Dodaj do ulubionych

Prawda o dyr. N........

15.11.06, 19:44
użytkowników

2006.11.15, 09:22, ~Ewik - dziś "belferka" [1]
Jestem absolwentką "12" sprzed 20 lat , to byla najwspanialsza "buda" z
najwspanialszym dyrektorem i wychowawcą - Panem Nijakowskim , to jest zdanie
moje, moich rodziców i tysięcy myślę innych osób , które mialy to szczęście
wówczas tam chodzić ! Brzydzi mnie "jad" i plucie ze strony jednego "rodzica2
(?!)" - to chyba jedyna z tych ,którym Pan Dyrektor pzepuścil (?) i
pamięta ,albo nie pamięta do dziś, a nienawiść odbiera rozum ! Pozdrawiam
wszystich co pamiętają wspaniale czasy tamtej "

2006.11.15, 19:20, ~rodzic 2
Pani belferko, wśród dzieci , jakim byłaś 20 lat temu, gdy to się działo,
historia nie była głośna - chyba, że rodzice o niej mówili w domach.
Wiedzieli o niej vicedyrektory, wielu nauczycieli, sekretarka, ktora widziala
częste zamykanie się dyr. z kochanką w gabinecie swoim i jej na terenie
szkoły,wielu mieszkanców Zatorza, Wydział Rodzinny sądu w Starym Koninie,
lekarze ratujący życie nauczycielce, niektórzy ludzie z Kuratorium Oświaty,
żona P. N, mąż osoby, która próbowala przez niego się zabić... - wiedzieli,
że popija w swym gabinecie, że w gabinecie, przy drzwiach zamknietych stosuje
kary cielesne wobec uczniów- to akurat się nalezało, bo stosowane bylo wobec
najgorszych bandziorów. P. Nijakowski nie kryl się z tym przed kolegami, że
kochanka - nauczycielka SP 12 nie byla jedyną z którą zdradzal żonę, ale to
przez nią z żoną się rozwiódł.Zaczął ją nachodzić w jej domu, gdy tylko mąż
nauczycielki wyjechal na kontrakt za granicę. To, co tu się przedstawia, to
opinie wydane na podstawie sprawności p. Nijakowskiego jako dyrektora. A ja
mówię o faktach, ktore widzialem i slyszalem o nich od zainteresowanych,
widzialem listy p. Nijakowskiego i tej nauczycielki. Jako dyrektor był
sprawny. Jako czlowiek i pedagog nie powinien wykorzystywać swego stanowiska
do rzeczy o ktorych piszę . Dziś, zostalby po prostu oskarzony o molestowanie
i picie w pracy. Wtedy, w kuratorium siedzieli aparatczycy PZPR jak p.
Nijakowski - od zawsze zagorzały komunista. Wybronił się, odszedl potem do
kopalni, by , po paru latach wrócić do szkoły ożeniony po raz drugi z inną
nauczycielką z SP 12. Wszystko to są FAKTY - nie mialem i nie mam dziecka w
SP 12 czy SP 3. Znam tylko prawdę i rozmiar krzywdy, jaką p. dyr. wyrządził
ludziom, w tym wlasnym dzieciom i dziecku molestowanej nauczycielki. więcej »

2006.11.14, 15:29, ~anonim [1]
Twoje fantazje są chore czowieku rodzicu2 ! n Nie spisz tylko to
wymyślasz,to możesz doczekać sie konsekwencji prawnych.Tego ci życzę, chyba
że jesteś faktycznie "chory" co dzsiaj jest modne ! Idż śnić!

2006.11.15, 00:47, ~rodzic 2
Nie, anonimie. To nie są fantazje. A sprawy sądowej nie będzie, bo są na to
dowody i świadkowie, choć sprawy te mialy miejsce wiele lat temu. P. N. nie
byłby zainteresowany, żeby po latach odgrzebywać to wszystko ,o czym bylo tak
glosno. Nie ciągnij mnie za język i nie sugeruj mi klamstwa, bo ujawnię
jeszcze więcej - łącznie z nazwiskami, datami, miejscami smętnych wydarzeń.
Nic, bym o tym nie mówil, gdyby nie te peany na cześć pana dyrektora, który
zniszczył tylu ludzi, czyjąś rodzinę..

2006.11.14, 06:44, ~Rodzic 2
Naprawdę rodzicu" - nie jest porządnym człowiek,ktory już za dyrektorowania
w SP 12 sprowokowal głosny konflikt ze swoją wicedyrekt. rozstrzygany przez
komisję z kuratorium.Nie jest też porzadnym, bo jako zonaty męczyzna z dwójką
dzieci molestowal podległe mu pracownice,spododował rzucenie się pod samochód
jednej z nauczycielek - uprawiał z nią miłość nawet na terenie szkoły,rzucił
dla niej żonę,znany był ogólnie jako ten,co żadnej nie przepuścił, pil
alkohol w szkole. To nie wzór dla dzieci.

2006.11.13, 09:43, ~Nie zmartwiona
Nijak to pozer, lojalność = 0, niestety posiadł umiejętność robienia
dobrego wrażenia czym zwodzi łatwowiernych. Ci co go dobrze znają niczego nie
żałują.



Obserwuj wątek
    • pinkowa Re: Prawda o dyr. N........ 17.11.06, 21:48
      mogę spytać co to k...a jest?
    • decadent-moth Re: Prawda o dyr. N........ 26.06.25, 20:27
      Do "rodzic 2"
      Ja jestem tą dawną nauczycielką. Nie rzucałam się przez nikogo pod samochód. To był wypadek, choć faktycznie wynikły z mojego ówczesnego stanu psychicznego, totalnego rozedrgania i miłości tak ogromnej, szalonej, że nawet upływ czasu jej nie zdołał stłamsić w żadnym stopniu. Nikt z nas nie chciał nikogo krzywdzić, ale byliśmy w związkach. I świadomość tego, że krzywdzimy, była udręką. Dramatu dopełniały ploty, jak te tutaj rozpowszechniane. I te obleśne, ciekawskie spojrzenia i, jak widzę szpiegowanie, włażenie w intymne sprawy, które były nasze i naszych rodzin, a nie żyjących naszymi sprawami prostackich plotkarzy.
      Wyjaśnię też - to ja i nikt inny mógłby oskarżać R. o molestowanie.
      Ale żadnego molestowania nie było.
      Był fakt, że zupełnie dla nas niespodziewanie spadła na nas miłość największa, jaka może być. Taka, której, mimo poczucia winy, żadne z nas nie mogło i nie chciało zatrzymać. To nie było krótkotrwałe zakochanie się. To była każdego dnia coraz większa Miłość.
      Tak. Rzucił dla mnie żonę. Potem ja rzuciłam Jego, bo sądziłam, że jego uczucia osłabły. Nie osłabły. Przeciwnie. I się rozminęliśmy. Gdyby nie to, gdyby nie fakt, że zrozumiałam dopiero po czasie, po wielu próbach ze strony R., by spotkać się ze mną, porozmawiać, po jego listach, w których pisał, jak bardzo mnie kocha, Jak beze mnie życie straciło sens, wróciłabym do Niego. Był miłością mego życia. I jest nią, choć już nie żyje. I nigdy nie zdążył ode mnie uslyszeć, że uwierzyłam mu całkowicie i znów wszystko we mnie odżyło, jak na początku, gdy wybuchło wszystko, jak jakieś tornado miłości. I żałuję, że nie spotkalam się z Nim, gdy pracował w kopalni i tak bardzo chciał porozmawiać. Obiecałam Mu, że przyjadę i nie przyjechałam. Będę tego żalować do końca życia. Prawodpodobnie, gdybym dała nam szansę na rozmowę, zrozumiałabym, że się myliłam. Że ani R. nie przestał mnie kochać, ani ja Jego. Że moja obojętność nie była prawdziwa. Że po prostu dramat za dramatem spwodowały u mnie zmęczenie materiału. Na jakiś czas. Nie na zawsze. Nigdy już później nie spotkałam mężczyzny z którym np. rozmowy, takie, jak z R., były ucztą intelektualną. I nigdy nikt tak porażająco smutno nie pisał do mnie do mnie o swoim bólu, o swej miłości. Jeśli ktoś twierdzi, że czytał nasze listy, to ciekawe skąd je miał. Wszystkie listy są u mnie do dziś. Nie spelniłam nawet tej jednej Jego prośby - bym oddała mu moje listy do Niego i moje zdjęcie. Muszę to jakoś naprawić. Choć trudno to zrobić dla Kogoś, Kogo nie ma i nigdy już nie będzie. Tak. W gabinecie dyrektora był wtedy zwyczaj, że gdy przychodził jakiś ważny gość, to częstowany bywał koniakiem. Więc było CZĘSTOWANIE, a nie pijaństwo. Nikt nigdy nie widział dyrektora, by prowadził lekcje, czy chodzil po szkole pijany. Nigdy też prywatnie nie widziałam R. pijanego. Pijącego alkohol tak. Pijanego nigdy. Istnieją wielkie zbrodnie na świecie, ale największą jest zabić miłość. To wy wszyscy interesujący się czyimiś intymnymi sprawami przyczyniliście się do tego, że ja, kompletnie tym wszystkim umęczona, stałam się obojętna. I wydawało mi się, że R. przestałam kochać. Bo ilość dramatów, jakie przechodziłam /tak, także ja i R. - nie tylko nasze rodziny/ zwaliła mnie z nóg, wpędzając w tę okropną obojętność i falszywe mniemanie, że moja milość umarła. Nie umarła i nie umrze nigdy, choć On odszedł 6 lat temu. NIGDY. Jeszcze co do konfliktu z panią wicedyrektor. Wielu nauczycieli widziało jak i dlaczego konflikt się rozwinął. Był racjonalizm ze strony R. i niegodne, prymitywne zagrywki ze strony wicedyrektor. M. in. zemsta na mnie za ten konflikt. Całkowite poniżej wszelkiego poziomu. Zeznawałam na tej komisji. Słyszałam zeznania innych nauczycieli. Zarzuty pani wicedyrektor upadły. R. był świetnym dyrektorem , organizatorem, nauczycielem, czlowiekiem o nieprzeciętnej inteligencji. I żadne opowieści nt. Jego i moich najbardziej osobistych spraw, tego nie zmienią. Widziałam te wpisy tutaj wiele lat temu. Osłabiły mnie tak, że nie miałam chęci niczego prostować. Teraz chcę. Ileś lat po śmierci Liska. Dla Niego. Zawsze będę Go bronić. I żałować, że odeszłam, choć, jak wiem teraz, nigdy nie przestałam kochać. Śpij Lisku. Śpij Mordko. Tak, jak prosiłeś na końcu, ja od wielu lat znów mam włączone serce i emocje. Nie tylko rozum. Taką mnie znaleś. Taką mnie uwielbiałeś. Pamiętasz? => "Stan na dziś: Kocham Cię Lisku."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka