Gość: jothagie Dla Olsztyna prezydenta poszukuję IP: *.olsztyn.mm.pl 15.11.10, 08:46 zamknięty Żeby była jasność, to dla mojego Olsztyna i bez związku z tym, co się wokół dzieje. Też mam prawo mieć oczekiwania, marzenia. To nic, że nie mają najmniejszych szans, by się sprawdzić. Może kiedyś, komuś się poszczęści...właśnie tak. To wcale nie jest żart. Poszukuję specyficznego prezydenta dla tego miasta. Chodzi o to, by prezydent, niedługo po objęciu władzy, powiedział: Mam taki plan. Chcę zrobić to i tamto, a rozpoczynam dajmy na to, za pół roku, a nie przed następnymi wyborami. Przed upływem kadencji zdaje sprawozdanie, co zrobił, co jest w toku (żeby następca nie przypisał sobie cudzych osiągnięć) i rezygnuje, żeby nie żebrać o następny wybór. Przecież to jest żałosne to cieknięcie śliny na władzę, która w pierwszej kadencji poszła w smak. Prezydent nie robi łaski, że z naszych pieniędzy coś buduje dla miasta. Nie musi też z nas robić głupoli przed wyborami, że nas bierze na cukierki. Jeśli nie brał łapówek, nie nakradł, to nie musi żebrać o następny wybór. Jest człowiekiem honoru i odchodzi pozostawiając dobre wspomnienie. Takiego właśnie prezydenta życzę miastu, żeby wreszcie zostawił dobre wspomnienia po sobie. Może zdarzy się tak, że kiedyś rozpocznie się taka świecka tradycja - pozostawanie we wdzięcznej pamięci Olsztynian. Innych już mamy dosyć! My jesteśmy porządni Olsztynianie i nie zasługujemy ani na rozpustnika, ani na nieudacznika, ani na łapówkarza, ani na pieczeniarza, ani na cyklistę, czy nie wiadomo kogo. Moi znajomi twierdzą, że pójdą do wyborów tylko wtedy, kiedy będą mogli powiedzieć, że swoim wyborem dobrze przysłużyli się mieszkańcom Olsztyna. Teraz natomiast mają taki wybór, że mogą urządzić tylko wybranych. To za mało, jak dla nich. I mają rację. Rezygnują więc, bo na taki altruizm to ich nie stać. I coś w tym jest, chociaż jest i trochę demagogii. Aż tak to się wybrańca nie urządza, ale faktem jest, że w naszej kulturze politycznej, wybrańcowi stwarza się szansę do robienia czegoś, za co będzie wstydził się wyborca. A ten kac potrafi trwać i kilka lat... Przyznaję, że dotychczasowy kac jest wystarczający, żeby wreszcie iść na odwyk lub wszyć sobie jakiś wyborczy esperal. A propos, odwykamy od władzy na dawien sposób kuracji antyalkoholowej: seta wódki, piwo, zastrzyk z anticolu i wiadro do rzygania. Jesteś wyleczony, gdy rzygasz na widok butelki, lub w tym wypadku, radnego*). A radny? Widział to nie raz. To twardzi ludzie. Gotowi wiele znieść z poświęceniem dla obywateli... I jeszcze jedno: Słuchajcie Świry! Ja już dwadzieścia lat słucham tych samych głupot przedwyborczych. Albo zrealizujcie to wreszcie, albo zmieńcie to pieprzenie w twardą, męską rozmowę o potrzebach i możliwościach miasta. Wszystko mi się przewraca jak słyszę, jaka Polska Wam się marzy, a cóż dopiero będzie, jeśli dorwiecie się do realizacji tych marzeń, o których teraz nie ma ani słowa. Panowie i Panie! Teraz powiem coś na poważnie. Kończy się pierwszy etap reformy III RP, czyli likwidacja powojennego dorobku państwa (PRLu). Czas na drugi etap – likwidacje układów i sitwy wszelakiej. Obawiam się jednak, że to zadanie musi być wniesione z zewnątrz i najlepiej przez własne służby. Możecie z tego nie wyjść cało, albo okazać się hamulcowymi. Wyborcy już przeszli dostateczna szkołę demokracji i będą patrzyć Wam na ręce. Teraz nie wystarczy wiernie słuchać rozkazów zewnętrznych, teraz trzeba myśleć, a myślenie niewprawnym szkodzi... P.S. Nie jestem specjalnie dociekliwy i nie przepytuję ludzi na okoliczność wyborów, ale coś mi się wydaje, że kandydaci na prezydentów nie mają żadnej wizji ani przed likwidacja, ani po likwidacji dopalaczy. A może to już tylko ostatnie zapasy... energii? Administrowanie, jak cie mogę i obmyślanie, coby tu zrobić, żeby synekurkę zachować na następną kadencję. Teraz dochodzi jeszcze jeden motyw – motyw zemsty, bo nawzajem sobie zaleźliśmy za skórę. Później uaktywni się motyw wywiązywania się wobec układu, który gołym okiem jest widoczny. Patrzcie na lity kandydatów a zrozumiecie. I tak przetrwamy do okresu wzmożonych robót przed następnymi wyborami. A na wszelki wypadek, to może lepiej zdać się wolę bożą... *)Ten zabieg może powodować działania niepożądane: senność, nudności, wymioty, metaliczny posmak lub smak czosnku w ustach (niezależnie od narodowości), impotencja, bóle głowy, łatwe męczenie się, a także reakcje psychotyczne, w tym stany depresyjne, paranoiczne, schizofrenię, manię – studiować przypadek łódzki, studiować... Do wczorajszych wpisów na forum: Panowie, wypadacie z pociągu, jakbyście mieli interes do córki zawiadowcy stacji, dopieszczacie … fana i tym samym pociągiem odjeżdżacie nie bacząc nawet na to, że piszę raz dziennie i długo przyjdzie Wam czekać na odwzajemnione pozdrowienia. Robię to niniejszym. Pozdrawiam słowami: „Pozdrawiamy i prosimy o pozdrowienia”. Nie wiem tylko, dlaczego wyszło mi tak plurale tantum... Pewnie rydzyk.doktor tak wzniośle na mnie działa, albo coś mi się pomaybachowało. Link Zgłoś
fan_sld Re: Dla Olsztyna prezydenta poszukuję 15.11.10, 11:40 zamknięty No i proszę - zgadzam się z czescia wypowiedzi Szanownego Pana JHG, mianowicie ta która mowi ze 1 celem III RP było rozkradzenie majatku po PRL. Za architektow tych „reform” uwazam „komunistyczne sluzby” plus tzw. Bolkow i czarna mafie. Niestety z druga czescia dot. sitw zgodzic się nie mogę. Nie po to one powstaly żeby się rozwiązywać ale po to aby zrec przy korycie. Dopóki będzie koryto będą sitwy. Nie ma cudow, do łatwego szmalu nigdy nie dorwie się ktos uczciwy zawsze będą to wylacznie agresywne hieny i sepy. Dlatego odwoływanie się do uczciwości hien które tak chetnie stosuje JHG uwazam (bardzo łagodnie mówiąc) za niedorzeczność. Nie wierze tez w likwidacje koryta bo koryto jestpodstawowym czynnikiem finansowania „sprawiedliwości społecznej” (czyt. sitw) Dopóki będzie „spoleczna sprawiedliwosc” będą sitwy i odwrotnie. Link Zgłoś
Gość: jothagie O brydżu mniej, ale o partiach ta IP: *.olsztyn.mm.pl 16.11.10, 09:08 zamknięty Brydżowi „zawdzięczam” nałóg nikotynowy, który przewalczyłem 30 lat temu, choć to upokorzenie wisi nade mną jeszcze dziś. Partiom natomiast, zawdzięczam prawdziwą rozterkę ideową powodującą chroniczne niezadowolenie, przy czym, jestem niezadowolony ale w ramach demokracji. Nie odpowiada mi PiS, ale na swój sposób cenię (bardziej: ceniłem) formację, bo jest to główna partia opozycyjna, którą popiera przynajmniej co 4-5 wyborca. Jeśli nawet mniej, to i tak siła godna szacunku. Tego nie można zlekceważyć, choć za granicą spotkałem się z pytaniem, co to za naród, który takie głupoty popiera. Swoją drogą, obłędu jaki stworzyli po 10 kwietnia, nie wybaczę im. Nie przeceniam PO, ale większość wyborców im powierzyła rządy. Jestem krytyczny i widzę, że stoimy nad przepaścią, a oni zachęcają, żeby z nimi iść do przodu... ale nie przyszło mi do głowy, by ich nie uznawać. Swoją drogą, Radziszewskiej też im nie wybaczę. Gdyby chociaż bronili mocarza intelektualnego. Podobnie jak w PiS, tam Lechu a tu Radziszewska na pomniki , czyli cześć bylejakości. To samo dotyczy prezydenta Komorowskiego, choć dopiero jak przestanie być prezydentem to też powiem, czego mu nie wybaczę. Istnieje więc jakaś rozsądna granica kontestacji, której nie wolno przekroczyć, jeśli nadal chcemy być propaństwowcami. Mamy jednak swoje zasady i z pewnymi wybrykami wybrańców możemy się nie godzić. W zasadzie Radziszewska opowiadająca głupoty w kontekście seksu, nie interesuje mnie nawet ze względu swoją a seksualność, ale mam coś w sobie z ruchu hippies a jego hasło make love not war (czyń miłość nie wojnę) wielokrotnie trzymało na uwięzi mój wojowniczy instynkt. O partie jednak warto by powalczyć, tylko z kim i przeciwko komu. Czy ten ostatni człon (przeciwko komu) sobie odpuścić i zacząć od nowa? Przykładowo, z posłem Palikotem? Boję się realizacji przekręconej mądrości ewangelicznej „kto z Mieciem wojuje, ten od Miecia ginie”. Za „Miecia” wstawcie sobie JK, DT...również Palikota. I po co mi to było – może kiedyś tak właśnie zapytam? Ale to pytanie nie zwalnia wyobraźni i nie nie może eliminować dawnych oczekiwań... Bardzo efektywnym poletkiem doświadczalnym jest dla mnie sytuacja stworzona po 10 kwietnia. Ma ona dwa aspekty – próba obalenia demokracji, przez wpychanie „szpil” w samą jej istotę, np. poprzez twierdzenia ustanawiające prawo do poza demokratycznego kontrolowania sprawowania władzy (misja Fotygi i Macierewicza). I tego nie rozumiem, bo nie widzę żadnych do tego podstaw. I drugi – kłopotliwe stawianie pytań, mogących stworzyć pole dla działań destrukcyjnych. Widoczne to jest na przykładzie katastrofy smoleńskiej i upowszechnianych pytań. Niby tylko pytań... Wśród pytań „z problemem” jest jednak wiele takich, które wykorzystują nie tyle problem, co raczej kłopotliwość pytania (nieuzasadnione przynaglenie, sytuację polityczną, itp.). Na wszystkie pytania, które mają, lub będą mieć swoja odpowiedź, trzeba odpowiedzieć. Jednak terminu odpowiedzi nie może wyznaczać pytający, a odpowiadający nie może odpowiedzią manewrować dla własnych korzyści, np. niewygodne odpowiedzi przesuwać na czas powyborczy. Ja chciałbym posiąść wiedzę na wiele tematów, choć przeważnie nie jest mi ona do niczego potrzebna, ale mogę poczekać. Jeśli już, to chciałbym wiedzieć na pewno i z wystarczającą argumentacją. Wyciąganie niedopieczonych kartofli z ogniska jest dla mnie nie do przyjęcia, ale jednocześnie muszę mieć pewność, że otrzymam prawdziwą odpowiedź. I niestety, z tym jest problem. Władza też nie zasłużyła sobie u mnie na zaufanie, ale ja jestem dobrze wychowany i nie mam potrzeby obalania czegokolwiek. I dlatego, w miarę upływu życia staję się sceptyczny, agnostyczny, sardoniczny i władzy nieprzydatny – nawet jej nie chcę obalić. Ot taka typowo polska samotność inteligenta... P.S. Dlaczego wspomniałem o brydżu? Polityka to gra, a gra z klasą to tylko brydż, choć i szachy do tego zaliczam. Dlaczego tak? Po prostu, w to gram i tu osiągałem sukcesy na miarę mojego zapotrzebowania na grę. Kiedyś pod pomnikiem Tarasa Szewczenki w Kijowie (przed uniwersytetem) zagrałem symultanę z dziesięcioma graczami – drobne pijaczki. Przegrałem z wszystkimi, choć wszyscy gratulowali mi świeżego podejścia do gry w szachy. To dla nich wykupywałem w konsulacie swój przydział na „Żytnią” i „Wyborową”, choć nigdy mnie nie zmuszali do wypicia. W zamian, codziennie miałem szampan, grejpfrut i cytrynę – rzeczy wówczas nie do zdobycia. Dodatkowo od tej pory, w tym parku, o każdej porze dnia i nocy, mogłem bezpiecznie posiedzieć. Takiej ochrony, to w życiu nie miałem. Byłem również umawiany na spotkania z emerytowanymi profesorami uniwersytetu, którzy nie znajdowali posłuchu w murach uczelni. Ten park, to jak Czechosłowacja po 1968 roku – z motorniczym tramwaju mogłeś rozmawiać po angielsku, z portierem hotelu o rozszerzaniu Wszechświata a z drobnym pijaczkiem o Heglu. I w takiej sytuacji rodzi się prawdziwy szacunek gracza do gracza, a nie potyczki, jak łachmyta z łachmytą... Link Zgłoś
fan_sld Re: O brydżu mniej, ale o partiach ta 16.11.10, 10:11 zamknięty próba obalenia demokracji, przez wpychanie „szpil” w samą jej istotę, np. poprzez twierdzenia ustanawiające prawo do poza demokratycznego kontrolowania sprawowania władzy (misja Fotygi i Macierewicza). :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D Link Zgłoś
Gość: BenOl Re: O brydżu mniej, ale o partiach ta IP: 93.167.245.* 16.11.10, 17:15 zamknięty Nie musisz wstawiać tylu emotikonów. Za każdym razem wystawiasz swój rozumek i już jest szeroki uśmiech. Posługuj się bardziej ludzkim, a mniej dziecięcym rozumowaniem. Czas wyrosnąć z dziecięcej choroby liberalności. Trzymaj się zasad przyjętych wśród ludzi. Napisałem, ale i tak wiem, że do Ciebie nie dotrze. Bóg mi świadkiem, że próbowałem. Link Zgłoś
Gość: jothagie Chłopie! Daleko ci do Churchilla IP: *.olsztyn.mm.pl 17.11.10, 08:53 zamknięty Kiedyś popełniłem błąd siadając do butelki ze znanym politykiem. Błąd polegał na tym, że raczej trzymam się z dala od alkoholu i przegrywam z gimnazjalistą, a cóż dopiero z politykiem. Kiedyś zadałem sobie jednak trud i na piśmie odtworzyłem rozmowę do tego momentu, kiedy to gajowy „wypędził nas z lasu”. Rozmowa, jak każda pijacka rozmowa, w dodatku z politykiem, dziwnym stworzeniem. W którymś momencie staje się monologiem tak zaawansowanym, że gdyby nie czynność „podnoszenia”, to z przecinkiem trudno było by się wcisnąć. Sedno „rozmowy” dotyczyło kariery politycznej zaplanowanej na kilka kadencji. Żadna tam Polska. Tylko jego kariera. W tym kontekście padła trawestacja słynnego powiedzenia: "Poseł Kowalski nie ma przyjaciół, poseł Kowalski ma interesy". „Poseł Kowalski należy do wiodącej grupy w partii, a celem partii jest trwanie, to i poseł Kowalski trwać musi”. Zbystrzałem na chwilę, bo nigdy nie sądziłem, że utrwalone powiedzenie może mieć i taką wersję. W pierwszej chwili nawet mi się to spodobało, że polityk potrafi planować na dwadzieścia lat do przodu, ale okazało się to dysonansem z całą treścią rozmowy, w której najzwyczajniej w świecie, zabrakło Polski. Przypadek zrządził, że na stoliku była rozpostarta czerwona narzuta, co kojarzyło mi się z sienkiewiczowskim obrazem dartego sukna. Mniejsza zresztą o skojarzenia. W tym kontekście bardzo spodobało mi się rozdawanie przez ludowców sadzonek drzewka oliwnego – gołąbki wypuszczone z arki Noego. Bardzo to wymowne, bo jeśli takie drzewko zaowocuje, to może owocować nawet przez dwa tysiące lat. Znane są takie drzewa, co mogłyby pamiętać Chrystusa, ale zanim zaowocują to mija sporo czasu, bywa, że nawet do czterdziestu lat. Jak się sadzi na kamieniach, piachu i nieużytkach, to trudno szybko spodziewać się owocowania. Analogia do sytuacji w naszej polityce niezwykle wymowna, szczególnie te nieużytki... I zbliżam się do niewiarygodnej tezy, porównania polityka do Światowida. Przynajmniej trzy jego twarze udało mi się zobaczyć. Znajomi twierdzą, że ma jeszcze czwartą – tete a tete z kobietą.... Pierwsza to twarz człowieka, kiedy jest sam. Trochę czytuje, dużo przemyśliwuje, ale nosi go – jak sam twierdzi. Druga twarz ujawnia się, gdy znajdzie się choćby jeden słuchacz. Jest to twarz mentora mającego sporo pomysłów dla innych. Nie znosi sprzeciwu, innych niż jego argumentów a słuchacza traktuje jak chłopa pańszczyźnianego, choć fizycznej krzywdy mu nie robi. I trzecia twarz - twarz przywódcy, gdy występuje w mediach. I tu całkowicie jestem po stronie posła, bo ta twarz jest dorobiona. Bezwzględnie jest to zasługa mediów – to nie jest ten człowiek. To jest karykatura. To jest twarz kłamliwa, chorobliwa, udawana i niezbyt przyjazna dla sporej części obywateli. I po rozlicznych przemyśleniach skłonny byłbym przyjąć taką tezę, że za negatywny wizerunek naszych polityków spora odpowiedzialność ponoszą media. P.S. Żeby być na bieżąco z polityką przypomnę pewną debatę w regionalnej TV, w której udział brali reprezentanci głównych partii politycznych, a więc PSL, PO, PiS i SLD. Wszyscy Karpaccy Górale lub rodzinne skoligaceni z takimi rodzinami - publicznie kategoria Polaka niepolskiej narodowości, prywatnie antypolaka w sensie obywatelskim z elementami OUN-UPA - www.bibula.com/?p=19749 Gdyby chociaż mądrze gadali... Gdyby chodziło im o Polskę. Różnica w poglądach dawała jasno do zrozumienia, w którym kierunku każdy z nich ciągnie. Zza słów wyciekało zwykłe cwaniactwo. Czy nie jest to śmieszne, że większość narodowościowa jest reprezentowana przez mniejszość narodowościową? To znaczy tylko tyle, że ta większość jest dupowata jako wyborcy. W takiej sytuacji to pasuje tylko brydżowy kawał o sołtysie... I żeby wszystko było jasne – jeśli wszystkim, jako obywatelom RP będzie zależeć na Polsce, to nie zgłoszę żadnej pretensji, ale nie zniosę nawet kontekstu, jeśli będzie inaczej. Mam wrażenie, że na długo przed Angelą Merkel odkryłem, iż próba stworzenia w Polsce społeczeństwa wielokulturowego "zdecydowanie zawiodła". Link Zgłoś
fan_sld Re: Chłopie! Daleko ci do Churchilla 17.11.10, 13:55 zamknięty No to po raz kolejny z duma możemy odnotowac „intelektualny” popis Szanownego Pana JHG. Jego przepelniona mądrością zwoje mozgowe kolejny raz uraczyly forum dawka wiedzy na temat naszej polskiej sceny politycznej. Sz. P. JHG napisal był takie oto fajne zdanko. Poseł Kowalski nie ma przyjaciół, poseł Kowalski ma interesy. A jak pamiętamy jeszcze nie tak dawno Sz. P. JHG wzywal politykow do uczciwości.. A dzis, dzis pisze ze polityk ma 4 twarze niczym posag z Wolina :D oczywiście nie jest to żaden „dysonans” tylko… szerokie horyzonty myślowe. Trzeba miec doprawdy „nieslychane przemyslenia” żeby wzywac oszusta do poszanowania innych :D Malo tego. JHG pisze ze: I po rozlicznych przemyśleniach skłonny byłbym przyjąć taką tezę, że za negatywny wizerunek naszych polityków spora odpowiedzialność ponoszą media. No proszę. Czyzby JHG zmienil swoja opinie na temat np. Kaczora? Watpie. Zaloze sie ze zdaniem JHG wizerunek Kaczora kreowany w mediach jest prawdziwy a np. Jaruzelskiego jest krzywdzacym dla zasluzonego generala. :D:D A na deserek mam cos z innej beczki. Chciałem pokazac Wam dlaczego socjalistyczna darmowość zawsze będzie walila i dusila sie z biedy. wiadomosci.onet.pl/regionalne/krakow/final-sledztwa-w-sprawie-iwabradyny,1,3786407,region-wiadomosc.html Był sobie lek który gdy był refundowany przez NFZ kosztował 213 zł a gdy przestal być refundowany z naszych podatkow nagle…….stanial do 70 zł. JHG zawsze powtarzał ze przedsiębiorców charakteryzuje chciwosc dlatego on opowiada się za socjalizmem w którym pieniadze zabrane podatnikom wydaje urzednik. Otoz od dawna wiadomo urzednik jest znacznie większym bandyta niż przedsiebiorca. Do tej pory w IIIRP nie ma sprawnych narzedzi umożliwiających karanie urzędników za złodziejstwoi korupcje. Jest to sprawa absolutnie nieslychana ale nikt tego tematu nie ruszy obojetnie czy będzie z PiS SLD PO czy innego socjalistycznego stadla. Malo tego socjalistyczni bandyci będą nieustannie udowadniac ze urzednik państwowy jest niezbędnie potrzebny. Ba…. sam „inteligent” JHG pisal żeby urzędników zostawic w spokoju bo…. sa potrzebni państwu. Owszem sa potrzebni do……. dojenia obywateli. Link Zgłoś
Gość: jothagie To idzie bieda, bieda, bieda IP: *.olsztyn.mm.pl 18.11.10, 08:49 zamknięty Tekst piosenki chroniony jest prawem autorskim. Autor: Twórca biedy. Wykonawcy: Rządy i naród... Dowiedziałem się od zaprzyjaźnionego wiejskiego lekarza, że aktualnie walczy z wszawicą. Nie jest również tajemnicą, że wraca gruźlica. Jeszcze daleko od granic Polski, ale to tylko kwestia czasu, pojawiają się choroby weneryczne odporne na wszelkie antybiotyki. Na bliżej nieokreślonej drodze czyha AIDS, o której to chorobie nawet nie wiemy, jak głęboko tkwi. I teraz wspomnienie ze szkoły podstawowej – wychowałem się w gronie dzieci krzywiczych. Mnie prawdopodobnie uratowało kozie mleko, które nawet lubiłem, choć gorące, np. w zupie mlecznej było ohydne. Jakoś dziwnie choroby te z biedą współwystępują, a już na pewno biedę pogłębiają. Bogaci mają inne problemy. Znudzili się seksturystyką, przez chwilę oddawali się turystyce aborcyjnej a mężczyźni poszukują możliwości wazektomii. W kraju są specjaliści pozbawiający mężczyzn płodności, ale ze względu na art.156 § 1 kodeksu karnego: „kto powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci pozbawienia człowieka (…) zdolności płodzenia podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”, raczej zaufaniem darzy się ośrodki „za miedzą”. Powodzeniem cieszą się Niemcy i Kaliningrad. W pierwszym mówi się po polsku, a w drugim robią to Polacy. I tak czyniąc nielegalnym q...stwo, aborcję i wazektomię powiększamy naszą biedę... A życie nie zna próżni. Potrzeba zawsze kształtowała rynek. Wszelkie zakazy są nieskuteczne, jak pokazuje historia, ale jak to wykazać tym, którzy z zakazów żyją? A nieodwracalny model kariery jest taki. Młodzi robią karierę, dorabiają się. Gdy są parą, zamrażają swoje embriony i około 40tki, gdy już wszystko mają, wzbudzają je do życia. Czyli perspektywa in vitro, wazektomia i oczekiwane dziecko poprzez zapłodnienie pozaustrojowe. Czyli na naszych oczach umiera model amerykański: On zakłada rodzinę w 30 roku życia (ma już prawie wszystko, oprócz domu). Ona ma połowę lat +7 czyli gdzieś około 22 lat. Pobierają się, biorą kredyt na dom, ona rodzi i wychowuje dzieci, a gdy je wychowa znajduje jakąś pracę, daleko poniżej jej możliwości, gdy miała 22 lata. Dobrze jeśli rozwód zdarza się po spłaceniu rat za dom. Niestety, na szerokim świecie to jest już passe... U nas taki książę z bajki jest jeszcze oczekiwany. Z doświadczenia wielu pokoleń wynika, że wszystko, cokolwiek spowoduje się na dużą skalę ma tendencję rozwojową i niesie skutki którym trzeba wychodzić naprzeciw. Bieda zawsze jest płodna i trzeba to uwzględnić w działaniach państwa. Z bogactwem bywa różnie, ale przeważnie wymaga psychicznego komfortu. I jeśli tego nie zabezpieczy się, to ludzie bogaci pozyskują swoje wartości nielegalnie. Dlatego wszystkim należałoby stworzyć warunki pewnego komfortu. A my mamy do czynienia z ideologią czasów Cesarstwa Rzymskiego, która stara się niczego nie rozumieć, poza mechanizmem władzy, bo inaczej straciłaby sens swego istnienia – wypadłaby z gry... Zastanawiam się, jak łatwo nam przyjąć takie fakty, z których nie wynika żadne działanie. I jeszcze z wielu takich faktów (np. rosnąca liczba samobójstw) nic nie wynika. Oczywista, że każdy jest kowalem swego losu, ale istnieją problemy, z którymi nie można pozostawić społeczeństwa samego. A tuż obok nas walka, wojny na górze i dole oraz wszystko inne, byleby tylko nie autentyczne problemy ludzkie. P.S. Mówi się, że prawda wyzwala. Czasem prawda rzeczywiście wyzwala. Przypominam sobie, ile to było gadania o goleni Kwaśniewskiego w Katyniu. Ucichło, gdy okazało się, że spił go w samolocie, nie kto inny, a sam Flaszka – Głódź. Krytykom natychmiast mowę odjęło. Coś mi się wydaje, że przewidziałem ruch liberalnej części PiSu. Ale przypominam, że przewidziałem jako ruch kontrolowany przez Prezesa i konkurencyjny do Ruchu Palikota, przy czym polityka „zacierania śladów” u Kluzik-Rostkowskiej jest o wiele bardziej profesjonalna, niż u Palikota. Palikot, niestety, w porównaniu wypadł dosyć prymitywnie. Ale ja wolę z nim... Zalecam więc ostrożność, żeby potem nie było rozczarowania. Link Zgłoś
fan_sld Re: To idzie bieda, bieda, bieda 18.11.10, 16:25 zamknięty To nie bieda to socjalizm. Ale widac JHG jeszcze malo biedy bo pisze. Bieda zawsze jest płodna i trzeba to uwzględnić w działaniach państwa. (czyt. urzednikow panstwowych bo panstwo to nie jest jakis odrebny kosmiczny byt) Chcialem przypomniec ze nasze socjalistyczne panstwo od 1945 nic nie robi tylko uwzglednia. Ale widac szanownemu Pani JHG jeszcze malo... biedy. Link Zgłoś
Gość: BenOL Re: To idzie bieda, bieda, bieda IP: 173.193.219.* 18.11.10, 18:38 zamknięty Ja tu tylko sprzątam po niejakim fan_sld, ale dlatego, że mam własne zdanie, różne od niego. Sprzątam, bo jego złośliwość jest jak jego pies, ale poglądy, czyli kupę stara się podrzucić innym. A ja koło kupy nie przechodzę obojętnie. Bierze mnie na rzygi, ale wolę posprzątać i mieć czysto... Dla mnie pojęcia „lewicowość” (np. socjalizm) i „prawicowość” (np. liberalizm), choć nawet diabli nie wiedza, co to dziś dokładnie znaczy, nie są pojęciami typu „a” i „nie-a”. To nie są pojęcia sprzeczne – raczej są przeciwne jak „a” i „b”, a tym bardziej jeśli je się traktuje jak zbiory, a tak przeważnie ich używamy. Dlatego praktyka współwystępowania elementów tych zbiorów jest możliwa i ma powszechne zastosowanie. Dlatego w życiu społeczno – gospodarczym sensowne jest pytanie, ile elementów lewicowych a ile prawicowych, w sensie ile jest możliwych i na co obecnie nas stać. Inaczej: Ile socjalizmu w kapitalizmie i ile liberalizmu w socjalizmie. W każdym społeczeństwie i w każdym systemie może zaistnieć taki poziom biedy, który jest nieprzyzwoity dla tego systemu i powszechnie uznawanych wartości życia. Nie mówię już o godnym życiu, to to każdy definiuje jak chce. Przykład sędziowie i prokuratorzy - „godne zarobki”. Trzymam się więc ostrych pojęć: dzieci bez śniadania, rodzice bez pracy, zasiłku i opieki społecznej, całe grupy społeczne skazane na wegetację, przy jednoczesnym rozdmuchaniu definicji życia. Rozpaczliwy alkoholizm, prowokowany przez brak szans i zacieśnianie się problemów. Samobójstwa i brak realnej perspektywy poprawy. Dwadzieścia lat słyszę, że szansą tej biedy jest rozwój kraju. I ja też tak sądzę, ale przez tyle lat degeneruje się wielka część narodu z powodu braku rozwoju, albo naszego rozwoju a nie innych. Ja się nie poddaję takiej logice, że rozkradziono majątek narodowy i dlatego jest taka bieda. Ten majątek gdzieś istnieje i dlaczego nie przynosi dochodów dla tego społeczeństwa. Czy do obrzydliwości muszą się bogacić właściciele w pierwszym pokoleniu, kiedy kultura Zachodu zna dopiero profity dla wnuków. Czy wszystkich dotknął syndrom dwudziestolecia wolności i tyle. Trzeba więc się nachapać szczególnie kosztem biednych? Jeśli ja dobrze rozumiem jhg, to bieda idzie dlatego, że poza komitetem powitalnym, nikt jej nie wychodzi naprzeciw celem jej powstrzymania. Został popełniony „grzech pierworodny” wymaga to ofiary „odkupienia” przez służby nasze i wasze, przez elity nasze i wasze i przez zdrajców naszych i waszych. Żadna obsesja wobec socjalizmu, czy liberalizmu, nawet ta wypisana na najbardziej widocznym miejscu, nie sprawi, że coś zmieni się na lepsze. Tu trzeba chwycić za mordę tych, którzy za lejce trzymają... Link Zgłoś
fan_sld Re: To idzie bieda, bieda, bieda 18.11.10, 18:59 zamknięty To poczytaj sobie o Polskim liberalizmie, ktory ponoc u nas przenika sie z socjalizmem. blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/11/07/rob-liberalizm%E2%80%A6/ Oczywistym jest ze w obecnych czasach nie ma i nie bedzie klasycznego socjalizmu czy kapitalizmu sa jednak potrzebne jakies zdrowe proprocje a jakie sa u nas pokazuje powyzszy link. Ja uwazam ze wolnosci gospodarczej jest u nas zdecydowanie za malo a panstwo (czyt urzednicy) niszcza gospodarke pod plaszczykiem pomocy biednym, JHG uwaza odwrotnie i tyle. JHG uwaza ze bieda jest dlatego ze panstwo nie pomaga biednym a ja uwazam ze bieda jest dlatego ze panstwo "opiekuje sie biednym kosztem pracujacych". itd itd Link Zgłoś
Gość: jothagie Solidarność – Mistrz Słodkich Kreacji IP: *.olsztyn.mm.pl 19.11.10, 12:23 zamknięty Gdyby tak przyjrzeć się ruchowi związkowemu „Solidarność” to cała jego wielkość polega na walce z PRL i na reformowaniu socjalizmu. Kiedy już zabrakło PRLu, a ustrój sprytnie na ich zdziwionych oczach podmieniono, Solidarność straciła orientację. Wybitnie było to widoczne za rządów AWS i Mariana. Jedyne co potem wydała z siebie i przy swoim poparciu, to IV RP z samoośmieszającą się partią polityczną PiS. Później już tylko bon moty (żarciki), bombony (cukierki) i kanoldy (mordoklejki). Przejdę jednak do do partii, którą solidarność „wzmogła” do takich a nie innych zachowań i które to zachowania pochwala. Potwierdzeniem rocznicowe spotkanie na Wybrzeżu. Oceniam, że PiS spełnił bardzo destrukcyjną rolę w życiu partyjnym Polski. Po pierwsze, zohydził rolę bycia sojusznikiem w tworzeniu rządu. Rola LPR i Samoobrony ciąży dziś na PSLu i jeszcze długo ciążyć będzie na każdej partii sojuszniczej, nie zapominając o tym, że rola „przystawki” jest zawsze kusząca i przerażająca. Po drugie, PiS ośmieszył rolę opozycji i nie tylko siebie, ale i SLD. Dzięki temu, plus historia własna, SLD jest absolutnie niewiarygodna. I to jest mit, że może odgrywać konstruktywną rolę. SLD jest obnażone jak nigdy dotąd – została sprowadzona do przyziemnej walki o kilkadziesiąt (ileś tam) dobrze płatnych stanowisk. Przejściowy związek telewizyjny obnażył SLD wystarczająco, kompromitując również PiS i idee Solidarności. PO sama się ośmiesza, bo usiłuje przyznać się do „korzeni”, ale jakoś jej to nie wychodzi, dlatego na siłę wpuszcza tego „korzenia”. A dałaby sobie spokój, bo i tak nic tam nie osiągnie, a zohydzi rodowód wszystkiego, co z tego kompostu jeszcze mogłoby ewentualnie wyrosnąć. I do tego „Solidarność” robi słodkie miny, zamiast odciąć się od wszystkiego i stać się niezależną organizacją związkową, w której i dla której to roli powstała. Jeszcze dziś, Solidarność pełni niestety rolę ambony myśliwskiej. Można się rozejrzeć... Można coś ustrzelić... Można legalnie uciec od „domowych” problemów. Nie przywiązuję jeszcze do tego zbyt wielkiej wagi, ale może coś się wreszcie zmieni. Późno nawet zbyt późno, ale...; www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,8550249,Piotr_Duda_nowym_szefem__Solidarnosci_.html Na przeszkodzie będzie tylko historia, a raczej wspomnienia o niej, kiedy to związek odgrywał przesadnie dużą, bo również polityczną rolę. Poniósł konsekwencje, ale w świadomości krzykaczy nie zrobiło to właściwego wrażenia. I dosyć szybko jest stanowisko: wiadomosci.wp.pl/kat,1347,title,Nowy-szef-Solidarnosci-chcialbym-zeby-Tusk-rzadzil-jak-najkrocej,wid,12786872,wiadomosc.html?ticaid=1b1bd Zgoda! Co jednak dalej, bo przerażenie mnie ogarnia. Nastał okres, że wszyscy cokolwiek rozumiejący mają mokro w gaciach, ale trzeba na kogoś zagłosować, na kogoś postawić? Wybory już za rok. Czyżby znów miało dojść do tworzenia AWS? Teraz to już tylko farsa... Czyżby Prezes do samotni w Milanówku i zaczynamy od nowa...? A może, wszelkiej maści raskolnicy łączcie się! A Wałęsa wezwał Dudę do zwinięcia sztandarów „Solidarności”. Coś w tym jest racjonalnego, choć kreacja równie słodka, jak niemożliwa.... Panie Duda! Niech Pan nie zwija sztandaru NSZZ „Solidarność”. Niech Pan tylko pamięta, że gdyby nie przynależność do partii to wielu masowych morderców byłoby normalnymi ludźmi. P.S. Niezbyt a propos. Przypominam sobie przypadek, jak to w latach 90-tych udało mi się zarobić „100 dolary” prawie za nic. Znajomy jeszcze z lat 68, zmuszony do wyjazdu wraz z rodzicami, odnalazł mnie po latach i listownie prosił o przysługę. Wymienił 20 nazwisk polskich, wśród nich było nazwisko „Solidarny” i miałem wybrać najbardziej Polskie. Sięgnąłem do „Herbarza Polskiego” Kaspra Niesieckiego i z 17 tomów coś mu tam wybrałem. Niestety, Solidarnych w Herbarzu nie było, boć to nie herbowi, a zwykły motłoch, chwilowo z dużymi możliwościami w rękach. Zaraz potem przyszły dolary, ale słuch o znajomym zaginął. Dziś trudno go odszukać, bo nie wiadomo w końcu, jakie nazwisko przybrał. Jeśli mnie przeczyta a jeszcze się nie zdecydował, to mu radzę; Tuskopisowaty, Dawid Tuskopisowaty. To podobny kawałek krajobrazu jak wierzby płaczące z czasów Chopina. W tym zawarta jest cała rozpacz narodu... Link Zgłoś
Gość: jothagie Słowo jeszcze przed ciszą... IP: *.olsztyn.mm.pl 19.11.10, 21:41 zamknięty Gdy zestawię swoją emeryturę, emeryturę żony i wspólne plany zmiany jeszcze czegoś w naszym wspólnym życiu, to nie dziwię się, że ludzie zrobią wiele dla pieniędzy, a jeszcze więcej dla dużych pieniędzy. Jeśli z władzą jest podobnie, to ja chyba rozumiem więcej, niż mogłem napisać o naszych elitach. Nie można powiedzieć, że jestem kiepskim wyborcą, bo nie stawiałem wymagań, nie pytałem kandydatów Pytałem, ale im było łatwiej i prościej odpowiadać tym, którzy o nic nie pytali. Zwyciężył pijar – sprawy obywatelskie nawet nie wyszły na jaw. Zostałem pozbawiony nie tylko możliwości wyboru, ale i jakiejkolwiek satysfakcji, że sprawy nasze mają szanse iść w dobrym kierunku. To do spotkania za cztery lata. Wszyscy musimy mieć mniej więcej tyle czasu, żeby odrobić to zadanie obywatelskie. Zacznijmy, jak przedszkolaki, od zainteresowania się naszymi sprawami, od przyglądania się, potem wspólnie przemyślimy to jeszcze raz i może wreszcie znajdziemy kandydatów godnych naszego wyboru... P.S. Zło jest atrakcyjne tylko wtedy, kiedy się je promuje. W sytuacji przedwyborczej, artykuł tego typu jest przedziwną promocją bohatera, wątpliwego – dodajmy. W porządnych domach nie mówi się o złych bohaterach. I każdy wie, jak ma się zachować. W przypadku tego artykułu zwolenników złego bohatera mogło tylko przybyć, bo o żadna to umiejętność napisać o świętym sprzed kilku wieków. Umiejętnością godną szacunku jest napisać obiektywnie (być najnowszym historykiem) złego bohatera. Niestety, nie sprostał temu autor artykułu: www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1443:hieny-nad-osami&catid=63:ukasz-adamski&Itemid=97 Link Zgłoś
edico Re: Słowo jeszcze przed ciszą... 19.11.10, 22:20 zamknięty Podzielam przedstawioną powyżej ocenę coraz częściej pojawiających się publikacji o wyraźnym jednostronnym zabarwieniu politycznym. Charakter Debaty zmienił się dosyć wyraźnie z chwilą przejścia na garnuszek Diecezji Warmińskiej w miejsce poprzednio wydawanego Posłańca Warmińskiego. W numerze z m-ca października na 18 opublikowanych artykułów, aż 10 z nich związane jest ze sferą interpretacji rzeczywistości według zasad transkrypcji kościelnej spotykanych w innych pismach katolickich. Bachmura zapewne zrobił dobry interes. Diecezja także rezygnując ze swego dwutygodnika finansowanego prawie w całości z własnych zasobów na rzecz poczytnego miesięcznika borykającego się z pewnymi trudnościami finansowymi. Natomiast mam poważne wątpliwości, czy cośkolwiek zyskali na tym dotychczasowi czytelnicy Debaty. Link Zgłoś
yadol Re: Słowo jeszcze przed ciszą... 19.11.10, 22:53 zamknięty fanie skończony jesteś dla mnie, zachowałeś się jak świnia Link Zgłoś
Gość: jothagie Polacy, nic się nie stało... IP: *.olsztyn.mm.pl 21.11.10, 22:18 zamknięty Czyli coś a propos dzisiejszej cenzury: forum.gazeta.pl/forum/w,64,118972182,118972182,Czy_ja_kiepsko_widze_.html Ja nie rozgrywam, ja kibicuję. Rozumiem, że jest administrator i on zdecydował, że tak będzie lepiej. Spadło moje zaufanie do GW i do wartości forum, które w każdej chwili i bez wyjaśnienia może być ogołocone z zapisów i nie ma to znaczenia czy z powodów prawnych, czy ambicjonalnych administratora. Już to miało miejsce kiedyś. Oświadczam, że w moich wpisach nie było nic, co de iure et de facto mogło być wymierzone w ciszę wyborczą. Każdy jednak ma swoje uczulenia i wolno mu je mieć. W tej „aferze” dostałem propozycję, żeby pisać bloga. Zastanawiam się, czy w ogóle muszę cokolwiek pisać, czy muszę żyć życiem lokalnym i społecznym i jaki to ma sens, żeby w szambie uczyć się pływania żabką... Zastanawiam się. Nie jest wykluczone, że otworzą się możliwości przy Palikocie i tam jeszcze popróbuję. Ale niech nikomu nie kojarzy się to z jakimś męczennictwem, próbą odwetu. Nic podobnego. Lubie pisać, ale świata takim, jakim go widzę i opisuję nie chce widzieć wielu. Wielu to nie pasuje. Świat można poszerzać tylko przez widzenie czegoś innego lub inaczej. Dzięki temu istnieją galerie, BWA, Muzea, artyści, filozofowie, poeci, pisarze... A polityka? Może nam swobodnie koło doopy latać. Piszę o niej, między innymi, dlatego, że jest żywa i ciepła, a patrosząc ją w zimie, nie marznę w ręce. P.S. Główny watek pojawił się na liście, ale dwóch tekstów, z 20 i 21.11.10, niestety, nie ma. Jeśli Redakcja zagubiła, to ja mam kopie... Link Zgłoś
Gość: jothagie A jednak! IP: *.olsztyn.mm.pl 22.11.10, 08:51 zamknięty „Ciemny lud to kupił”, albo znów zadecydowało „przypadkowe społeczeństwo”. Ja zaryzykowałem. Wczoraj dotrwałem do końca uczonych analiz wyborczych. Potem strzeliłem sobie lufkę śliwowicy, czego nie zrobiłem nigdy dotąd z okazji wyborów i poszedłem spać. Dziś wstałem bez jakichkolwiek „obciążeń dnia poprzedniego”. Jak gdyby nigdy nic, obudziłem się do życia jako człowiek zależny od potrzeb fizjologicznych, ale dalej niezależny od politycznego cyrku. Koniec! Małpy mają wolne. Moja skrzynka pocztowa będzie wolniejsza od makulatury i sentencji geniuszów. Korzystam z tego i staram się nawet nie pamiętać, kto wczoraj wygrał. I tak poznam ich po rządzeniu. Partacze ujawnią się w miarę szybko. Nikt o 6.00 nie wywalił mi drzwi, nie założył kajdanek, nie zrobił tonfą „dźwigni” więc może jakoś uda się dożyć spokojnie... W najbliższym czasie czeka mnie jeszcze jeden wybór: jeśli uskładam wystarczającą ilość pieniędzy, to spotkam się z panią laparoskopią, a jeśli nie to z panem skalpelem z NFZtu. Trochę martwi mnie powtarzająca się prawidłowość niemocy całych grup społecznych. Widzę, że to od wieków ta sama maniera: relegowanie z życia (Św. Inkwizycja), relegowanie z wolności (Bereza Kartuska), relegowanie z uczelni (komuna), relegowanie z partii (demokracja), relegowanie z myślenia (partie polityczne), relegowanie z możliwości (układ), relegowanie ze społeczności (ekskomunika – Kościół katolicki). Obywatelu, źle trafiłeś chcąc spokojnie przeżyć swoje życie. Jeśli już tu żyjesz, to trzymaj się od tego wszystkiego z dala! W drodze do sklepu napadła mnie taka myśl. Rok 2005 jest dla mnie mimo wszystko symboliczny. Ewidentnie przegrywa lewica i należało jej się to. Z jednej strony wybór Lecha na prezydenta, czyli podniesienie miernoty do takiego zaszczytu, co jest dla mnie upokarzające. Z drugiej strony podziwiam, że wyborcy zmobilizowali się przeciwko wszystkim koncernom medialnym i zagłosowali tak, jak zagłosowali. Ale spieprzyliśmy to dokumentnie. JK rozegrał to bardzo źle. Taka sytuacja się już nie powtórzy, bo do tego potrzebne jest społeczeństwo, które tego wyczynu już (nigdy) nie powtórzy. Ja niestety boję się w polityce układu postkomunistycznego i gotów jestem zagłosować na coś co go powstrzyma, ale nie widzę takiej siły. Na przykładzie Olsztyna widać zresztą, jak te układy się przepoczwarzają. Mam już dosyć tego rządzenia z tylnego i niewidocznego siedzenia, ale boję się ideologii PiSu i ich kościelnego protektoratu, na równi z ideologią PO i ich służb specjalnych. Jesteśmy w matni i sami jesteśmy sobie winni. To tak jest jak się dysponuje kretyńskim społeczeństwem i jeszcze w dodatku świadomie skłócanym. Ludzie idźcie do jakichś szkół zamiast na niedzielną sumę, zamiast czytania GW poczytajcie może Sienkiewicza, zamiast oglądania TVNu wybierzcie się z całą rodziną na spacer, itp. A może posłuchajcie głupszych o siebie, bo przecież mądrzejszych od Was, to nie ma... Na koniec aktualności: Polityka jest przerażająca gdy z gry prawdopodobieństwa staje się grą operacyjną. Wtedy wszystko może się zdarzyć. Tusk zaczął tak grać, a po drodze trafił mu się Smoleńsk i niezależnie od tego, co zrobił, czy zaniedbał – poniesie konsekwencje tej gry. I powinien ponieść, bo taka gra, która trąci totalitaryzmem nie powinna być stosowana. wiadomosci.onet.pl/kraj/ogromna-skala-inwigilacji-w-polsce,1,3781694,wiadomosc.html Trudno się wyzbyć wrażenia, że żyjemy w demokracji Orwellowskiej. Społeczeństwo jest dodatkowo radykalizowane, spychane do pozycji Chamoobrony – Bronimy się przed chamami i chamiejemy przy tym jednocześnie. Kiedyś partia i służby mogły zniszczyć każdego. Dowodów dostarcza IPN. Dziś bez mała, każdy może zniszczyć każdego. Dowodów dostarcza życie. P.S. No to żyjemy dalej... Mimo wszystko! Gdyby to była prawdziwa demokracja i kraj prawdziwie przyjazny swoim obywatelom, to mielibyśmy to wszystko... gdzieś. Niestety... Tu następuje litania do wszystkich boleści, zwątpień i rozczarowań, czyli polska specjalność, świadcząca nie tyle o Polakach, co o ich przywódcach. Link Zgłoś
Gość: jothagie Wyborcza bitwa pod Herakleją i Ausculum IP: *.olsztyn.mm.pl 23.11.10, 09:08 zamknięty W pierwszym dniu po wyborach zebrałem tytuły z forum i usiłowałem je interpretować po swojemu, nic nie ujmując ewentualnej racji ich autorom. Wyszło coś takiego: 1. „Olsztyn to jednak czerwone miasto”. W pewnym sensie to i racja, ale tylko w pewnym. To wcale nie są stare nawyki. Pamięć i indywidualne porównania działają, ale to nie napędza decyzji wyborczych. Ja oczywiście uznaje zasadę stałych elektoratów „partiae adscripti”, czy to ze względu na poglądy, przyzwyczajenia, pracę (miasto Olsztyn jest głównym pracodawcą dla czerwonych, różowych, czarnych i zielonych), lenistwo w poszukaniu czegoś innego, lekkomyślność, itp. Brać trzeba jednak pod uwagę, że pod wpływem zupełnie obiektywnych czynników, jak bezrobocie, bieda, brak szans, społeczeństwo, w tym młodzi radykalizują się. Inicjatywa powoli przenosi się na skrajności, gdzie zupełnie nieobecne są partie. Społeczeństwo radykalizuje się w dwóch kierunkach lewactwa i prawactwa. Ciekawe, że w dwóch tylko. Tu zostaje zachowana klasyczna zasada wroga, na „wyciągnięcie ręki”. Dlatego też Olsztyn niekoniecznie czerwienieje – Olsztyn się radykalizuje. A polityka w wydaniu wyborców staje się świadomym sabotażem. 2. „Pogrom mitów”. To jasne, ze mitomanów politycznych jest cała sfora. Tworzone przez nich mity, jak wszystkie kłamstwa, nie przedostają się do świadomości wyborców tak łatwo. Dlaczego? Społeczeństwo generalnie jest ciut „łajdackie”, ale rządzących chciałoby widzieć w postaci wzorów. Każdy w jakikolwiek sposób oskarżony, jeśli się publicznie do tego nie przyzna i nie przeprosi, jest w oczach wyborców skazany. A jeśli się przyzna, to cała sympatia po jego stronie - „jeden z nas grzesznikół”. Tylko społeczeństwo w swojej świadomości skazało tych, co w przeciwieństwie do nas mieli szansę zachować się podle. Jeśli mieli taką szansę to z pewnością zachowali się tak, bo my zrobilibyśmy to samo. To nie jest pogrom mitów, ale w swojej świadomości wymierzyliśmy karę, tym bardziej słuszną, że sąd tego nie zrobił. 3. „Sodoma i Gomora”. Nie przesadzajmy. Absolutna hipokryzja. Jeśli ten Pan wygra, to znaczy, że taka jest wola boska. Nie uwzględniacie jej w swoich pobożnych kalkulacjach? A wola większości tu się nie liczy? Zobaczcie teraz, jak się ma wasze piep...nie do demokracji. Przecież ten Pan będzie urzędował w Ratuszu i nie sądzę, żeby Wasze żony musiały kryć się na strychach i piwnicach. To nie jest przemarsz wojsk radzieckich z II wojny światowej. Ponadto warto przypomnieć przypowieść o jawnogrzesznicy i próbie ukamienowania. Kto jest bez grzechu? No nie wiem, czy znalazłby się chór eunuchów do koncertu w Kaplicy Sykstyńskiej... I po co to słowne darcie szat, tym bardziej, że takie rzeczy pisze się przy piwie i za niezłą opłatą (znane mi są stawki). Ja też tak mogę umoralniać i przynajmniej trochę znam się na tym. To samo z aktem strzelistym typu: „Wstyd mi za Olsztyn”. Wstydzić powinna się tylko klasa polityczna, bo to tylko i wyłącznie ich zasługa – zobojętnienie na nasze wspólne sprawy. Bycie człowiekiem niegodnym wyboru przyciąga ludzi niegodnych decyzji wyborczych. A wyjechać z Olsztyna może każdy i tym lepiej dla niego. Słowo daję. I tyle. 4. „Wygrał...”. Wątpię, czy można tu mówić o zwycięstwie. Przecież warto sobie uświadomić wszystkie powody naszego udziału w wyborach. Wielu głosowało „przeciwko komuś” i wtedy nie miało to znaczenia na kogo się stawia. Oby tylko nie ci. Już na początku kampanii wyborczej wiedziałem, kto wygra w mieście X, bo znajomi uświadomili mi, jak bardzo znienawidzone jest tam PO. I jakby potwierdza się to. Wielu głosowało „tak, bo tak”. Czy to było zdecydowanie wynikające z troski o dobro społeczności? A może z jakiegoś nakazu ideologicznego, religijnego, z którymi zdrowy rozsądek akurat nie współpracuje? Jest wiele innych przyczyn, że „zwycięstwo” wyborcze jest biczem, albo warkoczem uplecionym z piasku. Oczywiście, ludzie ci zasiądą w ławach przedstawicielskich i tylko ich brak inteligencji nie popsuje im wrażenia „posłannictwa” wystawionego przez naród. To dopiero trzeba przekuć, zmusić ich, do korzystania z władzy na rzecz interesów społeczności. A może w wybranej zbiorowości ludzi, nie jest aż tak źle i coś z tego dobrego wyjdzie? Oby! 5. „...nie jest zadowolony ze swojego wyniku”. „Prezentowaliśmy wizję Olsztyna jako miasta nowoczesnego, europejskiego, gdzie dobrze się żyje, która miała porwać mieszkańców. Muszę uczciwie przyznać: to się nam nie udało”. Panie Pośle! Nic podobnego. Udało Wam się i to o wiele wcześniej. Przecież my wiemy, komu żyje się dobrze i dlaczego... I tylko to nas nie porwało... 6. „Małkowski wygrywa pierwszą turę”. I tak będzie w II turze, ale to pyrrusowe zwycięstwo. Wszyscy zbyt duże straty ponieśli. W obliczu możliwości wyboru byle czego, jak ten Pyrrus – król Epiru w stosunku do Rzymu, staliśmy się śmiertelnymi wrogami przyzwoitości. W sytuacji zagrożenia nie da się policzyć strat ani w słoniach, ani żołnierzach, a w sumieniach tym bardziej. I żeby ostatecznie odsunąć od siebie cały ten koszmar, to wiele osób z całą rodziną i wbrew swemu sumieniu, zagłosuje na JCM, bo jego koszmar wydaje się bardziej rozrywkowy. Wolą żyć w jego Nytszlo, niż w Olsztynie Obecnego, czy jego zastępcy - nieudacznika. 7. „...pogratulować Wam poczucia humoru”. Dziękuje, chociaż do wszystkich to kiedyś chyba dotrze, że żarty się skończyły – zaczynają się schody... Powoli trzeźwiejemy. Ale póki co, głosowanie w II turze też tylko humorystycznie można przełknąć, wraz z niedzielnym rosołem. P.S. „Jeszcze jedno takie zwycięstwo a będziesz skończony” (Plutarch). Właśnie o Pyrrusie. Link Zgłoś
Gość: jothagie Granice lekceważenia ludzi IP: *.olsztyn.mm.pl 24.11.10, 09:19 zamknięty Temat rozważam w ramach wyborów samorządowych, ale także w ramach odniesienia elit do społeczeństwa. Coś jest istotnego w tej całej sprawie, ale lekceważenie przede wszystkim. Nie rozważam tematu, że społeczeństwo także lekceważy elity, bo to mnie nie dotyka ani nie fascynuje. Dotyka mnie i fascynuje kierunek odwrotny, kiedy występując w różnych rolach społecznych, w tym obywatela przede wszystkim, jestem traktowany jako ewentualny przygłup. Przełykam ślinę choć środkowego palca nie pokazuję. Przy okazji różnych lektur, a także uczestniczącej obserwacji życia, zbieram sobie powiedzonka różnych ludzi, wg różnych kryteriów. Ostatnio wpisałem Bogdana Bachmurę z powiedzeniem „/../ Czesław Małkowski /.../ nie czekając na wyrok sądu zdał się na wątpliwy osąd demokracji”. Chodzi mi właśnie o ten „wątpliwy osąd demokracji”. Do sprawdzenia: www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1452:trybuna-ludowy-czesawa-m&catid=45:bogdan-bachmura&Itemid=97 Obok tacy klasycy jak Halina Nowina Konopka z „przypadkowym społeczeństwem” i Jacek Kurski z „ciemny lud to kupi”. Każdy z nas ma swoją wrażliwość moralną. Nawet jeśli złamie przyjęte normy, to i tak nie przestaje wiedzieć, co je naganne a co słuszne. W końcu odzywa się intuicyjne wyczucie dobra i zła, zwane sumieniem, a refleksja koryguje na przyszłość. I gdy teraz słyszy od swoich idoli, że JCM zrobił to czy tamto, chociaż ja wiem tylko to, do czego przyznał się sam i rzuca oskarżenia, anatemy moralne, odwołuje się do przyzwoitości, i to tylko w celu wymuszenia naszego zachowania przy urnach wyborczych, a jednocześnie nie przeszkadza im to, że biorą łapówki, czy współpracują z łapówkarzami, to ja mam prawo zapytać, czy ktoś mnie nie lekceważy. Przy czym, ja sobie zdaję sprawę, że JCM proponując mi siebie też mnie lekceważy, ale tu wychodzi jeszcze większy problem – lekceważy mnie klasa polityczna, elity, które nie dały mi możliwości wyboru między dobrem a jeszcze większym dobrem. Teraz pozwólcie, że ja sam utaplam się w tym g...nie i wara mi od „słusznych” podpowiedzi i robienia sławojki z mojego mózgu. I nagle pojawiają się oburzeni, którzy doradzają mi głosowanie na cygaro Clintona, którego ten używał był... - byle tylko nie na Małkowskiego. A idźcie Wy w cholerę z taką argumentacją. Gdzie byliście, kiedy uczono o zasadach, spójności, konsekwencji, jednej miary dla wszystkich i ryzyku w demokracji? To wróćmy jeszcze do tego „wątpliwego osądu demokracji”. Jeśli faceta wyprowadza się z Ratusza w sposób niezwykle skandaliczny, jeśli trzyma go się w areszcie i w tym czasie nie można mu niczego udowodnić i sprawa skandalicznie rozmywa się, bo teraz nawet winnego nie ma, to ja akurat nie wiem, czy społeczeństwo wydając „wątpliwy osąd” nie broni własnej du...py, do której może mu się dobrać ktokolwiek, kto potem nie poniesie z tego powodu kary. Dzięki postępkom władzy społeczeństwo jest wyczulone na takie sytuacje i na pewno zagłosowałoby na męża Barbary Blidy, na do doktora G., gdyby tylko startowali w wyborach. Nie dziwi, że osąd nad JCM został utrzymany w ramach sprawiedliwości dziejowej, społecznej i czysto ludzkiej. Społeczeństwo stoi tu gdzie stoi, a elity stoją tam, gdzie stało ZOMO. Niechże wreszcie ktoś odważy się i powie, że Małkowski odniósł niebywały sukces tylko dlatego, że wszyscy wspólnie zastraszyliście społeczeństwo. A społeczeństwo, zupełnie świadomie okłamując ankieterów, pokazało Wam gest Kozakiewicza. To teraz odwracajcie kota ogonem. Ciekawe, jak z tego tramwaj zrobicie... P.S. Trzymam za słowo tych, co to publicznie obiecują, że wyjadą z Olsztyna, jeśli w II turze wygra JCM. To ja 6 grudnia idę na spacer ulicą Piłsudskiego, by się przekonać, czy zrobiło się trochę luźniej. Potem wpadnę do katedry na modlitwę dziękczynną, że wreszcie Bóg w swoim „wątpliwym osądzie” na coś się zdecydował. Ja też mam takie wrażenie, że to ja trzymam długopis, ale „X” na karcie do głosowania to stawia za mnie ktoś inny. A jaka może być siła inna, tak przemożna i tak skuteczna, jeśli nie Pierwszy Nieporuszany Poruszyciel... Link Zgłoś
Gość: jothagie Może być ciekawie ale z nutką goryczy IP: *.olsztyn.mm.pl 25.11.10, 09:51 zamknięty Gdy już ucichną wyborcze spory i On zasiądzie w gabinecie prezydenckim w Ratuszu. Wtedy zobaczycie, jak straszna jest polityka. Jeśli oczywiście będziecie mogli zobaczyć to, kto się zacznie bać. A wielu jest takich. Zemsta, jak trucizna, powoli będzie się rozchodzić po Olsztynie. Najpierw będzie to Urząd. To jest gniazdo żmij sykliwych, które truciznę przenoszą w plotkach, dzieląc się na tych „za tym” i tych „za tamtym”. Cóż, w zmasowanej propagandzie mamy sytuację „przeciągania liny”. Różnymi sposobami zwolennicy jednego i drugiego będą się starali nas otumanić. Nie odniesie to większego skutku. Postanowienie wyborców jest wcześniejsze. Na różnych podstawach wyłonią się dwa twarde elektoraty, żądające ostatecznego starcia – krwi przede wszystkim. Nie zetrą się dwie „armie”, ale ich przedstawiciele. I to jest jedyny humanitarny aspekt tej sprawy. To ich wzywamy na udeptaną ziemię. Dotąd walczyły sztaby i trolle. Teraz oni – grozę uzmysłowi cyrkowa orkiestra muzyką z dreszczowca. To nie będzie udawana walka dwóch panienek w kisielu. To walka męska – polityków pełnej krwi. Nam należy się satysfakcja za wszystkie upokorzenia, jakie dzięki nim znieśliśmy i dlatego tylko sobie popatrzymy. Nic tak nie relaksuje, jak cudza przegrana. Co poniektórym będzie to jeszcze mało i zaczną stawiać zakłady i kibicować. Osobiście nie pójdę na ucztę pobitewną. Nie jestem zaproszony przez żadną ze stron. Wrócę do domu i pomyślę o Darwinie o Mathusie. O pojedynku skorpionów, kogutów, psów i … kandydatów na prezydenta miasta Olsztyna. O pozostałościach imperium zła w tym procesie przyrodniczym. Do homo sapiens ewolucja musi rzeczywiście przyśpieszyć – Olsztyn podobno już przyśpiesza, ale jeśli nawet przyśpiesza, to proszę zobaczyć, gdzie ostatecznie jesteśmy. Wrzućcie zumi.pl i zobaczycie, że Neandertalczyka jeszcze nie było na tej ziemi. Przeważa gatunek regionalny – Olsztynopitek. Załóżmy (przyśpieszyliśmy), że On już jest w gabinecie prezydenckim. Pierwsza rzecz, to realizacja planu. Sprawa staje się niepokojąca w tym miejscu, gdzie On będzie musiał się oprzeć na „wypróbowanych” przyjaciołach. Przesadziłem – współpracownikach. Przyjaciel to człowiek, który wie wszystko o tobie i wciąż cię lubi. Tu zaś nie ma miejsca na uczucia. To dla Olsztynian nie jest ani znana, ani cenna grupa ludzi. A dobrze byłoby poznać m. in. esbecję. Mają za uszami więcej, niż sam Mistrz. Reprezentują pewną metodologię walki ustawicznej, przy czym nic nie zamierzam ująć metodologii walki drugiego. W jego tle też ciekawe postaci się pojawiają. Czujność najwyższej kategorii, gdzie, dlaczego i komu można przypiep... nawet prewencyjnie. I na tym sporo czasu upłynie, co oczywista, będzie strata dla miasta. Ale każdy to będzie robił, bo nikt nie jest sługą wyborcy – każdy jest ambitnym panem. Rany muszą się zabliźnić same, w sposób naturalny. Zemsta nie tylko bogów jest rozkoszą. Najbardziej to jednak czekam na kultowy spacer po starówce. Za to tylko oddałbym wszystko – jeszcze tylko raz to zobaczyć, uścisnąć dłoń i powiedzieć: „głosowałem na Ciebie”. Zobaczyć włodarza, gospodarza, mocarza, politycznego tytana z nutką różańcowego krokodyla, posmakiem ślicznej bestii, słodkiego wandala – jednym słowem rokoko w stylu soc. Drugim słowem - crême de la crême A u boku tenże sam Piotr... Ale tu się chyba zagalopowałem. Przepraszam, to byłby nietakt, śmiech salonu, łza świętego obrazu. P.S. Jeśli Kościół nie dostał jeszcze tych trzech działek na Pieczewie, to niech się głowami swoich przedstawicieli zastanowi, czy nie poświęcić części adwentu na oczekiwanie właściwego człowieka. Trzeba się opowiedzieć po tej stronie mocy, a modlitwom i godnościom osobistom przyśpieszać Jego zwycięstwo. To będzie również znaczący wkład w walkę z Harry Potterem. Ten kandydat ma to opanowane do perfekcji. W różnych miejscach walczył – na wieży (Czara Ognia), w pokoju (Komnata Tajemnic) i poza (Więzień Azkabanu). I tak właśnie reaguję na przerzucanie się argumentami, na okładanie się kodeksem moralnym i na zniechęcanie lub zachęcanie. Wystarczy, głupków z nas nie róbcie, bo w Wasze „kryształowe” intencje nie wierzę nawet w najmniejszym stopniu. Przyjdzie termin, to zagłosujemy i głupio nam będzie niezależnie od tego, kto weźmie wszystko, bo weźmie dzięki nam, a żaden nie powinien. Link Zgłoś
Gość: jothagie Rejtanowie przed wyborczą urną IP: *.olsztyn.mm.pl 26.11.10, 09:39 zamknięty Chciałbym już skończyć temat, ale cały czas nowe aspekty sprawy przychodzą mi na myśl. Może jest tak? A może inaczej? Temat można odrzucić od siebie, ale jako fenomen będzie powracał w różnych sprawach. Nie piszę za pieniądze i dla wierszówki, więc nie trzymam się „koryta”, ale zgłębianie dna też mi się nie podoba. Ale jak tu nie interesować się Ratuszem widząc z okien Łynę. Łyna mniej dziś śmierdzi, niż kiedyś, ale okazuje się, że smrody są przechodnie... Ciągną się za instytucjami, sprawami, ideami, fantasmagoriami, ludźmi, a dodatkowo, duch też tchnie kędy chce... Rzecz częściowo dla mnie niepojęta, staje się w momencie, kiedy dyskusja publiczna ma związek ze sprawami zupełnie nieistotnymi. Nie ma argumentów ”do” i „od” gospodarza miasta. Nie ma argumentów „do” i „od” uczestników i konsumentów lokalnej demokracji. Brak jest więc tego wszystkiego, co jest istotne dla tego miasta i jego mieszkańców. Żadna wielka idea pomysłu któregoś z kandydatów nie daje mi spać po nocach. Ważne jest tylko to, czy zdradził, czy nie; czy był na wieży, czy nie; czy ośmieszył miasto i jego obywateli, itp. co jest próbą uruchomienia wnioskowania a contrario – a ten drugi jest moralnie czysty. Nikt tego wprawdzie otwarcie nie powiedział, bo to dosyć ryzykowne, ale taki schemat usiłuje się u nas wyborów wytworzyć. To budzi jeszcze większy sprzeciw i może spowodować, że JCM odniesie takie zwycięstwo, że wszelka dyskusja podważająca je będzie nas ośmieszać w całej Polsce. „Casus” JCM to rezultat „wychowawczego” wpływu, jaki na społeczeństwo mają media. Po prostu, świecko skopiowały tzw, „wzorce moralne”. W wychowaniu wzorce muszą być. Tam byli święci, bohaterowie, a tu są dla ludzi „wytrawnych” gwiazdy, a dla „motłochu” celebryci. I są to wzorce przypisane do określonego typu działalności. Celebryta rozrywki nie sprawdza się np. w polityce i przeważnie na odwrót. JCM, żmudnymi i świadomie zaplanowanymi działaniami sam (z lekką pomocą tych , którym wpływy zapewnił) stworzył się (ex nihilo) celebrytą politycznym i tak utrwaliło się to w świadomości społecznej, z wszystkimi elementami, należnymi temu stanowi. Twórczym elementem legendy każdego celebryty jest jego bywanie wszędzie. I bywał, co nawet wrogowie podkreślają. Bywał wszędzie, gdzie mógł być widoczny. Poruszał się w świetle fleszów, kamer i miłych sprawozdań. Niezwykle ważnym elementem legendy celebryty jest życie seksualne a przynajmniej erotyczne sygnały. W odróżnieniu od życia „gwiazd” nie jest ono tajemnicą i nie jest niczym nagannym. To samo z alkoholem i skandalami, które kreują zainteresowanie w takiej parze: skandal i nazwisko. Mediom udało się taki model wypromować i jest on powszechnie obowiązujący, zaraz po wyjściu z niedzielnej mszy. To jest „dar” polityków i mediów dla tych, co to chcieliby się bogacić lub dociekać skąd inni mają majątki, lub co najgorsza, protestować. Dlatego nie jestem pewien, czy rozdzieranie szat po wyborczym wypadku JCM jest właściwe, a jeśli, to i tak nic to nie da. W ogóle dziwie się, że ktoś chce taki schemat naprawiać tuż przed drugą turą. Tylko pożyteczny idiota może się za to brać. Zwalczenie, czy odwrócenie tendencji na kanwie jednego przypadku jest niemożliwe. Tu przyzwyczajenia konsumpcyjne obywatela są trwałe. Może jeszcze ktoś boi się piekła i z tych powodów nie odda głosu na celebrytę JCM, ale na taki szczęśliwy zbieg okoliczności mogą liczyć tylko święcie oburzeni w stosunku do samych siebie. A zupełnie dziwną sprawą jest wrzask owiec, szczególnie piesków zaganiających owieczki w bezpieczną społeczność, a jednocześnie głębokie milczenie pasterzy. Kościół lokalny jest w nie byle kłopocie. JCM swoją spolegliwością zasłużył sobie na odpust zupełny, nawet na przyszłe spotkania na wieży. I tu Kościół podziwiam, za dobrą minę do kiepskiej sytuacji, a gdyby nagle się odwrócił, to zasłuży sobie tylko na pogardę jako największy niewdzięcznik. Z drugiej strony, pojawiają się problemy moralne co bardziej rączych owieczek. Okazuje się, że niektóre owieczki są zbyt samodzielne i trzeba im przyjść z pomocą doktrynalną (nauczycielską). Proponuję zacząć od tematu, ile diabłów mieści na główce od szpilki. Gdy dojdzie do tematu, dla ilu JCM jest miejsce w Kościele, to będzie już po wyborach i można powiedzieć, że Bóg tak zarządził próbując naszą wiarę. Wtedy dopiero okaże się, że jeden nawrócony JCM jest więcej wart, niż rzesze ujadających przed wyborami wiernych piesków. Ale grunt to dobre samopoczucie... Objaśnienie dla dziatwy szkolnej: Rejtan to taka wcześniejsza wersja hiszpańskiego „No pasarán!” i francuskiego „Ils ne passeront pas!” (Verdun). Na nic zaklęcia: „Han pasado” (Przeszli). Link Zgłoś
Gość: jothagie Zrozumieć cokolwiek trudno IP: *.olsztyn.mm.pl 28.11.10, 10:05 zamknięty Widzę, że Szanowny Gość „ ,” (przecinek, albo przycinek) nieprzyzwoicie wyciąga na ekran mój wątek, forum.gazeta.pl/forum/w,64,97209648,97209648.html?f=64&w=97209648&a=97209648&wv.x=2 innymi słowy – domaga się wpisu, dlatego wyjaśniam, co następuje: 21 listopada 2010 roku skasowano mi na tym forum dwa wpisy: wpis z 20 listopada. pt. „Kto jeszcze chce być antysemitą?” i z 21 listopada, pt. „Moje niesmaki”. Nie było w nich nic, co mogłoby naruszać ciszę wyborczą. A jednak! Problem rozważałem wielokrotnie i doszedłem do wniosku, że lepiej od tego forum i jego protektorów trzymać się z dala. Na początek jednak, w ramach „uczczenia pamięci” (dies censure) przestaję umieszczać teksty w sobotę i w niedzielę. Link Zgłoś
privus Re: Zrozumieć cokolwiek trudno 28.11.10, 15:45 zamknięty To prawda. Do dzisiaj nikt nie jest w stanie "akuratnie" ustalić, który z tych dni jest dniem świętym, w którym nie wolno nic robić :)) Link Zgłoś
Gość: jothagie To się skończy – wytrzymajcie jeszcze trochę IP: *.olsztyn.mm.pl 29.11.10, 09:34 zamknięty Szanowni Państwo! Żal patrzeć na pobojowisko w umysłach, jakie powstaje po tej walce o lepszego kandydata na prezydenta. Popatrzcie tylko, kto Was w to wpuszcza. Niezlustrowani Was wpuszczają, rozgrywają, stawiają pułapki, itp. a Wy skaczecie sonie do gardeł. Uczyniono z nas automaty do bardzo niskich wygranych. Tak niskich, że w sumie, jako społeczeństwo, wychodzimy na minus. Fakt jest taki, że kilku drobnych „Fryzjerów” kręci olsztyńska polityką, a my dajemy się na to nabierać. Przecież z punktu widzenia sitwy (za datę jej powstania uważa się Magdalenkę) nie ma znaczenia, kto zostanie prezydentem. To ma znaczenie dla bardzo wąskiej grupy ludzi, bo oni dostaną, albo zostaną pozbawieni ciepłych synekur. I to jest cały sens tej zabawy wyborczej. A ludzie dają się na to nabrać i gwiżdżą w gwizdek, który niczego nie uruchamia. Cała ta kampania wyborcza to jedna wielka pułapka i jeśli cokolwiek mówię w tej sprawie, to tylko po to, by przypomnieć sentencję: "Pierwszy krok do ominięcia pułapki to uświadomić sobie, gdzie ona jest” (Frank Herbert - Diuna). Pułapka przypomina górę lodową, a jej wierzchołek to starcie ambicji panów, którym władza poszła w smak (jak modlił się Okudżawa). Prezydent to jest brakujący element puzzli (układu). Jeśli nie będzie współgrał, to podrzuci mu się przynętę, a nie ma ludzi bez słabości, i ugotuje się człowieka. Przykład – JCM. Czy sądzicie, że faceta nie stać było na luksusowe kur...częta? Jeden telefon do wdzięcznego sponsora, a mógł w kurczakach przebierać, jak w „Piłkarskim pokerze”. Przecież te rzeczy działy się i różni ludzie nie tylko palce w tym maczali... Niektórzy nadal są przy władzy, niektórych dalej się wybiera... W żadnym wypadku nie słyszałem moralnego sprzeciwu wyborców. Albo nie wiedzą o tym, albo są delikatni i takich spraw nie wywlekają. I chwała im za to. Niektórzy natomiast uprawiają taki kult swoich kandydatów, że nie uwierzą w to, nawet gdyby ze szczegółami opisała to Anastazja P. I tu jest „pies pogrzebany”, bo nienawiść rodzi się tam, gdzie kulty są wykluczające się. I nie popadajcie w święte oburzenie, tylko dlatego, że JCM pociupciał bez zgody wyborców, a drugi był cwańszy i o niczym takim nie zawiadamiał wyborców. Pech tak sprawił, że z jednego kultu spreparowano fałszywą religię, łącznie z inkwizycją. Torquemadów było kilku, że o dobrze opłaconych czarownicach nie wspomnę... Tu jednak zaskoczeniem jest fakt, że Inkwizycji trafił się człowiek hardy, znający zło również z praktyki czynienia go. Nie dał się połamać. Gdy już poczuł twardszy grunt przyjął zemstę za azymut. Pozbierał się i stanął do wyborów, bo z tej perspektywy lepiej widać zbędne głowy „do ścięcia”. A miał być na zawsze udupiony – nawet policja zastosowała chwyt, pt. „dożywocie”. Tak prowadzony doskonale wiedział, komu to zawdzięcza i z kim będzie musiał walczyć chcąc na urząd wrócić. Dziś niezdarnie odwracamy uwagę od tego, że przegrało państwo (ośmieszone organy), że przegrali obywatele (jeszcze nikt z nich nie zrobił takich kretynów), że przegrały jednostki (swoją naiwność zaangażowały w mało poważną walkę wyborczą). Nierozsądnie więc stawiamy argumenty moralne przeciwko argumentom „wadzy” jako takiej – skutecznym, pragmatycznym, dobrze obmyślanym. Może potrafimy wykorzystać religię na poziomie szkolnym, ale polityki nie rozumiemy. Po tym wszystkim tylko obudzenie się ręką w nocniku mogłoby wieńczyć dzieło. I tak będzie, choć liczę, że wybrany rzuci jakieś darmowe „piwo”, które pozwoli nam to wszystko przełknąć. Niezależnie jednak od tego, kto wygra, 6 grudnia obudzimy się cofnięci w swoim morale do naszych czasów pierwotnych, kiedy pod wpływem cudzych kombinacji zjedliśmy to gów..no prawie za darmo. Warto było? Tylko to nas będzie dręczyć. I jeszcze jedno. To prawie pewne, że pasowanie do politycznych puzzli nie idzie w parze z interesem ogółu wyborców. Dlatego robi się takie wyborcze prezenty (zwykłe korumpowanie społeczności) jak, przykładowo, ulica Bajkowa. Gdyby nie nowoczesny dojazd do Kościoła, to droga donikąd. Mam mapę sprzed kilkunastu lat i ta ulica rzeczywiście była planowana, ale żeby w czynie wyborczym? Podobno przed przyśpieszonymi wyborami położono tylko asfalt do kościoła, a teraz robi się tam ulicę z prawdziwego zdarzenia. Do drugiej tury musimy zdążyć... 6 grudnia prosto z Piłsudskiego wsiądę w 25 i odbiorę ten kawałek, choć nie należą mi się te honory, bo intencji nie podzielam. Nie chwytam takich okazji. Jako mieszkaniec Olsztyna chcę widzieć plan i termin realizacji. P.S. I coś z odprysków akcji wyborczej. Zupełnie przypadkowo wdałem się w rozmowę z osobą, która roznosiła ulotki wyborcze i różne takie. Okazuje się, że w normalnym czasie, średnio co 3 dzwonek otwiera drzwi klatki schodowej na hasło „ulotki roznoszę”. W okresie propagandy wyborczej, średnio, co szósta klatka nie otwierała się w ogóle. Mieszkańcy reagują na dzwonek, ale po haśle „ulotki roznoszę” zapada kłopotliwa cisza. I niech mi ktoś powie, że mieszkańcy są uradowani ze święta demokracji... a 5 grudnia walną w łeb indyka. Link Zgłoś
Gość: jothagie Ogłaszam roczne rekolekcje IP: *.olsztyn.mm.pl 30.11.10, 09:26 zamknięty Roczne, bo rok do wyborów parlamentarnych, jak dobrze pójdzie... Rok, ale „jakże dłuży się noc, kiedy zawodzi kochanka” (Horacy). W tym czasie trzeba coś przemyśleć pod ogólną zasadą „patriotyzm jest najważniejszy”, niezależnie od tego, jak wiele jeszcze pojęć wydaje nam się najważniejszych. Zdaję sobie sprawę, że pojęcie jest nieostre i każdy może je zbałamucić swoją definicją. Co więc mam na myśli, żeby ujednolicić treść? Taka oto trawestację powiedzenia: Quidquid agis prudenter agas et respice... patriam - cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i miej wzgląd na Ojczyznę (w oryginale: finem – zakończenie, cel). W starożytności żył filozof nazwiskiem Trazymach z Chalcedonu (V pne), któremu ze względu na poglądy przypisano miano immoralisty. Jeden z jego poglądów brzmiał: sprawiedliwe jest to, co korzystne dla silniejszego (panującego). Tyle wieków po jej ogłoszeniu teza ta ciągle ma zwolenników i tylko przy naszej zgodzie. Zwyczajnie na to zezwalamy np. poprzez wybory ludzi immoralnych (po prostu, łobuzów), czy tolerowanie układów i dopuszczanie ich do życia publicznego. Wcale jednak nie jest to nasza specjalność. Na swój sposób zło jest wszędzie ponętne, a może jest nam bliższe. Dobro przeważnie bywa śmiertelnie nudne... Prawidło zaś jest takie, że najbardziej skłonnym na deprawacje procesem społecznym – polityką, powinni się zajmować ludzie prawi i cnót wszelakich pełni. Nie są to kategorie religijne – to postawa ludzi godnych, biorców reguł wszelkiej moralności – i świeckiej i religijnej, czy to razem czy osobno. Innymi słowy, nie mogą to być ludzie pozbawieni tych reguł, ani tacy, którym te reguły zastępuje pragmatyzm (dążenie do bycia skutecznym). Nie wiem, w imię jakich wyższych zasad i celów odsuwamy od siebie patriotyzm. Pewnie tak podpowiedział pragmatyzm, żeby osłabić nasz protest przed oddawaniem majątku produkcyjnego obcym firmom. Uderzyliśmy w to, co nie powinno być atakowane – w patriotyzm. Wartość wielokrotnie obśmiewana, lekceważona. Powiodło się. Poszliśmy po rozum do głowy, gdy inni mają na względzie swoje kraje, swoich pracowników, ale to już jest wartość wycofana z życia. Jeśli nawet kogoś jeszcze napędza, to nie da się tym napędzić rozwoju kraju. Jest to spory problem dla naszej tożsamości, ale szerzy się stereotypy , które pozwalają sądzić, że jak nie widać problemu to znaczy, że go nie ma. To skrywanie, zamiatanie pod dywan jest jedną z metod sprawowania władzy. Ale my to widzimy. W związku z tym brutalniejszym staje się nasze życie. Szerzą się protesty, demonstracje, bo w praktyce jest to jedyny sposób, żeby cokolwiek zakomunikować temu społeczeństwu. Istnieje jakiś monopol na informacje nieakceptowane przez władze. Są usłużne Gazety i Fora, które przeinaczają i cenzurują... Trzeba mocno czymś tam walnąć, żeby to jako news dotarło do społeczeństwa. Zasada „nie niepokoić” wkrótce ogarnie marazmem całe to społeczeństwo i nawet praca stanie się tylko koniecznością, a nie środkiem do bogacenia się. Nawet płace tak ustalono, by było to niemożliwe – bogacenie się, oczywista. Jeszcze w tym roku możemy przeżyć dwie ważne wizyty rangi państwowej. Do pierwszej nastraja mnie lektura. Z przyjemnością, acz z pewnym zawstydzeniem czytuję Max Webera (1864 – 1920). Ten niemiecki socjolog, historyk, ekonomista, prawnik, religioznawca i teoretyk polityki, powiedział kiedyś: "Pod panowaniem rosyjskim przestaniemy być Niemcami; Żaden zresztą inny naród nie zdoła pod ich ustrojem zachować swej tożsamości". I tego radziłbym się trzymać...przy okazji wizyty prezydenta Rosji. Zacytowałem wybitnego uczonego niemieckiego z pewnym jednak zawstydzeniem, bo Polsce tenże inteligent kojarzy się źle. Weber był aktywnym ideologiem działań skierowanych przeciw Polakom i kulturze polskiej na ziemiach znajdujących się pod panowaniem pruskim. Uważał, iż Polacy zachowując swoją tożsamość nie mogą być obywatelami państwa niemieckiego. Popierał działania germanizacyjne. Aktywnie wspierał swoimi wystąpieniami "Hakatę". Do d..y z takimi inteligentami... To nie przypadek, że w ramach gromienia naszego patriotyzmu przypomniał mi się właśnie M.Weber. I druga ważna wizyta – wizyta naszego prezydenta w USA. Błagam, niech już nie znoszą nam wiz, byle tylko przestali nas traktować jak zamorski, któryś tam stan. Niech uznają nasze zasady – nie widzę powodów, bym był Amerykaninem tak, jak J.F.Kennedy Berlińczykiem (Ich bin ein Berliner). Wbrew pozorom, walczymy o zupełnie inny rodzaj przetrwania. Wbrew pozorom, dosyć mamy awanturnictwa po sztandarami pełnymi wzniosłych haseł. Primum edere... W zestawie rozrywkowym też bardziej nas interesuje chleb, niż igrzyska. Bizantyjska „przykrywka” dla działań dziwnych razi tak w stosunkach z Kościołem, jak i we wszelkich dwustronnych odniesieniach. A maniery pozostawiają sporo do życzenia. Zbyt mały jestem, żeby komentować to, co wyprawia WikiLeaks, ale to co mnie frapuje, to obnażenie obłudy polityki i polityków. Wszystko, co nazwać można polityką w jakimś stopniu w tej obłudzie uczestniczy, a pakty, układy, stosunki są dla silnych – nam pozostaje tylko godność osobista, z resztom. Link Zgłoś
Gość: jothagie Czekam już tylko na apel Jasnogórski IP: *.olsztyn.mm.pl 01.12.10, 08:29 zamknięty Im bliżej rozstrzygnięcia II tury, tym więcej osób do mnie apeluje, żeby nie głosować na JCM. Najpierw w liście otwartym apelował do mnie sam JCM, a ponieważ już wcześniej wypowiadałem się na tym forum, że ta kariera powinna się zakończyć, więc bez problemów poradziłem sobie z nim (apelem) zarówno intelektualnie jak i decyzyjnie. Skorzystałem jednak z możliwości rozmowy ze sztabowcem jednego z kandydatów, żeby zwrócić mu uwagę, iż taki list wymaga reakcji wszystkich kandydatów. Okazuje się, że całkowicie sprawę zlekceważono. „Autor zakończy swoją karierę z jednocyfrowym poparciem i nie warto tym się zajmować” - taką otrzymałem odpowiedź. Zawód był okrutny, czego nie udało się nikomu ukryć. To była druga porażka establishmentu politycznego Olsztyna. Jaka była pierwsza? Teraz gdy wszyscy apelują do wszystkich, szczególnie ci, co to po zwycięstwie JCM muszą wyjechać z Olsztyna, lub ci, co to nie chcą się wstydzić przed Polską i Światem za miejsce swego pochodzenia, lub nawet ci, co to wartości... Święta Warmia ...moja żona... i Jezus Maryja, zapomnieli o jednym bardzo honorowym wyjściu. Gdy już wszyscy wiedzieli „kto jest kim” mogli ulec tym wszystkim zastrzeżeniom i nie startować z takim człowiekiem w konkursie na stanowisko prezydenta miasta Olsztyna. Wówczas odbyłby się plebiscyt „za i przeciw” bez uszczerbku dla honoru pozostałych kandydatów. Bardzo ceniłbym sobie pozostałych kandydatów i byłby to jeden z powodów dla którego w ponownych wyborach oddałbym swój głos na jednego z pozostałych kandydatów. Jeśli natomiast lekceważy się „zło” idzie z nim na układy, to trudno się dziwić, że intencje tylko polityczne są negatywnie odczytywane przez wyborców. Teraz, jak trwoga to do Boga? Nie reaguję na żadne apele, na żadne bicie w dzwony, na żadne branie mnie pod włos. Wkurw...łem się i mam własne zdanie. Wkurw.. się na tyle, że nie poważam ludzi niepoważnych. To sądzicie, że wbrew wszystkiemu można do mnie apelować jak do małego Jasia? Odwoływać się do mojej miłości do tego miasta? Życzę Wam, żebyście właśnie mieli za prezydenta JCM. On sam jeden potrafi zastąpić wszystkie Wasze błazenady, uleczy Wasze strachy i jeszcze Was trochę podszkoli, jak powinna wyglądać polityka. Te nauki powinniście na długo zapamiętać. To rzecz zrozumiała, że nie jest to moja bajka, ale Wam wyraźnie jej realizacji życzę. Ja nie muszę wyjeżdżać z miasta i świecić oczami przed resztą Polski. Prezydenta ma się takiego, na jakiego się zasłużyło wraz z mieszkańcami tego miasta. W tym mieście obłudników nawet sam Pan Bóg nie karze, bo się brzydzi, ale zsyła swój bicz boży – w przekonaniu, że JCM jest w tym najlepszy. Chcecie całe miasto zamalować na czarno? Mam nadzieję, że właśnie Pan B. sprawi, że pojawi się czerwony napis o treści: „JCM to jest to!” W przeciwieństwie do tych wszystkich, co to apelują do Was, Szanowni Wyborcy, ja jestem nikim w tym mieście i do niczego nie aspiruję, ale gdy widzę te różne matactwa, układy i układziki to zalewa mnie... utopijne wyczucie, że wszyscy zasłużyliśmy sobie na lepszą politycznie reprezentację. I wcale nie jest to prawdą, że takich ludzi nie ma w tym mieście. Są, ale jak to w niedzielnym rosole – szumowiny zawsze wypływają pierwsze. Kolejny raz okazuje się, że tylko Venus wyłoniła się z piany morskiej. Nie wiem, co zamierza Kościół, ale nie zdziwiłbym się gdyby około piątku pojawił się apel Jasnogórski i gdyby Dzwon Zygmunta uderzył na trwogę. P.S. Brałem udział w debacie na UWM w dniu 30.11.2010 r. Mnie JCM w pewnym sensie przekonał, czego nie mogę twierdzić o kontrkandydacie, który zachował się jakby tego typu wiedza zupełnie nie była mu potrzebna. Znów zlekceważył JCM – mimika uśmieszki, gesty to nie są właściwe argumenty do takiej debaty. Czyli uchwyciłem kontrkandydata w momencie tuż po zesłaniu Ducha św. I z tym chyba powinien pozostać... Piłsudskiego już nie będę cytował, bo co są winne te biedne kury... Link Zgłoś
Gość: jothagie Ruch Poparcia, co to jest? IP: *.olsztyn.mm.pl 02.12.10, 09:58 zamknięty Z przyczyn czysto sanitarnych odpuszczam sobie tematy wiodące – wyborcze, typu, kto do kogo pisze list i dlaczego jest otwarty. W ramach „przerwy” warto sobie zdać sprawę, że głosując na JCM społeczeństwo niekoniecznie głosuje na niego, ale czemuś się przeciwstawia. Czemu? I tu tkwi prawdziwa wiedza, której wielu do siebie nie dopuszcza. Łatwiej zaapelować, szantażować moralnie, nadużywać autorytetu, pisać listy otwarte, niż zadać sobie odrobinę myślowego trudu. Im wszystkim przyznaję, że prawda nie jest wygodna i rozumiem, dlaczego jej się nie widzi i że odsuwa się ją na święty „Dygdy”. Dziś nie o tym... Tym, co zwątpili w sukces Palikota przypomnę, że dalej istnieje taki temat i że temat jest rozwojowy. Sprawa jest prosta. Sporo jest takich jak ja, co to chcieliby świeckiego państwa. Tak na wzór Francji. Mnie nawet pociąga sytuacja mego przyjaciela, Francuza, który jest niewierzący, ale podatek kościelny (datki) płaci, bo chce należeć do wspólnoty kulturowej tego typu. Jest zapraszany na wszystkie ważne uroczystości, jest wymieniany z imienia i nazwiska jako zaprzyjaźniony uczestnik (nie członek) wspólnoty parafialnej. Jedno z dzieci uczestniczy w szkole religijnej. Najbardziej frapuje mnie to poczucie wspólnoty. U nas ludzie są obcy. Potrafią tylko załatwiać pracę dla swoich, ale tak normalnie to się nie przyjaźnią i nie znają. Tam jest odwrotnie – pracy w tym trybie nie załatwisz, ale wspólnota się zna i zna swoje problemy. Tam pójście do kościoła w ważne uroczystości, to sprawa od 3-4 godzin. Trzeba się z wszystkimi poprzyjaźnić. Byłem na takim spotkaniu i mam dobre wspomnienia. A byłem z siostrą na czymś podobnym w Polsce, to wszyscy chcieli mnie nawracać. Obłędu można było dostać. We Francji religia, to jest wartość kulturowa. Ale tam niewielu jest katolików, a u nas „wszyscy”, ale wartość tego jest tylko demonstracyjna. Druga sprawa. Porozmawiałem trochę z tymi, co deklarują się po stronie Palikota. Nie wygląda to najlepiej, bo tkwi tam trochę instynktu zemsty. Zemsty na tych wszystkich partiach, które już z rządziły i nie dorosły do naszych oczekiwań. Statystycznie rzecz biorąc nie jest to do pogardzenia, ale czy na tej zasadzie można oprzeć swoją ideowość, to ja nie wiem. A nawet powątpiewam. Dlaczego? Otóż może się okazać, że Ruch jest wykalkulowanym manewrem Tuska. Oni mogą zrealizować postulaty Palikota, bo dzięki temu będą mieć odpowiednią siłę legislacyjną, ale będzie to policzek dla tych, co zemstę planowali. Tak więc warto poczyścić intencje, bo sama realizacja postulatów Palikota jest wartością samą dla siebie i wartą zabiegów, a sytuacja może się nie powtórzyć. Poza tym może być tak, ze już nikomu nie uwierzymy i niczego nie da się przeprowadzić. A trudno dziś czekać na dekabrystów. Do polityki trzeba podchodzić wg tych zasad, które ona stosuje – trzeba być pragmatykiem. Ideowość jest bardziej dla tłumów... Trzecia sprawa, czyli jakby druga, w moim wydaniu. Trzeba wreszcie zakpić sobie z tych poważnie śmiesznych polityków. Mają wrażenie, że są strażnikami prawdy i moralności, czyniąc przy tym rzeczy, które prawdomównym i porządnym ludziom nawet się nie śniły. Wyraźnie pogubili się nie tylko co do sterburta czy bakburta, ale także mylą nawietrzną i zawietrzną a skandaliczne jest to, że nie orientują się kto im w żagle dmucha. W tej sytuacji lepiej gdyby czegoś nauczył ich naród, niż gdyby mieli jeździć po nauki do innych stolic – wszystko jedno jakich... Tu trzeba pobierać nauki i tu płacić VAT od swojej głupoty. Czwarty problem. Ruch Palikota jest bardzo niebezpiecznym precedensem. Już został powielony przez Kluzik-Rostkowską i to w doskonalszej formie, ale ponieważ osoby w nim występujące są odpowiedzialne za największe oszustwo wyborcze, więc problem w tej postaci wraca również do Palikota. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś weźmie odpowiedzialność za pogrzebanie nadziei ludzi młodych. Czy ktoś będzie w stanie odwrócić moralną degrengoladę po ewentualnym ukazaniu się prawdy. A prawda to tylko kwestia czasu. Służby przecież już mają wprawę w zakładaniu partii politycznych. O tym wiemy tylko, kto to potwierdzi? P.S. Bardzo podoba mi się taka zachodnia maniera, żeby nie pokazywać się u boku krętaczy, mętniaków i ludzi, którzy niezbyt wiedzą, czego chcą. Otóż „oglądam” Palikota (P.T.) i nie mogę go o coś takiego posądzić. W tej korespondencji, którą mejlowo prowadzi (Jego Biuro) ze mną jest myśl i jakiś zamiar przewodni. To mnie uspokaja, choć czujności nie tracę... Szczególnie w sytuacji, kiedy "Polska jest rządzona przez kartele polityczne" wybory.wp.pl/title,Staram-sie-doprowadzic-do%20wzbogacenia-mieszkancow-miasta,wid,12849750,wiadomosc.html?ticaid=1b474 a Kościół staje się jednym z nich. Tekst poświęcam moim przyjaciołom z forum. Nie wymieniam z nicka, bo liczę, że jest ich więcej, niż tylko Ci, co o więzi intelektualnej zapewnili. Dziękuję! Yadolowi za zaproszenie na spotkanie również bardzo dziękuję. Wyrazy uszanowania. Link Zgłoś
Gość: jothagie Zima... wybory... i ta trzecia... IP: *.olsztyn.mm.pl 03.12.10, 09:23 zamknięty Nie jestem fanem zimy w jesieni, ale w konieczności przyrodniczej też widzę dobre strony - może wreszcie uda się niektórym wytłumaczyć, że białe jest białe... Powracam jeszcze do sytuacji przedwyborczej i zanim zapadnie cisza powiem, że trochę przypomina mi to sytuację na budowie: „Panie majster, taki zapieprz, ze nie ma czasu, by taczkę załadować”. Coś z tego rzeczywiście jest, bo ruch około sztabowy okrutny, ale trudno pojąć, „za czym kolejka ta stoi”. Może stoi po Psalm, może po szarość, może po starość, zmęczenie, zwątpienie. /.../ Bądź jak kamień, stój wytrzymaj. Kiedyś te kamienie drgną i polecą jak lawina. Co przyniesiesz do domu? Kamienne zwątpienie... ten stan już osiągnąłem, chociaż bronię się przed nim – zbyt dużo problemów nie udało mi się w życiu rozwiązać, żeby zwątpienie czynić wyjściem awaryjnym. Tego typu wybory, jak prezydenckie w Olsztynie, są specyficzne, bo dzielą społeczeństwo według przedziwnych kryteriów. Przykładowo, na tych co to noszą w plecaku buławę prezydencką, i tych, co to zwykłe cepy i z nimi się obnoszą. Chciałoby się podsumować całą medialną wrzawę wokół drugiej tury wyborczej, ale to nie jest możliwe, bo samej istocie jest ona propagandowa i merytorycznych argumentów szukać w niej byłoby nierozsądnie. Jedno jest pewne, żadnej ze stron nie uzbrojono w odpowiednie argumenty, chociaż padło tyle słów, których w okresie porządnienia będą autorzy żałować. To tak bywa, jak propagandę wymierza się nie dla podtrzymania swoich, ale dla destrukcji przeciwników. To było jasne, kto do kogo przemawia, a racje merytoryczne nie miały żadnego znaczenia. Sytuacja staje się nawet śmieszna, bo brak jest tych niezdecydowanych. Kampania schodzi na tych, co to wszystko mają gdzieś... Siłą faktu. kampania traci przyzwoitość należną demokracji. Ot, po prostu jatka. Kandydaci „wyprztykali” się z meritum w pierwszej turze i teraz swobodnie poruszają się tylko grzebiąc w śmieciach. Dla obu byłoby lepiej, gdyby ogłosili rozejm i zdali się na „wolę boską” już po ogłoszeniu wyników pierwszej tury. Teraz widać, że brzydko się chwytają. Choć prawdę mówiąc dotyczy to jednego z kandydatów, bo drugi czerpie korzyści z tego co uciułał przez lata. I rzeczywiście lepiej to wygląda, niż gromadzenie kapitału na ostatnią chwilę, tym bardziej, że strach ma duże oczy, ale widzenia nie poprawia. Przeczytałem artykuł we „Wprost” (49/2010 /1452), gdzie metodą nie-wprost usiłowano zgromadzić argumenty „przeciw”, ale nie zrobiło to na mnie wrażenia. Autor napisał, co napisał, ale widać, że nie żyje tu albo niezbyt pojmuje, to co ludźmi kieruje tu i teraz. Patrzenie przez mikroskop tylko na wybrane fakty rozmija się z widzeniem tych, co zacietrzewieni twardo stają po jednej ze stron. Widzenie JCM tylko jako jednostki kryminalnej rozmija się z widzeniem jego jako produktu walki układów. Nie oddaje matni, w jakiej znalazło się to społeczeństwo, a co czuje zaledwie intuicyjnie. Nie trafia też do tych, co samodzielnie usiłują zająć stanowisko w sprawie. Tych ostatnich wręcz denerwuje to, że tak wielu śpieszy z dobrymi radami teraz. A gdzie oni byli, gdy mędrca szkiełko i oko nie musiało być po żadnej ze stron. I to prawdopodobnie jest tylko moim problemem, bo gdy już będzie po wyborach, to nikt nie zastanowi się nad istotą tego sporu, który w istocie swej dotyczy kondycji ludzkiej, istoty władzy, służby społecznej. Dopiero to może stać się twórcze i prawdziwie opisać problemy tej społeczności. A tematów jest sporo. W odróżnieniu od dziennikarza nie mam prostych odpowiedzi, ale odpowiedzi są możliwe. Kiedy więc zejdą się te dwa światy – świat realnych problemów społeczności Olsztyna i świat problemów, które widzą kandydaci do zarządzania społecznością. I kiedy zarządzać będą tymi samymi problemami, którymi żyją ludzie nad Łyną? Póki co, postrzegam to jako wykoślawioną propozycję dwóch możliwości: „Sami swoi” lub „Kochaj albo rzuć”. Na to, niestety, „Nie ma mocnych”. A ta trzecia, to kwestia powolnego odradzania się godności, jako kategorii osobistej i społecznej. W latach 70tych przyjaźniłem się ze starszą Panią, Ukrainką, która przeszła całą gehennę wysiedlenia z Bieszczad po Ziemię Olsztyńską. Jej słowa: „Latami będziemy odzyskiwać godność osobistą z powodu niewłaściwego stosunku do Polaków i z powodu upokorzenia akcji wysiedlenia”. Jestem za tym, żebyśmy wspólnie odzyskiwali godność w każdej upokarzającej sprawie, ale nie metodą, że ktoś dorwał się do władzy, układu, możliwości (przed wyborami – lobby) i będzie nas w godności nauczał... Ten temat, jako niezwykle delikatny, każdy sam musi przetrawić, bez nacisku i bez próby tworzenia faktów medialnych. Nie znoszę, jak mnie ktoś zapewnia, że pod tą „mafią” będzie mi lepiej, niż pod tamtą. P.S. Mam wrażenie, że administrator forum traktuje mnie jak członka KPP przed wojną – przed każdym 1Maja prewencyjnie do aresztu na 48 godzin (w tym wypadku znika całkowicie mój wątek – tak było 20 i 21 listopada). Jeśli i teraz tak się stanie, to mam przemyślane rozwiązanie... Link Zgłoś
Gość: jothagie „Trolling”,"amplifying" i "shilling" IP: *.olsztyn.mm.pl 05.12.10, 22:08 zamknięty To z grubsza trzy postawy, na które zwróciłem uwagę z okazji II tury wyborów prezydenckich w Olsztynie. Dziś można powiedzieć, że pobojowisko jest niezłe. Prezydent wybrany (czekamy na oficjalne wyniki) i wszyscy bierzemy się do roboty. Trzeba solidnie zapracować na „śmierć” tego kaca, który pozostał. I od pracy nie uciekajmy znów w dyskusję – wystarczy tego. „Trolling” to antyspołeczne zachowanie (charakterystyczne przede wszystkim dla mediów elektronicznych) którego zadaniem jest dezorganizacja dyskusji. W internecie trollowanie jest złamaniem jednej z podstawowych zasad netykiety. Jego efektem jest dezorganizacja dyskusji, obrzydzenie przedmiotu dyskusji i próba odebrania szansy rzeczowej argumentacji. Kwalifikuję tu drobnych trolli z niniejszego forum, którzy w różny sposób (najczęściej niewybredny) dawali odczuć, jaki wybór jest właściwy. Nawet nie wg nich, ale tak w ogóle. Kwalifikuję tu również portale, które użyczały miejsca na „listy otwarte”, apele i inne tego typu wypowiedzi, których wiarygodność jest trudna do ustalenia. Cóż więc było podstawą tych działań?Zamierzone wpływanie na decyzje innych, jednak nie poprzez argumentację, ale przez ośmieszanie, obrażanie z wywołaniem kłótni, sygnalizowanie napastliwych, kontrowersyjnych, także nieprawdziwych przekazów, a także poprzez stosowanie różnego typu figur erystycznych. Przede wszystkim, czynienie tego celem „postawienia przynęty”, by odwrócić uwagę od jednego problemu (kandydata) i przenieść na drugi, korzystniejszy (wg nich) w demolowaniu. "Amplifying" to inaczej wzmacnianie, ale w cywilizowanym świecie przyjęte jest pod dwoma warunkami. Po pierwsze, kiedy wzmacnia się poprzez pozytywy (prawdziwe czy nie), np. produkty. Stosuje się również do ludzi, jako produktów czegoś (np. polityki), ale to wtedy, gdy znajduje się nowe cechy (prawdziwe czy zmyślone) w sensie społecznym przydatne. Po drugie, kiedy amplifyier nie tworzy do tego żadnych norm, ani aksjologicznych (wartościowe jest to a to), ani moralnych (dobre jest to a to), ani tetycznych (ze względu na mój autorytet zachowajcie się tak a tak), ani żadnych innych, że o prawnych, w tym wypadku jako dysonansie, nie wspomnę. No i jak tu wychodzi rola „błazenków” (jeden tak siebie nazwał). Absolutny upadek w połączeniu z wiadomością, jaki uniwersytet dał mu dyplom. I po co to? Może jako okadzenie wonnymi ziołami tej hekatomby, w odróżnieniu od starożytności, z umysłów osób nie umiejących sobie poradzić z demokracją. A jest co okadzać, bo śmierdzi na odległość. Sława w tym wypadku to zbyt wysoka cena za utratę poczucia rzeczywistości. Sława nie usprawiedliwia też tworzenia utopii, dla biednych i porządnych ludzi. Ich porządność jest mniej wykalkulowana...a utopię zastępują im realia. Zdarzał się i zwykły "shilling" – szkodzenie, ale to jest warte tylko odnotowania, a nie rozważania. Jak tu zresztą rozważać, kiedy partia każe swoim wyborcom głosować na określonego kandydata. Wyborca to idiota? Tu też kwalifikuję podpowiedzi niedzielne, które nie tylko psuja zasadę, że cesarzowi, co cesarskie..., ale także łamią uczucia z „wyższej pułki”. Poza tym stwarzają sztuczny stan myślenia o moralności społecznej, że ewentualnie jedna arogancja jest lepsza od drugiej – Jak potem śpiewać „Te Deum laudamus”? Bardzo źle odbieram również łamanie ciszy wyborczej (moja skrzynka pocztowa!) przez komitety obu kandydatów – to świadczy, że chęć bycia skutecznym będzie ponad prawem... Przeraża to! Spotykało się głosy, które broniły zasad obiektywizmu, np. zasady domniemanej niewinności, czy zasady audiatur et altera pars, ale inne postawy przykryły „przykre” wrażenie obiektywistów. Żal, że o takich postawach tylko się wspomina, ale gdy innych jest w nadmiarze, to trudno być aż takim idealistą. Zło trzyma się krzykliwie, a dobro gdzieniegdzie zachęca, ale ważne, że dla dobra są wzory i w przypadku wątpliwości, można zachować się uczciwie. „Trolling”,"amplifying", "shilling" – dla tego wszystkiego jest wspólny mianownik, a mianowicie całkowity brak szacunku dla wyborców, bo przecież w takich działaniach musi być przyjęte założenie, że „ciemny naród to kupi”. Teraz, Szanowni Państwo, dodajcie wszystkie te upokorzenia, które Was spotkały, od propozycji kandydatów począwszy, aż do momentu wrzucenia kartki wyborczej i może dłużej... P.S. Napisałem trochę na tematy związane z wyborami i mam nadzieję, że uniknąłem pułapek, ale sam wolę się nie oceniać. Nie jestem człowiekiem, któremu jest wszystko jedno, kto wygra, ale w przypadku Olsztyna, nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Jeśli nie potrafiliście wystawić kandydatów godnych naszych oczekiwań, to niech prezydentem będzie kandydat godny waszych kombinacji. Ktoś tu musi wygrać. Niech tym razem, górą będzie wasze. Znajomość stanu faktycznego nie pozwala mi podniecać się wyborem dokonanym przez wyborców. Dla mnie to akurat nic nie znaczy, bo przecież są jeszcze współrządzące i kontrolujące ciała kolegialne a mentalnie dostosuję się. Oby tylko obyło się bez spektakularnego wyprowadzania przez CBŚ, przy czym, nie ma to znaczenia, kogo miano by wyprowadzać... Powoli będę „żegnał się z bronią” czyli coraz rzadziej będę umieszczał swoje teksty, aż do całkowitego zaprzestania tej działalności. Odnoszę wrażenie, że GW po swojemu rozumie demokrację i wolność słowa... i to wystarczy, by w tym „towarzystwie” pojawiać się coraz rzadziej. Link Zgłoś
Gość: jothagie Fakty, mity i uprawnione domysły... IP: *.olsztyn.mm.pl 08.12.10, 09:31 zamknięty Absolutnie żadnego wrażenia nie robi na mnie fakt, że JCM otrzymał 46,72% głosów. Porażka jest porażką I innego wydźwięku to nie ma. Gdyby jednak zdać sobie sprawę, że jest to 27192 wyborców, to sprawa robi się poważniejsza. Jeśli jeszcze zważyć, że ci, co to mają wszystko w … nosie zostali w domu, a ci, którym na czymś zależy poszli głosować, to wygląda to niezwykle poważnie. A przecież, do cholery jasnej, nie głosowali na niego mężowie „zgwałconych” kobiet, ani uzależnieni w inny sposób. Głosowali z przekory, bo błędów kontrkandydata już mieli dosyć, ale także z merytorycznych powodów. Mówię to w kontekście dosyć częstej maniery robienia z nich idiotów i głupków, tylko za fakt takiego a nie innego głosowania. Dobrze i heroicznie mówi się natomiast o tych, co inaczej głosowali, za wygranym, ale nie szczędzi się epitetów pod adresem „małkowszczyzny”. To mi się nie podoba, bo tak, jak nie szanują nas politycy, tak i my sami nie szanujemy siebie i to z tak błahego powodu, jak różnice w poglądach. Nikt nie odnotowuje faktu, że wszyscy jesteśmy cenni bo mamy poglądy. Cóż, znów pojawiły się słuszne i niesłuszne... A przecież nasze decyzje wyborcze wynikały z głębokich przemyśleń i jesteśmy do nich przywiązani. Intymności, subtelności politycznej nie lekceważyłbym takim brutalnym postawieniem sprawy. Gdybym ja był zwycięzcą tych wyborów, to w ramach uszanowania przegranych zaproponowałbym JCM stanowisko wiceprezydenta. Rzecz zrozumiała, że JCM nie przyjąłby tej propozycji, ale zaczęlibyśmy kadencję ekumenicznie, a mógłby to być początek dialogu łagodzącego konflikt społeczny. Niestety, zanosi się na walkę i nie jestem pewien czy jej rezultat będzie przypominał te wybory. Nie wierzę, że coś się nie wydarzy jako pokłosie tej walki. Poglądów (i wiedzy!) takiej ilości ludzi, przy założeniu, że idol wie, co to jest samotność długodystansowca, nie wolno lekceważyć. Praktyka bieżącego zarządzania będzie tę ilość tylko powiększać. A pamiętajmy, że Kurp rodzi się maratończykiem... Gdy więc widzę wpis, że JCM wygrał moralnie, to pusty śmiech mnie ogarnia, bo przegrał całkiem realnie i tylko to się liczy. Przy tak niewielkiej różnicy głosujących i przy tak nagannej kampanii, to moralnie może przegrać tylko zwycięzca i to przede wszystkim tym, że zlekceważy tych wszystkich, co głosowali na JCM. Pogorszy to tylko nastroje, bo i zwycięzca cudów nie uczyni, ani wszystkich obietnic spełnić nie będzie mógł. Jeśli natomiast sprawiedliwość nie zadziałała przed wyborami, to teraz wyrok skazujący zrobi w społecznej świadomości więcej złego, niż dobrego. Sprawiedliwość zakałapućkała się tak bardzo, że ma tylko złe rozwiązania. Społeczeństwo tak spolaryzowane żadnego wyroku sądowego nie przyjmie godnie – brakuje nam tylko tak powszechnego niesmaku i pogłębiającej się nieprzychylności do organów państwa. A precedens zorganizowania komuś „wpadki” może być wykorzystywany jako reguła – mafijne procedery już wcześniej zostały uruchomione. W tej sprawie najważniejszy byłby komentarz Służb, ale jego się nie doczekamy. Gdyby jednak łączyć pewne przecieki, to JCM został ukarany za zbytnią samodzielność – podobno świadomie dopuszczono klęskę (zatrzymanie) i dlatego wyglądało to tak, jak wyglądało. Świadomie też nie „wspomożono” go w wyborach – była to tylko jego naturalna siła przebicia się, ale z takiej naturalnej siły nikt rozsądny nie rezygnuje... Każde służby zechcą ją mieć po swojej stronie, bo tak jest przyjęte, a poza tym „pewne sympatie to ma się na zawsze”. I to również do JCM dotarło, a więc wróci... mimo że zdrowy rozsądek podpowiada, iż to powinno było się skończyć w najmniej konfliktowym momencie. P.S. Niemożliwe jest zbudowanie demokracji w kraju biednym, w kraju „ciemnym” i w kraju przeróżnych niejasnych zależności, w tym ekonomicznych przede wszystkim. W takim kraju, jak nasz, a szczególnie w naszym sławetnym mieście, zawsze znajdzie się jakiś powód, żeby demokrację potraktować jako dodatek do naszych kompleksów, naszego braku kultury, naszego braku wyżycia się, a zemsty przede wszystkim. Przyznam, ze byłaby ona o wiele bardziej do przełknięcia bez ujawniania naszych negatywnych emocji i dociekliwości w wynajdywaniu i nękaniu ciągle nowymi „smaczkami”. Link Zgłoś
yadol Re: Fakty, mity i uprawnione domysły... 09.12.10, 00:04 zamknięty Osobiście zapraszam Cię Przyjacielu na spotkanie z Januszem Palikotem, gdybyś miał kłopot z wejściem na Salę Dębową to pamiętaj, że osobiste zaproszenie będzie na Ciebie czekało tak jak również i miejsce w pierwszym rzędzie, mamy telefony :) pozdrawiam Link Zgłoś
Gość: jothagie Z ostatniej podróży IP: *.olsztyn.mm.pl 10.12.10, 09:27 zamknięty Odwiedziłem Wrocław dla odnowienia więzów przyjacielskich. Przyznam, że oddycha się tam lżej i bez takich obciążeń, jak w Olsztynie. Tam ludzie żyją – my tu, niestety, wegetujemy. Tam widać ożywczy ruch – tu widzimy PO i ich sojuszników, zgromadzonych twarzami do siebie – tyłkami do społeczeństwa. W tym kontekście zainteresowałem się prezydentem Wrocławia Rafałem Dudkiewiczem. Źródło opinii to moi przyjaciele, którzy jakoś otarli się o współpracę z nim. Mówi się różnie, ale przeważnie zdecydowanie dobrze. Ci co go znali od dawna, twierdzą, że R.D. zawsze miał wystarczająco dużo własnych poglądów a dodane poglądy partyjne (za poparcie: UD, KLD, PO, PiS) nie zrobiły mu szkody. W którymś jednak momencie wyraźnie było mu z nimi źle. I wychodził z nich sukcesywnie. A kogo ja widzę na co dzień w Olsztynie? Ludzi partii, którzy własnych poglądów albo nie mają, albo ich nie ujawniają. Szczególnie dobrze mówi się o jego (R.D.) kadrze, która nie ma koloru partyjnego. Zaryzykował i postawił na bezpartyjnych fachowców. To dało takie rezultaty, że sam sobie mógł odciąć partyjną pępowinę. Stał się niezależny i ma tylko jeden cel – miasto. Podobno nie jest aż tak dobry sam, jak dobry jest w kompetentnym zespole. I to sobie niezwykle cenię. Zawsze tak podejrzewałem, że nic tak szefowi nie robi dobrze, jak kompetentne grono współpracowników. A to z czym na co dzień się spotykałem, to niszczenie zdolniejszych, żeby szef mógł błyszczeć światłem swoim. I nic, że to przeważnie był słaby kaganek z końcówką oliwy. I na tej kanwie jeszcze zdanie ogólniejszej refleksji. Niestety, w tej dziedzinie nie ma osobowości „luzem”. Wybiła ich komuna i następcy, którzy również się „dorwali”. Pamiętamy powiedzenie jeszcze z czasów Rakowskiego „fachowiec, ale niestety, bezpartyjny”. Teraz trzeba fachowców pozyskiwać z partii politycznych, bo planując swój rozwój musieli się tam znaleźć. Powojenny okres wolnej Polski nie był dobry dla bezpartyjnych i tych, co współpracy nie zechcieli podjąć. Teraz dzięki dwu partiom doszli do „ściany” i należałoby ich usamodzielnić. Powinni sami się usamodzielnić, jeśli naprawdę są dobrzy. Trzeba obserwować tych wszystkich, co z partii wyrastają, jak z krótkich portek, interesować się nimi i wciągać ich do zarządzania na różnym stopniu. Ale może to zrobić tylko człowiek mądry i niezależny – coś na kształt R.D. Teraz partie delegują jeszcze swoich, ale w przypadku partii władzy jest to tylko jawna pochwała niekompetencji. W dodatku nie dopuszczają innych i tworzy to pustynię kadrową. Obserwuję to lokalnie i nie wierzę, żeby w kraju było inaczej. No może poza takimi oazami, jak Wrocław. Może jeszcze gdzieś, bo przecież nie znam miast tak dobrze. Moim zdaniem zwycięstwo PO w wyborach samorządowych może przełożyć się na całkowite rozleniwienie partii władzy, na kolesiostwo i korupcję – w dodatku, na niespotykaną dotąd skalę. Będziemy żyć pod panowaniem skrótu myślowego, pt. „LSN” – Lody Są Najważniejsze. Niestety, jest to rezultat słabości propozycji alternatywnych. Słabość opozycji i niemoralność alternatywy stwarza nam bylejakość w skali społecznej. Tym na pewno kręci ktoś zainteresowany takim obrotem spraw. Nie wierzę też, że jakiś patriota jest w pobliżu. P.S. To jak w Olsztynie może być dobrze, jeśli nowo wybrany prezydent ma tylko jeden problem, jak rozdzielić partyjne vice - prezydentury? Ta niby niezależność przedwyborcza, to sypanie piaskiem po oczach celem uśpienia czujności wyborców. Po wygranych wyborach wraca temat PSL, PO i jak ich usatysfakcjonować. Przyznam, że to, iż rozmija się to z moja dumą mieszkańca miasta zarządzanego przez kompetentną i niezależną kadrę. I tu żaden „błazenek” nie protestuje... jaka szkoda, tym bardziej, ze mamy uznanych błaznów z dyplomami. Podobno prezydent obiecuje zmiany, to może warto rozważyć wszystkie możliwości. Zbliża się weekend - dogodny czas, by pro publico bono obciążyć nieco myślenie. Może podpowiedź jest potrzebna, np. czego należy zaniechać, żeby nie zostać wyprowadzonym, jak ten... nooooo, nie ważne. Może podpowiedzieć, jakie wynikają konsekwencje z tego, co jest? A może coś z metodologii: na chwilę zapomnij o Olsztynie. Przez chwilę pomyśl o Olsztyniakach... Mnie to łatwo udobruchać. Wystarczy spowodować, żeby do miasta wróciły te pieniądze, które zapłacono za projekty, które w cichym założeniu nie miały być nigdy realizowane. Dla mnie jest to świętokradztwo, że o złodziejstwie tylko wspomnę... Nie róbcie chociaż polityki, jeśli zamierzacie dalej tak niszczyć zaufanie obywateli. Lepiej zdzierać skórę i sypać solą – to żadnej wielkiej idei, ani specjalnych talentów nie wymaga. forum.gazeta.pl/forum/w,64,119616961,119616961,Prezydent_na_poczatku_kadencji_obiecuje_zmiane.html I pomyśleć, że kiedyś JCM proponował mi stanowisko pod warunkiem, że wstąpię do SLD... Oparłem się, ale kariery R.D. już nie zrobię. Ba, nic już nie zrobię. Jak ten świat potrafi się popieprzyć. To też warto przemyśleć: PO stanowi siłę w mieście i gdyby nie zarozumiałość mogłaby wziąć wszystko – kandydata na prezydenta nie wyczuli. Wystawili, jak PiS bez liczenia się ze zdaniem wyborców. A przecież prezydent był na wyciągnięcie ręki... Podpowiadałem. Link Zgłoś
Gość: jothagie Szkoda człowieka – cofnijmy czas IP: *.olsztyn.mm.pl 13.12.10, 06:41 zamknięty W tej kategorii, ostatnim, najświeższym osiągnięciem jest książka: "Ostatni, niedokończony wywiad, udzielony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego /.../" - spisał Łukasz Warzecha*. Mam nadzieję, że ŁW ma na to dowody w postaci nagranych taśm, żeby uniknąć posądzenia o hagiograficzną radosną twórczość. Niezbyt dowierzam wywiadom i autobiografiom, ale do przeczytania tejże zachęciła mnie możliwość skonfrontowania dwóch spojrzeń – udzielającego wywiadu i uważnego obserwatora, który kiedyś widział a teraz czyta. To bardzo twórcze czytanie i wspominanie. Większość zaczerpniętej w ten sposób wiedzy musiałem rozważać w kategoriach dwóch odległych postaw – wielkości i małości, przy czym wielkość wynikała z tego, co czytałem, a małość gdy wspominałem LK jako polityka. Wielkość narratora (LK) jest sprawą widzenia rzeczywistości w szerokim znaczeniu. To obraz świata w sensie aksjologicznym. Ta metodologia, aczkolwiek ją podziwiam, ma się nijak do konkretnej rzeczywistości, tworzonej przez niego. I takim był – rozerwanym w swoim istnieniu i działaniu. Gdy się jednak zastanowić, która postawa była prawdziwa, to bez wątpienia trzeba przyznać, że wielkość wynikająca z jego osobowości, a ta druga zdarzyła się w ramach działań, których autor nigdy nie powinien się podejmować. Wykonał zadanie – jak zameldował, ale zrobił przede wszystkim sobie krzywdę, a Prezesowi i tak nie był w stanie dogodzić. Nie ulega wątpliwości, że „prowokator” wywiadu (ŁW – tak mniemam), dokonał wyboru tekstów i w tym jest zawarty również jego pogląd i widzenie roli LK jako prezydenta. Ten zaś nie dorobił się własnego pamiętnika, własnego systemu filozoficznego, dlatego zdani jesteśmy tylko na zabiegi wydobywcze. Wolno tak to ująć, ale w ten sposób trochę przybrązawia się postać. Z wypowiedzianych tekstów nie dla wszystkich wynika to samo, ale taka jest rola literatury. Dla mnie z tekstów wyłania się myśliciel, ale myśliciel specjalnej troski. On wymagał biblioteki, cieplarnianej atmosfery, kanapek w torbie plastikowej, których dostarczała mu Żona, a nie pobojowiska politycznego. Na tym tle wygląda trochę dupowato, a już zupełnie mnie załamuje swoją pretensją, że inni nie rozumieją tego, że on ma dobre intencje i chce dobrze i że z jego osobowości powinny tylko dobre pomysły wynikać (wyraził to również w wywiadzie tv). Otóż nie. Nie da się połączyć tych dwóch postaci w jednym podziwie. I wcale nie twierdzę, że któraś jest fałszywa. Jeśli więc przyjąć, że ta opisana jest prawdziwa, to o realny obraz obwiniam politykę i nic więcej. Tylko ona mogła wyzwolić w szlachetnym człowieku instynkty uchybiające wielkości pierwszej postawy. Życie nieprawdziwie obnażyło człowieka ideowego i tkwiącego częściowo, choć minimalnie, w ogólnie podzielanej kulturze. Tak go wolę widzieć, właśnie jako człowieka i dlatego nie żałuję pieniędzy wydanych na książkę, ale wspominać go będę inaczej, jako polityka – jako „Lecha - Kamikadze”. Stał się politykiem z własnego wyboru czyli mam prawo tak go zapamiętać, jak się kompromitował kosztem własnego „ja”, a jak się dopiero teraz okazało, swego wytrawnego życia duchowego. Nie napiszę o nim książki traktującej o tym, jak złym był prezydentem, bo, po pierwsze, mam zbyt mało danych, a po drugie, wiele sytuacji negatywnych było spowodowanych przez PO – nie wiem, czy przypadkiem nie były to działania celowe. Swoje jednak obrazy z jego prezydentury zachowam na czas pamiętania czegokolwiek. Lechowi Kaczyńskiemu życie napisało niezbyt dobry scenariusz. Teraz Jarosław Kaczyński usiłuje go poprawić i nadać nieznany nam sens życia swego brata. Namawia nas do nowej wiary, ale to tylko zapędy lokalnego „kościoła”. To nie ma szans na uniwersalność. Namawia nas do nowej aktywności, ale wyraźnie usiłuje jej nadać niebezpieczny kierunek. Strach się temu przyglądać... I tyle – czytelnik i obserwator. * Łukasz Warzecha: Lech Kaczyński, ostatni wywiad. P.S. Mój szacunek za „Irasiada” za „Borubara” za „Spieprzaj dziadu” za „pana Benhauera”, za „małpę w czerwonym”, za „oficer nie powinien być lękliwy” (o pilocie G.Pieruczuku), za „Rona Asmusa”, za „lubię być Kaczorem”, za „seks nie jest esencją życia”, za „stokrotkę i krótką listę”, za „nawet z prezydentem wolno się nie zgadzać”, za „nieudolnych z natury” (o polskich londyńczykach) - (zacytowałem z pamięci). To jest jedyne, czego z tego człowieka nie wziąłem na poważnie, bo gdy już do mnie to dotarło, to rozbawiło mnie, zanim jeszcze zdążyłem przemyśleć. Wyrażam taką nadzieję, że będzie można dalej się bawić przy wersji „Jachranka 2010”? Link Zgłoś
yadol Re: Szkoda człowieka – cofnijmy czas 13.12.10, 23:42 zamknięty pozdrawiam i życzę zdrowia Link Zgłoś
Gość: jhg Dzięki! IP: *.olsztyn.mm.pl 16.12.10, 11:25 zamknięty Dziękuję serdecznie! I coś a propos zdrowia. Wczoraj spędziłem dzień w szpitalu – taki los, drobny zabieg. Przez przypadek podsłuchałem taką rozmowę młodej osoby z jej matką: „Mamo, tata ma tętniaka aorty, a poza tym wszystko bardzo dobrze, bardzo, bardzo...”. Można by tylko dodać: „A poza tym nic na działkach się nie dzieje...”. To przecież, to że może w każdej chwili polec, nie ma znaczenia. Link Zgłoś
Gość: jothagie I co z tego? IP: *.olsztyn.mm.pl 16.12.10, 06:39 zamknięty Na forum ciągnie się temat ”Rewiński o facecie z Biłgoraja”, że niby coś mógłby powiedzieć o J. Palikocie. I niech oczywiście powie, bo każdy ma taką możliwość, jeśli przy tym prawa się nie obawia. Czyli ktoś, na siłę chce mi odsłonić jakieś kolejne szambo, lub coś, co jako szambo ocenia. Na mnie nie robi to zupełnie wrażenia. Postulatu niewinności nie stawiam nikomu, z kim chciałbym się zadać. Chyba, że oszukuje mnie przewrotnie, np. głosi „błogosławieni ubodzy...”, a sam żyje ponad stan. Po prostu, każdy kto przeżył ileś tam lat w socjalizmie i ileś w kapitalizmie, nie ma do tego prawa, by o kryształ się dopominać. A jeśli ktoś jeszcze nie osiągnął dojrzałości w sensie psychicznym, to może żądać niewinności, ale musi wziąć pod uwagę, że może kiedyś dojrzeje. W kwestii mego moralnego uczulenia na moralność innych chcę powiedzieć, że dla mnie nie istnieje ani grzech pierworodny ani grzech absolutny. Nie popieram więc stanowiska, że polityk, to już rodzi się jako świnia, ani że jeśli ktoś raz zdradził żonę, to już zawsze będzie ją zdradzał. Dlatego interesuje mnie czy J. Palikot będąc posłem na tyle sprzeniewierzył się swojej roli, że Rewiński może powiedzieć coś niezwykle ważnego chcąc nas ostrzec przed facetem z Biłgoraja. A więc może, czy nie? Z mojej wiedzy wynika, że nie. Mogę się oczywiście mylić, ale w takim razie wszystkie argumenty na stół... Od polityka oczekuję czystej koszuli, czystych butów i niepoplamionego garnituru. To jest warunek wstępny, żebym się nim zainteresował. Następnie oczekuję jakiegoś ciekawego wykształcenia, które objawiłoby jego system myślenia i chcenia (nie cierpię prawników w polityce, mimo że są potrzebni). Dalej, oczekuję klarownego systemu poglądów (np. w ramach partii) i własnego pomysłu. Niezależności finansowej (ludzi już dorobionych, nawet jeśli kradli, ale nie na moich oczach). I skuteczności! Mam dosyć impotentów, którzy niczego nie przeprowadzą, bo boją się utraty czegoś tam... mandatu partii, wyborców. Koniunkturalizm w polityce jest ohydny, acz obecny na co dzień. To wszystko, w sensie pozytywnym, w dostatecznym stopniu reprezentuje J. Palikot. A że był człowiekiem poszukującym na różne sposoby – to ja wiem. Zebrałem opinie o nim, zanim postanowiłem zainteresować się jego poglądami i propozycjami. To jest filozof z pozytywnym wypaczeniem. J. Palikot wychodzi do mnie z propozycjami, które uznałem za ważne dla Polski. O mnie tu nie chodzi, bo już nie skorzystam, ale oceniłem, że przyszłe pokolenia mogłyby żyć w normalniejszym kraju. Dlaczego im tego nie umożliwić? Dlaczego trzeba go zniszczyć zanim czegokolwiek dokonał? Przecież wiadomo skąd ta apologetyka pochodzi. Na samą myśl zaczyna im się koło doopy ciepło robić? Kościół już zdążył zohydzić go ustami JK, a potem przez swoją szemraną propagandę i kościelny trolling uczynić go wrogiem publicznym numer 1. Na mnie to nie działa. J. Palikota nie potrzebuję na ołtarzyk do wieczornych modlitw, tylko do przewodzenia i zrealizowania kilku idei, które odpowiadają na moje oczekiwania. Nie na wszystkie oczekiwania, rzecz zrozumiała, ale swoją aktywność oddam dla tych kilku. Czy mogę wyjść na tym źle, zawiedziony, jak w przypadku SLD? Tak, wiem o tym, ale to ryzyko wkalkulowałem w swój stan psychiczny. Mogę przegrać, bo ta przygoda warta jest tego. To jest polityka – nie róbmy z doopy sakramentu. Wielokrotnie zastanawiam się jak RUCH porównać do PJN. Jeśli ktoś tyle czasu spędza w PiSie, potem wychodzi i wymyśla ruch pod nazwa „Polska Jest Najważniejsza”, to mam obawy, jak daleko leży pierwowzór: "Deutschland, Deutschland über alles". A nadto wyraźnie powiem – chodzi mi o tych kilka idei, które rzucił J. Palikot. Tego nikt inny nie zrealizuje. I już nie porównuję i nie żebrzę o żadne wiadomości na temat J. Palikota. Praca źródłowa zakończona. Bierzemy się do roboty nawet jeśli psy szczekają. P.S. I na koniec coś bardzo popularnego, co skojarzyłem po spotkaniu z J. Palikotem – refleksja od wyjścia do przystanku MPK. Wokół żyje się biednie, ale niektórym żyje się luksusowo. Niestety, tylko niektórym. Weźmy dla przykładu Kościół (jako zbiór kadry dowodzącej) – taki ksiądz, jeśli nawet swoje obrzędowe obowiązki potraktuje jako pracę, to i tak nie żyje w stresie, że go ktoś z niej wywali, że mu firma zbankrutuje, że nie będzie miał co jeść, że nie wystarczy mu na emeryturę, że nie wystarczy na szklaneczkę whisky. Żyć nie umierać. To przecież o tym marzą Polacy, ale wielu tylko marzy. Można powiedzieć „dobrze im tak, jeśli nie poczuli w sobie powołania bożego...”. Dobrze im tak, jeśli są za odebraniem przywilejów podstępnie osiągniętych. (Tu wsiadam do autobusu, gdzie myślenie nie jest możliwe. Kasuję i cierpię. Rozumiem powiedzenie J. Paczkowskiego: „/.../Polska mi zbrzydła – za dużo święconej wody, za mało zwykłego mydła”). Link Zgłoś
Gość: . Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.12.10, 19:09 zamknięty ?????????????? Link Zgłoś
Gość: jothagie Z winnicy francuskiej do „winnicy” pańskiej IP: *.olsztyn.mm.pl 19.12.10, 09:26 zamknięty Jeden z pracowników, których wziąłem do pracy w winnicy przyjaciół przypomniał sobie, że jest praktykującym katolikiem i w niedzielę chciał odwiedzić kościół. Zawiozłem go do pobliskiego miasteczka na wieczorne nabożeństwo, właśnie dla pracujących w winnicach – tam termin zbioru reguluje różne zachowania. Po mszy ksiądz osobiście żegnał wszystkich uczestników, co spotkało mnie już któryś raz i bardzo mi się to podoba. Gdy doszło do nas, przedstawiłem „owieczkę” chwilowo z jego owczarni. To z kolei tak się duchownemu spodobało, że zaprosił na chwilę (1,5 godziny) rozmowy. Porozmawialiśmy sobie jak agnostyk z agnostykiem. Na koniec bardzo oczytanej dyskusji (podkreślam, że na oczytanego człowieka trafiłem) dał mi święty obrazek z własnoręcznie napisanym cytatem moich słów, które zrobiły na nim ogromne wrażenie. „Zarówno ateista, jak i teista, pozostają w wiecznym i nierozstrzygalnym sporze, czy "Bóg nie jest urojeniem” (Alister McGrath), czy "Bóg urojony" (Richard Dawkins) jest. Agnostyk jest poza takim sporem. Zagadnienia te przestały go interesować i wnosić w jego myślenie coś nowego”. Na mnie to też zrobiło wrażenie... szczególnie recenzja, jaką popełnił petent, którego na mszę wiozłem. Nie zna języka, ale tak to zrozumiał: „Pan musi być wierzący, jeśli ksiądz tak długo i z takim szacunkiem z Panem rozmawiał”. Nic nie muszę! To kultura Zachodu nakazuje mieć dla ludzi szacunek. My jeszcze musimy to poćwiczyć. To było coś o drugim uczestniku winnej wyprawy. Nazwijmy go „wyrzutem”, bo został wyrzucony z pracy i wyrzutem pracodawcy, bo chciał wziąć urlop, żeby zając się chorym dzieckiem. Żona nie mogła, bo pracodawca żądał od niej dyspozycyjności. Był wyrzutem również dla mnie, bo gdyby chociaż słowem powiedział, to ze względu na przyjaźń z jego zmarłymi rodzicami na pewno pomoglibyśmy im. A swoją drogą, jakich mamy pracodawców – Pan życia i śmierci. I my to uważamy za sprawiedliwe rozwiązanie. To nie może się ostać! Ale ileż można o tym mówić? P.S. To wspomnienie z wyjazdu na winobranie do Francji. To zaledwie trzy tygodnie a wspomnienia na rok, a nawet dłużej... Zniecierpliwionej „kropce”, jak wyżej: (forum.gazeta.pl/forum/w,64,97209648,120021511,Re_Zrozumiec_polityke_naszych_elit.html) poświęcam. Kochana „kropeczko”! Tyle znaków zapytania, to i mnie by przytłoczyło. Stawiam sobie jeden dziennie, ale systematycznie. Link Zgłoś