Gość: Paul
IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl
17.06.03, 17:49
Wolnosc jednego czlowieka konczy sie tam gdzie zaczyna wolnosc drugiego.
Wedle Slownika Jezyka Polskiego, wolnosc slowa oznacza:”Prawo obywatela do
swobodnego wypowiadania swoich mysli w slowie i pismie”. Brzmi bardzo
ogolnikowo, naiwnie wrecz. Ten sam slownik wolnosc jednostki definiuje
nastepujaco:”mozliwosc podejmowania decyzji zgodnie z wlasna wola,
nieskrepowanego dzialania, uwatunkowana ogolem czynnikow spoleczno-moralnych
(!); niezaleznosc osobista, swoboda; caloksztalt warunkow, stosunkow poza
wiezieniem, zamknieciem.” Zerkam jeszcze to tegoz slownika co mowi on o
swobodzie. Oto co znalazlem: “mozliwosc postepowania, zachowywania sie
weglug wlasnej woli, bez koniecznosci ulegania przymusowi; brak skrepowania,
niezaleznosc, wolnosc.” Wiec znowu ta wolnosc. Jednakze wolnosc nie jedno
ma zycie, bowiem zerkam na znaczenie prawnicze i prawdziwe watpliwosci
dopiero sie zaczynaja: “prawa obywateli wyznaczone przez dobro powszechne,
interes narodowy i porzadek prawny”. W tej definicji wolnosc znajduje swoj
koniec, ta definicja rowniez oddziela ja od anarchii. Trudno nie czuc
lekkiego przygnebienia i bojazni przed takimi sformulowaniami jak “dobro
powszechne”, “interes narodowy”, czy “porzadek prawny” spogladajac na
historie ociekajaca krwia i krzyczaca gwaltami popelnionymi na milionach w
imie “dobra” i “interesow”. To brzmi groznie, przygniata swym
zacnym “dobrem” jak skala. Pierwsze dwa to cele, ostatnie to narzedzie z
pomoca ktorego osiaga sie “interes” i “dobro”. Na marginesie, walka
o “dobro” to doskonaly “interes” od stuleci, kojarzy mi sie z walka o pokoj.
Dostrzegam nastepny paradox. Wolnosc jest nam dana. Jak mowia jedni jest
dobrem najwyzszym, jak mowia drudzy jest przeklenstwem, tak czy inaczej,
wolnosc zwyczajnie jest, zawsze istniala, chociazby na zasadzie
przeciwienstwa z jej brakiem. Analogia z dobrem i zlem nasuwa sie sama,
jedno nie moze istniec bez drugiego. Od najmlodszych lat wiemy co to
wolnosc, wiemy kiedy jej zaznajemy, a kiedy nie. Wolnosc nie jest produktem
ludzkim, to nie wymysl cywilizacji. Interes narodowy i porzadek prawny
stworzylismy sami, na nasza zgube i ratunek. Jest to humanistyczny wymysl,
dzielo filozofow, liderow, politykow, prawnikow. Przychodza mi do glowy
zupelnie oderwane przyklady, niemal trywialne. W Ausrtalii facet moze zostac
aresztowany za podniesienie glosu na kobiete – kobieta za to moze sobie
wrzeszczec do woli. W Szwecji dziecko moze podac do sadu rodzicow i znalezc
sie w rodzinie zastepczej. W US po zmroku nie mozna przebywac w parkach.
Takze w US mozna zastrzelic wlamywacza, byle znalazl sie za (to wazne) twym
progiem – jesli zastrzelimy go wchodzacego przez okno i nieborak spadnie na
ulice sytuacja moze byc dla nas nieprzyjemna. Wszystko to w imie “dobra
publicznego”, ze o “interesie narodowym” nie wspomne. W interesie narodowym
lezy rowniez podsluchiwanie naszych rozmow telefonicznych i inwigiliacja
poczty elektronicznej. W tym ze interesie lezy rowniez podgladanie przez 5
milionow kamer przemyslowych mieszkancow 7 milionowego Londynu. Ciekaw
jestem co na to Orwell? Z tego co wiem, za zycia byl to czlek bardzo
zatroskany losem ludzi zyjacych w narodowym interesie, w imie publicznego
dobra. Pragne myslec ze moja wolnosc zaczyna sie tam gdzie uznam za
stosowne, a konczy z dniem mej smierci. Pro publico bono. Uszanowanie,
Paul