Dodaj do ulubionych

Kamery w centrum Lublina

14.07.03, 23:31
A czy będzie monitoring wnętrza Ratusza? Jest bardzo konieczny!
Bo tam coś takiego na pograniczu prawa się wyrabia... Jakieś...
podobno podkupowanie głosów, czy też korumpowanie radnych z
przeciwnej strony, jakieś podchody do kasy pancernej, jakieś
dziwne przetargi i darowizny... Przydałby się może także
nasłuch, bo jakieś nagrania...
Obserwuj wątek
    • dociek Re: Kamery w centrum Lublina 14.07.03, 23:31
    • Gość: paveua Re: Kamery w centrum Lublina IP: *.acn.waw.pl 14.07.03, 23:44
      Na razie nie ma potrzeby. Poczekajmy aż sld przejmie pełnię władzy w
      Lublinie :-)
      Wtedy będzie można ich brać do sądu metodą "chybił trafił"

      pozdr
    • Gość: marek Re: Kamery w centrum Lublina IP: *.it-net.pl 15.07.03, 07:30
      Bardzo dobry pomysl
    • Gość: Van Dick MAFIA CZYLI SLD - UWAGA, ICH TRZABA MONITOROWAĆ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 08:27
      Masa" zeznaje o powiązaniach gangu pruszkowskiego z polityką i
      biznesem



      ZOBACZ TAKŻE


      • Prokurator krajowy: badamy także wątki polityczne i
      biznesowe "Pruszkowa" (14-07-03, 16:55)







      PAP, k 14-07-2003, ostatnia aktualizacja 14-07-2003 16:45

      Szefowa gabinetu politycznego premiera, wiceprzewodnicząca SLD
      Aleksandra Jakubowska nie chciała komentować zeznań "Masy",
      opublikowanych we "Wprost". Zaznaczyła, że to prokuratura musi
      wszystko przeanalizować i wydać komunikat w tej sprawie.

      W najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost" opublikowano
      zeznania "Masy", świadka koronnego w procesie "Pruszkowa".
      Według "Masy" człowiekiem, który udzielał pożyczek w
      imieniu "Pruszkowa", był Bogusław Bagsik, a po pożyczki do
      niego przychodzili m.in. poseł SLD Jerzy Dziewulski oraz
      Ireneusz Sekuła.

      Człowiekiem kontaktującym mafię ze światem biznesu miał być
      biznesmen Dariusz W., kandydat na ministra budownictwa w
      połowie lat 90. W artykule padają też nazwiska Jerzego
      Dziewulskiego z SLD, szefa Agencji Wywiadu Zbigniewa
      Siemiątkowskiego i b. wicepremiera w rządzie Hanny Suchockiej,
      Henryka Goryszewskiego. Oni sami zaprzeczają jakimkolwiek
      nielegalnym związkom z "Pruszkowem". "Prokuratorzy wręcz bali
      się słuchać tego, co miałem im do powiedzenia" -
      twierdzi "Masa".

      "Wprost" pisze, że przewodniczący składu sędziowskiego w
      procesie najgroźniejszego polskiego gangu, Marek Walczuk
      (prawidł. Walczak - PAP), uważa, że zeznania Jarosława S. -
      "Masy", są wiarygodne. Proces "Pruszkowa" nie wyjaśnił
      powiązań świata przestępczego z polityką i biznesem.
      Informacje, które "Masa" przekazał prokuratorom, to prawdziwa
      polityczna bomba. Dlaczego nie próbowano jej sprawdzić? - pyta
      gazeta.

      "Mamy niedobre doświadczenia z ostatniego tygodnia na temat
      tekstów prasowych" - powiedziała w poniedziałek PAP Jakubowska.

      "W związku z tym, organem, który powinien się w tej sprawie
      wypowiedzieć, jest prokuratura, bo zarzuty padają pod adresem
      prokuratury. To ona musi przeanalizować to wszystko i wydać
      jakiś komunikat w tej sprawie" - dodała Jakubowska.

      Jak zapewnił w rozmowie z PAP Prokurator Krajowy Karol
      Napierski, badanie "wątków biznesowych i politycznych"
      działalności gangu pruszkowskiego nie jest zmarginalizowane,
      ani zaniechane. Nie chciał ujawnić szczegółów żadnego ze
      śledztw.

    • Gość: Konrad Działacze SLD zamieszani w wyłudzenia pieniędzy przezn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 08:29
      Działacze SLD zamieszani w wyłudzenia pieniędzy przeznaczonych
      na walkę z bezrobociem?



      ZOBACZ TAKŻE


      • Rzecznik dyscypliny SLD: rezygnacja Długosza byłaby sensownym
      rozwiązaniem (14-07-03, 12:16)
      • Partyjny prokurator (14-07-03, 21:32)





      SERWISY


      ¤ Afera starachowicka







      PAP 14-07-2003, ostatnia aktualizacja 14-07-2003 13:23

      Prawo i Sprawiedliwość skieruje do sejmowej komisji etyki
      sprawę posła SLD Stanisława Kurpiewskiego. To reakcja PiS na
      publikację "Newsweeka", który napisał, że ostrołęccy działacze
      Sojuszu, w tym Kurpiewski, są zamieszani w sprawę wyłudzeń
      pieniędzy przeznaczonych na walkę z bezrobociem.

      Jak napisał najnowszy "Newsweek", "państwowe pieniądze,
      przeznaczone na walkę z bezrobociem, trafiły do prywatnych
      kieszeni działaczy SLD; odpowiedzialne za nadzór instytucje
      wciąż nie reagują". "Ostrołęccy działacze SLD: Ryszard
      Zaborowski, Maria Sulbińska i Stanisław Kurpiewski są
      zamieszani w sprawę wyłudzeń pieniędzy przeznaczonych na walkę
      z bezrobociem" - czytamy w tygodniku.

      W związku z tą publikacją PiS będzie też postulował o zwołanie
      w trybie pilnym posiedzenia sejmowej komisji polityki
      społecznej i rodziny.

      "W kraju przeżywającym poważne problemy gospodarcze,
      wstrząsanym falami niepokojów społecznych, z wysokim
      bezrobociem strukturalnym i pogrążoną w długach służbą zdrowia
      ma miejsce oszukańczy proceder wyłudzania publicznych pieniędzy
      pod przykrywką rozwoju przedsiębiorczości i walki z
      bezrobociem" - czytamy w przesłanym w poniedziałek PAP
      oświadczeniu PiS.

      Zdaniem tego ugrupowania, "ujawnione fakty pokazują rzeczywisty
      obraz działalności establishmentu SLD wobec najbardziej
      poszkodowanych i oczekujących pomocy państwa ludzi". "Opisane w
      artykule +Inkubator wyłudzeń+ mechanizmy obnażają niemoc i brak
      nadzoru instytucji państwowych odpowiedzialnych za dystrybucję
      funduszy publicznych" - uważa PiS.

      Jak napisano w oświadczeniu, "szumne i publicznie demonstrowane
      przez dygnitarzy partyjnych SLD zapowiedzi o odnowie i walce z
      korupcją okazały się pustym frazesem i tanim propagandowym
      chwytem". "Z wypowiedzi podejrzanych o dokonanie nadużyć
      działaczy SLD, w tym posła Stanisława Kurpiewskiego, wyziera
      cynizm i poczucie całkowitej bezkarności" - czytamy w
      oświadczeniu PiS.

    • Gość: mk Świętokrzyski kacyk - baron SLD do dymisji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 08:51
      Świętokrzyski baron SLD do dymisji




      rys. Jacek Gawłowski


      ZOBACZ TAKŻE


      • Usłyszane. Mniej o 30 tysięcy (14-07-03, 19:20)
      • Rzecznik dyscypliny SLD: rezygnacja Długosza byłaby sensownym
      rozwiązaniem (14-07-03, 12:16)
      • Partyjny prokurator (14-07-03, 21:32)





      SERWISY


      ¤ Afera starachowicka







      Janusz Kędracki, czat, pap 14-07-2003, ostatnia aktualizacja
      14-07-2003 19:32

      Rzecznik dyscypliny SLD Włodzimierz Nieporęt uważa, że Henryk
      Długosz powinien zrezygnować z szefowania partii w
      Świętokrzyskiem. Jutro tą sprawą zajmie się rada wojewódzka
      Sojuszu

      W poniedziałek w radiowej "Trójce" Nieporęt mówił, że
      informacje nadchodzące ze Starachowic do liderów SLD mogły
      być "wybielane po drodze". Na pytanie, kto jest winien
      zaistniałej tam sytuacji, stwierdził, że część winy ponosi szef
      świętokrzyskiego SLD Henryk Długosz. "Być może powstał układ
      mafijny, jak podaje prasa, który trzeba zlikwidować do końca.
      Sądzę, że zjazd nadzwyczajny wojewódzkiej organizacji powinien
      odbyć się jak najszybciej, i przychyliłbym się do sugestii
      senatora [Jerzego] Suchańskiego, by Henryk Długosz złożył
      dymisję. Byłoby to korzystniejsze i dla niego osobiście, i dla
      całej organizacji" - stwierdził Nieporęt.

      Jak pisaliśmy, Długosz decyzję o dymisji uzależnia od opinii
      członków rady wojewódzkiej. Miała ona zebrać się w piątek, ale
      przyspieszono obrady na środę. Większość w radzie stanowią
      zwolennicy Długosza.

      - Żądania dymisji nie są słuszne, skoro incydent dotyczy tylko
      trzech osób ze Starachowic - mówił w poniedziałek dziennikarzom
      Franciszek Wołodźko, marszałek województwa i wiceprzewodniczący
      świętokrzyskiego SLD. Według niego całą sprawę rozdmuchano
      sztucznie, aby wywierać presję na SLD.

      Tymczasem wybrany z listy Samoobrony w Świętokrzyskiem, a
      obecnie niezależny poseł Zbigniew Nowak uważa, że o planowanych
      aresztowaniach w Starachowicach wiedział nie tylko poseł
      Andrzej Jagiełło, ale także wojewoda świętokrzyski Włodzimierz
      Wójcik. Wczoraj napisał do ministra sprawiedliwości Grzegorza
      Kurczuka, że Wójcik chwalił się tym kieleckim dziennikarzom 25
      kwietnia podczas spotkania w Niwkach Daleszyckich. Nowak domaga
      się przesłuchania wszystkich jego uczestników. "Na obecnym
      etapie nie jestem gotów zeznać, od kogo posiadłem tę
      informację, a to z powodu na możliwe zastraszanie tej osoby. W
      przypadku, gdy będzie to konieczne, podam te informacje" -
      napisał do ministra Nowak.

      - To śmieszne i nieprawdziwe. Gdyby wojewoda rzeczywiście coś
      takiego powiedział, to dziennikarze nie czekaliby na
      interwencję posła Nowaka, aby te słowa podać do wiadomości
      publicznej. To afera w stylu Klewki II - twierdzi Beata Ryń,
      rzecznik prasowy wojewody świętokrzyskiego.
    • Gość: **** Re: Kamery w centrum Lublina IP: *.lublin.mm.pl 15.07.03, 08:56
      Oj przydały by się w ratuszu i szczególnie u prominentów.Od ratusza należało by
      zacząć instalowanie kamer.Jeśłi ich zostanie kilka,należy zainstalować przed
      ratuszem,aby w przyszłości chroniły szopkę i wypatrywały podpalacza.A wracając
      do sopki - czy prezydent już "wskazał" podpalacza? Myślę,że to moł zrobić ktoś
      na zlecenie SLD (spotkałem się już z podobnymi zarzutami ze strony skrajnie
      prawicowych ugrupowań m.in. byłego radnego z LPRu)
    • Gość: Ina Nie będzie w SLD chętnych do roli kata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 09:03
      Nie będzie w SLD chętnych do roli kata

      Sprawdzają mocniej lub słabiej
      Weryfikacja na całe zło
      Leszek Miller, lider SLD, zapowiada surową weryfikację członków
      partii i eliminowanie wszystkich, którzy narażają na szwank jej
      dobre imię. W partii panuje jednak przekonanie, że weryfikacja
      najwyżej zlikwiduje martwe dusze, ale nie wyeliminuje
      aferzystów i afer.

      Weryfikacja członków SLD - o której sekretarz generalny Marek
      Dyduch mówi od jesieni ubiegłego roku - ma się rozpocząć
      jeszcze w tym miesiącu i potrwa około roku. Zarząd Krajowy
      partii w przyszłym tygodniu omówi szczegóły operacji.
      Pilotażowa weryfikacja zostanie przeprowadzona w jednej z
      dużych organizacji, przypuszczalnie wielkopolskiej, choć mówi
      się też o mazowieckiej lub śląskiej. Jednocześnie zostanie
      przetestowany nowym system komputerowej bazy danych.

      Działacze partyjni będą wypełniali rozbudowaną deklarację
      członkowską, zawierającą rozmaite dane osobowe, które trafią do
      bazy komputerowej. Poza tym działalność poszczególnych
      członków, ich zaangażowanie w życie partii, opłacanie składek -
      będą omawiane w kołach. Koło w tajnym głosowaniu będzie mogło
      odmówić przyjęcia deklaracji członkowskiej. Od tej decyzji
      będzie się można odwołać do sądu partyjnego.

      Będzie nas mniej

      - Wszystkie zjawiska, które budzą negatywne reakcje, będą
      dokładnie badane i autorzy tych zjawisk będą eliminowani z SLD -
      powiedział przewodniczący Sojuszu w
      poniedziałkowych "Sygnałach Dnia". - Nie ma już czasu na
      bierność i pobłażliwość.

      Premier dodał, że być może 150-tysięczna partia jest za duża, w
      tym sensie, że zbyt wielu ludzi do niej trafiło nie z pobudek
      ideowych. W opinii przewodniczącego, jeżeli w wyniku
      weryfikacji z partii odejdzie 20 - 30 tysięcy członków, to i
      tak SLD pozostanie dużą, przeszło stutysięczną formacją.

      Leszek Miller nie jest odosobniony w swojej opinii o
      oczyszczającej mocy weryfikacji.

      - Trzeba zrobić wszystko, aby weryfikacja nie stała się
      ponownym spisem członków - wtóruje mu Józef Oleksy,
      wiceprzewodniczący partii. - Traktuję to jako początek
      samooczyszczenia ogniw SLD, rozbicia rozmaitych układów,
      odejście od praktyki, że ludzie w terenie wiedzą o różnych
      sprawkach kolegów partyjnych, ale na nie nie reagują.

      Zdaniem Oleksego taka weryfikacja ma szansę się powieść, jeżeli
      we wszystkich organizacjach zostanie potraktowana
      pryncypialnie - jako poważne zadanie do wykonania, a nie do
      odfajkowania - i będzie nadzorowana przez instancje wyższe.

      Wątpliwy zysk

      Jednak w szeregach partyjnych panuje przekonanie, że
      weryfikacja niczego w partii nie zmieni, w najlepszym wypadku
      posłuży do usunięcia martwych dusz (średnia frekwencja w kołach
      wynosi 60 proc. zarejestrowanych członków).

      - Usunięcie martwych dusz to już będzie zysk, bo są one
      szkodliwe dla koła - tłumaczy Andrzej Stefaniak, członek
      Krajowego Komitetu Wykonawczego SLD. - Gdyby frekwencja na
      zebraniach kół spadła poniżej 50 proc., to nie mogłyby one
      podjąć żadnej decyzji.

      Małe są jednak - w opinii działaczy partyjnych - szanse na to,
      by rzeczywiście wyeliminować z partii osoby podejrzewane o
      nadużycia czy nieetyczne postępowanie.

      - Kto ma podejść pryncypialnie do weryfikacji, jeżeli tej
      pryncypialności brakuje w kierownictwie partii? - pyta Sylwia
      Pusz, członek Rady Krajowej SLD. - Kto na siebie przyjmie rolę
      kata, jeżeli dobry przykład nie płynie z góry?

      Ręka rękę myje

      Pusz przypomina, że koła, w których będzie się odbywała
      weryfikacja, są najczęściej zakładane na zasadzie towarzyskiej.

      - Osoba tworząca koło zaprasza do niego przyjaciół, znajomych,
      rodzinę. Widać, jak przed wyborami pojawiają się nowe twarze, z
      reguły znajomi przewodniczącego - tłumaczy posłanka i pyta: -
      jaka jest szansa na negatywne zweryfikowanie znajomego, z
      którym jest się w jednym kole od czterech lat, a nawet dłużej?

      Swoje wątpliwości co do oczyszczającej mocy weryfikacji
      wyrażali też inni członkowie Rady Krajowej SLD, podczas jej
      ostatniego posiedzenia. Dyskutanci obawiali się na przykład, że
      osoby zamieszane w jakieś ciemne sprawy nie omieszkają
      skorzystać z szansy usunięcia z partii swoich oponentów i już
      się szykują do ich weryfikowania. I zapewne z tych wszystkich
      powodów Marek Borowski, członek Zarządu Krajowego, postulował,
      by weryfikację ograniczyć do potwierdzenia członkostwa.

      Eliza Olczyk




      Sprawdzają mocniej lub słabiej
      Każda z czołowych partii ma mechanizmy weryfikacji członków,
      stosowane najczęściej w momencie ich przyjmowania. Z
      najbardziej szczelnego sita słynęło Prawo i Sprawiedliwość.
      Jeszcze przed wyborami w 2001 r. w PiS opracowano szczegółową
      ankietę dla kandydatów na posłów, którą mieli wypełniać też
      kandydaci na członków partii. W ankiecie były pytania: czy
      kandydat był karany, czy prowadzone było przeciw niemu
      postępowanie karne i o jakie przestępstwa. Odpowiadający na
      ankietę musiał napisać, czy zetknął się z przedstawicielami
      świata przestępczego oraz czy należał do oficjalnych w PRL
      organizacji i jak długo. W tym kontekście wymienione było m.in.
      ORMO, a także inne formacje podległe MSW, mowa była także o LWP
      w latach 1980-82. Szczegółowe pytania dotyczyły majątku
      kandydata i jego rodziny, trzeba było porównać swój majątek z
      1989 roku z obecnym. Pytano też, czy firma kandydata wykonywała
      zamówienia publiczne na rzecz państwa lub samorządów, wreszcie
      jakie kandydat funkcje pełnił w życiu publicznym, jakie miał
      sukcesy i porażki oraz czy był krytykowany przez media. PiS w
      pierwszym okresie miał być partią kadrową, więc weryfikacja
      musiała być dokładna.

    • Gość: Paulina Czy bedzie monitoring przestepczej SLD ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 09:06
      Oj przydałby się , bardzo by się przydał. Mafię trzeba śledzić
      i później tępić, jak zarazę.
    • Gość: ania szopka spłoneła pod kamerą ;-) IP: *.cdmpekao.com.pl 15.07.03, 09:09
    • Gość: AS Uwaga na mafię sld w Lublinie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 09:31
      A może by tak ich stale minitorować ?
    • Gość: Luki Re: Kamery w centrum Lublina IP: *.symboliczna.net / 192.168.12.* 15.07.03, 09:33
      dociek napisał:

      > A czy będzie monitoring wnętrza Ratusza? Jest bardzo konieczny!
      > Bo tam coś takiego na pograniczu prawa się wyrabia...
      Jakieś...
      > podobno podkupowanie głosów, czy też korumpowanie radnych z
      > przeciwnej strony, jakieś podchody do kasy pancernej, jakieś
      > dziwne przetargi i darowizny... Przydałby się może także
      > nasłuch, bo jakieś nagrania...
      Głupi jestes i tyle nie dosć ze miasto chce zadbac o Twoje
      bezpieczeństwo to ty gadasz takie głupoty typowy polaczek!!!!!!
    • dociek Spamer związany z Ratuszem 15.07.03, 09:37
      Zauważyłem jednoznaczny mechanizm świadczący o związkach plączącego się po
      forum spamera z neoplusa z władzami w lubelskim ratuszu. Ilekroć temat dotyczy
      niepochlebnych opinii o władzy miejskiej, natychmiast pojawia się spamer.
      Czyżby był zatrudniony na stałe na przy-prezdenckim etacie? Ja na takiego
      fachmana nie zamierzam płacić podatków!
    • Gość: Teresa SLD - Afera w Komendzie Głównej Policji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 11:59
      Afera w Komendzie Głównej Policji



      "Superexpress": Bez łapówki żadna firma nie miała szans na
      wygranie przetargu na prace remontowe w Komendzie Głównej
      Policji.


      /TVN24

      Podejrzenia padają - według gazety - na inspektora Janusza K.,
      wiceszefa biura logistyki, nadzorującego remonty policyjnych
      budynków, a także nowe inwestycje Komendy Głównej Policji.

      Inspektor decydował, jak wydawać pieniądze z
      kilkunastomilionowego policyjnego budżetu. Nagle, kilkanaście
      dni temu, stracił stanowisko - pisze dziennik.

      "Do komendanta głównego policji dotarły sygnały, że biuro nie
      funkcjonuje prawidłowo. Oceną sytuacji zajęli się kontrolerzy z
      inspektoratu policji" - przyznaje nadkomisarz Sławomir
      Cisowski, rzecznik komendanta głównego generała Antoniego
      Kowalczyka.

      Praca inspektorów przyniosła niespodziewane efekty. Wysoki
      urzędnik resortu spraw wewnętrznych powiedział gazecie, że ci,
      którzy znają raport z kontroli, są przerażeni skalą
      nieprawidłowości w biurze. Chodzi o wymuszanie "dowodów
      wdzięczności" od firm, które dostawały od komendy zamówienia na
      najrozmaitsze prace.

      Mechanizm był prosty. Przetarg na duży remont wygrywała zgodnie
      z wszystkimi przepisami jakaś firma. Jednak według autorów
      raportu, komenda wskazywała głównemu wykonawcy - podwykonawców.
      A ci w zamian opłacali się urzędnikom. Aby całą sprawę ukryć,
      podpisywano aneksy do umów.

      Prawdopodobnie nieprawidłowości miały miejsce ,między innymi,
      przy budowie osiedla mieszkaniowego MSWiA na warszawskim
      Ursynowie. Mieszkania otrzymali tam zasłużeni funkcjonariusze,
      na przykład byli zastępcy komendanta głównego policji czy
      szefowie Biura Ochrony Rządu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka