janostrzyca
12.07.09, 18:43
Depresji można dostać idąc ulicami Lublina. Ta tabliczkach prawie
wyłącznie nazwiska obywateli, którzy zginęli w mniej lub bardziej
przerażającyh okolicznościach. Przestrzeń miejska to nie jest
kostnica czy cmentarz, żeby na każdym kroku natykać się na
heroicznych umrzyków z dziurą od kuli w głowie. Rozumiem że
patronami ulic zostają artyści, naukowcy, sportowcy. A w Lublinie
tylko kombatanctwo i kombatanctwo. Czy to miasto nie miało wybitnych
obywateli osób, które stąd się wywodzą lub miały w życiu lubelski
epizod? Czy nie można nadawać ulicom, placom, rondom nazw
optymistycznych, ciepłych, czy chociaż neutralnych estetycznie,
religijnie, politycznie?