interchochlik
31.08.06, 00:25
Czy władze Lublina sprawdzą w końcu jak w schronisku dla zwierząt są wydawane
nasze pieniądze?
Usypianie szczeniąt kierownictwu schroniska specjalnie nie przeszkadza.
Wolontariuszki, które namawiały do sterylizacji dorosłych psów dalej nie mogą
tam legalnie pracować. A finansujące placówkę miasto nie interesuje się sprawą.
O skandalicznych zwyczajach w lubelskim schronisku pisaliśmy miesiąc temu.
Agnieszka Goluch kupiła tam suczkę. Nikt zwierzęcia na Pancerniaków nie
zbadał. Kiedy sama zaprowadziła go do weterynarza okazało się, że suka jest w
ciąży. W ramach rekompensaty kierownictwo zaproponowało "eutanazję ślepego
miotu”. Wtedy wyszło na jaw, że kopulacja zwierząt, a następnie usypianie
szczeniaków to powszechny zwyczaj w tym miejscu.
- A co w tym dziwnego, że pies ma ciągotę do suki? Krzywdy jej nie zrobi, tak
samo jak mężczyzna kobiecie. To natura - wyjaśnia z uśmiechem Anna Mamcarz,
kierowniczka schroniska.
- Suki trzymane są razem z psami. Odnosiłyśmy wrażenie, że pracownicy
schroniska mają niezłe widowisko ze zbliżeń zwierząt. Prosiłyśmy: rozdzielcie
je, przecież ta suka rodziła trzy miesiące temu... - opowiada Dorota
Kwiatkowska, zawodowy psycholog, która zgłosiła się do schroniska jako
wolontariuszka. - Komentowali te zbliżenia, śmiali się, dla nich to była
zabawa - dodaje Małgorzata Obroślak, inna wolontariuszka.
Kobiety, które wiele dobrego zrobiły dla zwierząt, nie mogą jednak formalnie
pracować w schronisku. Już trzy miesiące temu opowiedziały o panującej tam
sytuacji w Urzędzie Miasta i poprosiły na piśmie, by śladem innych takich
placówek w Polsce zalegalizować ich wolontariat. Ale do dzisiaj nie dostały
odpowiedzi. Dlaczego? - Moja wiedza w tej sprawie jest wyrywkowa - uchyla się
Mirosław Kalinowski z biura prasowego UM.
Sposobem na niekontrolowaną prokreację psów byłaby sterylizacja, a nie - jak
teraz - "eutanazja ślepych miotów”. Jednak na 160 zwierząt jedynie 30 proc.
wysterylizowano. - Czemu tylko tyle? Bo to byłby raj na ziemi, jakby się dało
wszystkie - uważa pani kierownik.
Sytuacją w schronisku zainteresowaliśmy inspekcję weterynaryjną. - Usypianie
zdrowych zwierząt na pewno nie jest etyczne. Tym bardziej, jeśli można
zapobiec ciąży - uważa Paweł Piotrowski, z-ca powiatowego inspektora
weterynarii w Lublinie. I zapowiada dokładną kontrolę w schronisku.
Przytułek dla bezdomnych zwierząt utrzymywany jest głównie z pieniędzy
podatników. W 2006 roku Urząd Miasta w Lublinie przeznaczył na schronisko 310
tys. zł.
Źródło: Dziennik Wschodni