Dodaj do ulubionych

Dluga historia Jozefa G.

24.04.03, 15:18
Obiecalem, ze watek bedzie o zajaczkach - latwo sie wiec domyslic, ze Jozef
G. byl zajaczkiem. Mieszkal tam gdzie wiekszosc zajaczkow zamieszkuje az do
okrutnej eksmisji kombajnem, czyli pod Supraslem. Pole na ktorym mieszkal
Jozef bylo spore, ale nic na nim rosnac nie chcialo, mimo, ze Jozef staral
sie bardzo kapuste, lub marchew wyhodowac. Tego lata cos mu jednak wyroslo.
Sprzedali mu zle nasionka, z ktorych czesc zgubil pod klubokawiarnia, a te
ktore sie ostaly przejechal ciagnik sasiada. Plaskie byly i niezbyt
zadowolone. Ale posial i z niepokojem czekal na rezultaty. To co wyroslo
mialo na oko dwa metry, a na nos - mialo niegdys kontakt z szambem. Z lewej
lisc mu wystawal, z prawej badylek jakis. Pocieszajacy byl fakt, ze na
szczycie cos sie wykluwalo...........
Obserwuj wątek
    • velvet0 Re: Dluga historia Jozefa G. 24.04.03, 15:22
      No i dnia pewnego słonecznego Józef G., przez znajomych znany Józefkiem,
      zauważył, przez przypadek zupełny zauwazył, bo ostatnio mocno zajęty był, i na
      pole rzadko przychodził, no więc Józef, przez znajomych Józefkiem zwany
      zauwazył, że liść, ten z lewej strony, ktoś nadgryzł... Trochę się wściekł....
    • silverstone ale to nie wszystko... 24.04.03, 15:23
      Jozef mial spaczone dziecinstwo. W tapczanie Jozefa
      bowiem lezal trup. Smierdzial jak wielbladzia dupa, a w
      porze na wyczekiwana dobranocke z Psem Pankracym,
      wykrzywial gebe pelna trupiego jadu i zaczynal
      trzeszec... Jozef w chwilach wolnych od trzeszczenia
      wsiadal na swoj maly dziecinny elewatorek zbozowy i
      dawal upust szalenstwu... Tak to sie wlasnie zaczelo.
      • eor Re: ale to nie wszystko... 24.04.03, 15:30
        Nagryzienie liscia spowodowalo u Jozefa maly atak furii. Po zdemolowaniu
        Suprasla i kilku przyleglych wiosek, zabral sie do dochodzenia. Lisc mial
        wyrazne slady zeba, odgniecenie po dziaslach i obslumkanie. Ten rodzaj
        uszkodzen widzial juz wczesniej - to Grzycipiut, zly duch okolicy, ten sam
        ktory nigdys zniszczyl mu elewator. Jozef zebral ogonek w troki i dziarskim
        krokiem ruszyl do SPOMASZU.
        • silverstone Re: ale to nie wszystko... 24.04.03, 15:35
          Trzymajac ogonek w trokach Jozef pomyslal, ze furia to
          jego ulubiony stan i gdyby nie Zocha, corka dozorczyni
          trwalby w niej tzn w furii tak dlugo jak lumpy na rynku w
          Supraslu. Spomasz widnial na horyzoncie prawie tak
          atrakcyjnie jak zlote luki pobliskiej Makchemii... Wokol
          roznosil sie mily dla ucha smrodek.


          eor napisał:

          > Nagryzienie liscia spowodowalo u Jozefa maly atak
          furii. Po zdemolowaniu
          > Suprasla i kilku przyleglych wiosek, zabral sie do
          dochodzenia. Lisc mial
          > wyrazne slady zeba, odgniecenie po dziaslach i
          obslumkanie. Ten rodzaj
          > uszkodzen widzial juz wczesniej - to Grzycipiut, zly
          duch okolicy, ten sam
          > ktory nigdys zniszczyl mu elewator. Jozef zebral ogonek
          w troki i dziarskim
          > krokiem ruszyl do SPOMASZU.
          • velvet0 Re: ale to nie wszystko... 24.04.03, 15:39
            Minąwszy Makchemię dziarskim krokiem skręcił w przylegającą do lasu dróżkę. I
            tam... Niewiagygodne... Przy samiutkim lesie stał, jak gdyby nigdy nic się nie
            stało, nowiutki, , jeszcze farbą pachnący kultywator Zdzicha J., zajączka, z
            którym darł koty (ileż to one się nacierpiały) już przez wiele lat....
          • eor Re: ale to nie wszystko... 24.04.03, 15:49
            Zblizyl sie i wlazl.

            - Dobry - powital
            - Bry - odwitala sprzedajaca
            - Ma snopowiazalke?
            - Ma
            - Niech da.
            Sprzedajaca siegnela po lade
            - Na.
            - Do widzenia.
            - Widzenia - zakonczyla konwersacje sprzedajaca i siegnela po magazyn "Twoje
            Imperium" - Niech moc bedzie z Toba - dodala.....
            • eor Re: ale to nie wszystko... 24.04.03, 15:59
              POD LADE powinno byc, POD lade.

              > Sprzedajaca siegnela po lade

              A ponadto wkradla sie konfuzja. Zakladamy wiec, ze Jozef wyszedl ze SPOMASZU
              ze snopowiazalka i wowczas kultywator zauwazyl.:

              Kultywator stal i jakby nigdy nic kultywowal. Jozef chcial dosiasc kultywatora
              jednego i pogonic, popedzic gdzies, duchom wyzwanie rzucic, ale tego dnia
              kultywator kultywowal akurat tradycje. Stał, a pod nim spal wlasciciel.
              Tradycja to piekna rzecz.

            • silverstone Re: ale to nie wszystko... 24.04.03, 16:01
              Moc okazala sie Mocarna Goralka spod Radomia, ktora to na
              widok Jozefa zakasala kiecke i klnac w nieboglosy
              wskoczyla mu na plecy.
              - ty ty ty tytytytyyyyyy... Ty taki! - ryczala miotajac
              goralskimi warkoczami - tyyy taki owaki!
              - a a aaaaale o cccco chodzi? - Jozef czolgal sie
              zaplatany w halke Mocarnej - szanowna pani mnie myli....
              • velvet0 Re: ale to nie wszystko... 25.04.03, 08:01
                Nie za bardzo, co prawda, wiedział, z kim go myli, ale tak zwany szósty zmysł
                nigdy go nie zawiódł...
                • velvet0 Re: ale to nie wszystko... 25.04.03, 12:29
                  Zaczął zbierać wszystko do kupy: kultywator, Zdzich śpiący, podarte koty, moc,
                  lada.... Zaczęło się układać w logiczną całość....
                  • Gość: rytża małpa Re: ale to nie wszystko... IP: *.lublin.mm.pl 25.04.03, 12:59
                    Brakowłao mu tylko jednego elementu...
                    • velvet0 Re: ale to nie wszystko... 25.04.03, 13:04
                      Już wiedział! Pójdzie do Maryśki, do wypożyczalni! Musi mu dać "Piaty element"!
                      • Gość: ryża małpa Re: ale to nie wszystko... IP: *.lublin.mm.pl 25.04.03, 14:31
                        Maryska nie miala dla niego dobrych widomości. " Piaty element " niemal przd
                        chwila wypozyczył był Zdzich , który w radosnych podskokach i dzwoniąc
                        zawartością przepastenj torby pognał z filmem za pazuchą do Zośki.
                        Josel G. spusił głowę, zwiesił usz, wzruszył z udawną pogardą ramionami i
                        dystyngowanie wycofał się z wypożyczalni. Kiedy smutnym krokiem, zapatrzone w
                        swoje nowe sznurówki dochodzil do drzwi uderzyła go pewna myśl. Nie wiedzić
                        czemu wczesniej nie zauwazył że wypozyczalnaia Maryśki połączona jest ze
                        składem kolonialnym , w którym mógł przecież nabyć.....
                        • velvet0 Re: ale to nie wszystko... 25.04.03, 14:37
                          ... wodę kolońską dla poprawy nastroju po niefortunnej wizycie w wypozyczalni
                          Maryśki. Albo i nawet coś innego, ale chwilowo nic na myśl mu nie
                          przychodziło...
                          • eor Re: ale to nie wszystko... 25.04.03, 15:15
                            velvet0 napisała:

                            > ... wodę kolońską dla poprawy nastroju po niefortunnej wizycie w
                            wypozyczalni
                            > Maryśki. Albo i nawet coś innego, ale chwilowo nic na myśl mu nie
                            > przychodziło...

                            i nie przyszlo mu niestety do glowy by zakupic "fryty raz" - jedyna skuteczna
                            bron na Grzycipiuta i wszystkie inne Cipiutowate. Jozek zamyslil sie nad
                            niezwyklym tempem rozwoju wsi swojej, w ktorej z kazdym posunieciem sie akcji
                            nowy sklep i przybytek rozrywki powstawal. Niemal zapomnial o uszkodzonej
                            roslince, gdy od strony jego pola wlasnego glosne krzyki nadbiegly i nie
                            zwracajac uwagi na Jozia pobiegly dalej. Jozef przykleknal, zawiazal
                            gumofilce, po czym wstal i ruszyl.....
                            • velvet0 Re: ale to nie wszystko... 25.04.03, 15:33
                              Zatrzymał się nagle .... Przypomniało mu się, że przecież ma na nogach
                              gumofilce... Cofnął się więc do momentu, kiedy zaczął był zawiązywanie, schylił
                              się i tylko ręcami machnął w powietrzu....
                              Na widnokręgu słońce kładło się na łanach żyta....
                              • Gość: ryża małpa Re: ale to nie wszystko... IP: *.lublin.mm.pl 25.04.03, 15:45
                                ...świat układał się do snu a z nory wyłazil wstretny i zły Gryzipiut
                                (?) ..nikt jeszcze nie podejrzewła , ze Gryziupiuta na własnej , kragłej piersi
                                wyhodowała Maryśka . To dlatego skłamała Józefowi , dlatego niecnie oszukała go
                                mówiąc , że " Piąty element" jest juz wypozyczony.
                                ale nieszczesny Józef jeszcze o tym nie wiedział ...podciagna spodnie, uszy
                                nakryl maskującym beretem, splunał siarczyście czyms zielonkawym i ....
                              • eor Re: ale to nie wszystko... 25.04.03, 15:50
                                Powstal po raz kolejny nie bardzo rozumiejac dlaczego musial wrocic. Powstal.
                                Ruszyl. Mur zaden, ani gora zadna nie wystrzymalaby naporu jego woli, gdy
                                rozgarniajac zyto rekami, prul niby Potiomkin pomoc i ukojenie ziemi zmeczonej
                                niosac. A jego marsz byl silny, a jego szereg zwarty i gestszy coraz. Marsowa
                                mina i czolo od pracy czarne, bruzdami zorane na podobienstwo zyznych pol z
                                ktorych klos pelny wyrosnie, a mysl czysta i uparta. I szybciej, wciaz
                                szybciej i dalej i marsz, i predzej i mocniej i jeszcze i raz. Wciaz razniej,
                                wciaz chetniej, i lewa i raz, i naprzod i naprzod, zdazymy na czas. I gna,
                                leci, sunie i pedzi jak kula swietlista na przekor zlym mocom rzucona. Idzie
                                Jozef. Biegnie Jozef. Jozef. Juz pole widac.
                                • Gość: ryża małpa Re: ale to nie wszystko... IP: *.lublin.mm.pl 25.04.03, 16:25
                                  Na polu ogarnął go nagły spokój. Wola jego uszła, zapadła się jak to słońce ,
                                  które właśnie stoczyło się w dolinę, znikło za horyzonetm wypuszczając strumyki
                                  bladej , wieczornej mgły. Józef szedł coraz wolniej, już nie biegł, myśli jego
                                  stały sie nagle jasne i czyste jak to niebo i tak samo zapalały się w jego
                                  hgłowie gwiadki, pierwsza, druga,błyskały jakąś nadzieja i Józef poczuł, że
                                  opetanie uchodzi z niego a jego miejsce zajmuje słodkie odurzenie .


                                  ( śiaga dla licealistów : porównanie stanu wewnetrznego Józefa i przyrody)
                                  • velvet0 Re: ale to nie wszystko... 28.04.03, 07:54
                                    Odurzenie to nie zajmowało miejsca jednak jak dama, lecz jak łajdak - wpychało
                                    sie w ciało Józefa intensywnie i z ogromną szybkością... Po paru minutach Józef
                                    poczuł, że słodkość tego odurzenia mdli go....


                                    • ziedrzec Re: ale to nie wszystko... 29.04.03, 11:08
                                      Gdy się obudził, zauważył, przez przypadek zupełny zauwazył, bo ostatnio mocno
                                      zajęty był, i na pole rzadko przychodził, no więc Józef G., przez znajomych
                                      Grzycipiutem zwany, zauwazył, że liść - ten z lewej strony, który tak niedawno
                                      ktoś nadgryzł - trochę się wściekł...
                                      • Gość: ryża małpa Re: ale to nie wszystko... IP: *.lublin.mm.pl 04.05.03, 22:48
                                        ściąga dla licealistów :Retardacja :przdłużenie akcji przez opis przyrody
                                        albo czegoś, tym razem Józefa.

                                        Józef nie był wysoki jak na zajączka, mozna powiedzieć że jego niepozorna
                                        figura nikła nawet w nawale troków wpuszczonych w długie, dziedziczone po
                                        Dziadku sznurowane gumofilce.
                                        Pociągła i ogorzała twarz Józefa okolona spływającymi jak fala uszami,
                                        których nieregularny spływ nadawAŁ JEGO twarzy wyraz jakiegos nieokreśnonego
                                        smutku pogłebionego przez meklancholię błękitnych, przepastnych oczu ukrytych p
                                        [pod maskującym beretem.
                                        Ręce Józefa mówiły o jego krótkim życiu zbyt wiele smutnych rzeczy - były
                                        twardze i chropawe , przystosowane do tzrymania w nich......
    • velvet0 Re: Dluga historia Jozefa G. 29.04.03, 12:25
      didaskalia:

      przeraźliwie ten Józio się kręci.... a to mija kultywator, a to wraca na
      pole.... znowu mija.... wraca na pole...
      Panie Reżyserze, nie ma innego tła? może by tak coś wypożyczyć?

      aha... Ryża, Ty jestes w tym dobra.... może by jakiś mu wygląd zewnętrzny
      znajstrować, co?
      • nocny_marek Re: Dluga historia Jozefa G. 05.05.03, 00:26
        velvet0 napisała:

        > didaskalia:
        >
        > przeraźliwie ten Józio się kręci.... a to mija kultywator, a to wraca na
        > pole.... znowu mija.... wraca na pole...
        > Panie Reżyserze, nie ma innego tła? może by tak coś wypożyczyć?
        >
        ...az tu patrzy, a to Zlotopolice!!!!!!! Niestety nie zauwazyl przyczajonego z
        flinta Dionizego, ktory znany z upierdliwego swego charakteru -nie pytajac -
        wpieprzyl mu w zadek garsc srutu. Jozio wrzasnal przerazliwie - z bolu i
        przestrachu i w te pedy zawrocil spowrotem. W biegu spuscil portki i zaczal
        rozdrapywac zadane rany. Przed oczami mial ciemnosc, w glowie pustke. Krew
        uchodzila z niego ciurkiem napelniajac gacie i nasaczajac gumofilce, ktore
        ciazyly mu coraz wiecej. Ostatnimi silami minal kultywatorek nawet go
        niezauwazajac i padl na rodzinna ziemie supraslanska. I stracil przytomnosc. W
        zamroczonej glowie Jozia zaczely dziac sie straszne rzeczy: oto widzi siebie w
        jakims tajemniczym labiryncie z ktorego zakamarkow wylaniaja sie straszne
        poczwary. Jedna ma twarz Maryski z wypozyczalni. Wpatruje sie w Jozefa
        wielgachnymi slepiami jak antena satelitarna NASA a jej ogromne piersi dyndaja
        sie po bokach szkaradnego cielska. Na jej ramieniu siedzi podarty kot, ktory
        niewiadomo czemu ma twarz Grzycipiuta. I wtedy rozlegl sie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka