Gość: Bastiatan
IP: 212.106.19.*
12.07.06, 22:54
Nie mogę się oprzeć, żeby wylać tutaj trochę żali, bo .... mnie trafia.
Dziecko nie może zachorować po południu. Jeżeli zachoruje, to w przychodni
raczej nie ma szans na dostanie się do pediatry. Chyba, że najpierw WYŻEBRZĘ
u lekarki zgodę na przyjęcie (zdarza się), a potem u pacjentów z numerkami
WYŻEBRZĘ przepuszczenie nas (nie zdarza się). Czy ja się zapisałem na kurs
żebrania, czy do przychodni? Nie można zorganizować pracy przychodni tak,
żeby jeden z lekarzy (pediatrów!) obsługiwał przez cały dzień pacjentów
nagłych?
Dziecko nie może nagle dostać objawów alergii (zwłaszcza jeżeli Twój lekarz
pediatra-alergolog przyjmuje w poliklinice DSK)! Mój mały właśnie ma objawy
(nowe) alergii wziewnych, a rejestracja proponuje mi termni we wrześniu!
Lekarz rodzinny przepisuje różne leki małemu, ha, ha ha. 'Posiadacze' alergii
wiedzą dobrze, co to znaczy leczyć uczulenia u lekarzy rodzinnych. Nic to.
Zawsze mogę przyjechać do DSK i WYŻEBRAĆ u lekarza zgodę na wizytę. Potem
odstać parę godzin na koniec przyjęć i może uda mi się wejść.
Ja mogę czekać na lekarza rodzinnego, mogę zmieniać alergologów. Ja mogę. Nie
wyobrażam sobie dziecka z temperaturą ponad 40 stopni bezcelowo czekającego 2-
3 godziny w przychodni. Przesiadywanie w niewiadowym celu w DSK też nie jest
przyjemnością.
No i do jasnej ch....ry, to jest system ochrony zdrowia, czy system
zorganizowanego żebrania? Czy pacjent chory lub z chorym dzieckiem ma się
płaszczyć, żeby otrzymać to, za co zapłacił?
Niestety widzę tylko jedno wyjście - wizyty prywatne - płatne. A więc
doszliśmy do tego, że Państwo nasze zachowując się jak przeciętny bandyta
zmusza obywatela do korupcji.