IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 05.06.03, 22:34
- Żartowałem, cha, cha, cha.- powiedział Jarek.
Dosyć, miałam już kompletnie dosyć jego specyficznego poczucia humoru. I do
tego to „cha, cha, cha”, on to m ó w i ł, jakby chciał dać do zrozumienia,
że naprawdę śmieje się wyłącznie w towarzystwie istot wyższego rzędu.
- Słotna!- obudziłam się z zamyślenia. Każde słowo Jarka działało na mnie
niczym gwizd na rasowego ogara. Z westchnieniem dobrze udawanego
zniechęcenia podniosłam głowę z ławki.
- Czego?- spytałam tonem rzeczowym i odrobinę wrogim (tak mi się
przynajmniej wydawało).
- Nic, sprawdzam łączność.- padła natychmiastowa odpowiedź. „Cholera, czy on
nigdy nie wydorośleje?” pomyślałam po raz wtóry przy akompaniamencie
wdzięcznego zgrzytania zębami. Od pamiętnego dnia, gdy wtykał sobie do oka
plastykowe kółeczko od zakrętki BigŁyka udając, że ma szkło kontaktowe,
minęło chyba wystarczająco dużo czasu, żebym mogła (na razie bezowocnie)
żywić taką nadzieję.
- Zabić!- jęknęłam, padając z powrotem na twarz. Lekcja ekonomii z panią
Pogorzelską była, jak zawsze, ciekawym doświadczeniem, obrazującym do czego
człowiek może się przyzwyczaić, jeśli bardzo chce. Niemniej jednak nuda
wyzierająca z każdego oblicza (z wyjątkiem Filutów, Eliasa i Baryły zajętych
czymś formatu A4, schowanym w podręczniku) blokowała pewne receptory,
skutkiem czego połowa klasy spała, za to druga połowa hałasowała i za
siebie, i za tę pierwszą. W takiej sytuacji delikatne brzęczenie p.
Pogorzelskiej gdzieś w tle sprawiło, że przybrana przeze mnie pozycja
okazała się wyjątkowo trafna, gdy nagle...
- Bu!- Basia Basia harcowała z Anką wzniecając tumany szarego kurzu. Nagle
wyskoczyła z nich Monika, cała w żółte i brązowe pasy.
- Jestem kangurzątko, psik!- wystękała. - I mam gumowe uszy!- dodała po
chwili zastanowienia. Wokół wirowały kartki, na których czerwonym markerem
ktoś nabazgrał w pośpiechu słowo „kaka”. Zasłoniły mi zupełnie pole
widzenia, gdy usłyszałam dochodzący gdzieś z przestworzy głos:
- Czyli Wampirzyca nic nie zadała?- i z pewnym trudem rozpoznałam Zuzę.
Obserwuj wątek
    • Gość: Do. dalej dalej! IP: *.med.nyu.edu 06.06.03, 00:31
      Bo opowiadania to to co Do. lubi najbardziej.
      Do.
      • Gość: Slotna Re: IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.03, 15:29
        Będzie później;)
    • angolia Re: 10.06.03, 00:28
      Słotna nie ma teraz czasu na pisania (ale na pewno nie wszyscy to
      przeczytali), więc na razie tylko UP.
    • Gość: Slotna Angielski. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 11.06.03, 00:05
      Zuza: A teraz masz napisać. Górę. Tytuł.
      Ja: YKK!!! (czkawka)
      Zuza: No co?
      Ja: AngYKK!ielski to jest tytuł.
      Zuza się śmieje z mojej czkawki. (YKK!)
      Kazała mi dodać tamto coś, no i teraz każe mi dodać to, a ja bardzo chętnie,
      owszem, ale nie o tej godzinie, rany boskie, i jeszcze jej mama się denerwuje.
      YKK!!!

      Ja: Jak jest 'rak mózgu' po angielsku?
      Blanka: Ojej, jak się smutno zrobiło.
      Ja: A bo tak mnie coś głowa boli i spać nie mogę.
      Blanka: Ja już miałam raka mózgu tyle razy, że naprawdę... No problem.
      Zuza: No i widzisz?
      Blanka: W mowie zależnej nie zawsze trzeba zmieniać Past Simple na Past
      Perfect. Na przykład Tommy mówi, że obudził się chory i nie poszedł do pracy.
      Kwiatek: Ale to ja wtedy mogę pomyśleć, że on tak zawsze.
      Blanka: Nie możeś tak pomyśleć, bo...
      Misiek: Bo ty nie jesteś od myślenia.
      Zuza: Jak on by tak zawsze, to on by już nie miał tej pracy!
      Ja: A może to jest urzędnik państwowy?
      Blanka: No dobra, ale chodzi o...
      Ja: No właśnie nie chodzi! Bo jest chory.
      Blanka: Ja się wcale nie denerwuję. Tak postanowiłam. Jestem stanie ukojenia.
      Misiek: Nirwany.
      Kwiatek zaczyna schizować na dobre.
      Blanka: Kwiatek, co jest?
      Ja: To rak mózgu.
      Misiek, Mały i kilku innych razem: Nie rak mózgu, tylko BRAK mózgu.
      Blanka: No i ok. To taki przykład: The Earth goes around...
      Zuza: ... the Moon.
      Blanka: Nie ty, Zuza, Łukasz. Tak, dobrze. No i teraz drugi Łukasz.
      Żłobek (Blady Miecz) do Leona (Kojota): To ty jesteś tym drugim Łukaszem.
      Leo: No... tak... Chyba tak.
      Blanka: No to Łukasz Kojot!
      Wąski: Samo 'Kojot' wystarczy.
      Blanka: Dobrze! Łukasz, w takim razie kontynuuj swoją wypowiedź.
      Wąski: Rozpocznij najpierw.
      Blanka: Tak, rozpocznij. Ale nie będę się denerwować. Drugi Łukasz.
      Jasiek: Pierwszy!
      Blanka: Tak, pierwszy. Blady Miecz.
      Chłopcy (chórem): Biały Kieł!!!
      Ja: Zew krwi...
      A potem był dzwonek i nie wiem czemu nie zrobiliśmy ćwiczenia do końca, no. Ta
      Blanka to tak, kurde, wolno lekcję prowadzi i to jak jest tylko trochę
      Łukaszów w naszej grupie. Gorzej jak jest wszystkich sześciu, no nie? Poza tym
      mamy trzy różne podziały (a czasem lekcje całością) i na przykład podział na
      dziewczynki i chłopców polega na tym, że Misiek i Kwiatek chodzą z nami na
      basen.
      A, jeszcze nie byłam na żadnym WOSie w tym roku. Dialog przy ksero.
      Ja (do Eliasa i Baryły): Jest jutro WOS?
      Oni: Tak.
      Ja: No to do czwartku.
      (dzisiaj jest wtorek, jakby ktoś miał wątpliwości)
      Ale nie wiem, no... może pójdę... a może nie. Zastanowię się.
    • Gość: Slotna Re: Slotna IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.03, 21:57
      Teraz mogę to wszystko opublikować, bo skończyłam szkołę. Zdałam maturę, mam
      papierek w dłoni (a właściwie już złożony, gdzie trzeba) i bohaterowie 'tego
      wszystkiego' mogą mi co najwyżej zgrzytać zębami nad uchem.
      A więc:

      matma, 2001-12-06 (czyli trzecia klasa)

      Zuza spytała dziś Wolfa, czy za błędy typu '2x2=1' będzie bardzo obniżał
      oceny. Odpowiedź:
      - Wiesz, jak ktoś się jąka, to nie wolno go gnębić, tylko trzeba wziąć pod
      uwagę, że jest inwalidą...

      Zuza kłóci się o dodatkowy polski na zastępstwie. Klasa oburzona. Z.
      argumentuje:
      -No co, zamierzacie zdać maturę? Bo ja tak!...
      Na to Jarek, tonem najszczerszego zdziwienia:
      -A po co ci matura w lesie?
      (Sokolniki to tzw. "miasto-ogród", czyli drzewa i niekiedy działka.)


      Nie, bez wyjaśnień się nie obejdzie.
      Nota Bene - germanistka, wychowawczyni
      Wolf - matematyk
      Wiech - technik? (facet od techniki;))
      Wąski - kolega
      Jarek - ech...

      nadal 2001-12-06

      Sama chciałam. O, proszę:

      "24.05.2001 (czwartek)
      Dlaczego ja się nie mogę zakochać w Jarku?!! Dziś na geografii J. (do
      mnie): „Widziałem wczoraj twojego psa, jak był z tobą na spacerze.”
      (...)A tamten nie dzwoni, czyli ma mnie dokładnie tam, gdzie ja Jarka. I zaraz
      mnie z tego powodu trafi szlag."

