Dodaj do ulubionych

Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do l...

09.11.09, 06:21
Szpital mu zrobi badania gratis albo zapewni bezpłatny odwóz na
cmentarz.
Obserwuj wątek
    • emeryt21 Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do l... 09.11.09, 07:42
      To normalka w naszych sluzbach publicznych,nie tylko w sluzbie
      zdrowia.Cos dziwnego dzieje sie w naszym spoleczenstwie.Totalny brak
      zyczliwosci,usmiechu....."procedury" maja sie dobrze i nikt nie jest
      karany za takie przestepstwo,bo upomnienie to kpina.....
    • borsuk07 no i mamy System opieki oraz etyke Lekarzy ? ! 09.11.09, 07:54
      j/w
    • tenare Żeby podać nosze księgowość musi sprawdzić składki 09.11.09, 07:55
      Ale Ziuta Mistrz Rachunkowości ma katar i zabrała identyfikator elektroniczny
      ze sobą i wała wszystkim. I nie przeszkadzać podczas stosunku.
      • Gość: rolls-royce Re: Żeby podać nosze księgowość musi sprawdzić sk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.09, 08:06
        Ciekawe, dlaczego zgadłam, że to było w Poznaniu, zanim jeszcze otworzyłam artykuł?
        • Gość: ziomalsky Re: Żeby podać nosze księgowość musi sprawdzić sk IP: 79.173.14.* 09.11.09, 09:39
          To prawda! W Poznaniu lepiej nie chorować. Swoją drogą gość wybrał
          szpital HCP..czyli jeszcze gorszy! Niedawno wniosłem na izbę przyjęć
          mdlejącą kobietę, której dzień wcześniej w tym szpitalu podano lek o
          fatalnym działaniu. Najpierw drogę zablokowal mi ochroniarz pytąc
          po co przyszedłem! Później pojawił się jakiś pielięgniarz i spytał o
          co chodzi...jak mu powiedziałem co i jak odpowiedział tymi
          słowy "pan se weźmie wózek i pan se pojedzie na 1 piętro do pokoju
          3xx" i poszedł. Pojechałem do wskazanego pokoju ale buł zamknięty!
          Zastukałem....i znów zastukałem...stukałem 5 razy! Aż wreszcie zza
          drzwi dobiegł głos "co tam!" powiedziałem co i jak(przez nadal
          zamknięte drzwi". Gdy drzwi się otworzyly ukazała mi się jakaś
          kobieta ze stetoskopem i z ledwością w trafiła w rubrykę żeby wpisać
          nazwisko (bo to było najważniejsze)gdy opowiedziałdm co i jak się
          dzieje pani mi sie zapytała "i co ja mam zrobić?! Położyć na oddział
          czy co? Panie pan jest dorosły to chyba powinien wiedzieć co chce!"
          Wróciłem na izbę przyjęć i chciałem zadzwonić po karetę, ale zjawiła
          się na szczęście lekarka, która chciała poprostu pomóc...Takich
          przypadków niestety mógłbym przytaczać z własnego doświadczenia
          bardzo dużo...niestety. Powiem jedno. Lekarze bardzije martwią sie o
          swoje samochody niż o pacjentów!
    • incipit Co lekarz to konował niestety 09.11.09, 08:05
      Co lekarz to konował niestety
      • Gość: rano a co tu lekarz ma do rzeczy, frustracie? IP: 194.187.55.* 09.11.09, 08:19
        hm?
      • Gość: Egghead Re: Co lekarz to konował niestety IP: 156.17.207.* 09.11.09, 09:04
        Nie należysz niestety do 20% Polaków czytających ze zrozumieniem. Pomocy odmówił
        ratownik z karetki i pani z rejestracji Izby Przyjęć.
        • everettdasherbreed Re: Co lekarz to konował niestety 09.11.09, 10:03
          Czyli najważniejsze osoby w szpitalu.
          W wojsku też rządzą podoficerowie i dziadki a nie kadra oficerska.
      • Gość: gosc Re: Co lekarz to konował niestety IP: 87.246.232.* 09.11.09, 10:57
        A jest tu cos na temat lekarzy? Nie umiesz czytac ze zrozumieniem to i na
        medycyne pewnie sie nie dostales, a teraz sie wyzywasz, frustracie
    • Gość: 49 ¢ [...] IP: *.chello.pl 09.11.09, 08:32
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • aga1000 Zaraz, zaraz 09.11.09, 09:00
      Mili Państwo popatrzmy na to z drugiej strony. Panowie koledzy poszkodowanego
      chcieli dobrze ale powinni byli zabezpieczyc kolegę, ktoś powinien przy nim
      być i wezwać karetkę a nie latać po nosze? Nigdy tak nie róbcie. Najpierw
      ocena stanu poszkodowanego pacjenta potem karetka. Nawet jak widać gdy
      jesteśmy kilka metrów od szpitala. W czasie gdy wy się będziecie użerać z
      kolejką na SORze pacjent może się przekręcić. A trupowi nic po noszach.
      Co do reszty
      Ratownik stał z karetką pod szpitalem z jakiegoś powodu tak? Przywiózł np
      chorego? Czyli nie mógł się ruszyć bo za chwilę dostałby op...l, że się
      ruszył. takie realia, ratownik pewnie zatrudniony na kontrakcie więc ryzykował
      nie będzie.
      SOR w szpitalu: no comments. I to są prawdziwe problemy: kompletny brak
      organizacji i olewactwo a nie jakaś szczepionka na grypę. Podejrzewam, że
      gdyby wiadomo było ilu ludzi umiera na szpitalnych SORach po za późno dostali
      pomoc to pani minister zdrowia musiałaby się podać do dymisji
      • Gość: znafca Re: Zaraz, zaraz IP: 217.149.242.* 09.11.09, 09:08
        > SOR w szpitalu: no comments. I to są prawdziwe problemy: kompletny brak
        > organizacji i olewactwo a nie jakaś szczepionka na grypę. Podejrzewam, że
        > gdyby wiadomo było ilu ludzi umiera na szpitalnych SORach po za późno dostali
        > pomoc to pani minister zdrowia musiałaby się podać do dymisji

        problem na SORach wynika z tego, że 70% pacjentów którzy się tam zgłaszają nie
        powinno się tam w ogóle znaleźć - powinni być załatwieni albo przez rodzinnego,
        albo pójść i kupić sobie paracetamol w aptece i nie zawracać d.
        Niestety brak współpłacenia i "wszystko za darmo" oraz przekonanie, że w
        szpitalu to bez kolejki, o każdej porze i przebadają prowadzi do przeciążenia
        SORów - nie ma czasu zajmować się naprawdę chorymi
        • Gość: gosc Re: Zaraz, zaraz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.09, 10:01
          Jak u lekarza POZ słyszysz, że "najbliższy termin za 2 tygodnie", a jak już się
          dostaniesz, to dostajesz homeopatię, to trudno się dziwić, że koleś szuka pomocy...
      • Gość: Jacek Re: Zaraz, zaraz IP: *.vc.shawcable.net 09.11.09, 09:24
        Umiesz czytac? Cytuje: "dwaj inni koledzy pobiegli".
        • wyksztalciuch.jeden Re: Zaraz, zaraz 09.11.09, 09:33
          I o to chodzi - czemu pobiegli, skoro powinni zadzwonić po karetkę? Stracili
          tylko czas. Zapewne chcieli dobrze, ale wiadomo, gdzie brukuje się dobrymi chęciami.
          • everettdasherbreed Re: Zaraz, zaraz 09.11.09, 10:15
            W stresie i panice ludzie często popełniają głupstwa. Co dla zawodowego
            ratownika i lekarza jest oczywiste i określone procedurą, dla spanikowanego
            laika może być dziwne.
            Ale powinna obowiązywać ogólna zasada: laik powinien przenosić rannego tylko
            wtedy, gdy jest to konieczne w celu uratowania go np. przed pożarem,
            przejechaniem, przygnieceniem lub zatruciem. W innych przypadkach należy czekać
            na karetkę.
          • Gość: abc Re: Zaraz, zaraz IP: 78.138.31.* 09.11.09, 10:20
            Oj, chyba nie widzisz jaką bzdurę napisałeś. Gdybyś np. złamał na
            lodzie obie nogi i leżał na chodniku o 20 metrów od Pogotowia to o
            co bys prosił towarzyszące ci osoby?
            1. Lećcie na pogotowie i szybko wróćcie z noszami
            czy też może
            2. Zadzwońcie na karetkę, pewnie przyjedzie za jakieś 15 minut, gdy
            już wróci z trasy. A ja póki co tu sobie poleżę.
            Z TWOJEJ WYPOWIEDZI WYGLĄDA, ZE WYBRAŁBYŚ WARIANT DRUGI...
            • kzet69 Re: Zaraz, zaraz 09.11.09, 10:24
              oczywiscie że drugi, bo pierwszy grozi że podczas przenoszenia przez
              niewykwalifikowanych ludzi zgęgam się z bólu, uszkodzą mi w
              połamanych kończynach nerwy i naczynia krwionośne, poprosiłbym o
              ciepłe okrycie i podanie mi jeśli to możliwe środka przeciwbólowego.

              Złamane kończyny najpierw należy unieruchomić drogi ABC a nie targać
              pacjenta na przypadkowe nosze
            • Gość: j Re: Zaraz, zaraz IP: *.chello.pl 09.11.09, 10:29
              i to by byl wariant prawidlowy
            • wyksztalciuch.jeden Re: Zaraz, zaraz 09.11.09, 11:52
              Tak, nie jestem ratownikiem, więc powinienem poczekać na przybycie fachowej
              pomocy. Mam nadzieję, że w stresie nie zrobiłbym czegoś głupiego.
      • Gość: Isia Re: Zaraz, zaraz IP: *.150.167.2.csa-net.pl 09.11.09, 10:16
        Pomieszanie głupoty ze strachem. Procedury ważniejsze niż udzielanie pomocy
        pacjentowi. Kiedyś lekarz nie ratownik medyczny na miejscu podejmował decyzje i
        to było święte. Teraz ominięcie procedur naraża go na różne nieprzyjemności to
        po co ma się wychylać a że pacjent umrze i tak kiedyś musi. Może mniej
        nagrzeszy. To sarkazm ale w każdej dziedzinie tak się dzieje i kto nam to robi.
        Bliźni miłujący Boga. Polska to kraj katolików 90 % W takim szpitalu dyrektor 20
        tys a salowa najniższą krajową 1276 czyli do łapy ok 800. Czy to motywuje do
        pracy ? Jak za to nakarmić i posłać na studia dzieci ?
        • kzet69 Re: Zaraz, zaraz 09.11.09, 10:27
          > Pomieszanie głupoty ze strachem. Procedury ważniejsze niż
          udzielanie pomocy
          > pacjentowi.

          Procedury służą udzielaniu pomocy pacjentowi, nie wymyślono ich dla
          wygody ratowników tylko po to by zoptymalizować możliwośc ratunku
          człowieka w stanie zagrożenia życia

          > Bliźni miłujący Boga. Polska to kraj katolików 90 % W takim
          szpitalu dyrektor 2
          > 0
          > tys a salowa najniższą krajową 1276 czyli do łapy ok 800. Czy to
          motywuje do
          > pracy ? Jak za to nakarmić i posłać na studia dzieci ?

          co to ma wspólnego z komentowanym artykułem?
    • kzet69 Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do l... 09.11.09, 09:09
      Ile razy mozna społeczeństwu powtarzac: wypadek, utrata
      przytomności, NZK - dzwonimy 112 albo 999 a nie latamy bez sensu po
      miescie szukajac jakichś noszy, jakiegoś ratownika, jakiegoś
      lekarza. Personel SOR nie ma prawa udzielać pomocy poza terenem
      szpitala, karetka nie ma prawa wypożyczać noszy, ratownicy nie maja
      prawa porzucić pacjenta, którego przekazują na SOR i biec do innego.
      Dyrektor szpitala ma OBOWIĄZEK znać obowiązujące prawo a nie pleść
      głupoty dziennikarzom. Gdyby ten pan mial naprawdę NZK to zanim
      dobrzy koledzy dowieźli by go na pożyczonych noszach do SOR to byłby
      juz trupem, mózg umiera w 4 minuty.
      Jesteś świadkiem utraty przytomności - sprawdzasz oddech, tętno
      jeśli ich nie ma podejmusz czynności z zakresu BLS, wzywasz
      Pogotowie, kontynuujesz czynności resuscytacyjne do chwili przyjazdu
      ratowników. Tylko tyle i aż tyle. Po to są procedury by ich
      przestrzegać.
      A i jeszcze jedno do moich przedmówców zawzięcie plujacych na
      lekarzy: gdzie w komentowanym tekście pojawia się lekarz? Bo ja tam
      widzę dwóch panikarzy, ratownika i rejestratorkę z Izby Przyjęć.
      • darek.1961 Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do 09.11.09, 16:48
        Spoleczenstwo odpowiada
        A co jesli ja zrobilem wszystko co potrzeba do pierwszej pomocy mojej mamie a
        pogotowie a szczegolnie szpital praski w warszawie doprowadzily poprzez
        zaniechanie pomocy i nieprawidlowa opieke do pogorszenia jej stanu zdrowia?
        Pogotowie wybralo zly szpital, izba przyjec wyslala mame na rtg na stojaco a
        przy podejrzeniu udaru tak nie powinno byc, po 2 godzinach trafila na II oddzial
        ch.wewnetrznych, jadac na wozku a sanitariusz chyba zazdrosci Kubicy,
        pielegniarki na oddziele nie zainteresowaly sie pacjentem wogole a wrecz
        krzyknely z pokoju aby chora posadzic na laweczce a nawet zwazyc ja na wadze,
        dopiero jak sie ktoras wychylila i zobaczyla, ze mama nie moze stac to zalecila
        zawiezienie do lozka, ale potem nic, zadnego zainteresowania zarowno od
        pielegniarek jak i od salowych, po jakims czasie zjawil sie lekarz i zalecil
        kroplowki i srodek przeciwbolowy, pomimo tego, ze przekazalem jej co sie stalo
        kiedy mama zaslabla i przestala oddychac na ulicy,dopiero nastepnego dnia, po 30
        godzinach, podjeto decyzje o tomografii komputerowej glowy, ktora to maszyne
        szpital posiada, dopiero po tym sie okazalo, ze mama ma wylew podpajeczynowy i
        natychmiast przewieziono ja do innego szpitala, gdzie miala miec wykonany w
        zeszly czwartek zabieg usuniecia krwawienia
        mama zmarla we wtorek w nocy
    • ja.ja222 Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do l... 09.11.09, 09:11
      Gratuluję wszystkim kórzy popierają wszelkie strajki, protesty
      wszystkich zaptacowanych nierobów w slużbie zdrowia. Nalezy dac
      zdecydowanie większe pensje gdyz biedaczyska umierają z
      przewrażliwenia nad losem chorym.
      • Gość: Egghead Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do IP: 156.17.207.* 09.11.09, 09:21
        A ta ironia ma jakieś głębsze podłoże czy tylko niezrozumienie tekstu?
    • puuchatek Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do l... 09.11.09, 09:30
      Pozwolę sobie skomentować dwa wpisy:

      aga1000 napisała:

      > (...)
      > chcieli dobrze ale powinni byli zabezpieczyc kolegę, ktoś powinien przy nim
      > być i wezwać karetkę a nie latać po nosze? Nigdy tak nie róbcie (...)

      kzet69 napisał:

      > Ile razy mozna społeczeństwu powtarzac: wypadek, utrata
      > przytomności, NZK - dzwonimy 112 albo 999 (...)

      Telefon po karetkę - reakcja dyspozytorki - wysłanie karetki - dojazd do pacjenta. Ile razem? Pracownicy biura nie muszą wiedzieć, czy karetka przyjedzie akurat z tego szpitala na przeciwko. W moim mieście (powiatowe miast, 30 tys. mieszkańców, 30km od stolicy) choć jest wielki, nowoczesny szpital, jeszcze niedawno nie było w nim SOR, więc do przypadków nagłych karetka jeździła z sąsiedniego miasta - 10 km drogą, która często bywa zakorkowana.

      A w dodatku może się zdarzyć, że akurat wszystkie karetki są "w trasie" i trzeba poczekać.

      Więc uważam reakcję tych kolegów za zupełnie naturalną - skoro po deugiej stronie ulicy jest szpital, to _na_pewno_szybciej_ będzie przebiec przez ulicę niż dzwonić po pogotowie.

      OK, może sam pomysł z pożyczaniem noszy nie był rozsądny - ale to już powinien im zasugerować ten ratownik czy lekarz na izbie przyjęć.

      A gdyby to był ciężki zawał? Czy jaka inna cholera (nie jestem lekarzem), w przypadku której te kilka minut może zadecydować o życiu albo śmierci człowieka?

      Jasne - nie każdemu da się pomóc, nie zawsze pogotowie zdąży, nie zawsze uda się człowieka uratować. Takie jest życie.

      Ale jeśli ktoś umiera (na szczęście w tej sytuacji tak nie było) dlatego, że dla jakiegoś buca ważniejsze były procedury niż ratowanie życia, to to jest wyjątkowe s...syństwo.
      • kzet69 Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do 09.11.09, 09:36
        > Więc uważam reakcję tych kolegów za zupełnie naturalną - skoro po
        deugiej stron
        > ie ulicy jest szpital, to _na_pewno_szybciej_ będzie przebiec
        przez ulicę niż d
        > zwonić po pogotowie.
        do ratowania życia nie służy "jakiś szpital" tylko taki w którym
        jest SOR, na dodatek z aktualnie obecną obsadą dyżurową

        > A gdyby to był ciężki zawał? Czy jaka inna cholera (nie jestem
        lekarzem), w prz
        > ypadku której te kilka minut może zadecydować o życiu albo śmierci
        człowieka?
        >
        to by człowiek umarł gdyż jego koledzy zamiast go ratować biegali po
        osiedlu

        > Ale jeśli ktoś umiera (na szczęście w tej sytuacji tak nie było)
        dlatego, że dl
        > a jakiegoś buca ważniejsze były procedury niż ratowanie życia, to
        to jest wyjąt
        > kowe s...syństwo.

        te procedury wymyślono po to by skuteczniej ratować życie, i to
        działa
        mniej jadu więcej wiedzy proszę
        • Gość: gosc Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.09, 10:04
          Według prawa, w sytuacji zagrożenia życia (a tutaj taka była) wszystkie
          procedury można złamać. To jest tzw. stan wyższej konieczności, i nikt nie
          poniesie kary za nielegalne użycie noszy w celu ratowania pacjenta. Ktoś, kto
          podaje takie tłumaczenia powinien się chyba zgłosić do neurologa...
          • kzet69 Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do 09.11.09, 10:10
            człowieku "procedura pożyczania noszy" w stanie zagrożenia życia i
            biegania po miescie z tymi noszami jest po prostu nieskuteczna i
            wżaden sposób nie pomoże uratować życia, co najwyżej odwrotnie
            zmniejszy szanse pacjenta.
            Jeszcze raz jak w przedszkolu:
            Jesteś świadkiem utraty przytomności to
            1. sprawdzasz obecność czynności życiowych tętno, oddech
            jeżeli są to wzywasz pogotowie i czekasz przy pacjencie
            zabezpieczając go od dodatkowych urazów czy zaksztuszenia do
            przyjazdu ratowników
            2. Jeżeli nie ma podejmujesz BLS, po minucie sztucznego oddychania,
            gdy natlenisz pacjenta, wzywasz pogotowie po czym
            3. kontynuujesz BLS do przyjazdu ratowników
            tylko tyle, żadne stany wyższej konieczności, chyba że jesteś w
            syberyjskiej tajdze 100 km od najbliższej wsi!
            • emissarius Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do 09.11.09, 18:09
              Podaj mi proszę jeden akt prawny, który wymagałby od przeciętnego przechodnia znajomości zasad udzielania pierwszej pomocy i skrótów typu BLS czy AED.

              Jak dotąd to bardzo elitarna umiejętność i należy dążyć do sytuacji, w której jak najwięcej osób pozna niezbędne podstawy i być może coś więcej. Spora w tym rola lekarzy.

              Póki co każdy człowiek ma obowiązek uczynienia wszystkiego, co leży w jego mocy. Dla jednego będzie to lekkie szarpnięcie za ramię, dla innego BLS, dla Ciebie ALS, a dla jeszcze innego - tylko wezwanie odpowiednich służb.

              Generalna zasada: ZAKAZ BIERNOŚCI.

              Moim prywatnym zdaniem koledzy "nieprzytomnego" zdali egzamin, może nie na najwyższą ocenę, ale jednak.
          • wyksztalciuch.jeden Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do 09.11.09, 10:10
            Wytłumacz to pacjentowi, który właśnie tą karetką przyjechał. Mogli jeszcze
            poprosić o ambu, a najlepiej całą karetkę pożyczyć. No bo przecież jest "sytuacja".
      • wyksztalciuch.jeden Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do 09.11.09, 09:45
        > Pracownicy biura nie muszą wiedzieć, czy karetka przyjedzie akur
        > at z tego szpitala na przeciwko.
        Ale właśnie o to chodzi - to nie musi być karetka ze szpitala naprzeciwko, która
        zapewne obsługuje innego pacjenta, tylko najbliższy wolny zespół.

        > dl a jakiegoś buca ważniejsze były procedury niż ratowanie życia,
        > to to jest wyjąt kowe s...syństwo.
        Procedury nie są od czapy, tylko pomyślane tak, aby zapewnić większe
        bezpieczeństwo (nie w każdej dziedzinie, ale akurat w ratownictwie można na nich
        polegać). W przeciwnym wypadku mogłoby być tak jak kiedyś - dwóm kolegom długo
        się czekało na karetkę, więc wzięli trzeciego po urazie kręgosłupa i zaczęli
        nieść w stronę miasta. Zaiste, przyspieszyli pomoc o kilka minut. Uszkodzenia
        kręgosłupa - bezcenne.
    • everettdasherbreed Kolejka jest! 09.11.09, 10:01
      Skoro kolejka to socjalizm. W socjalizmie stoi się w kolejkach. W gospodarce
      rynkowej kupuje się potrzebne produkty i usługi. Gdy są pilnie potrzebne lub
      trudno dostępne, to płaci się drogo ale kupuje.
    • ba.zach Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do l... 09.11.09, 10:13
      Widać po ostatnich przypadkach w medycynie,że przynajmniej w naszym kraju nie
      ma lekarzy z powołania.Są za to konowały,którzy na pierwszym miejscu stawiają
      kasiorę, a przy tym są tak pazerni,że zapominają o swoich obowiązkach wobec
      pacjentów.
      • kzet69 Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do 09.11.09, 10:21
        jesteś pewien że komentujesz przeczytany artykuł czy tylko tak sobie
        dla poprawy sfrustrowanego ego plunąłeś jadem?
    • togo13 Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do l... 09.11.09, 10:17
      Czytac spokojnie nie mogę.Tam na stolkach wysokich wymyslają
      procedury, a nie zdrowy rozsądek maja w głowie. Oczywiscie ci na
      dole boja się o pracę, bo im " góra" nakazała przestrzegać procedur,
      a człowiek liczy się najmniej. W procedurze ma zachorować w styczniu
      2010, a dzis jest listopad 2009.Komuno wróć.I będziecie się dziwić
      jak w wyborach zwycięży SLD!!
      • kzet69 Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do 09.11.09, 10:32
        > Czytac spokojnie nie mogę.Tam na stolkach wysokich wymyslają
        > procedury, a nie zdrowy rozsądek maja w głowie.

        Wyobraź sobie że te procedury wymyślili ci co na ratownictwie zęby
        zjedli i są prawie jednolite w całej UE i US

        No ale ty jesteś mądrzejszy...

        W procedurze ma zachorować w styczniu
        > 2010, a dzis jest listopad 2009.Komuno wróć.I będziecie się dziwić
        > jak w wyborach zwycięży SLD!!
        co to za bełkot, piszemy o procedurach w RATOWNICTWIE MEDYCZNYM po
        ch.l.rę ta polityka?
        • emissarius Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do 09.11.09, 12:11
          Naprawdę są takie procedury, które pozwalają wykwalifikowanemu ratownikowi medycznemu, poinformowanemu o wypadku - zachorowaniu - po prostu nie zareagować? W której to ustawie, bo chyba nie o ratownictwie...

          Z całą pewnością są za to procedury, na podstawie których podlega karze ten, kto nie udziela pomocy w warunkach zagrożenia zdrowia i/lub życia, ZWŁASZCZA jeśli jest osobą przygotowaną do tego zawodowo, co więcej - pełniącą w danym momencie dyżur.
    • pulkownica Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do l... 09.11.09, 10:21
      Lekarze konowały,sąd powinien jeżeli naruszyliście
      prawa pacjenta karać surowymi karami,negatywne
      zachowanie co do wykonywania zawodu lekarskiego
      daje Wam Wasza przełożona Ewa Braun.
      • Gość: mam Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do IP: *.icpnet.pl 09.11.09, 10:43
        A gdzie przeczytałaś o lekarzach konowałach?
      • Gość: zdrowynarazie Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do IP: *.chello.pl 09.11.09, 10:46
        Oto do czego prowadzą idiotyczne przepisy i dyrektywy władz nadrzędnych
        i nie tylko takie idiotyzmy obowiązują w Poznaniu...tak jest wszędzie!
    • karetka3 Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do l... 09.11.09, 10:37
      Mam do czynienia z takimi problemami na co dzień. Za i przeciw ?
      Szybko to nie znaczy zawsze dobrze, choć poszkodowany lub obserwator
      często tak sądzą. W państwowej służbie zdrowia często spotykam się
      ze znieczulicą, i niechęcią pomocy, a czasami wystarczy choćby gest
      lub słowo ! Działam w tej branży jako podmiot gosp. i zdarzało mi
      się reanimować pacjenta, bo taka była potrzeba chwili. Robiłem to z
      potrzeby sytuacji, punktu zawodowego jak i potrzeby serca. Wcale nie
      musiałem, ale nie mogłem przejść obojętnie obok umierającego
      dziecka. Muszę przyznać, że to zostaje w sercu, taka dzika
      satysfakcja pomogłem - nie zostawiłem tego małego człowieka w
      wielkiej potrzebie. Dopuki to będę czuł, to oznacza, że jeszcze się
      nadaję w tym zawodzie. I takiej satysfakcji życzę tym pracownikom
      służby zdrowia , którzy tego jeszcze nie czują !
      • emissarius Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. 09.11.09, 12:25
        karetka3 napisał:

        Robiłem to z potrzeby sytuacji, punktu zawodowego jak i potrzeby serca. Wcale nie musiałem, ale nie mogłem przejść obojętnie obok umierającego dziecka. Muszę przyznać, że to zostaje w sercu, taka dzika satysfakcja pomogłem - nie zostawiłem tego małego człowieka w wielkiej potrzebie.

        Przypomnę tylko na marginesie - pełen niekłamanego uznania dla Twojej postawy, że nie wynika ona tylko z dobrego serca ale także z prawnego obowiązku.

        Jeśli nie byleś na tych zajęciach - uprzejmie przypomnę, że ciągle jeszcze obowiązuje art. 164 Kodeksu Karnego.

        §1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia lub poważnego uszczerbku na zdrowiu - podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

        A Twój kolega sprzed szpitala o tym nie wiedział, i nie czuł też takiej potrzeby serca.
    • hela6 Zadoścuczynienie - badanie diagnostyczne :D 09.11.09, 11:37
      No to w stylu służby zdrowia. Badanie jako coś ekstra, bonus, nie ważne, czy
      potrzebne czy nie, masz, na koszt podatnika. Jeśli byłbyś chory, nie
      przysługują, ale żeś narobił wrzasku to i badania prenatalne Ci zrobimy. Co?
      Nie ma już na to pieniędzy w tym roku? Przyjdź w styczniu, wtedy robimy je
      każdemu, niezależnie od wieku, płci i schorzenia. NFZ stawia.
    • bimota Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do l... 09.11.09, 11:59
      "Procedury służą udzielaniu pomocy pacjentowi, nie wymyślono ich dla
      wygody ratowników tylko po to by zoptymalizować możliwośc ratunku
      człowieka w stanie zagrożenia życia "

      Ot cala kwintesencja problemu. W sluzbie zdrowia nie potrafia samodzielnie
      myslec, do kazdej sytuacji trzeba im podac procedury. Co z tego, ze nie ma tam
      slowa o lekarzach ? Cala sluzba zdrowia to bagno... Kazdy logicznie myslacy
      postapilby tak samo jak ci "panikarze". Szpital kojarzy sie z miejscem, w
      ktorym sa osoby kompetentne do udzielenia 1 pomocy, zlaman nie bylo, wiec
      raczej nie bylo przeciwwskazan do przenoszenia na noszach i trwalo by to
      krocej niz przyjazd karetki.

      Jesli nie dostalem sie na medycyne to moze przez uklady powodujace, ze dostaja
      sie tam tylko tacy "procedurczycy".

      Jak nie umiecie pisac po ludzku to darujcie sobie te rady bo i tak nie
      rozumiem tych "proceduralnych" skrotow...
      • kzet69 Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do 09.11.09, 12:13
        > Ot cala kwintesencja problemu. W sluzbie zdrowia nie potrafia
        samodzielnie
        > myslec, do kazdej sytuacji trzeba im podac procedury.

        Widzisz procedury obowiazują także w lotnictwie, marynarce,
        sądownictwie, policji, wojsku jasne wszyscy nie potrafia
        samodzielnie myśleć....

        Co z tego, ze nie ma tam
        > slowa o lekarzach ? Cala sluzba zdrowia to bagno...

        a w Ameryce Murzynów biją....
        Kazdy logicznie myslacy
        > postapilby tak samo jak ci "panikarze".

        jasne pospolite ruszenie było lepsze od zawodowej armii co jawnie
        stalo się ciałem na polach wielu bitew....

        zlaman nie bylo, wiec
        > raczej nie bylo przeciwwskazan do przenoszenia na noszach

        no comment, śmiech pusty jeno

        > Jesli nie dostalem sie na medycyne to moze przez uklady
        powodujace, ze dostaja
        > sie tam tylko tacy "procedurczycy".

        raczej przez brak odpowiedniej ilości punktów na egzaminie wstępnym
        albo uzyskaniu ponizej 80% na nowej maturze rozszerzonej, bo takie
        niestety obowiązują teraz kryteria


        > Jak nie umiecie pisac po ludzku to darujcie sobie te rady bo i tak
        nie
        > rozumiem tych "proceduralnych" skrotow...


        prawa jazdy też nie masz?
        • bimota Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do 10.11.09, 13:28
          > Widzisz procedury obowiazują także w lotnictwie, marynarce,
          > sądownictwie, policji, wojsku jasne wszyscy nie potrafia
          > samodzielnie myśleć....

          Z ust mi to wyjales...

          Tak poza tym to procedury sa raczej ogolne i nie ma takiej opcji by braly pod
          uwage kazdy przypadek. No i nie czarujmy sie, prawda jest taka, ze im sie
          poprostu nie chcialo, inaczej by chodzili jakby dostali "w lape"... Od razu by
          sie znalazly odpowiednie procedury...

          > a w Ameryce Murzynów biją...

          Moze i bija...

          > jasne pospolite ruszenie było lepsze od zawodowej armii co jawnie
          > stalo się ciałem na polach wielu bitew....

          To tez byc moze prawda, choc historykiem nie jestem. Nie ma to nic do rzeczy.

          > no comment, śmiech pusty jeno

          Racja, dosc juz pustych argumentow...

          > raczej przez brak odpowiedniej ilości punktów na egzaminie wstępnym
          > albo uzyskaniu ponizej 80% na nowej maturze rozszerzonej, bo takie
          > niestety obowiązują teraz kryteria

          Faktycznie bija tych murzynow. ;) Jak na papierze wszystko jest ok tzn, ze nie
          ma zadnych ukladow, nie ? ;) Zreszta, "kryteria" tez daja do myslenia... Nie
          znam co prawda nowej matury, ale przypuszczam, ze wiekszosc poruszanych tam
          zagadnien nie przyda sie w zawodzie lekarza. Dobrze, ze matematyke zrobili
          obowiazkowa, moze da to troche lepsza jakosc.

          > prawa jazdy też nie masz?

          "Tez" ? To czego niby nie mam ? W kazdym razie w kodeksie drogowym raczej takich
          skrotowcow nie ma...
      • Gość: Egghead Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do IP: 156.17.207.* 09.11.09, 12:18
        No to błysnąłeś. Akurat całe ratownictwo opiera się na procedurach i schematach
        postępowania. W sytuacji ratowania życia nie ma czasu na kombinowanie "a może
        podajmy płyny". Stąd zawód ratownika, który nie musi wiedzieć, dlaczego coś się
        dzieje, tylko ma wykonywać odruch: objaw - działanie (procedura, sekwencja
        działań). Dzięki temu liczba uratowanych jest znacznie wyższa. Tylko że nikt nie
        napisze artykułu "W Koluszkach skutecznie renimowano pacjentkę".
        • emissarius Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. 09.11.09, 12:32
          No to się pan ratownik przed szpitalem popisał znajomością procedur i zasad...

          "Wykonuje tylko polecenia dyspozytora pogotowia" - nie sądzę, by to wyczytał w świętej Ustawie. Pogratulować autorytetu dyspozytorowi.

          Gdzie mam szukać procedur pozwalających pozostawić człowieka w stanie zagrożenia bez JAKIEJKOLWIEK pomocy?

          • kzet69 Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. 09.11.09, 12:48
            > No to się pan ratownik przed szpitalem popisał znajomością
            procedur i zasad...
            >
            a co mu zarzucasz? że nie oddał noszy jakiemuś gościowi ?

            > "Wykonuje tylko polecenia dyspozytora pogotowia" - nie sądzę, by
            to wyczytał w
            > świętej Ustawie. Pogratulować autorytetu dyspozytorowi.
            >
            też lubię dyspozytorów, dziękuję w ich imieniu

            > Gdzie mam szukać procedur pozwalających pozostawić człowieka w
            stanie zagrożeni
            > a bez JAKIEJKOLWIEK pomocy?
            Pozostawili to tego człowieka jego spanikowani koledzy....

            A na poważnie ta karetka nie przyjechała tam sobie postać,
            wykonywała jakieś konkretne zlecenie, nie przeyrwa się wykonywanego
            zlecenia tylko dlatego że pan X-ski tak chce, zespół odpowiada za
            aktualnego pacjenta a nie ewentualnego.
            Domyślam się do czego zmierzasz, że ratownik mógł przez radio
            powiadomić dyspozytorkę, niby mógł, ale po pierwsze radio nie
            wszędzie odbiera (w zadaszonych izbach przyjęć są z tym problemy) po
            drugie to taka zabawa w "głuchy telefon" facet mówi ratownikowi,
            ratownik dyspozytorce, dyspozytorka pyta, ratownik przekazuje
            pytanie facetowi, facet odpowiada ratownikowi, ratownik przekazuje
            dyspozytorce uff... Nie prościej wybrać samemu 999 (pomijam
            techniczny drobiazg że dyspozytorka koordynująca nie znajduje się w
            Biurze Wezwań) czy 112? pzdr
            • emissarius Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. 09.11.09, 12:56
              Znam dobrze ten szpital i lokalne warunki.

              Ratownik i jego koledzy [zespół] złamali wszelkie obowiązujące zasady. Mogą tylko dziękować Bogu, że ta sprawa dobrze się skończyła.

              Jeśli jesteś jego kolegą - lepiej nie dążyć tematu. Wszystkie te hipotezy o których piszesz można w Poznaniu sprawdzić z drobiazgową wprost dokładnością.

              Warto też pamiętać o tym, że artykuł w prasie zazwyczaj nijak się nie ma do rzeczywistości.
              • kzet69 Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. 09.11.09, 13:03
                > Znam dobrze ten szpital i lokalne warunki.
                >
                to masz nade mną przewagę, nie jestem z Poznania

                > Ratownik i jego koledzy [zespół] złamali wszelkie obowiązujące
                zasady.

                Z tym bym się spierał, nie wiemy jakie zlecenie realizowali, reoria
                wykorzystywania ich jako "głuchego telefonu" też mnie nie przekonuje

                Mogą tyl
                > ko dziękować Bogu, że ta sprawa dobrze się skończyła.
                >
                A co ma z tym Bóg wspólnego?

                > Warto też pamiętać o tym, że artykuł w prasie zazwyczaj nijak się
                nie ma do rze
                > czywistości.

                Tu 100% zgoda.

                > Jeśli jesteś jego kolegą - lepiej nie dążyć tematu.

                Nie jestem, nie jestem z Poznania, nie jestem ratownikiem, jestem
                lekarzem S
                Temat warto drążyć, bo nie chodzi tu o jednostkowy przypadek błahego
                omdlenia tylko u wyrobienie w społeczeństwie odpowiednich odruchów i
                świadomości postępowania w takich sytuacjach bo inaczej każde takie
                zdarzenie będzie prowadziło do "wolnopolki" i takich niepotrzebnych
                zgrzytów.

                pzdr.
                • emissarius Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. 09.11.09, 13:45
                  Jeśli wierzyć treści artykułu, bo tylko do niej się odnoszę [nie wiem jak było naprawdę] - karetka z ratownikami stała przed szpitalem - to znaczy, że niemal na pewno przywiozła pacjenta na SOR. Można to nader łatwo sprawdzić. Podobnie jak to, kim był ów ratownik, być może tylko kierowcą - co nie zmienia postaci rzeczy.

                  Po zdaniu pacjenta udali się w drogę powrotną na Stację, dokąd jednak nie dojechali - zostali zawróceni przez dyspozytora, musieli wrócić na miejsce zdarzenia [pod szpital]. Wszystko to także można bardzo łatwo sprawdzić - funkcjonuje system precyzyjnego pozycjonowania GPS.

                  W każdej takiej sytuacji, nawet w trakcie forsownej reanimacji - obowiązkiem ratownika było zareagować, powiadomić przełożonych, zrobić cokolwiek. Poprosić kierowce, czy nawet przechodnia. To obowiązek wynikający z przepisów prawa. Według treści artykułu nie zrobili nic. Potwierdza to dyrektor pogotowia w artykule. Wszystko to również łatwo sprawdzić - wszelkie rozmowy z CPR są rejestrowane, także te prowadzone przez radiotelefony.

                  W świetle prawa "spanikowani koledzy" osoby rzekomo nieprzytomnej - zrobili dokładnie i precyzyjnie to, czego się od nich oczekuje. W takim zakresie, w jakim byli kompetentni. Oni naprawdę nie muszą znać założeń Systemu ani zasad ABC, i może jeszcze DEF. Natomiast ratownicy niestety muszą.

                  Napisałem, że powinni dziękować Bogu, że ta historia tak się skończyła, ponieważ gdyby jednak tego nieprzytomnego nie udało się uratować - zespół prawdopodobnie przebywałby teraz w towarzystwie prokuratora.

                  Cytat: "ta karetka nie przyjechała tam sobie postać, wykonywała jakieś konkretne zlecenie, nie przeyrwa się wykonywanego zlecenia tylko dlatego że pan X-ski tak chce, zespół odpowiada za aktualnego pacjenta a nie ewentualnego."

                  Nie są mi znane żadne takie zasady. Czy to znaczy, że zespół prowadzący reanimacje w czasie jazdy może bez emocji przejechać obok osoby potrąconej, czy wypadku - nie reagując? Otóż w żadnym razie nie może - zapewniam, trochę się na tym znam.

                  Argument o kiepskiej łączności radiowej także odpada - w Poznaniu na ogół działa to poprawnie, nawet pod daszkiem.

                  To tylko moja wersja wydarzeń która być może nie odpowiada rzeczywistości, ALE w kontekście artykułu - tak właśnie wygląda stan rzeczy.
                • darek.1961 Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. 09.11.09, 17:00
                  Ale za to swietnie znasz procedury, moze mi pomozesz jakie sa procedury kiedy
                  przywozi sie pacjenta z ulicy z podejrzeniem udaru?
            • Gość: marek Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. IP: *.icpnet.pl 09.11.09, 14:38
              Masz rację. Ale nie wszyscy potrafią udzielić pomocy, nie każdy potrafi zachować
              zimną krew. Pewnie bliskość szpitala "wyłączyła" trzeźwy osąd zdarzenia. Chcieli
              coś zrobić nie udało się, więc ktoś musi być winny. W takim wypadku i w takim
              stresie procedury wydają się nieludzkie i bezsensowne, mimo że ratują życie.
      • emissarius Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do 09.11.09, 12:45
        Jak już ktoś bardzo słusznie zauważył - procedury, zasady, standardy postępowania są stosowane niemal w każdym zawodzie. Także w medycynie. Ma to służyć szeroko rozumianemu dobru pacjenta i bezpieczeństwu ratującego.

        Nie ma takich procedur, które pozwalałyby na nieudzielenie pomocy potrzebującemu, w warunkach braku jakiegokolwiek zagrożenia. Opisywana sytuacja - choć gorsząca, wynika z czegoś zupełnie innego aniżeli przestrzegania procedur. Wprost przeciwnie. Chyba, że istnieją jakieś kanony o których nie wiem, czyli np. władza absolutna dyspozytora.
    • Gość: gość Re: Szpital nie pomógł nieprzytomnemu. Odesłał do IP: 91.199.50.* 09.11.09, 22:12
      W takich sytuacjach wystarczy na spokojnie powiedzieć, że pacjent jest bratem
      radnego/prezydenta miasta/dyrektora szpitala czy coś w tym stylu i wszyscy staną
      na równe nogi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka