danuta.marciniak
10.03.04, 11:51
W filii Biblioteki Raczyńskich na ul. Lodowej, w dziale z literaturą polską,
zostałam - nie przesadzam - napadnięta przez bibliotekarkę.
Jestem nauczycielką polskiego w jednym z poznańskich liceów. Często więc
korzystam z bibliotek. Często też zdarza mi się polecać filię B. Raczyńskich
na ul. Lodowej moim uczniom. Nie wiedziałam jednak, że korzystanie z
biblioteki może skończyć się urazem psychicznym, agresją, niechęcią...
Stałam przy regale z książkami (jest tam bowiem wolny dostęp do półek) i
przeglądałam, wertowałam - jak to w bibliotece. Obok, przy stoliku, siedziała
sobie pani bibliotekarka. Czytała książkę. W pewnym momencie odwróciła się do
mnie i zadała pytanie (z pretensją w głosie): "Czego ty tu szukasz tyle
czasu?!" . Zdziwiłam się trochę, ale spróbowałam odpowiedzieć grzecznie, że
przeglądam książki. Może wyglądam młodziej niż powinnam ;), więc nie
przejęłam się zbytnio formą per "ty"... Dodałam na załagodzenie sytuacji, że
jeżeli będę potrzbowała jakiejś pomocy w znalezieniu czegoś konkretnego, to
wtedy poproszę o tę pomoc. Pani bibliotekarka, jak oparzona, syknęła (spode
łba, z jakąś dziwną ironią w głosie) : "Niemożliwe!!". Po czym - chyba się
zreflektowała i rzekła, jakby to na swoje usprawiedliwienie : "Stoisz mi tu
za plecami i nie mogę skoncentrować się na książce". Powiem szczerze, że tym
razem zdziwiłam się trochę bardziej niż przed chwilą i odrzekłam
(zdziwiona) : "Taka pani praca" - tonem łagodnym a uspokajającym. Jak się nie
zerwała, jak nie syknęła... "Ty!! Smarkata!!" - wykrzyknęła do mnie pani
bibliotekarka.
Ręce mi opadły, Proszę Państwa, stałam chwilę oniemiała, po czym odstawiłam
książki na półeczkę i wyszłam. Pani bibliotekarka rzuciła jeszcze za mną : "A
wychodź sobie!".
Byłam roztrzęsiona... i nadal trochę jestem , jak sobie "to" przypomnę...
Gdyby któryś mój uczeń został tam potraktowany w taki sposób i gdyby mi
opowiedział tę historię - chyba bym nie uwierzyła.
I proszę mi powiedzieć, jak ja mam teraz licealistom polecać Bibliotekę
Raczyńskich na ul. Lodowej jako instytucję kulturotwórczą... ???
I jak mam przełamać swój wstręt do tego miejsca teraz? Przeciez muszę tam
pójść od czasu do czasu po książkę - taka moja praca... Brrr...