Dodaj do ulubionych

Rozmowa z prof. Janem Widackim

28.07.07, 08:21
absolutną pewność,że jest to przestępca można mieć dopiero po skazującym wyro
ku sądu,ale najpierw podejrzanego trzeba zatrzymać.
Obserwuj wątek
    • Gość: prawnik Rozmowa z prof. Janem Widackim IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 28.07.07, 12:37
      ... jedyna metoda, jaką powinni zastosować policjanci, to pościg za motocyklem
      aż do skutku. Być może uda się go złapać za godzinę, może za miesiąc...
      Co ten Widacki plecie? Przecież to jakiś tuman, a nie profesor - ekspert. Przez
      godzinę ścigając bandytę gliniarze godziliby się na to, że może on rozjechać i
      zabić dziesiątki niewinnych ludzi, a co dopiero ścigając go przez miesiąc.
      Panie widacki kim pan jest albo co oni z pana robią?
      Zresztą wiadomo, że jako minister też nie był pan kompetentny i niczym nie
      błysną. Idź człowieku na emeryturkę i zajmij się sadzeniem pietruchy. Mniejsza
      szkoda i większy pożytek z tego będzie.
    • majkajon Re: Rozmowa z prof. Janem Widackim 30.10.07, 01:28
      Wczoraj w Łodzi przypadkowy mezczyzna dostal dwie kulki w pluca. Tez tlumacza,
      ze chcial przejechac jednego z funkcjonariuszy. To nie byla drogowka.
      www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=96&BackToCategory=3&ShowArticleId=65674
    • gabriel Re: Rozmowa z prof. Janem Widackim 30.10.07, 01:42
      Po wyroku sądu to on jest skazany.
      Trzeba się było zatrzymać na wezwanie funkcjonariuszy, a przede wszystkim trzeba
      było nie wsiadać na motocykl, jak się nie mam uprawnień do jego kierowania.
      I myślenie włączać zanim włączy się silnik, a nie na widok policji.
      • majkajon Re: Rozmowa z prof. Janem Widackim 30.10.07, 01:50
        Witaj Gabrielu. Marcin nie zyje, wiec nie opowie, jak bylo naprawde.
        Daj sobie spokoj z tym prawem jazdy, bo nie o to tu chodzi.

        A w Łodzi było tak:

        Wersja policji: Policjanci (nieumundurowani i w nieoznakowanych samochodach)
        włączyli "koguty" i rozpoczęli pościg za volvo. Do akcji dołączył patrol
        kryminalny z bałuckiego komisariatu, który zablokował drogę uciekinierowi, gdy
        ten skręcił ze Skrzydlatej w Kasztelańską w stronę lasu. Zamiast się zatrzymać,
        kierowca volvo próbował staranować interweniujących funkcjonariuszy.

        - Uniknęli potrącenia - mówi Micor. - Oddano strzały ostrzegawcze, wzywając
        kierowcę do zatrzymania. Ten nadal nie reagował na polecenia. Wówczas padły
        strzały w kierunku samochodu.

        Jeden z pocisków przebił szybę i trafił kierującego w plecy. Trafił w płuco
        kierowcy. Mimo postrzału ten uciekał dalej. Dopiero na ul. Wycieczkowej został
        zatrzymany. - Policjanci wezwali pogotowie. Mężczyznę przewieziono do szpitala
        Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. - Jego stan jest oceniany jako ciężki, ale
        stabilny. Uciekinierem okazał się 54-letni pracownik ochrony ze Zgierza.

        - Nie mamy pojęcia, dlaczego uciekał. Był właścicielem auta, a nie złodziejem.
        Nie wiążemy go też z gwałtem - mówi Micor.

        Wersja postrzelonego:

        Inaczej sprawę postrzelenia opisuje Hubert Miążek, siostrzeniec postrzelonego.
        Relacjonuje wersję wuja, którą ten przekazał mu już w szpitalu. - Wuj po pracy
        wracał do domu. Gdy skręcił w las, by pojechać na skróty, nagle drogę zajechało
        mu nieoznakowane auto. Wysiadło czterech mężczyzn i zaczęło iść w jego stronę.
        Każdy normalny człowiek w takiej sytuacji próbowałby uciekać w obawie o swoje
        życie. Wuj wyminął mężczyzn i nagle padł strzał. Poczuł, że coś go boli. Starał
        się dojechać do ul. Wycieczkowej i znaleźć jakiś ludzi, którzy by mu pomogli.
        Nie miał już jednak sił i zatrzymał się. Mimo że był prawie nieprzytomny, dostał
        w twarz. Gdy policjanci zobaczyli, że jest ranny wezwali pogotowie - opowiada
        Miążek.

        Według najbliższych postrzelonego, policja nie włączyła sygnałów ostrzegawczych
        i mężczyzna nie wiedział, że to funkcjonariusze. - Syreny zostały włączone
        dopiero po oddaniu strzału - zapewnia siostrzeniec.
        auto.gazeta.pl/auto/1,48316,4611179.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka