dociek
07.06.08, 07:50
Ciemnogród w groźnej akcji. Zachłanność katolska na rządzenie nie
tylko duszyczkami rośnie z godziny na godzinę. Czy ten klecha i jego
stado bojowników wezmą na wychowanie noworodka, aż do jego
pełnoletności? Czy Ci, ingerujący bezlitośnie w cudzą, dziecięcą
intymność, nawiedzeni katole wezmą na własne ramiona i głowy
zapewnienie stabilności psychicznej, opieki i utrzymania dziecku,
które ma urodzić dziecko i to z gwałtu? Te totalne prymitywy nie
mają wcale świadomości, że stają się współsprawcami i kontynuatorami
gwałtu. Czy nie powinno się wprowadzić dla nich wysokich kar
(łacznie z pozbawieniem wolności) za bezwzględne molestowanie
psychiczne nieletnich i to po takim życiowym wstrząsie? Czy nie
powinno się ukarać lekarzy za nie udzielenie stosownej pomocy? Czy
podjęcie wykonania nakazu sądowego w kwestii umieszczenia dziewczyny
w Pogotowiu Opiekuńczym w innym mieście niż szpital, w którym miano
zrobić zabieg, przed wykonaniem aborcji, nie jest również działaniem
dla zablokowania dokonania aborcji??!! Wszak tu czas ma duże
znaczenie. A i sędzia i klecha chodzą w togach.
Dla mnie to wszystko nosi cechy katolskiej nietolerancji,
okrucieństwa i bezprawia.
wiadomosci.onet.pl/1764527,11,item.html
Kraj PAP, PH /06:16
Przeciwnicy aborcji urządzili "piekło" zgwałconej 14-latce
"Gazeta Wyborcza": Zgwałcona czternastolatka przyjechała do
warszawskiego szpitala, by usunąć ciążę. Ale krok w krok za nią
podążał ksiądz i działaczki z organizacji obrońców życia. Postawili
zarzut nakłaniania małoletniej do aborcji, prokuratura bada sprawę.
A zabieg się nie odbył.
Czternastoletnia Agata ma prawo do legalnej aborcji, gdyż ciąża jest
wynikiem gwałtu. Potwierdziła to lubelska prokuratura.
Dziewczyna chciała dokonać aborcji w Lublinie, gdzie mieszka. Jednak
dwa szpitale odmówiły. W jednym z nich podczas rozmowy dziewczyny i
jej matki z ordynatorem nagle pojawił się ksiądz. Zaczął przekonywać
nieletnią, że powinna urodzić. Od tej pory księża, kobiety i
psycholodzy z organizacji antyaborcyjnych nie dają jej spokoju.
Dlatego matka Agaty poprosiła o pomoc Federację na rzecz Kobiet i
Planowania Rodziny, która pomagała znaleźć szpital, w którym
dokonają zabiegu. Miał się odbyć w tym tygodniu przy ul. Inflanckiej
w Warszawie. Dziewczyna przyjechała w środę rano. Według
przedstawicielek Federacji następnego dnia w szpitalu pojawił się
ksiądz z Lublina i kobiety z organizacji pro-life.
Według opowieści pracowników szpitala, gdy do lecznicy przyjechali
przeciwnicy aborcji, rozpętało się piekło. To był koszmar - opowiada
pracownica. - Oni ją zaszczuli. Prócz księdza pojawili się także
dziennikarze albo z radia maryja, albo z Telewizji Trwam. A kobiety
z organizacji antyaborcyjnej okupowały sekretariat.
Dyrekcja szpitala potwierdza, że pacjentka leżała na oddziale, ale
do zabiegu nie doszło.
- Otrzymaliśmy faksem pismo z sądu, że zabieg nie może się odbyć,
dlatego pacjentka została wypisana - mówi Janusz Siemaszko, dyrektor
szpitala przy Inflanckiej. Jakie pismo? Dyrekcja nie chce pokazać,
zasłaniając się tajemnicą lekarską. Nieoficjalnie "GW" dowiedziała
się, że chodzi o postanowienie sądu rodzinnego o umieszczeniu
małoletniej w Pogotowiu Opiekuńczym w Lublinie na czas zakończenia
sprawy o pozbawienie matki Agaty władzy rodzicielskiej.