janostrzyca
14.10.08, 09:09
W LOT-owskim magazynie "Kalejdoskop", rozdawanym pasażerom tej
słynnej linii lotniczej, znalazłem ostatnio całostronicową,
anglojęzyczną reklamę Lublina. Poczułem prawie dumę, że oto moje
ukochane miasto tak pięknie zachęca zagranicznych inwestorów i
turystów. Rozczarowanie przyszło nader szybko, reklama na drugiej
stronie okładki (piękny kredowy papier) zawiera trzy zdjęcia, w tym
zamku lubelskiego, niezidentyfikowanej fontanny (prawdopodnie na
Placu Wolności) oraz centrum handlowego, którego nie ma w Lublinie.
Sam tekst zachęca biznesmenów do przyjazdu przekonując, że Lublin ma
dobrze rozwiniętą sieć komunikacyjną z innymi miastami (!), że
samorząd ma doświadczenie we współpracy z zagranicznymi inwestorami,
że Lublin jest bramą do rynków Ukrainy i Białorusi.
Dla mnie groteska. Chciałbym zobaczyć minę poważnego inwestora,
który przyjedzie do Lublina z Okęcia w czasie zaledwie 3 godz.
ryzykując życie na drodze lub tracą czas w pociągu. Ten sam
biznesmen prawdopodobnie zwariuje w lubelskich urzędach, tak
doświadczonych we współpracy z Realem, Makro i L'eclerkiem. A faceta
dobije ostatecznie brama na wschód do tych słynnych rynków Ukrainy i
Białorusi. Brama, w której trzeba spędzić kilka dób, żeby w ogóle
przekroczyć przejście graniczne z towarem...
www.janostrzyca.bloog.pl