Dodaj do ulubionych

Wątek Neosurrealistyczny

    • szprota SSS (Sobotni surreal Szproty) 31.01.04, 15:02
      Lęk przed utratą struktury. Zanotowane godziny utwardzają się pod stopami. Już
      zakaz lewitacji obejmuje
      poczuciem bezpieczeństwa.
      Lot wszakże jest zdradą, bezspornym uhybieniem regułom urągających tęsknocie za
      wykroczeniem
      [kartki tabelki memo! żółte karteczki] Marno
      trawię słowa. Frymarczę sacrum zapisywania
      bezpieczeństwa.
      • neochuan Re: SsS (Sobotni surreal Szproty) 31.01.04, 15:11
        nie czas żyłować ryż, gdy płyną lisy!
        • szprota Smarować łeż czy rysować żer? 31.01.04, 15:27
          Czasu nie staje, to choć przestrzeni? Maleńko,
          nie trzeba więcej. To znów udomowienie. Bezpiecznie i niezmiennie. Nawet ogień
          pod jarzmem szkła.
    • szprota Dużo Ognia znów 02.02.04, 00:32
      Słońce
      skarbie. Widzisz?
      Zamalowuje na żółto wszystkie miejsca na błękit.
      Przykleja się na lodówkę; pamiętam.
      A kuchenne linoleum najbardziej się łasi do stóp, najbardziej wytrąca spod nich
      stałość: alchemiczny obszar obrządku. Bezbrzeżna tajemnica rygorów szczypt,
      łyżeczek i dekagramów. Codzienny cud ognia pod jarzmem szkła, ujmowania wody w
      karby kobieco zamkniętych
      czajników. Wkraczam na miękkich kolanach, gotowa dostąpić wtajemniczenia, ale
      skarbie… słońce, widzisz:
      Jeszcze nie czas.
      Najpierw nauka subordynacji gestów; potrzebna
      jest dyscyplina.
      Zacisnę zęby bólu na depilatorze wystających łokci. Wymagana jest gładkość. Potem
      bezwzględnie higienicznie wstrzymam powszedni opad włosów. Wydech, pamiętam:
      przecież patrzę na lodówkę
      (z rachunku kalorycznego sumienia: dziś nie otworzę)
    • maginiak Szanuj czerwień! - tekst dydaktyczny 02.02.04, 10:34
      A ja tylko chciałam przejść na drugą stronę. Nie, nie tę drugą stronę. Tę tamtą
      właśnie.
      Światło było czerwone. Jak każde dziecko wie (żeby nie powiedzieć każdy głupi)
      oznacza ono: Don't walk! Bo jak ty walk to wiadomo co a może i jeszcze co
      gorszego. Ja jednak prędziutko i sprytnie zorientowałam sytuację. W pobliżu nie
      było ni tramwaju, ni autobusu ni nawet czego jeszcze gorszego, więc pędzona
      wrodzoną przebiegłością rzuciłam się w kierunku krawężnika leżącego (po tamtej)
      drugiej stronie. Mimo przebiegłości nie przebiegłam jednak – coś mnie ubiegło.
      Wyhaczyło mnie jakby silne ramię - już gdzieś na wysokości drugiego paska
      bezwstydnie rozwalonej na ulicy zebry. Nim się spostrzegłam stałam z powrotem
      na krawężniku (po tej stronie). Coś mnie zatrzymało, a wręcz zawróciło z drogi.
      Spojrzałam w lewo, potem w prawo, potem znowu w lewo. Nie zobaczyłam nic,
      absolutnie nic, zero. Nic to, pomyślałam, ręka boska może, a jak nie, to tylko
      diabeł jeden wie, co za czort jaki inny. Zmieniło się na zielone. Teraz nic już
      mnie powstrzyma - pomyślałam - i ruszyłam z podniesioną głową przed siebie.
      Ruszyłam - dobrze powiedziane! Kto tego nie przeżył ni razu nie zrozumie jak
      bardzo chciałam ruszyć – po prostu przejść, od tak. Przejść kołysząco-dumnym
      krokiem i pokazać co potrafię. Wszyscy już poszli. Ja jednak nadal stałam,
      osłupiała bardziej niż Lotowa żona. No idź, przecież masz zielone! - krzyknął
      mi do ucha przechodzący mimochodem przechodzień. Rzeczywiście nadal było
      zielone. A ja nadal stałam jak ta lala i ani rusz nie mogłam się ruszyć. Po
      drugiej stronie był już nawet ten gość z nogą w gipsie - odwrócił się i
      spojrzał na mnie tryumfująco, a wręcz – rzekłabym - pogardliwie. Zaczęło mi się
      robić gorąco ale postanowiłam do końca zachować zimną krew. Splotłam ramiona,
      uśmiechnęłam się do siebie tak nonszalancko jak tylko umiałam i zaczęłam nawet
      pogwizdywać patrząc w górę - przecież nic się nie dzieje, chcę sobie postać to
      sobie stoję, takie to dziwne czy co? Jak na złość nagle się rozpadało (a dotąd
      niebo było przecież od łzy nawet czystsze). Stać w deszczu to już doprawdy
      żadna przyjemność. Zaczęło mnie to już dość mocno denerwować i definitywnie
      postanowiłam zakończyć tę zabawę. Pochyliłam się i zaczęłam odklejać buty od
      zbliżonej rozmiarami do grapefruita, kompletnie zżutej gumy marki firelli.
    • szprota Linczek ku uciesze 02.02.04, 13:04
      Pogadałabym z kimś inteligentnym...
    • szprota Wolę gotowane 02.02.04, 13:57
      Więc dziś odpuszczę sobie smażenie dwóch żyraf i tak, proszę państwa, to jeże
      zrobiły kabaret, a Harry nie jest już kochankiem więźnia Azkabanu.
      Pamiętajmy też o owieczkach we współczesnym, otaczającym nas świecie.
      Podpisano: 29 dzień, dzień powrotu!
    • neochuan Ballada o lekkim przebarwieniu neurotycznym 03.02.04, 15:00
      sufit
      ściana
      podłoga ścina:
      sufit.
      sino, sino to widzę.

      to jeszcze raz:
      sufit, gzyms, parapet, ryms.
      ulica: moja krwawica.
      tego
      to już nie przewidzę
      [kurtyna, ciemność, etc.]
      • aard Mamy z Maginiac problemy z dochodzeniem! 04.02.04, 11:16
        Poważnie - jak jej dochodzi, to mój juz nie i odwrotnie tak samo. Po prostu
        wolna amerykanka - kto pierwszy ten lepszy, bo pozniej już po ptakach.
        Na szczęście przed chwilą przynajmniej napisała mi maila, że jednak dostała.
        Uff...
        aA
        Rd














        PS. Widze, ze namieszalem, chodzilo mi oczywiscie o SMSy.
        • maginiak Niestety muszę potwierdzić... 04.02.04, 11:24
          A najgorzej jest wtedy, gdy pierwszy aardowy dochodzi przed moim drugim, albo
          na odwrót. Wtedy to jest dopiero zamieszanie...
          • aard Ale za to 04.02.04, 15:08
            Wspólnie w usta lamy alpaka wpychamy.
            I chuj!
            • neochuan czy to po chińsku? 04.02.04, 15:18
              aard napisał:


              > I chuj!

              liczba mnoga:
              pęk schuji?
              • maginiak To akurat po chuańsku! 06.02.04, 10:28
                Po chińsku byłoby: juch i, z wyrzutem nogi w tył - bo oni od tyłu piszą jak i
                czytają a przy tym ćwiczą fung! ku! rwa! (jeśli są akurat w Japonii).
        • Gość: gosc Re: Mamy z Maginiac problemy z dochodzeniem! IP: *.toya.net.pl 21.12.04, 20:09
          SAME DZIWKI i kułwy
    • neochuan Re: set 05.02.04, 17:29
      są takie linki, na których niejeden komp się powiesił
    • szprota Na powrót 06.02.04, 00:00
      Na powrót wszystko jest bardziej intensywne. Na powrót wieje
      Dzikim Gonem z południa. Zapuchnięte od łez oczy widzą o wiele wyraźniej, o ile
      nie płaczesz
      ze szczęścia.
      Słuchaj! Czy ty…?
      Nie. Jest
      szansa, że się nie uda. Odwiecznie
      rozdrapywanie znaczeń … Bełkot
      niedopitej dziewuszki, która nie była
      w stanie dać niczego, z czym można
      by stanąć nad przepaścią.
      Może nie znowu, a ostatni raz?
      Słyszysz? Już świta.
      Wystarczy spytać, bym usłyszała
      ten oddech. Gdybym jeszcze umiała
      ustalić, kto obudził w moich oczach
      anioła, a kto demona.
      Zabliźniam znaczenia i mylę
      adresatów. Błądzę im po snach i życzę dobrej nocy.
      Rano budzę się wiosną; może
      wyspaceruję skowyczącą we mnie tęsknotę?
      (nie wyspaceruję. to nieuleczalna, śmiertelna choroba).
      Czujesz?
      Na powrót mam twój zapach we włosach.
      Nareszcie.
    • aard Moje życie 06.02.04, 11:47
      Mam swoją klatkę z prętami z prawdziwej stali.
      Mam swoje jedzenie z prawdziwymi warzywami i ryżem z prawdziwych chińskich pól
      zalanych wodą z prawdziwej Jang-cy.
      Mam do picia swoje soki z prawdziwymi aromatami egzotycznych owoców i
      prawdziwym smakiem swiezych pomarańczy.
      Mam swoją toaletę z kafelkami z prawdziwej ceramiki z Opoczna.
      Mam swoją prawdziwą, kochaną i prawdziwie kochającą rodzinę.

      Mam swoje marzenia. Identyczne z naturalnymi.
      • szprota Nobody's Home Szprota's version (August 2003) 09.02.04, 12:09
        Też mam wiersze w czarnym zeszycie
        Kilka potrzebnych drobiazgów w torbie
        Bezustanny w swym sumieniu szmerek
        drobne drżące dłonie, bo lubiłam picie
        Nie umiem śpiewać, ale to robię
        Pokłute małe uszy, w nich kolczyków szereg

        Ale nie, donikąd nie dzwonię
        Nikt mi nie odpowie
        Jedyny przyjciel to ten w mojej głowie

        Naga przy telefonie jednak ciągle siedzę
        Choć słuchawka jak lód
        Mgła cuchnąca na oczach, na które nie chcę patrzeć
        Mam smutne chłodne ciało i niezłą o nim wiedzę
        Ciągle jeszcze kulawy chód\
        Olbrzymią dobrą wolą, by pijany sen zatrzeć

        Ale nie, donikąd nie dzwonię
        NIkt przecież nie odpowie
        Jedyny przyjaciel to ten w mojej głowie

        Mam niezachwianą wiarę i aprioryczne zaufanie
        Żenująco puste ręce i bierność bez granic...

        (b. swobodne tłumaczenie "Nobody's Home" Pink Floyd)
    • aard De Vratislavia a cantans 07.02.04, 18:38
      Kiero, Miki robi wspólny wpis na WNa. Mercedario 6770. 3434 (start??).
      Przepraszam, a ja? Top znaczy, kto?
      Jak to, kto?
      Czyli ja. Na ja, przecież mówię (po niemiecq)
      Przecież Ty nie mówisz, Ty piszesz!!
      Pisze, nie pisze, ale jestem (jopkiem)
      Z rodziny de Surble. Panie?
      Panie, przy któreych srał dziadek, oczywizda!
      Na Jowisza (via Bajkonur).
      Ale kolacja była dobra (sami robiłem!)

      Bosch, ale to bez sensu! (All right now!)
    • aard Był to kolejny dziwny wpis. 1700 07.02.04, 18:40
      W tym wpisie yyyy nie ma zawartej żadnej treści. Więc ze względów
      pozaformalnych jest to zupełnie normalny wpis. Z innych zresztą też. To pisałem
      ja, Neochułłan drugiej klasy palcami.
    • dark.of.the.matinee 1701 08.02.04, 23:39
      Fiu fiu.. Początek nowej strony jako pierwszy bonusik po powrocie z Charkiwa.
      Ponad tygodniowa wirtu(substytut alko)-abstynencja i od razu taki zaszczyt? Aż
      stydno...
      • szprota A ja nie lubię osiemnastego wieku 09.02.04, 12:00
        Pomyziam,że fajny txt miałam wam zapodać, mam na dysletce, ale komp
        bezpyskietkowy, więc zostawię.
        I nie, nie jestem Piotrkowianką, za to mogę pracować w szkodliwych warunkach,
        pod warunkiem, że w okularach.
        • zsazsa Drobna wspominka. Wiekiem 33 (by Christas) 09.02.04, 12:12
          w wieku 17 ja się śmiertelnie obraziłem na cały świat, a jak się odbraziłem, to
          odbrazowiony był też dzierżyński i system, i szast, i prast, i dzieci, i kapcie
          i łapcie, nie puszczajcie (dzieciska a bo to pobłondzom,by christa) a w wieku
          18 też nic ciekawego, bo że dwa powstania jakobickie z angolami, to dobrze, ale
          że angolandia wygrała, to niedobrze, toteż mój ulubiony jest wiek emetyktury,
          kiedy wreszcie będę mógł nie myśleć o robocie (też nie jestem Piotrkowianinem,
          mogę pracować w okularach, pod warunkiem że sobie kupię) i robocie i robocie i
          robocie (by czapek) i wreszcie wejść w te przygotowane dziesiąt lat wcześniej
          kapcie i bawić się w łapcie samiczkę łapcie no tyle że z dziećmi to już furda
          bo lata nie będą te bo wiek dwadziesty dragi
        • maginiak Ja chyba lubię siedemnasty wiek 10.02.04, 10:26
          A szczególnie wtedy:
          Po jednej stronie polska husaria (siedemnastowieczna oczywiście) - zbroje
          lśniące w słońcu, piórka skrzące się. Po drugiej stronie legion Etrusków -
          którzy dziwnym trafem wyglądają jak horda Orków (trafem dziwnym na tyle, że nie
          potrafię go w żaden sposób wyjaśnić). Ja jestem po stronie właściwej, czyli
          rzecz jasna husarskiej. Rozgrywa się wspaniała bitwa, naprawdę pyszna. Na
          nieszczęście ja nie mogę w niej brać czynnego udziału, gdyż poszukuję właśnie
          sauny. Odnajduję ją w końcu. Sauna wygląda wprawdzie jak batyskaf, ale komu to
          szkodzi.
          Uwielbiam takie sny.
    • maginiak ... 10.02.04, 10:08
      Codziennie o zmierzchu pielęgnuję w sobie dziecko. Głaszczę je delikatnie po
      jasnych włosach, przytulam je i mówię do niego. Mówię cicho a ono uśmiecha się
      wtedy, patrząc na mnie czarnymi oczkami, czasem otwierając ze zdziwienia małe
      usteczka, jakby nie rozumiało. Uczę je chodzić. Cierpliwie się nad nim
      pochylając trzymam jego cienkie paluszki a ono kroczy dumnie przed siebie,
      prawie się nie przewraca i jest niebywale wytrwałe. Przed wieczorem szykuję mu
      kąpiel (to jedno z najprzyjemniejszych wydarzeń dnia, bo ono uwielbia wodę).
      Po kąpieli smaruję jego pulchniutkie ciałko oliwką pachnącą niemowlęciem. Kładę
      je do łóżeczka dość wcześnie a ono zasypia chętnie - śnią mu się pluszowe
      niebieskie słonie i czekoladowe drzewa. Ja budzę się chwilę później, a razem ze
      mną wstaje kolejny dzień świstaka.
      ---
      Lubię gdy jest wilgotno – pada deszcz a ja stoję na balkonie i mam dużo czasu.
      Lubię gdy kot wtula się w moją szyję nie dlatego, że on tak lubi ale dlatego,
      że wie jak ja to uwielbiam.
      Lubię ładnie pachnieć i lubię ładne rzeczy.
      Lubię mieć ptaszka w głowie. Lubię znajdować monety i wierzyć, że przynoszą
      szczęście.
      Lubię mieć wybór mimo braku potrzeby.
      Lubię gotować dobre rzeczy dla innych. Lubię siedzieć w kinie w ostatnim
      rzędzie.
      Lubię się śmiać nie dlatego, że śmiech to zdrowie.
      Lubię gdy woda w wannie jest idealnie ciepła.
      Lubię marzyć o moim życiu w dalekim kraju, które się nigdy nie zdarzy.
      Lubię, że muszę tylko tyle, ile chcę.
      Lubię to, że proza życia najprostsza nie jest prostsza niż myślę.
      • zsazsa Lubię czytać co Maginiak lubi 10.02.04, 12:16
        ...nawet się wzruszam a nawet nie trochę ale bardzo ale to w sobie zgniatam
        jak pryszcza pod paznokciem bo za dużo kobiecości w sobie to bym odkryć nie
        chciał(a) a tyle stwierdzę że real niszczy takie samo lubstwo moje, bowóż:

        - Nie tyle lubiłem, co kochałem! Deszcz: wychodziłem (jak) wariat na każdy o
        każdej porze i z każdej lokacji i stałem i mokłem gregoraszkowo i czekałem aż
        zacznie pachnieć od ulic i krzaków. A ludzie zachowani po piekarniach czy pod
        wiatami patrzyli na mnie (jak) na wariata a ja czekałem aż się skończy a
        wróżyłem sobie z bąbli odpryskowych w kałuże słabnących a po wszystkim lekce z
        uśmiechem słuchałem jak babcia mówi, że mokre włosy to reumatyzmem pachną a nie
        deszczem a potem zostałem w zakonie Meteo opatem, i teraz co idzie deszcz, co
        zmienia się ciśnienie, boli mnie szczena, albo piszczelina, albo łeb rozrywa że
        syczę na ludzi i wrzask toczę i czerwia karmię i sam się mnie poznaję, własnej
        głowy mnie poznaję, ciemny ścieg za to poznaję, przeklinam i wielbię: pyralgin,
        remedium byle jakie, byle cztery, nie więcej, żeby nie odfijołnąć i straszne że
        deszcz mi został: odebrany
        - Lubiłem zwierzęta, ale musiałem się dość szybko tego oduczyć no bo jak tu
        cokolwiek w azbeton-klitce, a brat po latach się ośmielił papużki, samczyk
        śliczny niebieski, młody: a zaczął chorować, zaś samiczka, stara i niezdarta i
        zielona, dodziobała go na śmierć bo jak się kiwał chory, uznała, że trzeba
        dobić, a potem i zielona starucha uciekła przez okno ze skrzekotem i znalazła
        śmierć skrzekocią zapewne, a potem siostra miała chomika, który spadł z balkonu
        i przeżył, ale już nie był sobą, i dobrze go, jak myślę, rozumiałem, i osowiał
        aż zanikł w ogóle, a jeszcze pies, budny, potem bidny, w 95 biegał, merdał, po
        latach karlal i niszczał mu wzrok i smutniał i znac było że tez boli go na
        deszcz, i leży pod grudami, i nic na nim nie rośnie.
        - Lubię ładnie pachnieć, ale jak rury wywala w okolicy i woda zamiast w kranie
        leje na pole, i nie ma się czym, a gmina biedna a biegać trzeba do nadtłoczonej
        lokomotywacji gt, a po dziesiątej, kieyd sąsiedzi idą spać, oglądac tiwi albo
        własne ciała, ciśnienie mocniejsze po rurkach i tubkach, a ostatnio się tyleż
        poprawiło że woda płynie o porze każdej a tyleż pogorszyło że bywa się śmierdzi
        gorzej po niż przed, a miewa się alergie na różne chemiczne kompundia i cóż
        począć
        - Lubię mieć ptaszka. (Proszę mnie zrozumieć: Stoi taki gliniany, niebieski,
        cepeliowski, na wodę, na półce. Przypomina mi auld lang syne kiedy była woda,
        była glina, była cepelia, chęć marmurowa, wola żelazowa.)
        - Lubię monety. Wyciągałem halerze, stotinki, fillery, kopiejki spod lad i
        butów bo w sklepach i parkach ludzie najczęściej gubili i te monety mam zamiast
        wspomnień czy zdjęć, bo pamiętam, że toto z kijowskiego metra a tamtoto z
        drewutni kolonijnej pod czeskimi budejovicami poczta strzeczin potok w lesie na
        lewo.
        - Lubię dobre rzeczy do jedzenia, a parę niedobrych, a nawet ze dwie bardzo
        niedobre (bo nie ma niejadalnych straw, "tylko wina czasem brak"). Lubię
        siedzieć w kinie w ostatnim rzędzie, i lubię kiedy na napisy nie zlatuje
        kurtyna a pani sprzataczka nie patrzy na mnie spode ondulłba, wypoganiając
        wzrokiem a ja sobie słucham muzyki końcowej, albo i nie: kurtyna spada, pani
        patrzy, muzykę pan operator wycisza, tak czy siak: dyskomfortowo jest, więc
        chodzę mniej, a i kin coraz (oraz coraz) mniej.
        - Śmiać się nie potrafię (idzie o prawdziwy śmiech wewnętrzny, nie przelotny na
        dowcip ładowany z magazynka). Ale cieszę się, że bliscy potrafią. Wywoływanie
        chichotu, brechotu czy niewinnego sourrienne ukochanej to jedna z nielicznych
        rzeczy, w których jestem dobry.
        - Co się nie zmieniło? Błękit lubię. Czerń lubię. Zimno, śnieg, lód, chłód.
        Słuchac a czytać co i jak popadnie. Nie tańczyć niczego od traumatycznego
        wydarzenia kiedy to (nieważne). Zasię marzeniom (temu o Szkocji: żeby tam choć
        jedno życie, temu o Japonii: żeby tam choć dekadę, temu o Nowym Jorku: żeby tam
        choć rok, temu o Breslau: żeby kiedykolwiek), marzeniom tym mym wiecznie chce
        się spać. Więc daję.

        Za to dzieci moje...Starszego nie lubię, bo rośnie tak szybko, że przypomina że
        i młodsze zaraz dwa będzie starsze. Młodszego nie lubię bo rośnie tak szybko że
        zaraz dwa jest starsze. Czyli kocham je okrutno :) TO jest nowość na libście.
      • Gość: dawna Re: ... IP: *.toya.net.pl 10.02.04, 15:57
        >Lubię gdy jest wilgotno – pada deszcz a ja stoję na balkonie i mam dużo czasu.

        Łoj i ja lubię kiedy wilgotno! i tak mnie to teraz (nagle w ten śnieg za oknem
        uderzyło- nagle co jak wiecie się zdarza ) że już po prostu ściana płaczu i
        napić się trzeba. Trawę-stu-jąc i rzucając projekcję wspomnień na tę trawę
        świeżą ( mgnienia wspomnień – bo to wiosna była i tylko okruchy w zwodniczej
        pamięci instynktu pozostały - albo igły to były ?)przypominam - dobrze kiedy
        wilgotna (trawa też) bo jeśli las sosnowy też suchy to płacz i poruta (jeśli to
        kto lubi to proszę bardzo jeszcze ćwieków podrzucę i pejczyk)
        Co do balkonu to chyba że ściółka z grzyba wyrośnięta i konewka pod ręką.
        Co do stania – wiadomo, ale czasu dużo nie potrzebuję. Parasol dla sąsiadów.

        >Lubię gdy kot wtula się w moją szyję nie dlatego, że on tak lubi ale dlatego,
        że wie jak ja to uwielbiam.

        Z nie jednym zwierzem i igły łatwiej znieść i od razu wiadomo że swoimi
        drogami -choć taki kot -no może i wie że to uwielbiam ale się nie wtrąca bo i
        czym?(Trzymając się metafor z natury wilgotnej wziętych - rżysko nie język .

        >Lubię ładnie pachnieć i lubię ładne rzeczy.

        No to lubię – wilgoći wszelkie zmieszane -ale tyle o wąchaniu.

        >Lubię mieć ptaszka w głowie. Lubię znajdować monety i wierzyć, że przynoszą
        szczęście.

        Tu metafora nie wydaje się zbyt wyszukana i może zmilczę bo i dyżurny
        zwilgotnieje na szczęśliwe wspomnienia - ale jedno co wiadomo , to że
        zapłacić musi - i to nie monetami.

        >Lubię mieć wybór mimo braku potrzeby.

        Z wiekiem niestety wybór słabnie ale na brak potrzeb nie narzekam.

        >Lubię gotować dobre rzeczy dla innych. Lubię siedzieć w kinie w ostatnim
        rzędzie.

        A i to zaczęłam jakieś dziewięć i pół tygodnia temu i się sprawdza ,
        szczególnie wszystkie (żeby nie za bardzo zboczać z tematu) wilgotne budynie i
        sosy lub soki(wszelkie jak zaznaczyłam). Kino oczywiście i w ostatnim rzędzie
        koniecznie .

        >Lubię się śmiać nie dlatego, że śmiech to zdrowie.

        Trzeba jednak (jeśli mogę coś radzić) ze śmiechem uważać bo niektóre ptaszki w
        głowach mają jakieś wygórowane wyobrażenia i łatwo się obrażają ( w lampę można
        dostać albo innego uszczerbku na zdrowiu doznać).

        >Lubię gdy woda w wannie jest idealnie ciepła. Lubię marzyć o moim życiu w
        dalekim kraju, które się nigdy nie zdarzy.

        No to już nudne – lubię czasami o tym pogadać ale tak ze szczegółami (patrz
        ptaszek w głowie) gdzie i w jakiej temperaturze – przesada.

        >Lubię, że muszę tylko tyle, ile chcę.

        Czasami muszę kiedy nawet nie chcę ale rzadko nie chcę i też kiedyś ceniłam
        sobie wybór (teraz przestałam)

        >Lubię to, że proza życia najprostsza nie jest prostsza niż myślę.

        Oj lubię ja sobie w przerwach też filozofów zamieszchłych poczytać (a i
        nowsze derridymały)ale tu może przecinka tylko brakuje?(nie czepiać się
        przecinków) Tajemnica jakaś jednak jest ,choć nie najprostsza coś jakby -bycie
        Heideggera w oddzieleniu od Bytu ale i radosne bycie otwarte , nieskryte dla
        dawnych mędrców że choćby wymienię Analsagorasa ,Heraklita czy Permanętnego
        Permanidesa któremu jak plotka antyczna niesie na wiosnę
        Bycie zmieniało się w Od . Ale cóż- jak widać wszystkim wilgotność jak widać
        do głów uderza co znakiem niezawodnym wiosnę zapowiada.Czego wszystkim życzę.
      • aard Zachwyt... (nt) 11.02.04, 15:33

        • maginiak Ale ja mam urodziny dopiero w sierpniu:-) /nt 12.02.04, 10:27

          • szprota Może to sierpień, ale drzew tu nie ma? /nt 12.02.04, 13:49

          • aard W sierpniu - osiemdziesiąt? /nt 12.02.04, 15:33

            • maginiak Nie. W sierpniu dwadzieścia siedem.... /nt 13.02.04, 09:10

              • neochuan jak by zatytułować ten post? 13.02.04, 12:24
                to nie w tym cierpniu co neochuan sierpniowy
                ---
                sierp ciało, skoroś chciało
                • maginiak może: wielki post? 13.02.04, 14:28
                  Radiosłuchacz i radiomoderator tako rzeczą:
                  - Chciałbym napisać do radia list. Lepiej napisać anonim czy lepiej się
                  podpisać?
                  - Najprościej dwa w jednym: najpierw napisać anonim a potem go podpisać.
                  • neochuan Re: może: wielki post? 13.02.04, 15:04
                    a czy będzie słychać ten list na antenie piór skrzypienie, czy też bębny pod
                    nierównością palcy brajla?
                    • maginiak może... 16.02.04, 14:18
                      neochuan napisał:
                      > a czy będzie słychać ten list na antenie piór skrzypienie, czy też bębny pod
                      > nierównością palcy brajla?

                      może i będzie...nie mówiąc o czytaniu w myślach i szemraniu interesów...
                      • neochuan jedz pasztet 17.02.04, 13:36
                        będziesz drobny (napisał: Pazura Kurem)
                        • aard jezd pasztet 18.02.04, 13:30
                          Bo nic nie rozumiem :-(
                          Podpisano: człowiek-mucha
    • aard Piątek trzynastego 13.02.04, 13:12
      Teksty z radia:
      " Ja nie jestem przesądny, bo to przynosi pecha."
      "Życie jest formą istnienia białka, ale w kominie czasem coś załka."
      • neochuan trzynatek Piąstego 13.02.04, 13:17
        aard napisał:

        > Teksty z radia:
        > " Ja nie jestem przesądny, bo to przynosi pecha."
        > "Życie jest formą istnienia białka, ale w kominie czasem coś załka."

        "Życie jest formą istnienia białka, bo to przynosi pecha."
        " Ja nie jestem przesądny, ale w kominie czasem coś załka."
    • neochuan kto to powiedział? 13.02.04, 13:30
      podpowiem: z cyklu: sporty zimowo-walentynkowe i nie tylko:
      "To nie jest braterski stosunek, bo taki mam tylko dla swojej siostry."

      no dobra:
      sport.onet.pl/869641,wiadomosci.html
    • aard Bespo wodu 17.02.04, 12:17
      Postanowiłęm się wpisać.
      A może jednak z?

      Gra skojarzeń (jak zawsze tutaj, wąt z tym!)
      Więc: z czym się wam kojarzy "bespo"
      A z czym "wodu"?

      Podpowiedź: nie ma jednej poprawnej odpowiedzi, ale podając swoje skojarzenia
      narażacie je na mój, często małpio złosliwy, komentarz.

      Do dzieła!
      aA
      Rd

      PS. Może powinienem załozyć na to inny wątek (i to pewnie na RU), ale coś WN
      nisko spadł, więc...
      • b00g13 Re: Bespo wodu 17.02.04, 13:04
        -Wodu! Wodu! bespo nam się oklęciło!
        -spokojnie, ono ma topeje!
    • neochuan tylaw alternatyw 17.02.04, 17:17
      uuu...
      chlapaki
      uuu
      nie klapią
      uuuuuuuu
      lecz
      tak bardzo chciałbym zostać fumflem (funflem?) twym
      bo
      chcę ci powiedzieć:
      aluwiumaluwiumaluwiumje-ach!

      niuniek
    • szprota Dużo Ognia 17.02.04, 22:40
      Zachwyt niezaprzeczalnie żywą cielesnością drugiego stworzenia (nie mogę
      nacieszyć się wilgotnością twoich oczu), precz
      z rzewną słowiańszczyzną wyziębłej tęsknoty. Dość już trwania
      rozmarzającą breją na marmurze, wdech, pamiętam. Ręka na klamce
      lodówki, na ręce gorąca tarka.
      Hojnie rozdajemy kolory: dla ciebie
      zieleń, bo pachnie jaśminem. W mojej
      herbacie odcisk Jego warg. Nie śmiem
      go spić. Niech wystygnie. A z zimnem
      tęsknota, a z tęsknotą miłość, więc dla Niego biel
      niepustej skrzynki na listy (pachnie
      potem na kocich łapkach, lub
      jej kark
      jem)
    • neochuan z cyklu myśl jak grom chuana z rana 18.02.04, 11:40
      co bardziej dojrzałe feministki lubią, gdy im ustąpić miejsca w tramwaju ;-P
    • mis_toaletowy ależ mnie poniosło 18.02.04, 16:11
      na nie ten wątek! Dzień Dobry (jak dla kogo) zadem, tfu, zatem.
      • the_borg Zwierzątka Borga: MIŚ_TOALETOWY /nt 20.02.04, 10:27
        Brak nam sów.
        - Zasymilować?
        - Ciicho, głupku!
    • aard Z pamiętnika zdegradowanego labourzysty 19.02.04, 10:25
      Rzaadna praca nie chańbi, a karzda menczy.
      Wienc fszystko jedno.
    • lea neosurrealizm wg. lei cz.info-cwiczeniowa 19.02.04, 17:31
      Mikołaje (święte) na drzwiach....
      • neochuan Re: neosurrealizm wg. lei cz.info-cwiczeniowa 19.02.04, 17:41
        ecie pecie, a cóż na tapecie?
    • the_borg Zwierzątka Borga: ZASIKANY_MISIO 20.02.04, 10:11
      ZASIKANY_MISIO (moczum de Beerum) - podgatunek Dziada Borowego o wyjątkowo
      dużej siśce, z futerkiem w kolorze słomkowym i o kwaśnym odczynie. Odczynia
      uroki na urokliwych uroczyskach. Jak dotychczas nosił razy kilka.
      • dziad_borowy eeeeeeeeeeeeee 25.02.04, 13:09
        Od takiego podgatunku to my sie odstosunkowujemy, jakemy Dziady Borowe. Nie
        bruźdzcie nam gatunku, skad nasz ród!!!
        Dzierż nie zasikany i dzierż nie misio. Ot co!!!
    • aard Z cyklu aarda: DROGIZM vs CELIZM 20.02.04, 11:29
      Założenie: dążenie jest przyjemniejsze niż spełnienie.

      Tezy: Droga do celu przynosi więcej satysfakcji niż samo jego osiągnięcie =>
      cel okupiony wysiłkiem jest więcej wart niż ten, który łatwo przyszedł.

      Dowód: skoro droga jest ważniejsza, to ona jest prawdziwym celem, a cel do
      którego prowadzi jest tylko drogą, która prowadzi do osiągnięcia celu, którym
      jest droga.
      • Gość: b00g13 ogólna teoria bytu IP: *.net / *.pl 20.02.04, 13:35
        byt
        bytu
        bytem
        bytam?
        od bytu do bytu
        odbyt?
        bytanie zapaśne (to już heidegger)
        polski byt czyli polbyt
        może polski byt - polmozbyt
        byt lamy ze szczytu góry śpiewającego magiczną sylabę OM - bytom
        bytrurka - kroplówka do używania barbyturanów czyli bytów barowych
        bytmajster to starszy bytowy, zajmuje się bytowaniem czyli jednym słowem bytnik
        • imaginarygirl Re: ogólna teoria bytu 23.02.04, 19:51
          przybytek: tylko przy bycie i w dodatku używany tylko jako zdrobnienie, ale za
          to ma właściwości uśmierzania bólu głowy
          zbytek: wyciąg z bytu + zdrobnienie j.w.
          dobytek: jak się ktoś zajmuje zbytkami, to w końcu do niego dojdzie
      • aard Z cyklu aarda: KULOUNOGIZM vs. WOLNYJAKPTAKIZM 08.03.04, 14:07
        To będzie fundamentalna dyskusja filozoficzna. Furda mentalna!
        Z żoną czy bez?
        Z teściową czy różba bez kolców?
        Z psem czy z pancernymi?

        I kto mi odpowie? Ha! (c) by Keridwen.
        aA
        Rd

        PS. Z ostatniej chwili: jedyna przyczyna wrzucenia niniejszego posta: chęć
        zaistnienia w radiu.
        PPS. Z tej chwili: druga jedyna przyczyna wrzucenia niniejszego posta: jest to
        post nr 1800 na WNie.
    • aard Waardto zapisać (by Neochułłan) 23.02.04, 12:22
      Niby klasyczny Szprotokół, więc nie powienien trafić tutaj, ale chciałem podbić
      WNa :-p

      - Ale ta laska ma podobne plecy!
      - Do kogo?
      - Ogólnie podobne.
      - Zróbmy teletyrniej "Do czego to podobne?!"
      - Scenariusz: siedzi dwóch w ogródku kawiarenki i patrzą, kto przechodzi, a to
      przechodzi ludzkie pojęcie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka