Gość: weteranka
IP: *.lublin.pl
18.04.05, 14:03
Nie rozumiem entuzjazmu autora, najprawdopodobniej nie był na koncercie. To
był koncert życzeń Kondraka. Megalomański, miejscami słabiutki, ale zawsze
Federacyjny. Moja wina, liczyłem na prezentację historii kultury studenckiej
w Lublinie a nie na popisy martrologiczne. Mniejsza zresztą o to, największym
mankamentem koncertu była konferansjerka, nieznośnie familiarna, w której
usilowania porządkujące Linkowskiego gasił wszechwiedzący Kondrak to
poklepujący wykonawców po plecach, to udzielający laskawie glosu. A przy tym
wyraźnie znudzony, ziewający i ledwo mamroczący prawdy objawione.
Kto wymyślił ten jubileusz, nie pomyślał o tym, że żyją jeszcze wapniaki,
które studiowaly w Lublinie w latach 70. i przyjdą na jubileusz.Nie mialy po
co. Tylko Garczarek, tylko Galązka najcudniejszy.
Jasne, nie umniejszam nic z talentu Jagodzie Nai, Markowi Andrzejewskiemu
(dzięki Ci za Grześkowiaka),ale ich mamy często. A! Jeszcze jeden plus:
Kondrak nie zaśpiewal Atamana.