kropka.
10.09.02, 15:53
- Jadę jutro do Katowic, oświadczyłam przy obiedzie.
- Świetnie. Zawieziesz mi coś do B.? To tylko 20 km od trasy.
- Nie ma sprawy. Napisz adres na kopercie.
- Nie pamiętam adresu, ale ci wytłumaczę i narysuję. Bardzo łatwo trafić.
Coś we mnie drgnęło ostrzegawczo, ale nie na tyle, żeby mnie zaniepokoić.
Usiedliśmy nad karką papieru i Najdroższy Mężczyzna zaczął tłumaczyć rysując.
- Za tablicą z nazwą pojedziesz jakieś 200 metrów i skręcisz w lewo. Możesz
jechać prosto, ale będzie dłużej. Narysuję ci jak masz jechać na skróty.
- Może jednak pojadę prosto? Nie będzie prościej? wtrąciłam z nadzieją.
- Ależ po co? Szkoda twojego czasu. Skrótem też jest prosto.
- O.K. Rysuj.
- ... skręcisz w lewo, potem w... raz, dwa... tak. Trzecia w prawo. To
charakterystyczne miejsce, bo na rogu rośnie wielka lipa. Na końcu tej ulicy
jest kościół. Przy kościele w lewo i taki żółty, nieduży budyneczek. Cholera,
nie pamiętam ulicy, ale takie znane nazwisko. Jak zobaczysz nazwę, to
skojarzysz na bank. Bardzo znany pisarz, czy malarz. No... coś takiego.
Skojarzysz.
Pojechałam. Kartkę z mapką przykleiłam na kierownicę, żeby broń Boże, nie
zabłądzić. Tablica z nazwą – jest. Trzecia w prawo – jest. Lipa? Nie ma.
Kurcze, miała być lipa. Są za to roboty drogowe. O.K. pewnie wycięli lipę.
Cholera, dlaczego tyle drzew się wycina?! Kto na to pozwala?!!! Lipa im
przeszkadzała, tłomokom!!!
Dobra. Dalej prosto i kościół. No nie! Kościoła nie rozebrali przecież! Nie
ma kościoła. Coś musiałam pokręcić. Zawracam, ale ulica jest jednokierunkowa.
Dobra, objeżdżam, trzecia w lewo – O.K.. Jestem przy tablicy z nazwą. Jeszcze
raz: liczę, skręcam, roboty, nie ma lipy, nie ma kościoła...
- Przepraszam, czy tutaj gdzieś blisko jest ulica jakiegoś sławnego pisarza
albo malarza?
- Jest Mickiewicza, ale to w drugim końcu miasta. Słowackiego jest w centrum.
To zupełnie w drugą stronę. Jest Sienkiewicza, ale to w bok od Słowackiego.
Nie. Tutaj nie ma żadnej takiej ulicy.
- A malarz? Sławny? przypomniałam.
- Malarza też nie. Kossaka jest, ale to na Osiedlu Wyspiańskiego. Też nie
tutaj.
- Dziekuję i przepraszam. Niedouczony palant. Nie dość, że nie zna swojego
miasta, to jeszcze nie ma pojęcia o kulturze narodowej.
Zjechałam w zatoczkę, zadzwoniłam do informacji, podałam nazwę wydawnictwa,
dostałam nr telefonu. Zadzwoniłam. Pan był nadzwyczaj uprzejmy.
- Gdzie pani stoi?
- Nie wiem. Nie ma tabliczki. Jest duży pawilon spożywczy.
- A, to na Bema. To pani zawróci, dojedzie do pierwszej ulicy i skręci w
prawo, potem w lewo, potem będzie stacja benzynowa i znów w lewo. Można
prosto, ale skrótem będzie bliżej....
- Czy ma pan obok siebie jakąś kobietę? Na hasło „skrót” zareagowałam nerwowo.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? Głos był młody i sympatyczny.
- Przepraszam, nie mogę do was trafić. Może mi pani wytłumaczyć? Stoję przy
dużym pawilonie spożywczym.
- Proszę wrócić do trasy i jechać w kierunku na Warszawę. Za stacją benzynową
skręcić na centrum. Jest drogowskaz. Pierwsza w prawo i jest pani u nas.
Trochę dalej, ale tak będzie najprościej.
- A jaki adres, żebym mogła na planie....
- Kowalska 12. Do zobaczenia. Czekamy z kawą.
W domu okazało się, że za tablicą należało skręcić w trzecią, ale w prawo.
Kocham mojego Bruneta nade wszystko. Jest moim Mężczyzną Życia i głoszę to na
wszystkich jarmarkach. Ma tylko jedną wadę: jest facetem. Różnica między
mężczyzną i kobietą polega m.in. na tym, że dla panów „bliżej”
oznacza „szybciej”.
A dla nas najszybciej = najprościej. Zapamiętajcie tę drobną różnicę płci
mózgu, proszę.
pozdrawiam