clavi
05.10.06, 22:41
"Bo cóż, Mozarta wszyscy znamy i lubimy - to muzyka wspaniała na każdą okazję"
Otoz to! A okazja jest wyborna. Rok mozartowski. 250 rocznica urodzin
Mistrza. Zbyt wielu uroczystosci rocznicowych u nas nie bylo.
Oprocz festiwalu mozartowskiego Warszawskiej Opery Kameralnej nie wydarzylo
sie chyba nic szczegolnego.
Tymczasem aktorzy dramatyczni siegaja po opery Wolfganga i czesto czynia
to z malym dla niego szacunkiem. Znany rezyser Jarzyna wystawil
skandalizujace "Cosi fan tutte" i zjechana okrutnie przez krytyke
opere "Giovanni" w ktorej oprocz tytulowego "don" pozwolil sobie
wyeliminowac muzyke "zywa" puszczajac jak to w dramatycznych teatrach
bywa "tasme".
Milosc do opery jako gatunku opanowuje rezyserow teatralnych czego przykladem
moze byc wystawiona na Warszawskiej Jesieni 2006 "Iwona, córka Burgunda"
według dramatu Witolda Gombrowicza, dzieło zamówione przez prezydenta
Warszawy z okazji 100 rocznicy urodzin pisarza (no, prosze znow z okazji
urodzin).
Opera mimo znanych nazwisk tworcow zostala takze "zjechana" przez krytyke
z powodu nieudanej muzyki, ktora dopisal Krauze i rezyserii wspomnianego
juz G. Jarzyny.
Mowi sie ze z powodu pojawiajacych sie tego typu zjawisk powstaje w Polsce
T-opera czyli polaczenie teatru dramatycznego z muzyka operowa. Pomysl bazuje
na zasadzie: "niech śpiewacy śpiewają, a aktorzy zagraja".
Moim zdaniem pomysl z gruntu falszywy.
Oczywiscie nie mozna zabronic rezyserom zajmowania sie T-opera, i nikt takich
prob nie czyni. A publika wali na spektakle jak w dym, skandalizujace sceny
w przedstawieniu wzmagaja ciekawosc. Taka moda… Widac teoria, ze dzisiejszego
widza nie mozna juz niczym zaskoczyc takze jest falszywa.
Wracajac jednak do Mozarta - mam nadzieje, ze uzyty przez autorke skrot
myslowy, ktory zacytowalem wyzej nie oznacza rezygnacji z umieszczenia
w repertuarze filharmonii jego muzyki. Grajcie Mozarta.