny link:
      www.myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=swiat&nr=20041219192412
      kłaniam się
      j.m.
      • janbezziemi A kto steruje "ND"? 05.01.05, 19:24
        jan.mataczynski napisał:

        > Drogi Janku, ty "stary wyga" dałeś się wpuścić w maliny?
        > Zapomniałeś już na czym zęby zjadłeś?
        > Stosowny link:
        > www.myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=swiat&nr=20041219192412
        > kłaniam się
        > j.m.
        "Stary wyga" to Ty chyba,ale dziękuję za to! Nie dałem sie wpuscić w maliny,bo
        wychodzi mi,że w duzej mierze i "Naszym Dziennikiem" i Radiem Maryja steruje
        właśnie to,co zwyklismy nazywać "Kremlem"! Poniał? Ciepło pozdrawiam. j.b.z.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka