Dodaj do ulubionych

Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości

    • mwr33 Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości 17.06.09, 10:41
      Szpital położniczy- warszawa ul. Inflancka. Obiad tuż po porodzie:
      makaron z białym serem i truskawkami /w polowie maja to raczej tylko
      z chemią/-wieczorem dziecko całe w wysypce alergicznej. Na kolację
      sic! 2 kawałki kaszanki i ogórek kiszony - brakowało tylko sety :D
      Innego dnia na sniadanie 2 parówki zimne z lodówki + kromka chleba
      czerstwego-"bo proszę pacjentki piętro wyżej skończylo się
      dzisiejsze" :O taka odpowiedź personelu. Nie wspomnę o zimnym
      makaronie z zimnym klopsem /w środku zmrożony :/ / a do tego
      sałata - nieopłukana-bez soli, śmietany czy innych umilaczy smaku.
      Pozdrawiam
      • Gość: j... Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś IP: *.chello.pl 17.06.09, 16:19
        pewnie do sklepu po chleb miały ci poleciec...
    • smoczyca123 Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości 17.06.09, 10:42
      Tyle sie mowi jak swiezo upieczona mama ktora karmi piersia powinna sie
      odzywiac. Nic wzdymajacego, z warzyw na poczatek marchewka i buraki, mieso
      gotowane lub duszone... I to powtarzaja i w szkolach rodzenia i polozne na
      odzdzialach polozniczych w szpitalu. I tak jest na Polnej w Poznaniu, z tym ze
      jesli przychodzi do serwowania posilkow to wyglada to zupelnie inaczej. Moj
      pierwszy obiad skladał sie ze smazonego mielonego, salatki z kukurydzy,
      fasoli, ogorkow konserowych, papryki, etc. Do zjedzienia nadawaly sie tylko
      ziemniaki. Na kolacje jajo na twardo. Szpital prowadzil tez stolowke dla
      personelu i dochodzacych mam do dzieci lezacych na oddziale neonatologicznym.
      Tam mamy mialy do wyboru tzw menu dla mam karmiacych. Absurd!
    • Gość: Ania Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: *.olsztyn.mm.pl 17.06.09, 10:42
      Ja nie narzekam na jedzenie szpitalne. Jestem z Olsztynie, dość rzadko jestem
      pacjentka w szpitalach, ale za każdym razem się najadałam i smakowało mi, a
      zaznaczę,że lobie jeść, trzeba wziąć pod uwagę fakt, że w szpitalach podają
      zdrową żywność, mam na myśli gotowane jedzenie a nie np. smażone. To jedzenie
      musi być robione pod wszystkich a nie pod każdego z osobna, więc jeśli ktoś lubi
      bardziej przyprawione to niech weźmie przyprawy ze sobą do szpitala, nie wszyscy
      lubią bardzo słone jedzenie.
      • Gość: mwr Kliniki, Norwida, Wroclaw IP: 194.74.227.* 17.06.09, 10:49
        ...czego nie widza pacjenci -
        pod kuchnia szpitalna znajduja sie ogromne piwnice, pelne
        bezpanskich zdziczalych kotow. Koty zostaja, bo szalone panie
        lekarki i pielegniarki je dokarmiaja i walcza o biedactwa, jak o
        wlasne dzieci. Tymczasem koty grzebia w pobliskim smietniku,
        czasami wedruja do piwnic pobliskiego zakladu patologii z
        prosektoriami, a na koniec ida spac w piwnicy szpitalnej kuchnii.
        O higienie nikt nie mysli, bo panie doktorki dbaja o zwierzatka.
        Smacznego zycze.
        • Gość: Emi Re: Kliniki, Norwida, Wroclaw IP: *.aster.pl 17.06.09, 14:54
          Gdyby nie te bezpańskie koty, to w zaciszu szpitalnych kuchn
          nocowałby bzpańskie wypasione na pobliskich śmietnikach szczury. Tak
          byłoby lepiej ?
    • jaqbek2 Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości 17.06.09, 10:46
      Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że jakość jedzenia w dwóch różnych
      szpitalach może diametralnie różnić od siebie.
      Obecnie jestem w trakcie terapii w Centrum Onkologii w Warszawie, i co 3
      tygodnie spędzam 3 dni w szpitalu. Jak do tej pory na jedzenie nie mogę
      specjalnie wybrzydzać. Nie jestem "wszystkożerny", ale muszę stwierdzić, że
      tamtejsze do jedzenia nadawało się. Ogólnie tak na 4-. Na śniadanie kakao, 2
      kromki jasnego chleba, kromka ciemnego i bułka pszenna. Do tego albo twarożek,
      albo kilka plasterków dobrej wędliny: chuda szynka, indyk wędzony itp., czasem
      jakiś pomidorek albo kawałek ogórka. Na obiad zupa o konkretnym smaku, kawałek
      mięsa albo kotlecik, troszkę ziemniaczków, jakaś surówka, fasolka albo brokuły.
      Kolacja podobna jak śniadanie, tylko zamiast kakao herbata.
      Generalnie całkiem całkiem. W niedzielę był nawet rosół i kurczak. Jedzenie z
      cateringu, dostarczane w termoochronnych kontenerkach.
      Zupełnie inaczej wyglądało jedzenie, które dostawał mój tata na oddziale
      neurologicznym szpitala w Gorzowie Wlkp, przy ul. Walczaka. Tym, co tam
      podawano, to można było świnie paść, a nie ludzi. Jako, że była wspólna kuchnia
      dla neurologii i psychiatrii, a pacjenci z psychiatryka musza mieć rozdrobnione
      jedzenie, to zamiast normalnego jedzenia dostawał jakieś śmierdzące breje. Mój
      tata wybredny nie jest, ale stwierdził, że czegoś takiego do ust nie weźmie. W
      pewnym momencie zabronił nawet przynoszenia mu tego, bo brało go na wymioty, jak
      to widział. Jednego dnia ucieszył się, jak zobaczył, że na śniadanie jest
      kiełbasa na ciepło. Radość nie trwała długo. Kiełbasa była zimna i ociekająca
      tłuszczem. Nie ruszył. Całe 5 tygodni pobytu żywił się tym, co mu mama przynosiła.
    • Gość: Marek Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 17.06.09, 10:48
      Spędziłem 3 tygdonie w szpitalu powiatowymw Ostrodzie 2,5 roku temu.
      Wieczorami mialem goraczke w dzień czułem sie nieżle ale nie wolno
      mi było chodzic wiecej niz do lazienki i wc.
      Jedzenie takie sobie ale moim zdaniem spełniajace minimalne
      wymagania. Jedynym problemem byl brak swiezyc warzyw, owocow,
      jogurtu. A akurat jogurt misalem pioc z uwagi na lezcenie
      antybiotykami dosc silnymi i przez dlugi czas. learz prowadzacy
      doradzil mi zeby mi te jogurty przynosiła rodzina, w meniu ich nie
      bylo. Wydaje mi sie ze maly kefir czy jogurt raz dziennie dobrze
      zrobilby prawie kazdemu choremu
      Co do kalorycznosci - coz mialem nadwage i brak apetytu- martwilem
      sie choroba a dzieki szpitalnej diecie schudlem, wiec sie nie skarzę.
      Mysle ze chorzy powinni dostawac nawte niewielkie posilki ale w
      miare urozmaicone. Owoc, jogurt, warzywa - a najwazniejsze zeby to
      co sie gotuje nie przesalac, nie przypalac, podawac cieple jesli ma
      byc na cieplo.
      Mysle ze duzo w tym kwestii organizacyjnych, nie tylko finansowych
    • Gość: szpitale trują Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: *.rawamaz.mm.pl 17.06.09, 10:49
      Kilka historii ze szpitala w Rawie Mazowieckiej

      Podano zupę na obiad po której 1/2 oddziału wymiotowała lub miała potęzne rozwolnienie - co gorsza dotyczyło to osób starszych (leżał dziadek) - lekarze musieli leczyć teraz dodatkowo problemy jelitowe.
      Mineły 2 dni - przywieziono zupę ale okazało się że jest skiśnięta - obyło się bez obiadu!

      Ginekologia
      zupy mleczne pół na pół z wodą, mięso wyglądające jakby ugotowano na nim zupy przez miesiąc - najtańsze wędliny wyglądające jak......
      Po porodzie posiłki takie jakie są odradzane lub zabronione kobietom w ciąży! Dowoziłem żonie codziennie śniadania obiady i kolacje. Mało kto jadł szpitalne "posiłki".
      Catering dowożony jest ze Zgierza - ktoś kto wygrał ten przetarg wygrał 6kę w totka!

      p.s. kilka lat temu sam leżałem w szpitalu w Tomaszowie - jedzenie takie samo - przyszła pierwsza niedziela leżenia to myślę - dziś to pewnie będzie dobre jedzenie i więcej - dostaliśmy tylko chleb ( 2 kromki) z masłem!! bez wędliny czy sera - żona przywoziła mi wszystko z domu (ok 20km)

      za 9 zł kupuję w Rawie obiad dwudaniowy (wielkie porcje) i smaczny że paluszki lizać!! Ktoś chyba przytulił parę zł od tych ze Zgierza
      • Gość: mrówka Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś IP: 83.238.100.* 17.06.09, 13:48
        Nie od dziś wiadomo, że rawski szpital to umieralnia, więc po co mają się
        wysilać. Zamiast Świętego Ducha powinien się nazywać Wyzionięcia ducha.
        Pozdrawiam krajana:)
    • Gość: ~alex Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś IP: *.chello.pl 17.06.09, 10:50
      Żeby schudnąć trzeba mniej jeść. Wskazany jest też regularny wysiłek
      fizyczny. Prawidłowa dieta dla osób otyłych powinna być uboższa w
      kalorie niż dla osób o masie należnej. Zwłaszcza przy
      unieruchomieniu (np. leżenie w łóżku) bo wtedy wydatek energetyczny
      jest znacznie mniejszy. Że nie wspomnęolicznościach gdy choroba jest
      rezultatem otyłości.
    • ksionc_proborzdz Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś 17.06.09, 10:51
      Francuskie pieski. W tyłkach się poprzewracało od tego dobrobytu. Pasza jak pasza.
      • Gość: Nina Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś IP: *.r.kbt.pl 17.06.09, 11:31
        Odsyłam Cię do mojego wcześniejszego postu.
    • Gość: 0canna Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: *.chello.pl 17.06.09, 10:55
      W szpitalach w Kielcach jedzenie jest zadziwiająco dobre i
      ciepłe.Przygotowuje je i przywozi jakaś firma zewnętrzna. Czasem
      budzi to zdziwienie pacjentów nastawionych na "tego się nie da
      jeść". Bywa więc różnie w różnych szpitalach.
    • Gość: lili różnie bywa z jedzeniem w szpitalach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.09, 10:57
      dziadek z babcią swego czasu byli zmuszeni pozostać w szpitalu na dłużej.
      Przebywali w kilku szpitalach - dwóch na prowincji i dwóch we Wrocławiu. W
      jednym wrocławskim, już zlikwidowanym im. Babińskiego na pl. Jp2, było biednie
      tak, że przynosiliśmy dziadkowi komplet sztućców,talerze, kubeczki i środki
      higieny osobistej, nawet widelców tam nie mieli... Żarcie było bardzo słabe, coś
      jak te biedne kanapeczki z kropelką masełka i niejadalną mielonką. Dzień w dzień
      ta sama mielonka, cienka zupka i buraczki. Dokarmialiśmy dziadka jak się dało, a
      i inni bliscy chorych w porze obiadowej się stawiali z posiłkami. W szpitalu na
      Grabiszyńskiej było już troszkę lepiej, ale wędliny dziadkowi nadal donosiliśmy.
      Na prowincji - w Obornikach Śl. jedzenie wg relacji dziadków było znośne,
      oczywiście bez szaleństw. Prawdziwe jedzenie, ba uczty - są za to w sanatoriach.
      Desery, przystawki, owoce jakie się chce i ile się chce, szwedzki stół, kotlety
      wielkie jak talerze. Wszystko pyszne i w nadmiarze wręcz. Ze szpitalnymi dietami
      jest o tyle problem, że nie wszyscy pacjenci mogą jeść to samo - co innego
      należałoby podać kobiecie w ciąży, a co innego mężczyźnie z ciężkim złamaniem
      ręki czy nogi. Jeśli szpital ma dietetyka - to w wielu przypadkach ten dietetyk
      albo jest niedouczony, albo gubi go rutyna. Komu by się chciało tworzyć dzień w
      dzień 10 diet dla setki pacjentów... Inna sprawa z cateringiem - żenujące jest
      to, że posiłki docierają do pacjentów zimne, niedoprawione, nudne. W końcu nad
      tym cateringiem chyba ktoś sprawuje pieczę, więc łatwo wszystko można
      skontrolować. Tylko trzeba chcieć. Bardzo podobało mi się zdanie pani
      pielęgniarki, że o chorych trzeba szczególnie dbać - oby jak najwięcej tak
      myślących pań pielęgniarek :) Wszystkim chorym życzę jak najszybszego powrotu do
      zdrowia i jak najlepszych posiłków w szpitalach. Może coś się kiedyś w końcu zmieni?
      • Gość: eureka jestem pod wrażeniem IP: 188.33.72.* 17.06.09, 11:03
        od tak dawna, właściwie prawie od zawsze jedzenie w szpitalach jest kiepskie a
        racje głodowe, ale myślałem żer skoro tak jest od lat to znaczy że nie da sie
        jak to mówią nic zrobić i to taka nasza świecka tradycja
    • Gość: Balcer Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: 77.223.204.* 17.06.09, 11:00
      Byłem w szpitalu 6 tygodni. Jak wyszedłem z 67kg wagi przed szpitalem, spadłem
      do 42kg! Polskie szpitale to Auschwitz! Stawka dzienna 2.50zł na głowe jest na
      poziomie kalorycznym nazistowskich Obozów Śmierci albo Getta. Dlaczego w
      więzieniach dają bandytom 3tyś kalorii dziennie a najwięcej oszczedza się na
      Szpitalach i domach dziecka? Chory kraj, co wyżej ceni życie i zdrowie bandytów
      niż dzieci i chorych.
    • jot-44 A mi tam smakowało. 17.06.09, 11:05
      Wiele czasu spędziłem w Miejskim Szpitalu w Toruniu.
      Pożywienie - nie były to frykasy,ale skromnie i ciepłe.
      Np. śniadaniowa zupa mleczna, obiadowe risotto.Pyszności,zwłaszcza to drugie.
      Nie podjadałem.Miałem tylko dodatkowe sucharki [kilka dziennie].
      Podziwiałem tych co rodzinne dodatki wcinali -a byli też tacy. Najgorsze domowe
      jedzenie z kolorowaną słodką wodą.
      W Toruniu potrafią!!!
    • signal przecież tym żarciem ludzi wykończą 17.06.09, 11:09
      a nie wyleczą !
    • wj_2000 Artykuł jątrzy! 17.06.09, 11:37
      Te dwie kromki chleba, wędlina i masło to około 260 kcal,

      Kurna, całe życie walczę z nadwagą (z sukcesami, choć nie oszałamiającymi) i
      mam oko wyczulone na kaloryczność posiłków.
      Nic dziwnego, że szerzy się epidemia otyłości, skoro ludzie tak jak autor
      potrafią ocenić kaloryczność posiłku!!!!
      Te dwie kromki chleba, to jest 150g. Kaloryczność chleba, to 220kcal/100g.
      Więc sam chleb ma 330kcal.
      Masło. Minimalna porcja jaką można spotkać, to 10g. (Byłem wielokrotnie w
      szpitalach. Zawsze dawali 20g, ale nic to). 10g masła to 70kcal. Już mamy
      400kcal!
      Wędlina. Ile tego mogło być. Nie mniej niż 50g. Kiełbasa może mieć od 200 do
      350 kcal/100g. Przyjmijmy dolną granicę. Dochodzi 100kcal.
      Razem już mamy 500!!!!!!!!!!!!!!!!
      A jeszcze cukier w herbacie. Ja akurat nie słodzę, więc szpitalnej herbaty nie
      piłem, parzyłem swoją. Ale standard to 2 łyżeczki na porcję. Czyli 20g, czyli
      80kcal.
      Razem 580!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Ale "na oko", cymbałowi wyszło równo 2 razy mniej!!!!

      Jak wspomniałem, byłem z 10 razy w szpitalu. Na ogół w zwyczajnym powszechnym
      (2 razy, nim Buzek nie wypieprzył profesorów zwyczajnych z kliniki rządowej
      leżałem na Emilii Plater, ale tam było identycznie jak na Mochnackiego w
      "Palmie", czy w szpitalu Wolskim, czy Wojewódzkim na Powiślu, czy na Banacha)
      szpitalu i zawsze mówiłem żonie by nic do jedzenia nie przynosiła!!!!!

      Ludzie, Wam się w du.pach poprzewracało!
      • Gość: lady wlasnie sobie policzylam i ... IP: 193.53.238.* 17.06.09, 15:22
        bladzisz czlowieku, bladzisz ! moj polkilogramowy chleb to jest 16
        kromek, kupuje krojony. Wychodzi mi wiec, ze kromka, wcale nie mala
        to 31 gram, czyli dwie to jakies 60-70, zalezy od wielkosci. Czyli
        150 kcal. Maslo, no nie wiem gdzie ci dali 20 gram ale przewaznie
        daja 5-10. I jest 70 kcal. Wedlina? Gownianej jakosci tluszcz z
        dodatkiem miesa ma duzo kalorii ale malo kto to zje. Cukru nie
        uzywam, nadwagi nie mam.

        Zreszta nie wazne. Kto jest spasiony temu powinni zapewnic dobra
        diete a nie faszerowac bialym chlebem i tlustmi wedlinami. Kobiecie
        w ciazy tez to nie bedzie sluzylo. Chorym z miazdzyca tez nie mozna
        tlustego a jak tu czytam to doslownie szok.
    • kordzio1 Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości 17.06.09, 11:38
      Ja strasznie wspominam swoją wizytę w szpitalu (szczecin zdunowo) jeśli chodzi o
      wyżywienie. Przez pierwsze dni nie jadłem nic, żarcie wyglądało niespecjalnie, a
      ja po zabiegu niespecjalnie miałem apetyt. Później głód powoli się odzywał, w
      szpitalu jadłem jedynie część śniadania (jak były jakieś najpodlejsze z podłych
      mielonek to sobie darowałem i jadłem sam chleb), na obiad jadłem jedynie zupy
      (mniejsza z tym, że różniły się jedynie wyglądem i dodatkiem makaronu, lub ryżu,
      bo w smaku były identyczne), bo drugie danie wyglądało okropni (podejrzewam, że
      kurczak, lub mięso najpierw służyło do ugotowania cienkiej zupy, a później
      lądowało na 2 danie), za kolację o ile dobrze pamiętam był chleb +dżem lub miód
      i to też jadałem. Chleb nie był pierwszej świeżości, ale nie był też czerstwy.
      Niestety swoich sztućców nie udało mi się dowieźć w skutek czego zupy jadłem
      widelcem...
      Ja w trakcie pobytu miałem strasznie mały apetyt i mi jedzenia wystarczało (w
      sumie miałem też owoce i surówki z domu), ale sądząc po tym że to czego się nie
      zjadło szybko znajdowało nowego właściciela sądzę, że były zbyt małe.
      Ogólnie zarówno ja jak i każda osoba, którą znam idąc do szpitala nastawia się
      na wyżywienie w własnym zakresie.
      Jedynie ostatnio narzeczona będąc w szpitalu PAMu mówiła, że żarcie jak na
      zaleconą na czas operacji ścisła dieta nie było takie złe.
      • Gość: ankia Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: 217.153.216.* 17.06.09, 12:27
        Ja z kolei lezalam w jednym z warszawskich szpitali ortopedycznych, lezalam 9
        dni wiec swoje sie na ogladalam, na sniadanie jak pisze kazdy obrzydliwa
        wedlina, chleb i np. bawarka, obiad pozal sie Boze...:(a o kolacji nie wspomne
        chleb z dzemem... ja ani jednego obiadu serwowanego i sniadania ani kolacji nie
        wzielam do ust, cale jedzenie mialam donoszone przez rodzine lub znajomych bo
        umarlabym z glodu :( a pozniej mialam zabieg w prywatnej klinice i bylo o wiele
        lepiej, kolacja, obiad, sniadanie jak marzenie, a kase z naszych poborow to
        chetnie zabieraja...generalnie to noz sie w kieszeni otwiera...;/
    • plastikbombastik Mój tata wyszedł w czwartek ze szpitala 17.06.09, 11:39
      A WYPIS MIAŁ W PONIEDZIAŁEK. CZYSTE ZŁODZIEJSTWO !!!!!!
    • tititaca Leki sa wazniejsze od schabowego 17.06.09, 11:43
      Lezalam w szpitalu w Grecji, tam wogole nie ma posilkow (poza duzymi klinikami),
      pacjenci sa wikcie rodziny.
      Lezalam - i to wielo, wielo - krotnie w roznych szpitalach Polski - wszedzie
      jedzenie bylo nieciekawe, ale zjadliwe i dawalo sie na nim przezyc - slowo daje.
      Opcja minimum - ale jadalne i swieze. Nie przesadzajmy - zadaniem szpitala jest
      leczenie.
      • ibelin26 Re: Leki sa wazniejsze od schabowego 17.06.09, 12:01
        Mąż kilka lat temu leżał na dermatologii. Ponieważ oddział dla
        dorosłych był w remoncie, kilku dorosłych upchnięto na oddziale
        dziecięcym. Dorośli dostawali posiłki w sumie nienajgorsze, tylko że
        były to porcje dla dzieci. I to takich małych dzieci.
        • Gość: malina Re: Leki sa wazniejsze od schabowego IP: 81.210.48.* 17.06.09, 13:50
          jesli chodzi o jedzenie polecam (niestety to tylko dla kobiet:)
          szpital polozniczy na karowej w wawie. przykladowy obiad: bardzo
          dobra, zabielana zupa ogorkowa z duza iloscia warzyw. kotlet mielony
          wieprzowo-wolowy gotowane ziemniaczki z koperkiem (nie "zdębione"
          tylko naprawde swieze) i do tego pyszne buraczki na cieplo:)
          nieczesto jem tak smaczne obiady jakie tam były:D
      • monant22 Re: Leki sa wazniejsze od schabowego 17.06.09, 12:48
        Jezu!!! Wlos się jeży na głowie. Nik sie zajmuje wyżywieniem w szpitalu.....
        Teraz zamiast pieniedzy na nowy sprzet do laparoskopii, inkubatory dla maluszków
        bedzie wydawanie pieniedzy na jedzenie!!!!?????????????? Jak już pismakiw Polsce
        czymś sie zajmą.... Wyjechałam 3 lata temu, mieszkam w irlandii. tutaj szpital
        jest nieodpłatny, ale już pobyt w szpitalu- owszem. Moze to jest rozsadne- za
        hotel powinno się płacic-przecierz po cięciu powinna pacjentka wyjśc ze szpitala
        po 2 dniach a po porodzie następnego dnia... Tak jest na całym świecie!!!Chyba
        lepiej aby operacja była wykonana nowymi narzędziami-typu nożyczki imadla itp a
        nie robic nagonkę- jak nie na lekarzy łapówkarzy to na szpitalne kuchnie. W
        polsce wszystkim sie w głowach poprzewracało. Problem wtym,ze do szpitala moze
        trafic ktos ardzo bogaty i nie doceni taniej kuchni rodem z baryu mlecznego...
        A propos czy ktos z forumowiczów był w barze mlecznym? czy one jeszcze istnieja?
        czy jeździliście na obozy harcerskie? W zimie pomidory są drogie. Banany tez nie
        są chyba w Polsce tanie...Chyba lepiej dostac lepszy lek - oryginalny niz
        generyk niz banana do obiadu Moim zdaniem tym wszystkim pseudodziennikarzom
        bogaczom juz sie kanarki w głowie lęgna.Pozdrawiam
        • Gość: mka Re: Leki sa wazniejsze od schabowego IP: *.dsl.bell.ca 17.06.09, 15:53
          Monant22 - swietny wpis, popieram w calej rozciaglosci !
          Dopiero jak czlowiek wyjedzie za granice to otwieraja mu sie oczy, w przeciwnym
          wypadku caly czas jestesmy w Polsce przekonani, ze oto jestesmy oszukiwani przez
          wszystkich ze wszystkich mozliwych stron, a juz najbardziej przez wrogie nam
          nasze wlasne panstwo. Bylo tai i w PRL, jest tak i teraz. A s stosunku do
          standardow swiatowych wcale nie jest w Polsce az tak zle, wbrew temu co wszyscy
          mysla.
          A co do jedzenia w szpitalach, te opisy i zdjecia wcale nie budzily zgrozy, ot
          jedzenie zeby przy zyciu podtrzymac, szpital to nie hotel 5-gwiazdkowy. A w
          Polsce i tak dlugo w szpitalach ludzi trzymaja, w Kanadzie gdzie mieszkam pobyt
          szpitalny ponad 3 dni to ewenement - a w Polsce normalka - "przeciez pacjent
          musi byc szczegolowo zbadany".
          Ciagle ludzie w Polsce nie do konca sobie zdaja sprawe, ze otrzymuja duzo wiecej
          pomocy socjalnej od panstwa niz w rozwinietych krajach Zachodu. Ale w to i tak
          nikt nie uwierzy, chyba ze wyjedzie na stale.
    • Gość: AGA Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: 195.68.192.* 17.06.09, 11:45
      a ja jestem zupełnie odmiennego zdania. W zeszłym roku od stycznia
      do marca leżałam na patologii ciązy w szpitalu przy ul. Inflanckiej.
      Jedzonko było super. wszystko było smaczne, ciepłe a porcje były
      wystarczające. Jak wróciłam do domu, bardzo mi brakowało pysznych
      sniadanek , smacznycznych suróweczek itd.... . POZDRAWIAM CAŁY
      PERSONEL Z INFLANCKIEJ!!!!

      Aga.
    • Gość: Krzysztof Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.09, 11:47
      ponad dwa lata temu nagle trafiłem do szpitala - spędziłem tam
      blisko miesiąc 2 tyg. w szpitalu powiatowym i następne dwa przy ul.
      Szaseerów w W-wie.
      przez ten czas schudłem ok 10 kg przy wadze 92-95 po wyjściu ze
      szpitala 85.
      Zarówno jedzenie w lokalnym szpitaliku nie było nadzwyczaj smaczne,
      ale dla kogoś kto leży, chodzi tylko do WC i trochę po korytarzue to
      jest tego wystarczająco. Jedzenie na Szaserów było zdecydowanie
      lepsze i smaczniejszei lepiej podane, ale oba te szpitale
      zaoferowały zupełnie przyzwoity poziom żarcia. Być może ja nie
      jestem zbyt wybredny, ale też lubię pojeść wykwintnie, dlatego
      twierdze, że wielu narzeka dla samej zasady, odwieczni malkontenci.
      Trzeba też zdać sobie sprawę z faktu, że do szpitala nie idziemy dla
      przyjemności, apetyt przy choprobie jest dodatkowo upośledzony, to
      też czasem może skutkować zmniejszonym łaknienie czy wręcz jadło
      wstrętem. Pozdrawiam i smacznego :))))
    • maciejkozlowski galeria obrzydliwości- nieprawda, jest b. różnie. 17.06.09, 11:48
      Byłem pacjentem ok.12-13 szpitali i poziom jedzenia był bardzo rozmaity.
      Najlepszy w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Najgorszy, wręsz
      niewyobrażalnie wstrętny był w Szpitalu w Międzyrzeczu. Od 21 wieczorem grupy
      wściekłych pacjentów krążyły po korytarzach wznosząc okrzyki : CHLEBA !!
      Jestem lekarzem , więc mnie ten stan podwójnie bolał. Co to za oszczędność ?
      2-3 zł na pacjencie /dziennie. To głupota. Takiego gościa od żywienia jako
      dyrektor bym wylał na zbity pysk. Na tylu innych rzeczach można zaoszczędzić:
      gromady salowych siedzących w "pokoikach socjalnych" i palące papierochy.
      Spokojnie połowę można by wylać. I tak 1/3 pielęgniarek-nierobów. Wiem o czym
      piszę. A i co czwartego lekarza też w niektórych placówkach można się pozbyć.
      Będą się buntować? To jasne . Dyrektor musi mieć jaja !!! I nigdy nie
      oszczędzać na dietach do to się zemści w długości hospitalizacji i stanie się
      dużą stratą !!
      • Gość: Balcer Re: galeria obrzydliwości- nieprawda, jest b. ró IP: 77.223.204.* 17.06.09, 13:05
        W pełni się zgadzam. Na lepszym żywieniu organizm szybciej goi rany. Dla
        porównania, lezałem 6 tyg. na ortopedii po operacji nogi. Schudłem przez ten
        czas 15kg. Wypisałem się na własne życzenie, choć po konsultacji z lekarzem, z
        gipsem na nodze. Wychodząc wyglądałem jak po Oświęcimiu. W domu w 2 tyg, noga
        szyciej sie dogoiła niż przez 5 tyg. po operacji na żywieniu szpitalnym! Do tego
        przytyłem, a raczej zacząłem odbudowywać masę. Po 3 tyg zdjęli gips i w szpitalu
        lekarz powiedział, że szybciej sie goiło w domu niż u nich. Na koniec zalecił mi
        pić czerwone wino do obiadu (oczywiście w rozmowie w gabinecie), co od tamtej
        pory czynię jako wynik "zalecenia lekarskiego".
    • Gość: Afik Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 17.06.09, 11:52
      A moja babcia często bywa w gdańskim ACK na nefrologii lub na
      chirurgii i mówi, że tam całkiem smacznie i dobrze karmią. A pojeść
      sobie lubi i to bardzo :-))
    • Gość: prywaciaz Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś IP: 149.156.158.* 17.06.09, 12:15
      Sprywatyzowac to wogle pacjeci nie dostana jesc
    • kam_melia Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości 17.06.09, 12:18
      Część mądrze zarządzanych szpitali oddaje wszelkie usługi związane z
      przygotowaniem i rozdawaniem posilkow w rece profesjonalnych firm -
      z tego co wiem jedzenie jest wtedy normalne - o niebo lepsze, a
      szpitale mają jeszcze z tego tytułu oszczedności bo firma zewnetrzna
      potrafi byc duzo bardziej efektywna. Ale w większości szpitali
      oczywiscie nadal panuje średniowiecze.
    • Gość: prywaciaz Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś IP: 149.156.158.* 17.06.09, 12:20
      Sprywatyzowac to wogle pacjeci nie dostana jesc,a pozniej jak
      szpital zbankrutuje to czesc szpitala przeznaczy sie na biura a
      czesc zbuzy i na jego miejscu powstana apartamenty
    • Gość: saga Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: *.16-87-r.retail.telecomitalia.it 17.06.09, 12:26
      Ja rok temu lezalam w szpitalu na Sardynii, szpital jak szpital nie
      moge powiedziec czy lepszy czy gorszy niz w Polsce, jedynie co
      moglam porownac to jedzenie, firma zewnetrzna,ktora nie tylko
      dostarczyla wystarczajaco dobre jedzenie, do kazdego posilku jakis
      owoc a do tego na obiad i kolacje danie do wyboru, na przyklad
      makaron czy ryz, mieso albo ryba. A kazdy posilek skladal sie z 2
      dan. Sniadanie tylko skromne kawa i cherbatniki. Ktos mogl by
      nazekac ze prawie codziennie to samo ale przynajmniej cieple szybko
      podane i ten wybor dodawal posmak luksusu heheheh.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka