Gość: ryża małpa
IP: *.lublin.mm.pl
26.02.03, 21:54
Ludzkośc od wieków uwielbiała urozmaicać sobie czas siedzenia na kibelku.
Mieszko I ( albo inny król) na "tronie" przyjmowali nawet gości i toczyli z
nimi , równiez siadzącymi , uczone i nieuczone dysputy.
W czasach współczesnych powszechne stało sie wyrabianie sobie opinii o
gospodarce i polityce poprzez czytanie prasy w miejscu odosobnienia.
U mnie w domu natomiast, była tzw. "gierka kiblowa" - to był słynny
radziecki produkt, gdzie w wilk z "Wilkai zająca" łapał jajka które znosiły
kury. Podczas grania słychac było charaktery styczne " pik pik" i po tym
domownicy orientowali sie , że łazienka jest zajęta :-)
PO gierce przyszły czasy na lektury poważniejsze :
Lektura kiblowa musi charakteryzować sie tym, że jest zwięzła i podzielona na
mniejsze , niekoniecznie powiązane ze soba fragmenty tak aby jeden fragment
starczał na jedno posiedzenie.
Tak więc najpierw był " Klub Masztalskiego", później wypisy z filozofii dla
licealistów, później "modlitwa żaby" a teraz ...no cóż, przyjemne z
pożytecznym - kalendarzyk " z francuskim na codzień" na zmiane z " Dziećmi z
bUllerbyn".
I wcale nie spodziewam się , że subtelny humanista pepperoni rozwinie temat!