      Właśnie Wąski przeżył straszliwy szok. Zemsta!
      A to było tak: wczoraj nie było księdza i chłopcy nie mieli religii. I zamiast
      pójść na niemiecki zabunkrowali się na hali, a Nota Bene nas pytała. Jakby
      przyszli, to by nas uchronili przed pogromem - pierwszy impet padłby na nich.
      A oni - hyc w krzaki. No to, kiedy poszłyśmy do Wiecha i przełożyłyśmy termin
      oddania rysunku, chłopcom o tym ani słowa, no bo co jest w końcu, kurczę
      blade. I dzisiaj do Wąskiego zadzwoniłam i mówię, że o czymś się dowie, jak
      obieca, że mi na poniedziałek zrobi rysunek. Ale się naciął (frajer). Mało go
      apopleksja nie trafiła, bo chyba dla dziesięciu osób kreślił i założę się, że
      twardo siedział przy biurku, żeby wyrobić na jutro. Chłe chłe chłe..."


      Pisałyśmy z Zuzą wierszyki dzisiaj.

      Albo skwarek
      Albo Jarek...

      Albo baton
      Albo Baton...

      Albo keks
      Albo seks...

      Zjesz precelka -
      bedziesz Elka (nie lubimy jej bardzo)

      i tak dalej... Zuza stwierdziła, że J. jej się jednak nie podoba, czego
      efektem było arcydzieło:

      Albo Jarek
      Albo nie...
      • aard No bomba!! Masz talent, dziewczyno! 13.06.03, 09:20
        Zacznij się logować, to masz szansę na Złotego Salvadora :-)
        Ale najbardziej mnie powalił tekst poniżej (niestety nie Twój):
        „Widziałem wczoraj twojego psa, jak był z tobą na spacerze.”
        Gdybym był młodszy, pewnie jeszcze nie raz bym go wykorzystał... :-)))
        Surrdeczności
        aA
        Rd
        PS. Może tego nie było widać, ale śledzę ten wątek od jego powstania, brawo!
        • Gość: Slotna Re: No bomba!! Masz talent, dziewczyno! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.03, 20:35
          Dzięki;)
          Ech... mnie się też ten tekst spodobał... Z kolei właściciel tego tekstu
          zaczął mi się podobać nieco później, ale za to już na amen...

          2001-12-07
          Miałam napisać coś o Wąskim. Proszę bardzo:
          Rzecz pierwsza: Na matematyce chłopcy rzucają piórnikiem Zuzy. Jarek: „Ej, no
          uważajcie! Przecież Wąski jak bokiem stanie, to ten piórnik przetnie!”.

          Rzecz druga: Wąski cieszył się ostatnio, że go można faksem przesyłać.

          Rzecz trzecia: Na wycieczce złaziliśmy z cholernie stromej góry. Przede mną
          był Wąski, za mną Jarek. Nagle ten drugi rzucił we mnie śniegiem (w czerwcu!
          tylko Jarek jest do czegoś takiego zdolny). Oczywiście natychmiast się
          potknęłam i, lecąc na mordę po kamieniach, mogłam do Wąskiego krzyczeć dużo
          rzeczy: „odsuń się!”, „łap mnie!”, „uważaj!” itp. Ale kiedy tylko zobaczyłam,
          że Tomek, słysząc za plecami jakiś rumor, odwraca się powoli w moją stronę, do
          głowy przyszło mi wyłącznie jedno zdanie, mające niby wyeliminować największe
          dla mnie w danej chwili zagrożenie. Wrzasnęłam mianowicie z rozpaczą: „Tylko
          nie bokiiieem!!! Nie bokiiieeeem!!!”

          Rzecz czwarta: Najczęściej opowiadany u nas w klasie dowcip:
          Na badaniach pielęgniarka krzyczy:
          -Następny!- wchodzi Wąski, a pielęgniarka:
          -Mówiłam: następny!
          Po nim wchodzi Misiek, na co słychać:
          -Pojedynczo proszę!

          Rzecz piąta: Wprawdzie byłam po piwach... no dobra, piłam czystą z chłopakami
          (Chała, Rosiu, Baryła), ale przecież nie tyle. Bo numer wykręciłam
          nieprzeciętny: usiłowałam zamknąć Wąskiego. Nie w klatce, broń Boże, tylko jak
          drzwi. Wszyscy się ze mnie zlewają, że go z tymi drzwiami pomyliłam, chociaż
          Baryła twierdzi, że to niemożliwe- musiałabym zauważyć różnicę w ciężarze. A
          naprawdę to było tak, że wyszłam z kibla u Jarka, a tam jest taki wąski (cha
          cha cha cha) korytarzyk. I jak przesuwałam drzwi od tego kibla, to widziałam,
          że wejściowe do korytarzyka są otwarte, i z rozpędu chciałam je zamknąć, ale
          równocześnie, wychodząc, no bo jasne, że wychodziłam, skoro chciałam zamknąć
          drzwi, zauważyłam Wąskiego, stojącego w progu, i zmieniłam zdanie co do
          zamykania, bo po pierwsze znaczyło to, że on te drzwi otworzył, czyli albo sam
          zamknie albo po coś mają być otwarte, a po drugie, po rozpędowym zamknięciu
          ich przeze mnie, skoro stał w progu, już by się raczej nie dawał do rysowania
          komukolwiek rysunków z techniki. W ogóle by się do niczego nie dawał, można by
          go ewentualnie zostawić w tych drzwiach w charakterze uszczelki, no chyba, że
          by się komuś bardzo chciało zeskrobywać go z futryny. Ale skoro już uczyniłam
          ruch do przodu to nie byłam w stanie się tak od razu zatrzymać i nie dotknęłam
          drzwi cholernych, za to machnęłam ręką, a Wąski się cofnął przestraszony, jak
          wyskoczyłam z tego kibla (to wszystko się działo bardzo szybko) i wyszło tak,
          że ja chciałam go zamknąć, a nie zamknęłam, bo się odsunął, i tylko szeroki
          ruch ręką wykonałam mu przed nosem. I nikt mi teraz nie uwierzy, że naprawdę
          to chciałam zatrzasnąć drzwi. Bo Wąski zaraz obrażony wkroczył do pokoju i
          rzekł ze skargą i oburzeniem w głosie: „Zamknąć mnie chciała!”.

          Rzecz szósta: Zezłoszczona na Wąskiego chciałam powiedzieć o nim coś złego, i
          mówię do Zuzy: „ Tylko się nie n a t n i j na Wąskiego, bo to c i e n i a s.”.

          Chętnie bym dodała coś aktualnego, ale muszę najpierw znaleźć fragment o
          przezwiskach, żeby dało się zrozumieć...
          • Gość: Slotna Przezwiska. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.03, 20:43
            znalazłam! znalazłam!

            Klasa:
            Adam: Misiek, Grizzli, McGyver
            Marek: Jeżu, Felczer, Buczo, Władca Podziemi
            Jarek: JJ (od inicjałów, fonetycznie - Dżej Dżej), Boski (przydomek),
            Steropian, Grypin
            Kuba: Kwiatek
            Kuba: Chała
            Łukasz: Rosiu (z Chałą stanowią grupę określaną wspólnym mianem Filuty)
            Łukasz: Marchewa
            Łukasz: Radek, Mały
            Łukasz: Kojot, Leon (Leo)
            Łukasz: Żłobek, Chrystus, Blady Miecz
            Łukasz: Elias
            Mariusz: Błat, Smakuś
            Mariusz: Kmieciu
            Dawid: Baryła
            Janusz: Jasio, Plastuś
            Tomek: Wąski
            Krzysiek: Modzel, Cysiu, Jaruzel
            Maciek: Przeszczep, Killer
            Kamil: Gacek

            A z innych takich...
            Łukasz: Primabaleron, Chmielu
            Łukasz: Sęk, od Roweru
            Krzysiek: Flaczek
            Marek: Bugno
            Piotrek: Grzybol
            Piotrek: Orszak
            Agata: Grypa
            Monika: Gajda
            Monika: Rzepka

            Nauczyciele obecni:
            matematyk: Wolf
            polonistka: Wampirzyca
            informatyk obecny: Wajerka
            germanistka (wychowawczyni): Nota Bene (ew. Nomen Omen)
            anglistka obecna: Blanka
            fizyk: Hała - Bała, Rumcajs
            wuefista: Szałap
            historyczka: Krzewa

            Dawni:
            anglista wcześniejszy: Greg
            anglistka jeszcze wcześniejsza: Pfefe (ale nazwisko też było w użyciu, dobrrre
            miała, dobrrre)
            anglistka jeszcze, jeszcze wcześniejsza: Smerfeta
            anglistka najwcześniejsza: brak (za krótko nas uczyła)
            informatyk poprzedni i wychowawczyni: Zielony Potwór
            chemiczka: zbędne przy jej nazwisku

            No i teraz to aktualne:

            2003-06-12
            Rany boskie, ile się rzeczy zdarzyło!!!

