Gość: fifi
IP: 213.17.233.*
07.05.05, 08:03
Gość: z Krakowa
Właśnie sobie tak analizuje,i przypominam róznych krakowskich dziwaków,
którzy wkomponowaywali sie nasze miasto.
Pamietaćie tą babe co sprzedawała precle na rogu szewszkiej i rynku ,a jak
jej siektos nie spodobał to biła tym drutem do wyciagania precli w głowę,
zwłaszcza jak ktoś ja poprosił o precla z cukrem. Pare lat temu całe
wycieczki chodziły do niej po precle z cukrem a ona miała kilkadziesiąt spraw
w sadzie karnym o pobicie.
Albo jeszcze nie dawno chodziła taka elegancka babcia po rynku i
krzyczała "księża skur...yni, je..ny kler" układała sobie taki wiązanki
sacerowała po rynku i cały czas krzycała powtarzając ten sam tekst, a jak
kogos mijała kto na nią patrzył uśmiechała sie sympatycznie
poszczała "porozumiewawcze " spojrzenie.
Nr. 3 to facet który jeżdził autobusami i zbierał pieniądze. Miał specyficzny
komunikat.
" Witam jestem nosicielem wirusa hiv, zbieram pieniądze na chleb i mleko,
powtarzam na mleko i chleb." I tak w kóło jak któs mu cos dawał też go
informował "to na chleb i mleko, meko i chleb". Ja go spotykałam na lini 144.
Podobno był jescze jakiś jeden gość, który chodził po plantach, był mocna
sfiksowany,(podobno nieszczęśliwa miłość) z nikim nie gadał tylko mówił do
siebie, ale jak sudenci mu przynosili zadania z mat. kazde im rozwiązywał nie
zależnie od stopnia trudności.
Oi jescze przypominam sobie jednego gościa króry jeśdził autobusmi i
opowiadał swojemu niewidzalnemu przyjacielowi, o swoim kumplu zbyszku z
Bogdańca, że miał szćzeście bo Danuśka to była taka licha, i pożytku by z
niej nie miał, a Jagienka to kobitka jak sie patrzy i cyce takie miała ( tu
demonstrował gestem). Jak sie ktos na niego patrzył to sie odwracał do niego
i pytał "co ku.. z kumplem nie mozna sobie pogadać".
Ja narazie tyle sobie przyponimam - co wy docacie.
No i był na Szewskiej taki nasz Eric Clapton (właść. Klap-ton) dziadek co na
dziecinnej gitarce grał i śpiewał swe utwory.
No i na końcu Wiślnej była taka preclarka co waliła po łapach drutem jak się
jej dawało zbyt drobne pieniądze.
No i taki dziwny facet co gazety wieczorami sprzedawał po knajpach, był w
czapce marynarza i mówił biegle po angielsku.
No i słynne rapowanie "tanio-okazja-skarpety-polecam".
i dziadek na Wiślnej który podbiegał do dziewczyn i bekał im prosto w ucho
To ja, Kinia, proszę o uśmiech!
hehhe
ale mi przypomniales!
to byl hit nad hity, pamietam jak sie usmialem do lez jak go uslyszalem :D
"tania - okazja, skrpety - sprzedam"
nie wiem czy to prawda ale slyszalem ze on sprzedawal "cos" wiecej niz tylko
skarpety.
tez słyszałem, że był po prostu dealerem a do pracy na Floriańskiej podjeżdżał
autem.
prawda, gościa posadzili za handel narkotykami
nie posadzili, zmarl dwa lata temu...
mieszkal osiedle obok mnie w Hucie
"Krwawa preclarka" sprzedawała precle przed Muzeum Historycznym na rogu
Szczepańskiej.
Pamiętam jeszcze dziadka-gazeciarza, który sprzedawał gazety z dnia
poprzedniegi i wołał "Cracowia wygrała".
Dwukrotnie w tramwaju spotkałam staruszkę, która wygląda jak stereotypowa
babunia, siwiutka, okulary, malutka itp, chodzi o lasce i generalnie wygląda
tak, że każdy chce jej pomóc a to wsiąść, a to wysiąść, albo choć miejsce
ustąpić, zaś ona reaguje na każdą ofertę pomocy taką wiązanką, że kibolom uszy
więdną:)
Starszy Pan z młotkiem obijający kazimierskie mury.