            ...rany boskie...

            niech ja to uporządkuję trochę;)

            Przede wszystkim był koniec roku (i to na wieki wieków). Trochę bez sensu, bo
            musieliśmy wszyscy wychodzić na środek po świadectwa, a dyrektorka czytała
            DRUGIE IMIONA.
            Po uroczystości chłopcy podeszli do Zuzanny - Halszki i Misiek powiedział
            - Zuza, my cię strasznie, ale to naprawdę, strasznie przepraszamy, żeśmy się
            tylko z ciebie nalewali. Jakbyśmy wcześniej wiedzieli, że Anka ma na drugie
            Estera...

            No;)))

            I jeszcze Jarek...
            Na drugie ma Jacek.
            O rrrany...
            Dżej Dżej to jeszcze ujdzie, ale Dżej Dżej Dżej?!!
    • Gość: Slotna W częściach. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.03, 20:50
      2002-01-07

      1.
      Język polski.
      Jak to miło wrócić do szkoły.
      Pierwsza godzina, na którą oczywiście się spóźniłam. Klasówka. Jedno wolne
      miejsce. Obok J. No trudno, zdarza się. Usiadłam.
      Podpowiadaliśmy sobie i chyba już będziemy rozmawiać.
      A konkretniej było tak: obydwoje mieliśmy problem z 'punktem z gazetami',
      czyli 'pisma pozytywizstyczne'. Napisałam: "Prawda" A. Świętochowskiego
      zajmowała się propagowaniem utylitaryzmu i pracy u podstaw. Zajrzałam do
      Jarka: "Prawda" (A. Swiętochowski)- prowadziła propagandę (praca u podstaw,
      utylitaryzm). Dostałam ataku śmiechu, nic mi jednak z tego nie przyszło, bo
      potrzebne były dwa tytuły. Zajrzałam jeszcze raz. "Tygodnik......" .
      - Jaki, do cholery?!
      - Nie wiem, właśnie myślę...
      - ...coś podobnego...
      - ...to sama sobie pisz...
      Napisałam "Tygodnik......" i patrzyłam się w kartkę bezmyślnie.
      - Literacki...? - wyrwało mi się mimo woli.
      - Nie - odpowiedział Jarek sucho. Mógł się doprawdy nie fatygować.
      Po długich targach (toczyłam spór sama ze sobą), wpisałam "... Powszechny" .
      Jarek się spojrzał:
      - Eeee...-powiedział. Zmazałam. Zryłam wręcz, bo przecież nie mogliśmy mieć
      tak samo, nie u Wampirzycy.
      - A może...?- ogłosił J. w przestrzeń i złośliwie zachichotał. Dziwne, że mnie
      tam szlag nie trafił. Postanowiłam, ze sama coś wymyślę, słyszałam jeszcze o
      jakiejś gazecie... tak, na pewno słyszałam, prowadziła ją Orzeszkowa! Na moim
      teście znalazła się notka "Zabawy......". .
      - Jakie - spytał Jarek- "Zabawy", do cholery?!

      2.
      A później...
      Który utwór kończy się słowami "non omnis moriar":
      a) Potop
      b) Nad Niemnem
      c) Lalka
      d) inna powieść pozytywistyczna
      Zastanawialiśmy się nad tym bardzo długo, kłócąc się zawzięcie, bo każdy miał
      swój typ i akurat tę chwilę wybrała sobie Agnieszka, żeby spytać, czy w
      pytaniach testowych tylko jedna odpowiedź jest prawidłowa.
      - Nie. - powiedziała Wampirzyca.- Może być więcej.
      Doszliśmy zatem z Jarkiem do zgodnego wniosku, że obydwa dzieła się tak kończą
      i problem upadł.
      Dalej zaczęły się prawdziwe schody. W jednym z poleceń wymagane było podanie
      tytułu pozycji, z której zaczerpnięty jest dany cytat. "Zdechnę ja i pchły
      moje" miało być ponoć z większego utworu podzielonego na... pomyślałam, ze
      chodzi o "Komedię ludzką" i wpisałam "Ojca Goriot". Niesłusznie.

      3.
      Matematyka.
      Najpierw spointowaliśmy klasówkę. Jarek siedział z Buczem, czyli Jeżem, a
      oddzieliła go ode mnie Agnieszka. Przechylił się przez nią i syknął:
      - Slotna, to "zdechnę ja i pchły moje" jest z "Potopu",
      - Tak? - zdziwiłam się uprzejmie - A kto tak powiedział? - spytałam, mając
      oczywiście na myśli postać powieściową.
      - Buczo.
      Załamał mnie tym. Żeby do tego stopnia się nie rozumieć...

      4.
      Matematyki cd.
      Wyjaśnienia: Jasiek jest nieco misiowaty, Ilona to absolutnie bezbłędny kujon,
      niczym cyborg.
      Dialogi z dzisiejszych dwóch godzin matmy.
      1. Wolf: No i co tu przewidujecie, jaki typ równania?
      Ilona: Liniowy!
      (faktycznie, był liniowy)
      Ja: Ilona prorok... ej, jaka jutro będzie pogoda?
      Buczo (pod nosem): Babie lato...
      Zuza: Tak, Marek, jasne. I temperatura w zakresie od -40 do +60*C, co?
      2. (Za to sama siebie bym wywaliła.)
      Przy tablicy Radwan. Myli się, Jasiek do niego:
      - Nieokrzesany jesteś!
      Wolfowi się spodobało. Stwierdził, że to ciekawy sposób użycia.
      Ja (z druzgoczącą ironią): To pan profesor nie znał tego?
      Wolf: Znałem, ale nie kojarzyłem tak razem...
      Ja (drążąc): Z Radwańskim czy z "jesteś"?
      Klasa zamarła w przerażeniu, ale szybko tu i ówdzie rozległy się tłumione
      parsknięcia.
      Na Radwana to nie wpłynęło, nadal stał przy tablicy. Kilka osób podpowiadało.
      Nagle ktoś sie pomylił.
      Radwański (do ktosia): Łomie...!
      Wolf: No nie, nie dość, że mu dyktują, to jeszcze ich wyzywa.
      Ja (pod nosem): Nieokrzesanie do czegoś zobowiązuje...
      Jarek: (śmiech)
      Wolf: Radwański właśnie dał przykład nieokrzesania...
      Jarek: (śmiech)
      Ja (wściekła, na cały głos): Cholera, nie dość, że sam nic nie umie wymyśleć,
      to kradnie moje teksty!
      Jarek: (położył się na ławce)
      3. Przy tablicy Cysio. Wolf zrezygnowany zaczyna mu dyktować. Jego monolog (w
      skrócie):
      - Odjąć... odjąć...MYŚLNIK!... !@#$%^&...myślnik to jest coś innego niż "równa
      się"... dobrze...teraz napisz to, pamiętasz? (jęk) to było dziesięć minut
      temu...podstaw i zobacz jaki jest wzór na dowolny wyraz tego ciągu, znamy ten
      wzór... - po chwili milczenia, grobowym tonem - Powiedziałem: 'znamy ten
      wzór'. Pomyliłem się. Znam.
      4. (dla tych, co widzieli "Chłopaki nie płaczą")
      Jarek (do Jaśka): Czasami żałujesz, ze nie urodziłeś się czarny, co?
      Ja: Ale i tak giba się jak...
      Jarek:...żelbetonowy kloc.
      • Gość: Slotna Dlaczego inne jajo? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 15.06.03, 00:29
        Wampirzyca zadała kiedyś pracę z rozumienia tekstu. Potem mieliśmy z tego coś
        w rodzaju sprawdzianu - skserowała nam "Brzydkie kaczątko", kazała wszystkim
        napisać na kartkach pytania, zamienić się tymi kartkami w obrębie ławki, no i
        na pytania odpowiedzieć.
        Nie wiem, co się tego dnia z nami działo. Może fakt, że byliśmy wtedy w klasie
        od PO, czyli pod poziomem morza, tak na nas wpłynął? W każdym razie Wampirzyca
        prawie szału dostała. No bo jak taka Anka siedzi w ławce z Jarkiem i wywołana
        czyta z jego kartki pytania w rodzaju:
        - Co powiedziała duża kaka, gdy zobaczyła jak wygląda jej mała kaka?
        Albo Baśka i jedno jedyne pytanie Żłobka - brzmiące "Dlaczego inne jajo?"...
        • Gość: Slotna Re: Dlaczego inne jajo? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 15.06.03, 20:32
          Wampirzyca: Jak się nazywał ten słynny wróżbita?
          Agnieszka: David Copperfield...?
          Wampirzyca: Nie, Nostradamus.

          Jutro ma być następna klasówka z matmy (z tej oczywiście dostałam gałę).
          Monika - wolontariuszka kłóci się o przełożenie:
          -Nie mogliśmy się wczoraj uczyć, bo była Wielka Orkiestra.
          Wolf: Mieliście cała sobotę...
          Monika: A inne przedmioty?
          Wolf (machając ręką): Ło tam, inne przedmioty...

          Fragment maila od Zuzy: Ech, Johnny Depp... dla takiego to warto się
          odchudzać, a nie tam... Jarek i jego szkła kontaktowe z dwuczęściowej kostki
          rubika... .
          W klasie nr 2, na biurku (J. siedzi w pierwszej ławce) leży takie coś, jakby
          pozostałości po produkcji miniaturowej lupy: dwa płaskie, mlecznoszklane
          sześcianiki z wydłubanym półokrągłym wgłębieniem. Jarek najpierw przytykał to
          sobie do oka, usiłując odgadnąć zastosowanie (co on z tymi soczewkami?), a
          potem wziął drugie, przyłożył dziurami do środka, docisnął i skręcił. Klocki
          się zassały i J. stwierdził, że to taka kostka rubika.
    • Gość: Slotna angielski (jeszcze z Gregiem) IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 15.06.03, 20:36
      2002-01-15

      Dzisiaj jest wtorek, a to oznacza, ze mieliśmy po cztery godziny w najlepszych
      składach. Tzn. kto miał, ten miał. U mnie jest wprawdzie Monika (fuj), ale jej
      chłopak, Chała, znalazł się u Z. Ona w ogóle ma samych sztywnych, zazdroszczę
      co najwyżej Ani, Basi i Agnieszki.
      Pierwszy kontakt z angielskim miałam na przerwie po informatyce. Przyleciała
      Zuza i opowiedziała, jak to Greg życzył sobie 'discution', żeby się
      przekonywali wzajem o słuszności swych racji, ale jak, skoro wszyscy chcieli
      bypassy? (Mamy taką mapę miasteczka, większego niż nasze, bo u nas są tylko
      jedne światła, a u nich dwa. I trzeba tam rozwiązać problemy z korkami i
      zabijaniem pieszych. Można to robić na różne sposoby, ale ja też uważam, że
      obwodnica jest najlepsza, bo to jest miasteczko przechodnie.) Greg się
      wkurwił, no to oni też i w końcu pokazowa ostra wymiana zdań wygladała
      następujaco:
      Ania: Well, I think we should build a bypass.
      Zuza: No, no, you're wrong. We must build a bypass.
      Aga: You both are stupid. Why don't we build a bypass here?
      Basia: Maybe another way? For example... but it's only my opinion - (Greg się
      ożywia) - this town needs a bypass.
      Podobno go mało szlag nie trafił, a Zuza jeszcze nas namawiała (mnie i
      Dominikę), żebyśmy tak samo zrobiły, to może ucieknie, akurat przed końcem
      semestru, będzie jak znalazł.

      Chyba na chwilę zapomniała, z kim mam lekcje. Gdzie tam jakieś bypassy! Taka
      konwencjonalna propozycja wielu nie przeszłaby przez gardło. Nasza 'grupa
      dyskusyjna' składała się z Jarka, Jeża, Miśka, Baryły, Jaśka, Justyny i mnie.
      Wcale nie pozwolili mi dojść do głosu, sprawozdawca Janusz miał świetną
      koncepcję. Wskazując odpowiednie miejsca na mapie dukał:
      - We put Lepper here, and here, and here... and here we put a lot of soldiers,
      who will help Lepper - po czym ze spokojem wyjaśnił po polsku, że jak się
      puści Leppera na drogi, to ten postawi blokady i problemu nie będzie już
      żadnego, zwłaszcza z ciężarówkami.
      - I tanie to, tańsze niż obwodnica, a jakie efektywne!- cieszyli się chłopcy,
      a Greg prawie płakał.
      • Gość: Do. Re: angielski (jeszcze z Gregiem) IP: *.med.nyu.edu 16.06.03, 00:58
        Sluchaj Slotna, ja to sobie jutro drukuje i bede rozpowszechniac. Strasznie mi
        sie podoba, smieje sie co chwila.
        A moze Ty chcesz opublikowac? MOim zdaniem nie mialabys klopotu...
        Czekam na wiecej.
        Pozdr.
        Do.
        • Gość: Slotna Re: angielski (jeszcze z Gregiem) IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 16.06.03, 16:18
          Cieszę się;) Pisałam to w formie bloga (a nawet kilku), ale zaczęły mnie
          irytować te wszystkie bannery i inne shity. Poza tym kilka osób się tam
          dostało, a wtedy byłam jescze przed maturą... no i cóz, zamknęłam kramik, bo
          chciałam ją jednak zdać;)
    • aard Masz taką dobrą pamięć, czy notowałaś? /nt 16.06.03, 11:24

      • Gość: Slotna Jasne, że notowałam:) IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 16.06.03, 16:14
        Zresztą od tego się zaczęło;)
    • Gość: Dyzio Re: Slotna IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 16.06.03, 16:34
      Zuza mi KAŻE to wkleić. Ani to o niej, ani o szkole, tylko obozie jeździeckim
      w Wólce Wiciejowskiej, o Dyziu konkretniej.


      Marta twierdzi, że teraz bym go nie poznała- urósł podobno, chociaż
      trochę trudno jest mi w to uwierzyć. Jeeezu, czego myśmy tam nie wyprawiali!
      Pan Marian do tej pory wspomina dialog ze mną, wówczas ośmioletnią:
      -Panie Manie, czy mogę spać z Dyziem?
      - Eee… - zacukał się z lekka - Oczywiście, przecież to twój namiot. Tylko
      bardzo proszę, miejcie osobne śpiwory!
      Chyba nigdy w życiu nie zapomnę widoku Dyzia przywiązanego najpierw do
      kanadyjki, a potem do dwóch drzew na skraju lasu, komarom na pożarcie. Była to
      kara i równocześnie jedyny sposób na chwilowe chociaż zatkanie mu dzioba...
      Zirytowany pan Marian uzyskał zgodę jego mamy i złapawszy go, najpierw
      zakneblował, a potem przywiązał do tego łóżka na płask, brzuchem do dołu. To
      jeszcze dla, przyzwyczajonego do takich metod wychowawczych, Dyzia było
      niczym. Najgorsze, jak potem opowiadał, nastąpiło, gdy ja, wzruszona jego
      cierpieniem, włączyłam się do akcji, by umilić mu długie, samotne chwile.
      Najpierw zaczęłam do niego mówić. Zakneblowany Dyzio nie mógł odpowiadać i
      bardzo szybko stwierdziłam, że to świetna okazja aby się odegrać. Wcześniej
      bowiem przegrałam wiele potyczek słownych- starszy ode mnie chyba ze cztery
      lata Krzysiek znał dużo więcej tak zwanych "odzywek". Teraz jednak nie za
      bardzo mógł z nich korzystać, a ja, będąc dzieckiem inteligentnym i
      spostrzegawczym, doszłam do wniosku, że pobić, też mnie nie pobije, skoro jest
      przywiązany. No i zaczęłam akcję umilania Dyziowi kary. Puściłam mu taką
      wiązankę słów, uważanych powszechnie za obelżywe, że najpierw zbladł, potem
      zzieleniał okropnie, a na końcu zrobił się na twarzy taki więcej rudy. Pan
      Marian wiedział, że poszłam ratować przyjaciela przed upadkiem psychicznym,
      ale zdawał sobie sprawę z tego, że z całą pewnością nie przyjdzie mi do głowy
      tak prosty pomysł, jak odwiązanie go. No i nie przyszedł. Za to przezywanie,
      pozbawione praktycznie odzewu szybko mnie znudziło, już nie mówiąc o tym, że
      zdawałam sobie sprawę, co mi zrobi Dyzio później, bo nie będzie przecież
      unieruchomiony do końca świata.
      • Gość: Slotna No świetnie mi to wyszło, naprawdę;))) IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 16.06.03, 16:36
        Dyzio to miał być tytuł, oczywiście;) kliknęłam 'zatrzymaj', ale już poszłooo.
        W każdym razie to pisałam ja, Slotna, a tytuł miał być "Dyzio cz. 1".
    • slotna Dyzio cz.2 16.06.03, 19:30
      Mój pogląd, że jak tak leży, musi się okropnie nudzić uznałam za
      potwierdzony, chociaż kiedy sprawdzałam jego odporność na przezwiska trząsł
      się cały i podskakiwał razem z kanadyjką, jakby chciał sobie potańczyć. A może
      to była taka gimnastyka? Nieważne, pomyślałam, co ja robię, jak jest nudno?
      Czytam książki!, zabrzmiało tryumfalnie. Pobiegłam do namiotu i przyniosłam
      jakąś cienką lekturkę z biblioteki. Nie pamiętam dokładnie, co to było, ale
      zdaje się, że któraś część "Przygód trzech detektywów" Hitchcocka. Położyłam
      ją na łóżku, a leżący, jak wspomniałam, na brzuchu, Dyzio, z wysiłkiem uniósł
      głowę. Otworzyłam książkę na pierwszej stronie, nie było jednak dobrze-
      pozostawiony sam sobie tomik błyskawicznie się zamykał. Pomedytowałam chwilę
      nad tym zjawiskiem, po czym odkryłam genialne, moim zdaniem, rozwiązanie.
      Złapałam brodę Dyzia w dwa palce i uniosłam delikatnie. Przesunęłam szybko
      książkę i przytrzasnęłam ją tą brodą, niczym przyciskiem do papieru.
      Zadowolona z siebie odsunęłam się parę kroków, usiadłam na kupce koców,
      leżących w kącie i zamierzałam kontemplować swoje dzieło, gdy dotarło do mnie,
      że coś jest nie tak. Dyziowi książka najwyraźniej się nie podobała, może go
      uwierała? Niby było to możliwe, ale byłam zdania, że przesadza.
      - Nie wymagaj za wiele- rzekłam z wyrzutem.- Trzeba czytać książki, to bardzo
      ważne. Dla mózgu - dodałam przyjacielsko, z lekkim niepokojem obserwując
      konwulsyjnie szarpiącego się Dyzia - Już przeczytałeś? To przewrócę stronę.
      (Okazało się, ze musiał siusiu).
      Mniej więcej tak to wyglądało. I nie zabił mnie później! Naprawdę
      musiałam być wtedy urocza, szkoda, że z biegiem lat mi to przeszło.
      Co do przywiązania do drzew, to Dyzio stał w rozkroku z rękami
      odrzuconymi i prawe kończyny miał przywiązane do jednego drzewa, a lewe do
      drugiego. Tym razem jednak nie mogłam zrobić mu za dużo krzywdy, bo nie był
      zakneblowany i pluł niczym wielbłąd, kiedy tylko się zbliżałam, a pan Marian
      zabronił mi w niego rzucać. Nie za bardzo mnie to ruszało, bo komarów było
      tyle, że mogły mnie spokojnie zastąpić. Biedny Dyzio usiłował się jakoś
      opędzić, ale niestety- przywiązany nie miał za wiele możliwości.
      Rok później na spółkę doprowadziliśmy cały obóz do szewskiej pasji, i
      miałam totalnie przerąbane od samego początku. A wszystko przez to, że Dyzio
      miał zatwardzenie i dostał paczkę ziółek na tę przykrą dolegliwość. Ziółka
      były uzyskane po znajomości, w torebce od mąki, było ich z kilogram i Dyzio,
      zamiast wziąć łyżeczkę, sypnął zdrowo z gwinta. Naparzył tego ogromne ilości,
      cholernie mocnego koncentratu wystarczyło na rozlanie do trzech
      półtoralitrowych dzbanków.
      - Zostawię sobie na zapas.- powiedział Dyzio z zadowoleniem. Nalał napoju do
      kubeczka, posłodził i poszedł do stołów, bo traf chciał, że akurat mieliśmy
      kolację. Spróbowałam ziółek, smakowały całkiem nieźle, więc ogłosiłam gromko,
      że Dyzio ma pyszne picie. Oczywiście wszyscy rzucili się próbować, w kubeczku
      rychło ukazało się dno. Tarzając się ze śmiechu, ujawniliśmy, że w kuchni
      stoją jeszcze trzy dzbanki specjału. Stada z rozwianym włosem poleciały tam ze
      szklankami, wszyscy pili ziółka do kolacji i do latryny stała później
      rekordowa kolejka, a my chowaliśmy się przed zemstą w krzakach jeżyn. Dyzio
      tym razem dostał ze strachu rozwolnienia, ale na to żadnych ziółek nie
      potrzebował, przeszło samo...
      • aard Mniamuśne :-) 17.06.03, 09:15
        Faktycznie, od jakiegioś czasu miałem skojarzenia z blogiem, ale - na b(l)oga -
        mało jest równie dobrych blogów! Więc nie zmarnuj się dziewczyno. A może Twój
        styl i pomysły wystarczą, żeby zacząć pisać rzeczy bardziej oderwane? Jeśli
        tak, to zapraszam na Wątek Neosurrealistyczny. Tam każda nowa twarz jest mile
        widziana, a już kobieca to szczególnie. Zajrzyj, poczytaj, napisz :-)

        Red Natch
        aA
        Rd
        :-)))
    • Gość: Slotna An elephant. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 17.06.03, 23:30
      Na początku drugiej klasy, albo może nawet jeszcze w pierwszej, dałam Jasiowi
      malutkiego słonika. Podobnego dałam Kasi... To w ogóle była strasznie
      romantyczna historia, ale już sama zdążyłam o niej zapomnieć.
      Aż nagle, wciąz na tym samym angielskim, Jasio do mnie:
      - Wiesz, Slotna, ja dopiero teraz zauważyłem, że ten twój słoń ma dziurę.
      Elias: Dziwne... mój słoń ma trąbę...
      Dawno umilkł rechot, a ja wciąż nie mogłam się nadziwić Jaśkowi, że nosi to
      przy sobie tyle czasu.
      Ja: Że ty go jeszcze nie zgubiłeś...
      Jarek (<i>z politowaniem</i>): Slotna, czy ty naprawdę myślisz, że to tak
      łatwo zgubić słonia?
    • Gość: Slotna Fizyka IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.03, 18:24
      Trochę mi się spać chciało na fizyce, jak zwykle. I tak jakoś się zamyśliłam,
      jak zwykle. I ziewnęłam szeroko, nie zdając sobie sprawy gdzie jestem i co
      robię (jak...). A Hała-Bała:
      - Migdałki lekko zaczerwienione...
      No kurde, co on sobie wyobraża?! Postawił mi tróję i jeszcze coś mu się nie
      podoba?
      - Nie mam migdałków. - powiedziałam urażona. Przez chwilę usiłowałam udawać
      zainteresowanie lekcją, ale uwaga znów mi odpłynęła gdzieś daleko, daleko i ...
      Hała-Bała (przechodząc obok mojej ławki): O, faktycznie nie ma migdałków...
    • Gość: Slotna Re: Slotna IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.03, 18:25
      Rozmowa z moją mamą, taka, co to wielu spędza przed końcem semestru sen z
      oczu. Wielu, ale nie mnie.
      Mama: Kiedy będzie u was wywiadówka?
      Ja: A co cię to obchodzi?
      Mama (<i>zgaszona</i>):No niiic...
      I tak by nie poszła.
      Na polskim wyszliśmy do parku, żeby, w ramach lekcji impresjonizmu, zapisać
      nasze wrażenia. Najpierw nie mogłam znaleźć numerka od szatni, potem
      stwierdziłam, że go nie mam absolutnie nigdzie, a to, oprócz kłopotów, oznacza
      pięć złotych w plecy, a na końcu Baryła zaczął się śmiać i wręczył mi łup,
      znaleziony na stołówce. Po czym okazało się, ze nie mam kartki i ołówka, bo
      zostawiłam je w klasie.
      W związku z tym tworzyłam w pobliżu Zuzki (ktoś musiał mi użyczyć przyborów).
      Wszyscy biegali po tym parku nie wiadomo po co, a my usiadłyśmy sobie na
      ławeczce i wychodziło nam, jak zwykle razem.
      Z.: <i> W tym naszym parku
      Nie ma cię, Jarku.
      Jesteś gdzieś w domu
      i po kryjomu
      piszesz do Grypy...</i>
      Ja (histerycznie): <i> Nie ma w tym lipy! </i>
      Ale i tak szczytem impresjonizmu był dwuwers autorstwa Zuzki, jak najbardziej
      prawdziwy:
      <i> Wiatr drzewa buja,
      słońca ni chuja. </i>
      Przeszczep wykazał się niesamowitym talentem. "Zimno, zimno, zimno. Słońce,
      lecz smutno.". Najbardziej podobała mi się praca Błata: "Łuch wiłowy" (on się
      nazywa Błat, bo nie wymawia 'r' i na początku pierwszej klasy, gdy się
      przedstawialiśmy powiedział, że ma błata).
      • aard Łuch wiłowy 23.06.03, 09:34
        Gość portalu: Slotna napisał(a):

        > Najbardziej podobała mi się praca Błata: "Łuch wiłowy" (

        Ciekawe co na to Wradysraw Rokietek?
    • Gość: Slotna Nowa ksywka. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.03, 18:27
      Właśnie weszła Zuza.
      - Już się nie obronisz. Łukasz spytał się przed chwilą, czy jest Martwa. Masz
      pozdrowienia.
      Dziękuję bardzo! Już nie wspominam nawet o imprezie Anki i Baśki, kiedy Błat
      powiedział do mnie Mistle (zawsze tak mówi, z imieniem ma kłopoty), na co
      zwróciłam mu uwagę, że od teraz jestem Martwa. Zastanowił się chwilę...
      - M a ł t w a ? To dla mnie będziesz Nieżywa...


      * * *
      Klasa wymieniała rośliny zawierające kwas szczawiowy. Różne rośliny. Nikt nie
      wymienił jednak tej jednej, jedynej. Wszyscy na coś czekali.
      Pani Sieluń: No? No...? Jaka jeszcze?
      Błat wreszcie nie wytrzymał. Z nutką tryumfu:
      - Ł a b a ł b a ł !
    • slotna Slotna 20.06.03, 19:36
      Podczas ostatniej wycieczki klasowej przez dwanaście kilometrów biegłyśmy z
      Zuzą w dół i następnego dnia Błat mnie zniósł z Gubałówki, bo nie byłam stanie
      zgiąć nogi w kostce. W ogóle najpierw się turlałam (Zuza i spółka obserwowali
      mnie z dołu.
      Zuza: Patrzcie, dwie czerwone kropki! Czy to Madlene i Justyna? Turlają się!
      Tak, to Madlene i Justyna...), ale potem trawa się skończyła, no i schodziłam
      tak, w tempie kroczek na minutę, aż Smakuś, czyli Błat nie wytrzymał. Wbiegł
      na górę, złapał mnie i zwyczajnie zniósł - również biegiem.
      Tę pierwszą trasę przeszłam w dużej części z Jarkiem i bardzo żałuję, że nie
      miałam dyktafonu, bo teksty padały rekordowe. Zeszliśmy już z Babiej, las się
      skończył, a z uwagi na bieganie byliśmy daleko na froncie. Jarek stwierdził,
      że powinniśmy teraz iść w prawo, ścieżką wzdłuż pól. Wprawdzie oponowałam, ale
      mnie przekonał - poszliśmy. Po jakimś czasie inni również wydostali się z
      chaszczy i stojąc wraz z przewodnikiem na skraju lasu, zaczęli nas nawoływać.
      Zatrzymałam się i powiedziałam, że nie będę szła pod górę, nawet mowy nie ma,
      on mnie tu przyprowadził, to może teraz mnie wwieźć na taczkach. Ostatecznie,
      po krótkiej dyskusji pt. 'skąd ja ci wezmę taczki' (Jurek, chodź, nie poniżaj
      się, chodź! - Poczekaj...*) dałam się namówić, zwłaszcza, że pan przewodnik,
      mimo że z daleka, był bardzo stanowczy. Wlazłam na górę, gdzie stanowczy pan
      przez jakiś czas intensywnie myślał, po czym 'jednak' skierował grupę na
      ścieżkę, z której zostaliśmy zawróceni. Było widzieć wtedy moją minę. Jarek,
      aczkolwiek nieco przestraszony, rżał ze śmiechu tak, że go chyba w Zakopanem
      słyszeli.
      - Zaraz - mnie - szlag - trafi! - warknęłam, patrząc się na niego spode łba.
      - No tak, trafiłem na szlak, sama widziałaś, że trafiłem - powiedział Jarek i
      schował się za Miśka.
      Przypomniało mi się to, bo właśnie znalazłam na serwerze o skokach takie oto
      zdanie: "Dobrze ze Amman wygrał bo jak by miał wygrać Hanni to by mnie szlak
      trafił". Bardzo piękne. A, czytam "Diabelski walc" Kellermana. Pomijając
      wspaniałe "chromowane krzesła przy stoliku z prawdziwego chromu" i inne
      bzdety, na str.10 lekarze uczą pacjentów, jak się prawidłowo "odrzywiać".
      Brawa dla tłumacza (Piotr Lewiński), kwiaty dla korektora (Maciej
      Krobasiński). Może nastąpić ciąg dalszy, bo zaznaczam, że lekturę dopiero
      zaczęłam.
      *"Zdybani na mieście"
      P.S. Korektor oczywiście nie nazywa się 'Krobasiński' tylko 'Korbasiński'. W
      ładnym miejscu walnęłam literówkę, nie ma co.
    • angolia Slotna kiedyś coś takiego znalazła w internecie. 20.06.03, 20:37
      A mnie się strasznie podoba i sądzę, że tutaj będzie pasowało.

      "Jeśli nie wierzycie, że ludzkości grozi zagłada przez głupotę, to
      macie tu kilkanaście przykładów naklejek ostrzegawczych z różnych produktów:

      1. Na suszarce do włosów firmy Sears: "Nie używać podczas snu." (ale przecież
      tylko wtedy to robię)

      2. Na woreczku Fritos: "Możesz być zwycięzcą! Udział w konkursie nie wymaga
      zakupu. Szczegóły wewnątrz." (najwyrazniej oferta skierowana do zlodziei
      sklepowych).

      3. Na pudełku zupy Dial: "Sposób użycia: jak zwykłą zupę." (poważnie?!)

      4. Na niektórych mrożonkach firmy Swanson: "Zalecany sposób przyrządzania:
      rozmrozić". (ale tylko zalecany...)

      5. Na deserze Tiramisu, na spodzie pudełka: "Nie odwracać do góry dnem."(oj!
      Za późno!)

      6. Pudding firmy Marks & Spencer: "Produkt będzie gorący po podgrzaniu."
      (niesamowite jak to się dzieje, prawda?)

      7. Na pudełku od żelazka Rowenta: "Nie prasować ubrań na ciele." (a ile można
      by w ten sposób zaoszczędzić czasu!)

      8. Na leku przeciw kaszlowi dla dzieci: "Nie prowadzić samochodu ani nie
      obsługiwać urządzeń mechanicznych po zażyciu preparatu." (ile to mniej by było
      wypadków budowlanych, gdyby te 5-letnie dzieci nie obsługiwały dźwigów...)

      9. Na tabletkach nasennych Nyto: "Uwaga: może powodować senność" (taką mam
      nadzieję...)

      10. Na większości pudełek lampek choinkowych: "Wyłącznie do użytku w
      pomieszczeniu zamkniętym lub na zewnątrz." (a jest jeszcze jakaś inna
      możliwość?)

      11. Na japońskim robocie kuchennym: "Nie uzywać w celu innego użycia." (nie
      sposób się z tym nie zgodzić)

      12. Na orzeszkach ziemnych Sainsbury's: "Uwaga: zawiera orzeszki!" (przerywamy
      program w celu nadania tej wstrząsającej wiadomości)

      13. Na pudełku orzeszków podawanym w samolotach linii lotniczych American
      Airlines: "Instrukcja: 1.Otworzyć pudełko, 2. Jeść orzeszki" (3. Latać LOT-em)

      14. Na kostiumie Supermana dla dzieci: "Włożenie tego kombinezonu nie umożliwi
      ci latania" (ktoś wytoczył im proces czy co?)

      15. Na szwedzkiej pile mechanicznej: "Nie zatrzymywać łancucha za pomocą rąk
      bądź genitaliów." (ja bym jednak spróbował)."
    • slotna Sobota 28.06.03, 14:12
      Zaczęło się od Ani, której się nudziło. Oglądałyśmy sobie filmiki wytwórni
      A’Yoy i było bardzo miło. Potem jednak wpadli Misiek i Mały. Hm, dlaczego
      właściwie 'jednak'? Przecież nadal było miło... A więc wpadli i wypadli, a my
      razem z nimi, i warką strong w brzuchu i w torebce też. Objechaliśmy miasto w
      celu znalezienia odpowiedniej imprezy, czyli wesela. Było jakieś w
      spółdzielni, ale zamknęli bramę. Znalazło się jednak wymarzone wprost na
      Parzęczewskiej. Wjechaliśmy na teren, Misiek zrobił szybkie rozpoznanie, tj.
      spytał jakiegoś chłopaczka, czy to na pewno 'to'. Okazało się, że tak.
      - Czyje?
      - A, takiego, z Kaniej Góry - rzekł chłopaczek, na oko dziesięcioletni.
      - Wiejskie, znaczy - ucieszył się Mały - Dobrze jest. To jedziemy po kwiaty.
      I pojechaliśmy. Dokończę kiedy indziej, bo do mojego brata przyjechał brat
      Zuzy i wyganiają mnie stąd.
    • slotna Sobota c.d. 28.06.03, 14:13
      Wczoraj 'spałam' u Zuzy znienacka i nie mogłam kontynuować. Ale dzisiaj nie
      śpię.
      Jak jechaliśmy po kwiaty, wysiadł Miśkowi alternator. (Informuję, że
      jechaliśmy jego trabantem, chyba nie wspominałam wcześniej, że Adam ma takie
      boskie auto. Z niebieską klapą. Znaczy tą, maską.)
      Ale doturlaliśmy się jakoś na peryferie, gdzie chłopcy zajęli się naprawą
      trampka, a my, tj. ja i Anka szukałyśmy kwiatów.
      Chyba zrobię to inaczej.
    • Gość: Rozmowa na gg z Zuzą (na temat soboty) IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.06.03, 18:38
      (nie chce mi się tego opisywać drugi raz)
      <b>Slotna</b>
      Chłopcy naprawiali ten alternator a myśmy z Anką łaziły i nic! nie ma
      kwiatów, no.
      <b>Slotna</b>
      ale w jednym miejscu wypatrzyłam, trochę pojedynczych nam się udało zerwać
      <b>Slotna</b>
      bukiet wyszedł może nieco przaśny, ale za to obfity
      <b>Slotna</b>
      byłyśmy z siebie bardzo zadowolone
      <b>Slotna</b>
      niestety, reakcja Miśka: 'za to, to możemy co najwyżej w mordę dostać...'
      <b>Slotna</b>
      i, koniec końców, po kwiaty poszedł Mały
      <b>Slotna</b>
      - I co myślisz, że znajdzie? - spytałam Miśka z powątpiewaniem. - Jak myśmy
      już wszystkie ogródki obeszły...
      - Nie znasz Małego...
      <b>Zuza</b>
      ;))))))))
      <b>Slotna</b>
      Przyniósł całą wiązankę takich żółtych (z korzeniem wprawdzie, ale urwałyśmy
      jakoś) i taśmę izolacyjną niebieską, z której zrobiłyśmy ubranko
      <b>Slotna</b>
      kokarda wyszła jak ta lala
      <b>Slotna</b>
      pojechaliśmy na to wesele (jeszcze po drodze Mały wyskoczył z auta i zerwał
      taką dużą różę i wetknął w sam środek)
      <b>Slotna</b>
      wiadomo było, że pójdziemy Anka, Mały i ja, bo Misiek strasznie brudny po tej
      naprawie
      <b>Slotna</b>
      wiemy już, że młody z Kaniej Góry... wyszliśmy, stoimy przed wejściem i
      stoimy. Ja mówię: 'No bomba, możesz mi jeszcze, Mały, powiedzieć po czym go
      poznamy?'
      <b>Slotna</b>
      a wiesz po czym?
      <b>Zuza</b>
      No?
      <b>Slotna</b>
      po tym, że w garniturze, kurrrrrrrwa
      <b>Slotna</b>
      ale poszczęściło się nam
      <b>Slotna</b>
      ktoś wcześnie odjeżdżał i wyleciała z balu panna młoda, w podkasanej kiecce,
      krzycząc 'ej, powiedzcie jej, żeby poczekała!!!' no to dorwaliśmy ją i
      prosimy, żeby zawołała pana młodego
      <b>Slotna</b>
      Ona: Tooooooomeeeeeeeeek!
      <b>Slotna</b>
      Przyszedł ten młody, Anka wepchnęła mu kwiaty, zaczęliśmy składać życzenia,
      pannie młodej też oczywiście
      <b>Zuza</b>
      nie wierzę
      <b>Slotna</b>
      żartujesz?
      <b>Zuza</b>
      no normalnie nie wierzę
      <b>Slotna</b>
      słuchaj dalej
      <b>Slotna</b>
      "zdrowia, szczęścia, pomyślności na nowej drodze życia" itp, standard
      <b>Zuza</b>
      dobra dobra ;)
      <b>Slotna</b>
      no słuchaj
      <b>Zuza</b>
      zostań pisarką
      <b>Slotna</b>
      oj, daj spokój, Anki się spytaj. Słuchaj lepiej.
      <b>Slotna</b>
      stoimy, stoimy
      <b>Slotna</b>
      młody wychodzi i niesie nam BOLSA !!!
      <b>Slotna</b>
      z banderolą!
      <b>Slotna</b>
      i mówi tak "A co do zagrychy, to z młodą, dobra?" my "Dobra, tak, tak"
      <b>Slotna</b>
      i w nogi, zanim się okaże, że nie bardzo nas ktoś zna
    • Gość: Slotna Sobota, część czwarta. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.06.03, 22:14
      Kupiliśmy oranżadę i skręciliśmy sobie do lasu. Tak nam się wydawało
      przynajmniej, że skręcamy, bo ten las cały już ogrodzili. Mieliśmy nadzieję,
      ze płot się skończy szybciej niż drzewa, niestety... Misiek usiłował zawrócić
      i wylądowaliśmy w rowie.
      Dwóch chłopców, z czego jeden dość Mały, a drugi spory Misiek i dwie
      dziewczyny. I trabant pod poziomem morza. Usiłowaliśmy pchać, oczywiście, ale
      równie dobrze moglibyśmy go ciągnąć. Przy okazji zderzak okazał się być
      oderwany. Misiek nie mówił nic oprócz 'kurwa, ja pierdolę' i tak w kółko.
      Starał się złapać kogoś z samochodem, ale nikogo nie było w domu (sobotni
      wieczór), a komórkę miał nową, dopiero co kupioną i widocznie nie wpisał
      jeszcze wszystkich numerów.
      <b>Slotna</b>
      Misiek dzwoni do Kwiatka. 'Włącz to, kurwa, kretynie! No kurwa, włącz!'
      <b>Slotna</b>
      po czym sobie przypomina, że to ten właśnie telefon wczoraj od niego kupił...
      <b>Zuza</b>
      rzeczywiście było extra ;))))))))))
      <b>Slotna</b>
      w końcu jedynym ratunkiem wydawało się zadzwonić po ojca Miśka
      <b>Slotna</b>
      Misiek, jak sobie z tego zdał sprawę: 'Kurrrrrrrrwwwa, kurrrrrrrrwa, ja
      pierdolę!!!'
      <b>Slotna</b>
      ale dzwonił dalej po kumplach i w końcu okazało się, że b. blisko na jakieś
      imprezie są Popczyk i Jabłek.
    • Gość: Slotna Sobota, piąta część. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.06.03, 22:19
      Tak więc wyszliśmy na drogę, żeby poczekać na posiłki. Mały postanowił w takim
      razie skoczyć po brata, żeby nas podwiózł swoim autem, jak już trabanta się
      wypchnie. A z Popczykiem i Jabłkiem wypchnie się na pewno. Czekamy, czekamy...
      Czekamy...
      <b>Slotna</b>
      Misiek dzwoni 'No idziecie, czy nie?' a Popczyk 'Jak to "idziecie"? Daniel
      leży i rzyga, no co ty, to przecież urodziny są...'
      <b>Zuza</b>
      ;)))))))))))
      <b>Slotna</b>
      mówimy 'super'
      <b>Slotna</b>
      bomba po prostu - zamiast Małego będzie Popczyk
      <b>Slotna</b>
      sytuacja się, kurwa, zmieni diametralnie
      <b>Zuza</b>
      chłe, chłe chłe ;)))) Nie mogę, jak sobie Was wyobraziłam tak całkiem
      surrealistycznie, że tak wszyscy stoicie i wszyscy mówicie 'super' naraz, i w
      ogóle bajka ;))
      <b>Slotna</b>
      ;))))
      <b>Slotna</b>
      ale! Popczyk podobno na siłownię chodzi, więc może... może...
      czekamy na niego
      <b>Slotna</b>
      czekamy, jak na zbawienie
      <b>Slotna</b>
      jest naszą ostatnią nadzieją
      <b>Slotna</b>
      ostatnią
      <b>Slotna</b>
      oby był w stanie nam pomóc!
      <b>Slotna</b>
      wreszcie idzie
      <b>Slotna</b>
      Misiek z ulgą w głosie krzyczy: 'Siema, Maciuś!'
      <b>Slotna</b>
      Popczyk (śpiewa): Doooobry Jeeeeeezu, a nasz panieee...
    • Gość: Slotna Sobota, część szósta i ostatnia. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.03, 13:18
      Na szczęście nie był AŻ TAK pijany i wypchnęliśmy ten samochód. Rozcięłam
      sobie rękę, a Anka rozwaliła brodę, ale trudno to nazwać olbrzymimi
      obrażeniami. Gorzej było z trampkiem. Gaz na kombinerki to tylko atrakcja, ale
      co pięć metrów metaliczny zgrzyt kazał nam wysiadać i mocować na powrót
      zderzak. Miśkowi, w związku z kombinerkami, brakowało ręki do biegów na
      sznurek...
      Anka (<i>melancholijnie</i>): Jedno jest pewne: mandatu za prędkość nie
      dostaniemy...
      Odwieźliśmy ją (Ankę, a nie prędkość), a wracając natknęliśmy się na
      Przeszczepa i Małego. Trampek poszedł spać, a my w czwórkę pojechaliśmy do
      baru na Gembicach. Śmiesznie tam było, to pamiętam, i niewiele więcej.
      Jeszcze, że Misiek jadł hamburgera z popiołem, a Mały zachęcał mnie do
      delicji, dowodząc, że są bez mięsa. Z kolei z Przeszczepa się nabijali, że ich
      jeść nie może, bo to szampańskie. Potem się Bols skończył i zapadła decyzja o
      ponownej wycieczce na wesele. Jakoś tak beze mnie zapadła.
      Tym razem kwiaty skombinował Misiek, z klombu na rynku. Przysypiałam, ale to
      pamiętam. Jako że ja i Mały byliśmy spaleni, do akcji wkroczyli tamci dwaj
      (Adam umył się w barze). Mały kazał mi się zasłaniać, w strachu, że nas
      poznają, który to strach nie przeszkodził mu wejść na salę w poszukiwaniu
      Maćka (Przeszczep to Kiler jeszcze, jakbyście nie pamiętali), bo komórka jakaś
      w samochodzie piszczała. Piszczała i piszczała, i wydawało nam się to
      najważniejsze na świecie. Może Aśka zostawiła, dziewczyna Przeszczepa? Kiler
      leci do auta, wkłada głowę przez okno...
      - Wy głupki, to taka piosenka!
      Potem znów mi się chyba spać zachciało. Wiem, że byliśmy w okolicach mojego
      starego domu, konkretniej na skwerku obok, a później Mały wrocił do domu. A
      dostaliśmy drugiego Bolsa przecież. Przeszczep prowadził... no więc właśnie.
      Kolejny przystanek był przy stodole i teraz muszę utrzymywać, że wszystko
      przez to, że miałam za ciasne spodnie.
    • Gość: Slotna Oto sztuka. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.03, 13:20
      Fizyka, powiew wiosny, otwarte okna i chłopcy z wieczorówki pod
      nimi...
      Hała-Bała: Slotna, ile tu działa sił?
      Sił...?
      Monika (<i>scenicznym szeptem</i>): Dwie!
      Ja: No dwie.
      Hała-Bała: A jakie?
      Ja: No jedna i druga.
      (...) Anka gada.
      Hała-Bała (<i>do niej</i>): Która to będzie zasada dynamiki Newtona?
      Anka (<i>strzela</i>): Druga.
      Hała-Bała: Pierwsza.
      Anka (<i>niezrażona</i>): Oj, treść jest ważna, a nie tam... numerki...
      Zapada cisza. Po chwili Hała-Bała, na dobre już zarażony atmosferą,
      melancholijnie:
      - Powiedz tym, co grają w totolotka, że nie są ważne numerki...
      Aga: Albo tym, co się odchudzają...
      (...) Któryś z wieczorówki włącza Mansona na cały regulator. Część dziewczyn
      zaczyna nucić. Hała-Bała:
      - Ta, nie ma czym szpanować... - wygląda przez okno - O, maluch - zadowolony,
      ciągnie - To rzeczywiście nie ma czym szpanować! Ale już obstawiony przez
      księżniczki...
      Ja: Phi, ja mam hulajnogę.
      (śmiech)
      Anka (<i>zupełnie szczerze</i>): Przewieziesz mnie?

      Po przedstawieniu Orszak wyjechał na skuterze. Od razu zaczęłyśmy krzyczeć:
      - Ale się chwali! Szpaner! A ja mam hulajnogę! Mogę cię przewieźć! A ja mam
      rower! A ja mam tramwaj za pięć minut!
    • Gość: Slotna Polski. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.03, 14:38
      Wampirzyca tłumaczy jak Przybyszewski stylizował się na szatana...
      - ... Nosił taki długi, czarny płaszcz, i...
      Jarek odwraca się powoli i patrzy na nią złym wzrokiem. Cała klasa wybucha
      śmiechem - raz, bo Jarek chodzi w takim płaszczu, dwa - bo Wampirzyca...
      Historia. Robimy plakat o Chłopickim.
      Wąski (<i>do Jeża</i>): No, naklej to!
      Jeżu: Sam się naklej!
      Wąski: Transformacja na Płaskiego - rrraz!
      Na tej samej lekcji Jarek tresował linijkę. Uczył ją 'siad', 'noga' i 'ukochaj
      pana'.
    • hm` Re: Slotna. ;] 29.06.03, 19:08
      Kiedy Ty jedziesz do tego Krakowa? Czy moze juz jestes?? ;]]] Mam prosbe. ;]
      pozdr. hm`
      • Gość: Slotna Re: Slotna. ;] IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.03, 20:26
        Jutro. Jaką?
        • hm` Re: Slotna. ;] 29.06.03, 21:11
          Spotkasz sie lada moment z Michalem w Lublinie, a ja bym mu cos tam
          przekazal. ;]
          O ktorej jedziesz i skad.
          pozdr. hm`
          • Gość: Slotna Re: Slotna. ;] IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.03, 21:28
            Z Sokolnik, i o wpół do piątej rano będę w Łodzi na Zamenhoffa przez jakieś
            pięć minut i najwyżej tam;))Nadal zainteresowany?
            • angolia Re: Slotna. ;] 29.06.03, 21:30
              Gość portalu: Slotna napisał(a):

              > będę w Łodzi na Zamenhoffa przez jakieś pięć minut
              3. Najwyżej. (Mam nadzieję).
              • hm` Re: Slotna. ;] 29.06.03, 21:54
                Hhehe, nie sadze, Pozdrow Michala ode mnie.
                ;]]]]]]]]]
                pozdr. hm`

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka