Dodaj do ulubionych

po zwiedzaniu porodówek...

30.12.06, 12:20
Teraz już tylko czas na decyzję... Odwiedziłam Św. Rodzinę, Raszeję i Lutycką.
Na Polnej powiedziano mi, że nie można oglądać porodówek, ponieważ to
przeszkadza rodzącym, a poza tym można się przedwcześnie przestraszyć ;-)
Szkoda, chociaż ja i tak już od jakiegoś czasu - po przeczytaniu tak różnych,
skrajnych opinii - obawiałabym się tam rodzić... moją ciążę od niedawna
prowadzi lekarz z Lutyckiej, termin mam na 7-10 lutego, ciąża w zasadzie bez
powikłań, chyba, że jest nim rozwarcie na 1 cm, które towarzyszy mi od 7.
miesiąca i przyjmowana z tego powodu Luteina. Ale do rzeczy ;-) Poniżej
przedstawiam zapis swoich (i mojego męża, który dzielnie podróżował ze mną po
szpitalach) obserwacji porodówkowych:

ŚW. RODZINA (JAROCHOWSKIEGO):
- 2 oddzielne zamykane sale do porodów rodzinnych z łazienkami (koszt 300 zł)
oraz dodatkowa 1 sala z takim samym łóżkiem, ale nieco gorszym wystrojem bez
łazienki (wg mnie jest całkiem ok) - bezpłatna, żeby ją otrzymać należy
wcześniej napisać pismo do ordynatora - wzór w szpitalu,
- jeśli poród przebiega prawidłowo, to personel propaguje formę w miarę
aktywną, jest piłka, worek sako, prysznic,
- możliwość otrzymania zzo, ze wskazań medycznych - z zastrzeżeniem, że się je
otrzyma tylko wtedy, gdy poród przebiega w 100% prawidłowo, a skurcze są
bardzo wyraźne; anestezjolog oczywiście podaje to znieczulenie, ale później
nie jest już obecny przy pacjentce (chyba, że są jakieś komplikacje); wtedy
już nie można chodzić, ponieważ czucie w nogach owszem jest, ale nie aż takie,
żeby się na nich samodzielnie utrzymać; jeśli poród postępuje bardzo szybko -
odradzają ten rodzaj znieczulenia, położna dość beztrosko wypowiadała się o
Dolarganie - "działa tylko 2 godzinki, więc jak dziecko urodzi się po tym
czasie, to już nie jest pod jego wpływem, a jeśli przed ich upływem, to
najwyżej nie jest takie rozdarte jak normalnie, ale zaraz dostaje zastrzyk
"antidotum" i już jest ok",
- nie ma systemu rooming in - dzieci są przynoszone tylko na wyraźne życzenie
mamy lub samego dziecka (karmienie), ale jeśli mama podejmie decyzję, że chce
mieć malucha cały czas przy sobie - wtedy dostaje łóżeczko (w normalnej
sytuacji mamy mają dzieci w swoich łóżkach i jest tylko jedno łóżeczko na
kółkach, takie awaryjne dla wszystkich),
- nie ma odwiedzin w pokojach, tylko w czymś w rodzaju świetlicy, tato może
zobaczyć dziecko jedynie przez szybę,
- są pokoje z prysznicami i takie, gdzie prysznic jest dopiero na korytarzu -
jak się trafi; jest też możliwość wykupienia 1-osobowego pokoju (120 zł/dobę),
w którym jest łazienka, są odwiedziny i można mieć dzidzi non stop przy sobie,
a łóżeczko dostaje się "z automatu",
- położna przyznała, że dość często zdarza im się, że nie mają wolnych sal do
porodów rodzinnych i wtedy kobieta musi rodzić bez osoby towarzyszącej, albo
szukać innego szpitala, np. takie "przepełnienie" sal pojedynczych było
wczoraj w okolicach godz. 10,
- nie trzeba brać dla siebie żadnych ubrań (tylko kosmetyki), a dla malucha
nawet tego nie trzeba - dają wszystko,
- budynek jest obskurny, stary, ślady reperowania go widoczne gołym okiem,
zdarzają się jakieś kable, instalacje na wierzchu ;-) wygląd i zapach stricte
szpitalny w tym gorszym rozumieniu, sale do porodów rodzinnych (te płatne) są
od razu przy schodach, po wejściu na piętro - na oddział, sala operacyjna jest
- z tego co widziałam - na parterze.

RASZEJA (MICKIEWICZA)

- poród rodzinny kosztuje 50 zł (cena "ubrania" dla osoby towarzyszącej),
widziałam słynną salę z wanną - rzeczywiście robi bardzo pozytywne wrażenie,
jest kolorowa i przytulna, dostaje się ją, jeśli jest wolna - bez
wcześniejszych zapisów i bez dodatkowych opłat, można z niej korzystać rodząc
"na lądzie" ;-) a wannę stosując jako miejsce relaksu i masażu,
- wygląd szpitala i oddziału lepszy niż w Św. Rodzinie, chociaż też nie różni
się za bardzo od powszechnych wyobrażeń, na oddziale ciepło, żeby obejrzeć
sale porodowe przechodziłam korytarzem obok sal, w których leżały mamy (chyba
i te z brzuszkami się pojawiały i te po porodzie, bo widziałam w jednej sali
łóżeczka) - schludne, przyjazne kolory,
- zachęcają do chodzenia podczas porodu, można brać prysznic (nie ma go w
salach bez wanny - jest na korytarzu), stosować inne formy aktywności ;-),
- nie ma zzo, podobno z braku anstezjologów,
- są odwiedziny w sali,
- jest system rooming in (można na trochę oddać dziecko, ale trzeba to zgłosić
lekarzowi i on "wydaje decyzję"),
- sale porodowe znajdują się na korytarzu razem z pokojami pacjentek, są jakby
kolejnymi salami.

LUTYCKA (JURASZóW)

- 6 pojedynczych sal porodowych (poród rodzinny jest bezpłatny), mniejszych
gabarytowo od tych, które widziałam w Św. Rodzinie czy Raszei, (ale dzięki
temu nie słyszałam, żeby ktoś z powodu braku sali nie mógł rodzić z bliską osobą),
- nie dają zzo,
- jest prysznic na korytarzu i możliwość poproszenia o worek sako, jeśli
wszystko przebiega prawidłowo - można chodzić,
- sale do porodów są w osobnym skrzydle - po drugiej stronie oddziału, na
którym leży się już dłużej z maluszkiem, jest bardzo ciepło i niezwykle cicho,
sale porodowe są często otwarte,
- mierzenie i ważenie dziecka odbywa się w innym pomieszczeniu - w obecności
osoby towarzyszącej,
- szpital jest bardzo duży (w końcu wojewódzki), ale sam oddział porodowy itd.
jest dość kameralny, nie ma zapachu szpitalnego ;-) całość odnowiona i
bardzo czysta, jeśli chodzi o wygląd - ten szpital jest najnowocześniejszy z
całej trójki,
- nie czekają niepotrzebnie długo z podjęciem decyzji o cesarskim cięciu -
sala operacyjna jest od razu vis a vis sal porodowych, jeśli zdarza się, że
jest jednocześnie więcej niż jedno cc - wtedy jest operacja na innym bloku,
(np. tego dnia, kiedy ja oglądałam oddział lekarz mówił, że były 3 porody sn i
2 cc),
- jest system rooming in (można oddać dziecko na trochę, jeśli się czuje taką
potrzebę), przy każdym łóżku jest łóżeczko stacjonarne - szczebelkowe,
- dają ubrania dla mamy i dziecka (podobno te dziecięce są niewymiarowe i
sztywne i można wziąć swoje), trzeba mieć własne chusteczki nawilżone dla
malucha, trochę pieluch (dają mało), przy wyjściu ze szpitala dostaje się
kuferek z różnymi próbkami kosmetyków do pielęgnacji niemowląt,
- po porodzie sn leży się jakiś czas (chyba ok. 2 godz., jeśli dobrze
pamiętam) na sali bez dziecka (ono w tym czasie jest odśluzowywane i
odpoczywa) - wracając do sił, tam jest się pod szczególną obserwacją, czy
wszystko po porodzie jest ok, potem przewożą do sąsiedniego skrzydła - do
pokoju z mamami po sn (tam są dzieci) lub do pokoju po cc - są inne kobiety po
cc, dziecko dostaje się dużo później niż po sn,
- pokoje są maks. 3-osobowe, z łazienką (wc+prysznic) w pokoju, dodatkowa
łazienka jest na korytarzu, są odwiedziny w pokojach,
- jeśli dziecko przebywa na oddziale noworodkowym, to mama może je bez
ograniczeń odwiedzać - oddział jest na końcu korytarza, w którym leży mama i
zwiedzający nie mają tam wstępu.

To wszystko, co udało mi się zauważyć i zapamiętać, jeśli macie jakieś pytania
to piszcie - może zapomniałam o czymś wspomnieć... Poza tym pamiętajmy, że to
są obserwacje "na gorąco" oraz wiadomości otrzymane od personelu szpitalnego,
więc mogą czasem różnić się od tego, co jest w rzeczywistości stosowane.
Bardzo się cieszę, że można zobaczyć te miejsca przed porodem i każdemu to
polecam - po przeczytaniu informacji na forum, rozmowach ze znajomymi, które
już rodziły i wynikach akcji "Rodzić po ludzku" miałam już wrażenie, że te
szpitale niczym się nie różnią - teraz myślę już inaczej. Ja w 99% jestem
zdecydowana na Lutycką ;-)








Obserwuj wątek
    • karmeliza Re: po zwiedzaniu porodówek... 30.12.06, 14:38
      Witaj,
      przede wszystkim wielkie dzięki, że zadałaś sobie tyle trudu ze spisaniem
      wszystkich Twoich obserwacji. Mam wrażenie, że teraz wiem o wiele więcej niż po
      przeczytaniu wyników "Rodzić po ludzku". Ja też się przymierzam do Lutyckiej -
      czy wiesz coś może o tym, jak przebiega tam II faza porodu, tzn. czy trzeba
      leżeć na plecach czy też możliwa jest przynajmniej pozycja półsiedząca?
      Czy planujesz skorzystać z "własnej" położnej? A czy na Lutyckiej zdarza się
      przepełnienie?
      Z tego, co piszesz, to Lutycka rzeczywiście wygląda całkiem zachęcająco. Pewnie
      wybiorę się tam na rekonesans w pierwszej kolejności. Myśleliśmy z mężem o
      Trzciance, ale to jednak ryzykowna eskapada te 95 km. Nigdy nie wiadomo, co się
      zdarzy. Na Lutycką mam niedaleko, bo z Piątkowa. Ty chyba też stąd? ;)
      Pozdrowienia serdeczne
    • moniawro Re: po zwiedzaniu porodówek... 30.12.06, 18:19
      Witaj.

      Dzięki za opis szpitali. Mój przybliżony termin porodu to 4 marzec 2007 i
      zamierzam rodzić na Lutyckiej. Mój lekarz także pochodzi z Lutyckiej. A Ty do
      jakiego lekarza uczęszczasz?

      Pozdrawiam.
      • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 30.12.06, 21:10
        Do Karmelizy: dzięki za komplement;-) też właśnie miałam Cię zapytać, czy jesteś
        z Piątkowa - czytałam gdzieś, że chodzisz do szkoły rodzenia w Dąbrówce ;-) ja
        mieszkam na Os. B. Chrobrego ;-) ja niestety odpuściłam sobie chodzenie do
        szkoły i wybrałam aerobik dla ciężarnych w wodzie - ale od ok. 2 miesięcy nie
        mogę już tam chodzić ani ćwiczyć... (zapalenie plus centymetrowe rozwarcie).
        Polecam Ci szczerze obejrzenie wszystkich szpitali, bo mi to pomogło podjąć
        decyzję - po przeczytaniu różnych tekstów na forum już naprawdę myślałam, że
        niczym się nie różnią... albo że o każdym napisano tyle dobrego, co złego...
        jeśli chodzi o II fazę porodu na Lutyckiej, to lekarz powiedział mi, że
        spacerować lub brać prysznic zawsze można, o ile nie dojdzie do pęknięcia
        pęcherza i odejścia wód płodowych, bo wtedy jest ryzyko wypadnięcia pępowiny.
        Podczas mojego zwiedzania jedna dziewczyna rodziła i była w pozycji półleżącej
        ;-) ja rozważam opłacenie położnej - poród rodzinny niec nie kosztuje, więc mam
        taką możliwość ;-) a Ty masz termin jakoś na poczatek marca, tak?
      • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 30.12.06, 21:21
        A! I nie słyszałam, ani nie czytałam nigdzie o przepełnieniu na Lutyckiej,
        zresztą 6 sal porodowych pojedynczych daje większą gwarancję niż np. 3... dla
        mnie to jest priorytet. Nie wiem czy będę miała siłę i ochotę na chodzenie,
        skakanie na piłce, zzo itd., a na obecność męża wiem - na 100% ;-)))))) samo
        podjęcie decyzji bardzo mnie uspokoiło, teraz właśnie słucham szumu pralki,
        która pierze malutkie ubranka - stwierdziłam, że już czas na to... i na górę
        prasowania tych mikroskopijnych kaftaników ;-)


        do Moniawro: no to ja urodzę mniej więcej miesiąc przed Tobą - napiszę czy ok
        czy uciekać ;-) ja chodzę do dr Talikowskiego - bardzo spokojny, miły człowiek,
        dużo tłumaczy - może go spotkasz na porodówce, podobno ma często dyżury. A Ty do
        kogo chodzisz?

        serdecznie pozdrawiam
        • bogata11 Re: po zwiedzaniu porodówek... 31.12.06, 00:34
          dzięki za szczegółowe info o szpitalach, chciałam napisać, że moja przyjaciółka
          niedawno rodziła na Lutyckiej (w 42tc)i czekano 16h z cc, bardzo się męczyła,
          poród nie postępował ale decyzji o cc nie było ( chociaż jej mąż prosił o to
          lekarza bardzo). Przez to złe doświadczenie omija Lutycką szerokim łukiem. Ja
          osobiście spędziłam kilka minut na oddziale porodowym na Polnej, mogę tylko
          potwierdzić to co napisali w Wyborczej o warunkach, ogólnie oddział wywarł na
          mnie pozytywne wrażenie, nowoczesne sale, łóżka, brak szpitalnego zapachu, lekki
          półmrok. Tatusiowie, którzy nie są pewni czy chcą być bezpośrednio przy porodzie
          mogą być w pobliżu ( są krzesła- już na oddziale i, w każdej chwili dołączyć),
          Położna, z którą rozmawiałam była bardzo sympatyczna, udzieliła mi kilku rad
          typu: że nie mam się depilować sama w domu, że one to zrobią jeżeli będzie taka
          konieczność i tylko w miejscu nacięcia, że jeżeli poczuję skurcze to mam
          zaaplikować czopki glicerynowe i całą sprawę załatwić w domu a nie dodatkowo
          stresować się lewatywą czy oczyszczaniem w czasie porodu, do szpitala przyjechać
          dopiero jak skurcze będą co 7 min.( prędzej wykąpać się w domu), jeżeli oddejdą
          wody i nie będą zielone to mam czas jeszcze na szybki prysznic, jak zielone to
          od razu jechać do szpitala, od początku skurczy już nic nie jeść tylko pić dużo
          wody niegazowanej. Jeżeli poród przebiega prawidłowo można trochę pochodzić.
          Rutynowo stosują dolargan (ale właściwie tylko jeżeli pacjentka tego chce), zzo
          jeżeli jest anestezjolog ale należy zapytać i zapłacić od razu po przybyciu na Izbę.
          Prawdopodobnie te wszystkie szczegóły są wam znane w książek i z forum ale jak
          ta położna jeszcze raz mi to wszystko powiedziała to poczułam się pewniej. ja
          osobiście jestem zdecydowana na Polną! Jestem już w 40 tc więc pewnie sprawa
          niedługo się wyklaruje a wówczas szczerze wszystko opiszę!
          • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 31.12.06, 12:02
            Dzięki, że spisałaś to, co powiedziała Ci położna ;-) rzeczywiście tak to jest,
            że chociaż czytamy dużo w książkach, na forum itd. to jak ktoś w kilku zdaniach
            to wyłoży to nagle otwierają się oczy i sprawa wydaje się dużo prostsza ;-)))
            Jeśli chodzi o Twoją przyjaciółkę, to bardzo mi przykro, że się tak
            nacierpiała... a było jakieś uzasadnienie tego? może była szansa na poród
            naturalny?... z tego co słyszałam, to na Polnej jest procedura odczekania 24
            godzin przy rodzących po raz pierwszy i konieczność zgody ordynatora na cc...
            sama nie wiem. Ja rozumiem plusy Polnej i moje znajome (niekóte miały opłaconą
            położną) są b. zadowolone z tego, jak wyglądał i przebiegał ich poród. Nawet
            sobie pomyślałam, że po tych odwiedzinach już prędzej bym - jeśli nie Lutycka -
            pojechała na Polną... zrezygnowałam z tego szpitala głównie pod wpływem opinii
            "tylko za kasę", wypowiedzi na forum i na stronie "Rodzić po ludzku", ale wierzę
            w 100%, że może tam być bardzo fajnie.
            Mocno trzymam kciuki za Ciebie!!!!!!!! Daj znać jak będziesz już po (i będziesz
            mogła odp).

            Paulina
        • moniawro Re: po zwiedzaniu porodówek... 31.12.06, 10:57
          Z góry dziękuję za info po Twoim porodzie. Ja chodzę do dr Szkudlińskiego.
          Trzymaj się ciepło.
          Życzę szybkiego i szczęśliwego rozwiązania.

          Serdecznie pozdrawiam
    • truscaffka Re: po zwiedzaniu porodówek... 31.12.06, 09:53
      Oj, Arwenha - ale mi w głowie namieszałaś :) Bo do wczoraj wieczór byłam
      zdecydowana na św. Rodzinę, a teraz to już sama nie wiem:)))
      A tak poważnie - dziekuję za opis - mysle, ze ja też powinnam z mężem zrobić
      wycieczkę po porodówkach w Poznaniu.
      Do świetej Rodziny przekonują mnie na razie dwie podstawowe kwestie - po
      pierwsze bliskość do mojego miejsca zamieszkania (bo mieszkam przy Parku
      Wilsona), po drugie - moja ciocia jest tam położną, i to ona prowadziłaby mój
      poród...Liczę na to, ze jej obecność i, co tu ukrywac, znajomości w szpitalu -
      zniwelują wszystkie inne niedoskonałości tego szpitala, zapewnią dobrą opiekę i
      zagwarantują obecność mojego męzą przy porodzie...Niemniej - jeśli okaże się, że
      miałabym tam rodzić saama - zmieniam szpital...I może wtedy zdecyduję się
      własnie na Lutycką? Tylko co w sytuacji, gdy nie bedę mieć tam "załatwionej"
      położnej? A nie będe mieć na pewno, bo nie chcę płacić i w św. Rodzinie za
      obecność (chcę zapłacić cioci, choćby tylko symbolicznie - dla czystości
      sytuacji), i na Lutyckiej...Ech - termin mam na 01.04 - więc mam jeszcze trochę
      czasu do namysłu...Niemniej wczoraj o 3 w nocy nie mogłam zasnąć,i prosiłam męża
      o znalezienie mi raportu wyborczej, zeby jeszcze raz o tych poznańskich
      szpitalach wszystko przeczytać...
      • tyldaa Re: po zwiedzaniu porodówek... 31.12.06, 11:57

        > Do świetej Rodziny przekonują mnie na razie dwie podstawowe kwestie - po
        > pierwsze bliskość do mojego miejsca zamieszkania (bo mieszkam przy Parku
        > Wilsona), po drugie - moja ciocia jest tam położną, i to ona prowadziłaby mój
        > poród...Liczę na to, ze jej obecność i, co tu ukrywac, znajomości w szpitalu -
        > zniwelują wszystkie inne niedoskonałości tego szpitala, zapewnią dobrą opiekę i
        > zagwarantują obecność mojego męzą przy porodzie...Niemniej - jeśli okaże się, ż
        > e
        > miałabym tam rodzić saama - zmieniam szpital...I może wtedy zdecyduję się
        > własnie na Lutycką? Tylko co w sytuacji, gdy nie bedę mieć tam "załatwionej"
        > położnej? A nie będe mieć na pewno, bo nie chcę płacić i w św. Rodzinie za
        > obecność (chcę zapłacić cioci, choćby tylko symbolicznie - dla czystości
        > sytuacji), i na Lutyckiej...Ech - termin mam na 01.04 - więc mam jeszcze trochę
        > czasu do namysłu...Niemniej wczoraj o 3 w nocy nie mogłam zasnąć,i prosiłam męż
        > a
        > o znalezienie mi raportu wyborczej, zeby jeszcze raz o tych poznańskich
        > szpitalach wszystko przeczytać...

        Szczerze mówiąc, do tej pory tylko obserwowałam podobne wątki, ale teraz chcę
        dodać swoje trzy grosze. Otóż według mnie płacenie położnej, pomimo, że jest
        członkiem rodziny uważam za totalne nieporozumienie i koszmarny absurd. Tyle się
        tutaj mówi o rodzeniu po ludzku, o miłych położnych, ale jeden taki post potrafi
        rozłożyć na łopatki. To, że wciska się pieniądze lub prezenty lekarzom, położnym
        czy pielęgniarkom, to jedno. Ale płacić własnej ciotce, za to, że jest przy
        porodzie?? A niby dlaczego? Że za mało zarabia? Że tak wypada? Koszmar!
        Strasznie denerwują mnie taki "przyzwyczajenia", dlatego wybaczcie, proszę,
        jeśli to OT. Faktycznie - odległość do szpitala to dużo, ale uwierzcie mi -
        kiedy ma się skurcze, to wszystko toczy się "trochę" szybciej;)

        Pozdrawiam Was, Tylda
        • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 31.12.06, 12:07
          W teorii masz rację, ale przy pierwszym porodzie każda z nas zwyczajnie się boi,
          że jak dodatkowo nie zapłaci, to będzie gorzej niż może być... Wiadomo, że nikt
          całkowicie nie zostawi kobiety bez pomocy, ale niestety podczas porodu jest poro
          momentów, kiedy można a nie trzeba ulżyć itd. i każda woli zapłacić niż trafić
          losowo - na chętną do pomocy lub nie położną... Ja sama byłam przeciwniczką
          płacenia dodatkowo. Ale im bliżej terminu porodu tym bardziej rozważam tę
          opcję... wybieram szpital, gdzie za nic się nie płaci i zapłacę położnej tyle,
          co np. w innym szpitalu zapłaciłabym za salę...

          pozdrawiam
        • truscaffka Re: po zwiedzaniu porodówek... 31.12.06, 15:34
          >Ale płacić własnej ciotce, za to, że jest przy
          > porodzie?? A niby dlaczego? Że za mało zarabia? Że tak wypada? Koszmar!
          > Strasznie denerwują mnie taki "przyzwyczajenia", dlatego wybaczcie, proszę,

          A niby dlaczego nie płacić? Bo nam się to należy jak psu zupa? Bo to nasza
          krewna i jako taka MA OBOWIąZEK asystowac przy naszym porodzie bez względu na
          porę dnia i swoje godziny pracy? Zgdnie z taką logiką powinnam oczekiwać, że
          moja inna krewna, która jest rektorem na uczelni, załatwi mi zaliczenie z
          każdego egzaminu...Nie neguję nepotyzmu tak do końca, ale ten przez Ciebie
          prezentowany, przybrał absurdalne rozmiary.
          Może Ciebie denerwują takie "przyzwyczajenia", za to mnie denerwuje taka
          roszczeniowa postawa wobec życia.
          Z resztą - trudno mówić o jakimkolwiek przyzwyczajeniu w sytuacji pierwszego porodu.
          Pewnie, ze wolałabym wszystko mieć za darmo, nikomu nic dodatkowo nie płacić,
          polegać tylko na tym, co miesięcznie płacę ZUSowi, i oczekiwac i fachowej, miłej
          opieki i rodzenia po ludzku. Niestety w naszym kraju jest jak jest, i skoro mnie
          stać, by sobie za "fachową opiekę" zapłacić dodatkowo - zamierzam to zrobić.

          Co do kwestii technicznych - ta moja ciotka to moja daleka krewna, tzw.
          dziesiąta woda po kisielu - uwazam, że wypada jej przynajmniej z grzeczności
          zaproponowac potraktowanie jej usług jak każdej płatnej położnej. Podejrzewam,
          że i tak mi odmówi i nie weźmie zapłaty, ale w ten sposób okazuję jej szacunek
          wobec jej pracy i czasu, a nie zakładam z góry, że skoro jestem w ciązy, to
          każdy znajomy czy krewny powinien okazać się miłosiernym samarytaninem.
          Zwłaszcza, że licho wie kiedy zacznę rodzić - może będzie to 3 w nocy, kiedy ta
          krewna nie będzie mieć dyżuru - mi osobiście będzie głupio ją tak, "za darmo"
          wyciągać z łóżka i gnać do szpitala - w końcu ona ma te swoje prywatne życie. A
          tak - jeśli płacę, to i wymagam, i sytuacja jest czysta i klarowna...Choć, jak
          pisałam wcześniej - podejrzewam, że i tak odmówi i nie przyjmie pieniędzy...

          Pozdrawiam.
          • tyldaa Re: po zwiedzaniu porodówek... 31.12.06, 15:57
            Przepraszam, ale czegoś nie rozumiem...Porównujesz załatwianie miejsca na
            uczelni do opłacania zabiegów, etc., za które pracownicy szpitali otrzymują
            wynagrodzenie (jego wysokość to zupełnie inna sprawa...)? Egzaminy weryfikują
            Twoją wiedzę. W zależności ot tego, na jakim jest poziomie, dostajesz się na
            studia lub nie. Idąc do szpitala zakładasz, że płacąc składki zostaniesz
            potraktowana jak każdy inny pacjent. Tylko widzisz...problem polega na tym, że
            ludzie uznali łapówkarstwo za coś zupełnie normalnego. Kiedy dentysta wyleczy ci
            ząb, myślisz, że możesz dać mu dobrą kawę. Kiedy położna się do Ciebie
            uśmiechnie, a lekarz odbierze poród, kupujesz drogi alkohol - BZDURA! To chora
            sytuacja. Położne powinny być nagradzane przez swoich przełożonych dodatkowymi
            premiami, etc., nie kopertami od pacjentów. Ponadto środki, które dajesz w
            kopercie przyczyniają się do rozwoju szarej strefy. To poważny problem - jeszcze
            gorszy jest roszczeniowy stosunek pracowników służby zdrowia. Zwróć uwagę, że
            jeśli chcę zostać księdzem, to robie to, bo mam powołanie (oczywiście zdarzają
            się wyjątki). Mogę oczywiście pójść do seminarium dla pieniędzy, ale moja
            postawa będzie wkrótce zweryfikowana. Drogie Panie! Po co akcje podobne do tej,
            którą prowadzi Fundacja? Po co akcje mające na celu zakończenie tego smutnego
            procederu, skoro większość z Was, i tak da "w łapę"?? Czy wyobrażacie sobie
            sytuację, w której karetka wiezie nas, z zawałem, na sygnale, a lekarz tuż nad
            łóżkiem pyta, ile jesteście w stanie zapłacić za uratowanie życia?? Do tego do
            doprowadzi! Wiem, że to czarny scenariusz, ale tak może być. Pierwszy krok już
            zrobiliśmy - uważamy, że to całkiem normalne, że się płaci. Teraz pora na jeden
            krok wstecz!

            Pozdrawiam Was;)
            Tylda

            P.S - Truscaffko, skoro stać Cię na dawanie łapówek, po co męczyć się z
            państwowymi placówkami? Skoro stać Cię na prywatną opiekę medyczną, po co
            zawracać głowę kuzynce? No chyba, że to tylko taka poza...Wybacz, jeśli
            poczujesz się urażona, ale wydaje mi się, że masz na myśli to, że stać Cię na
            łapówki właśnie...kompleksowa opieka medyczna to dużo więcej pieniędzy...
            • truscaffka Re: po zwiedzaniu porodówek... 31.12.06, 17:19
              Moja krewna prowadzi legalną działalnośc gospodarczą - jeśli jej zapłacę, to
              zrobię to oficjalnie.
              Co do sytuacji w naszej służbie zdrowia - postawa pacjentów (wręczanie łapówek
              czy prezentów) to jest skutek, a nie przyczyna. To nie mentalność pacjentów
              doprowadziła do tego, ze w polskich szpitalach jest tak jak jest (ale nie
              pokuszę się o podanie wszystkich przyczyn obencje sytuacji - zotawiam to
              analitykom, historykom i ekonomistom).
              W moim przypadku wybieram "prywatne" od "państowego" - może masz rację, ze
              przykład z uczelnią nie był najtrafniejszy, więc podam inny - swoje zęby też
              leczę prywatnie i wiem za co płacę - za lepsze materiały, nowocześniejszy sprzęt
              w gabinecie, więcej kursów i dyplomów międzynarodowych, które zrobiła moja
              dentystka.
              Skoro mogę mieć prywatną położną podczas porodu (swojego pierwszego porodu,
              kiedy kompletnie nie wiem co mnie czeka), ale w szpitalu państwowym - zdecyduję
              się własnie na taką usługę (bo wbrew temu, co piszesz - na całkowicie prywatny
              poród mnie nie stac - jest różnica między wręczeniem jakiejś połoznej kilkuset
              złotyc, a paroma tysiącami złotych np. w Certusie). Nie zamierzam świecić
              przykładem i robić za męczennicę, która pierwsza sprzeciwi się chorej sytuacji w
              naszym kraju, robiąc ten "krok wstecz", o którym piszesz...tym bardziej, ze, tak
              jak wspomniałam na początku, nie wręczam łapówki, tylko płacę oficjalnie.
              To moje zdrowie, moje dziecko, i moje samopoczucie w trakcie porodu, jest w tym
              momencie dla mnie najważniejsze, a nie dobro kraju czy też polskiej służby
              zdrowia. I zrobię wszystko co mogę, by się porządnie zabezpieczyć i przygotować.
              Skoro jednak Ty czujesz powołanie, by porwać za sobą tłumy i uzdrowić sytuację
              - zamiast pouczać innych o tym co jest właściwie, po prostu świeć tym
              przykładem. Ludzie lubią bohaterów, ale nie moralizatorów.

              Przykro mi za kój ton, ale jestem młodą, przyszłą matką - może gdybym nie była w
              ciązy, mogłabym sobie poteoretyzowac i nawet bym się zgodziła z tym co piszesz -
              wtedy łatwiej o obiektywizm i chłodny osąd. Ale w tej chwili rządzą mną emocje,
              trochę strachu i obaw - a przede wszystkim mój własny interes - i to one beda mi
              teraz drogowskazem, a nie czyjeś racjonalne porady.
              Pozdrawiam.
              • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 01.01.07, 15:11
                racja - po obu stronach pewnie... ale przypuszczalna bezradnosc podczas porodu
                dyktuje nam zrobienie wszystkiego, co mozliwe jeszcze przed nim... ze strachu
                niestety... i niestety jest to lapowka, bo niby dodatkowa usluga, jawna itp.,
                ale prawda jest taka, ze gdyby bezplatna opieka, na ktora ida nasze skladki
                spelniala nasze oczekiwania nikt by pewnie nie myslal o oplacaniu dodatkowo
                poloznej czy lekarza - bo juz nie byloby potrzeby... a tak przyczniamy sie
                rzeczywiscie do tego , ze niedlugo w standardzie to bedzie chyba tylko przyjecie
                do szpitala, a za reszte bedziemy placic... niestety teoria nie zmienia
                rzeczywistosci,a nie chcialabym sie znalezc w sytuacji - rodze i jawnie widze,
                ze moglam )dla dobra swojego i dziecka) zaplacic - a juz jest za pozno...
      • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 31.12.06, 12:16
        To się porobiło ;-))))))) gdybym miała kogokolwiek z rodziny (komu ufam) w
        którymś ze szpitali na pewno tam bym rodziła. Niestety pochodzę z Koszalina i
        bliskiej rodziny w Poznaniu zero. Trudno mi oddzielić fakty od wrażenia. I mam
        świadomość, że to głównie ono pomogło mi wybrać. Może trafiłam na zmęczone
        położne i niewyspanego lekarza - nie wiem... wiadomo, że moje odczucia i opisy
        są subiektywne... a może - jeśli chcesz mieć opłaconą położną - umów się z jakąś
        z innego szpitala (wybranego na wszelki wypadek) i dogadaj się z nią, że
        zapłacisz po porodzie? Nie wiem jaka jest ogólna praktyka, ale moja koleżanka na
        Polnej płaciła właśnie po porodzie.

        pozdrawiam ciepło ;-)
        • bogata11 Re: po zwiedzaniu porodówek... 31.12.06, 17:37
          Osobiście uważam, że zwiedzanie porodówek jest pozbawione sensu! Tak naprawdę
          nie mamy żadnego wpływu na przebieg naszych porodów (nie myślę tutaj o tym czy
          mam siłę przeć czy nie)!!! Tutaj NIESTETY liczy się szczęście, fart! Trafisz na
          doświadczną położną z powołaniem, ,,życiowego", wypoczętego lekarza i wszystko
          pójdzie jak z płatka, w sytuacji odwrotnej możesz się męczyć i kilkanaście
          godzin. Uważam, że jeżeli mamy jakiekolwiek możliwości, muszę użyć tego słowa -
          przkupstwa i opłacenia położnej czy lekarza to trzeba to zrobić, życie, zdrowie
          naszych dzieci i nasze nie ma ceny. A wszystko to jest spowodowane polskimi
          realiami i tyle.... Ja nie mam zamiaru ryzykować i zdawać sie na przypadek czy
          głupi los, mam nadzieję, że będę w stanie coś załatwić już po przybyciu na Izbę.
          pozdrawiam serdecznie życząc SZCZęśLIWEGO NOWEGO ROKU !!!!
          • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 01.01.07, 15:00
            Masz racje, dlatego ja sobie obejrzalam warunki, budynki,sale porodowe... bo co
            innego mozna wczesniej sprawdzic? nawet w polecanym szpitalu mozesz trafic
            wlasnie na zmeczonz itd. peronel...

            tez zycze wszystkiego naj!
            • karmeliza Re: po zwiedzaniu porodówek... 01.01.07, 17:44
              Witam wszystkich noworocznie! Trochę wątek zszedł na poboczne tematy (opłacanie
              położnych), ale mimo wszystko raz jeszcze gratulację dla Arveni za bardzo
              pomocne wskazówki i inspiracje ;)
              Przekonałam się, że warto na własne oczy oglądnąć porodówkę - chociażby po to,
              żeby trafić w krytycznym momencie w oswojone miejsce. Myślę, że psychologiczni
              to jest bardzo ważne - szczególnie dla osób, które rodzą pierwszy raz i
              przestraszone są zasadniczo wszystkim.

              Arvenha - mieszkam na Batorego, czyli niedaleko. W szkole rodzenia byłam dwa
              razy - przede mną jeszcze osiem spotkań. Mam zamiar wypytać położną o parę
              dodatkowych informacji - szczególnie jak to jest z tym dokarmianiem dzieci, co
              sygnalizowała Leni. Nie chciałabym, żeby ktoś dokarmiał moje dziecko glukozą i
              żebym ja potem miała kłopoty z karmieniem - to nie fair. Dzięki za info o
              przepełnieniu i możliwych pozycjach przy porodzie. Zupełnie sobie nie
              wyobrażam, żeby ktoś mnie zmuszał do leżenie na płasko - to takie nienaturalne,
              już nie mówiąc, że normalnie wkurzające, bo w końcu kto tu rodzi - ja czy
              lekarz? Za Lutycką z pewnością przemawiają te pojedyncze sale porodowe w
              standardzie, bezpłatny poród rodzinny i wyremontowany oddział.

              Do Moniwro- ja też mam termin na 2-3 marca - więc jest duża szansa, że się
              spotkamy, jeśli obie trafimy na Lutycką ;)

              Pozdrowienia dla wszystkich Pań!
              • moniawro Re: po zwiedzaniu porodówek... 01.01.07, 21:50
                > Do Moniwro- ja też mam termin na 2-3 marca - więc jest duża szansa, że się
                > spotkamy, jeśli obie trafimy na Lutycką ;)

                Ja na 95% rodzę na Lutyckiej. Z ciążą i dzidzią jest wszystko w porządku więc
                nie ma potrzeby udawania się do szpitala na ul. Polną.

                A do jakiej szkoły rodzenia uczęszczasz? Ja ukończyłam szkołę Dobry Początek i
                jestem bardzo zadowolona.

                Pozdrawiam, i wszystkim życzę szczęśliwych rozwiązań bez komplikacji.
                • micha28 Re: po zwiedzaniu porodówek... 02.01.07, 09:02
                  JA też z Piątkowa i waham się między Lutycką a Polną....
                  Chciałam dodać 3 grosze o płaceniu za poród.... moją ciążę prowadzi również
                  doktor Talikowski...są chwile gdy myślę że powinnam mu się "oddwdzięczyć" za
                  prowadzenie ciąży i ewentualny poród.. a potem nachodzi mnie myśl, że nie
                  skorupowany człowiek, o wysokich zasadach moralnych powinien czuć sie urażony
                  propozycją łapówki.. bo wręczenie łapówki sugeruje, że bez niej człowek pracuje
                  byle jak. Nigdy jeszcze nie wręczyłam nikomu "prezentu" za "lepszą" obsługę w
                  ramach obowiązków, uważam że to po prostu niegrzeczne. MOże to chore podejście i
                  nie dzisiejsze ale już taka jestem.
                  I mam nadzieje iż i tym razem (bo to mój drugi raz) nie zaobserwuję sytuacjie
                  gdy ktoś czeka na kopertę... poprzedni poród na Lutyckiej odbył się tak że nawet
                  gdybym chciała nie wiedziałabym komu wręczać... ale do głowy nawet mi to nie
                  przyszło a wszyscy byli serdeczni i bez postawy wyczekującej....
                  Pozdrawiam
                  Micha
                  • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 02.01.07, 13:12
                    A na kiedy masz termin? Może jak mi się zdarzy po terminie, a pozostałym tu
                    obecnym ;-) wcześniej trochę to wszystkie się spotkamy na Lutyckiej? Ale by było
                    ;-) Rodziłaś na Lutyckiej przez cc czy poród fizjologiczny? Jak było z
                    karmieniem? Jakoś na tym się teraz skupiłam.

                    pozdrawiam mocno
                    • micha28 Re: po zwiedzaniu porodówek... 03.01.07, 09:53
                      Hej, wczoraj odpowiedziałam, ale zerwało mi połączneie i całą wiedomość .... trafił.
                      Rodziłam na lutyckiej 3 lata temu -to kawał czasu, wiec może się tam coś zmieniło.
                      Wrażenia ogólne takie, że nie wahałabym się tam znów wrócic gdyby nie
                      świadomośc, że gdyby coś działo sie z dzieckiem to zostnaie ono przewiezione na
                      Polna a ja zostanę na Lutyckiej lub wypiszą mnie do domu - i tyle sobie z
                      dzieckiem pobędę...

                      Co do porodu
                      był fizjologiczny, niestety przyjechałam z wielkim rozwarciem, i z tego powodu
                      nie mam dużo do powiedzenia - po prostu wdrapałam się a łózko, połozna
                      powiedziała przyj, parłam i malec wyszedł cały i zdrowy. Krótka piłka

                      Bez pytania jednak znieczulono mnie zupełnie do szycia (bylo głębokie) i gdy się
                      obudziłam przewieziono na sale poporodowa gdzie dośc szybko przywieziono mi
                      maluszka.

                      Byłam bardzo nieporadną młoda mamą i nie umiałam nawet tego sztywnego rożka w
                      który zawienięte byl dziecię sprawnie przełożyć z boku na bok... Pielęgniarki
                      proszone o pomoc pomogły przystawic do piersi, ale nie siedziały przeciez przy
                      mnie cały czas i wołanie ich ciągle o o pomoc było dla mnie nieco kłopotliwe -
                      wieć trochę z własnej nieśmiałości byłam pozostawiona sama sobie.
                      PODKRESLAM - proszone o pomoc zawsze pomagały, choc czuć było że moje ptyania
                      są infanytlnie drażniąceo łatwe i były jakby zdziwione że nie umiem karmić.

                      Z rzeczy ważnych (dla mnie) to głodowanie na oddziale - porcje jedzenia skąpe,
                      nie do końca przystosowane do tego co moim zdaniem po porodzie jeść sie powinno
                      (typu pieczywo kawiorek a nie jkakiś ziarnisty chlebek), czy zupa pomidorowa,
                      mogąca uczulic maluszka...

                      Pielęgniarki jednak nawet w nocy poproszone o dodatkowe jedzonko potrafiły coś
                      zorganizowac - potem już mąż wiedział czego potrzebuję i nie było problemu.

                      Druga uwaga - był weekend i na oddziale się kończyły czyste rzeczy - poczawszy
                      od pieluszek ,poprzez ubranka czy koszule dla mnie... polecam mimo to
                      korzystanie z tych koszul - bo naprawde łatwo zaplamić i szkoda własnych.

                      Opieka naprawde miła, lekarze pojawiali się tak często jak to potrzebne -
                      zapytani udzialali wyczerpujących informacji - jedyne co trzeba było to ZAPYTAC,
                      bez tego nie było informacji - a czasami si enie wie o co zapytać to już inna
                      sprawa.

                      Zmora szpitala -brak limtów odwiedzających - ludzie nie maja za grosz wyobraźni
                      i bandami po 10 osób z kichającymi krewnymi przychodza.... ręce opadają.
                      Coś co doveniłam - łazienka z ubikacja przy pokoju - nie wyobrażam sobie biegać
                      po korytarzu.
                      ŁAzienka często była awaryjna - trzeba było zgłaszac ze cośnie działa wtedy ktoś
                      odpychał rury... wiem ze to glupie,a le brakowała mi tam mopa - bo 3 osoby
                      podmywające sie co godzine (zgodnie z zaleceniami lekarzy) naprawde dużo
                      chlapały i w łazience sie robiła powódź... cheteni sama bym wytarła ale nie było
                      po prostu czym - tak że potrzebne wysokie klapki.

                      aaa, termin mam na poczatek marca/koniec lutego

                      pozdrawiam
                      • micha28 Re: po zwiedzaniu porodówek... 03.01.07, 09:57
                        Co do karmienia dodatm, że nie było problemu pozyskać coś na dokarmienia dziecka
                        - butelki z glukozą były łatwo dostępne.
                        Jednak nikt nie wciskał ich na siłę... dzieci są przy mamach i to mamy decyduja
                        o sposobie karmienia
                        NA oddziale był wtedy elektryczny laktator - jednak mleko ściągnięte po porstu
                        się wylewało - nie miał funkcji ściągnięcia mleka do sterylnej buteleczki by
                        podac dziecku.
                • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 02.01.07, 13:16
                  Słyszałam bardzo dobre rzeczy o tej szkole ;-) Ja nie chodziłam do żadnej szkoły
                  rodzenia. Poszukuję teraz jakichkolwiek materiałów na temat oddychania
                  (techniki, ćwiczenia) podczas porodu - dysponujesz może czymś takim?

                  pozdrawiam
                • karmeliza Re: po zwiedzaniu porodówek... 02.01.07, 23:19
                  Hej Monia i wszystkie forumowiczki,
                  chodzę do szkoły rodzenia w domu kultury Dąbrówka na os. Chrobrego, prowadzonej
                  przez położną właśnie z Lutyckiej - i pewnie także z tego powodu trafię do tego
                  szpitala - może niekoniecznie wszystkie rozstrzygnięcia wydają mi się idealne,
                  ale przynajmniej wiadomo, czego się spodziewać i na co się przygotować. Położna
                  szczerze opowiada o wszystkich plusach i minusach Lutyckiej. Pokrywa się to
                  mniej więcej z tym, co napisała Arvenha w swoim pierwszym poście - plusem są na
                  pewno pojedyncze sale porodowe, poród rodzinny w standardzie bez dopłat i
                  nieprzepełnienie porodówki. Dla mnie dużym minusem jest pozycja w czasie II
                  fazy rodzenia - a niestety także w I fazie zdarza się, że każą leżeć, bo
                  przebijają pęcherz płodowy albo podłączają do KTG itp. Martwi mnie też
                  dokarmianie dziecka - jeszcze o tym nie było mowy w szkole rodzenia - jak do
                  tego dojdziemy,to napiszę, czego się dowiedziałam.
                  Pozdrowienia dla wszystkich!
                  • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 03.01.07, 13:51
                    Super! Daj znać koniecznie po wykładzie o karmieniu (w związku z Lutycką)- mam
                    nadzieję, że to będzie jeszcze przed moim porodem ;-) już zaczynam pomału
                    przeczuwać ten moment... a sam poród śni mi się co drugi dzień ;-) Może to
                    śmieszne, ale skoro już wybrałam Lutycką, to postaram się przygotować na jawne
                    mankamenty tego miejsca (podrukuję sobie info o karmieniu, pozycjach itp.) i
                    wezmę laktator...

                    Eliza, a może Ty znasz jakieś stronki, albo masz fajne materiały o technikach
                    oddychania potrzebnych przy porodzie?... Chciałabym poćwiczyć, a nie mogę trafić
                    na nic, co jest sensowne...

                    buźki, Pola
                    • karmeliza Re: po zwiedzaniu porodówek... 03.01.07, 20:34
                      Witaj Pola,
                      napiszę po następnym spotkaniu o II fazie porodu, a jak dojdziemy do karmienia,
                      to też dam znać.
                      Mam podobne podejście do Ciebie - jesli zna się minusy i wiadomo,czego się
                      spodziewać, można się na to spokojnie przygotować, a i później nie frustrować,
                      jak czegoś zabraknie... ja laktatator też zabieram ;)
                      Nie znam niestety stron o oddychaniu - w tej szkole póki co też trenuję tylko
                      najprostszy oddech - czyli oddychanie przeponą (a nie klatką piersiową) - wdech
                      przez nos, wydech przez usta w dość powolnym rytmie (ma pomóc przy skurczach).
                      Wszelkie inne techniki - dyszenie, parcie - położna wprowadza przy bardziej
                      zaawansowanych ciążach, a ja jestem dopiero w 32. tygodniu.
                      Pozdrawiam serdecznie,
                      Eliza
                      • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 04.01.07, 09:42
                        Dzięki, Eliza!
                        Czekam z niecierpliwością ;-)
              • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 02.01.07, 13:23
                Ja jutro mam wizytę u lekarza, więc od razu wypytam o znieczulenie i takie tam.
                Potem zamierzam zadzwonić do położnej - umówię się z nią i zobaczę co ona mi
                powie. W innym wątku dziewczyna, która dopiero co rodziła w Św. Rodzinie
                napisała, że ona - chociaż chciała - to nie dostała zzo, bo anestezjolog był
                zajęty przy innej operacji... więc sama widzisz - też nie ma żadnej
                gwarancji.... Mnie też martwi to, co Leni napisała o karmieniu, więc zamierzam
                wcześniej się sporo naczytać co i jak i w razie czego walczyć... zależy mi na
                karmieniu piersią.

                całusy
    • aniulka-c Re: po zwiedzaniu porodówek... 04.01.07, 10:13
      Dziwne że na Polnej nie pozwalają oglądać porodówki, do mnie podczas mojego
      porodu przyszło małżeństwo właśnie z tym zamiarem, obejrzeli dokładnie salę,
      porozmawiali chwilę ze mną i z moim mężem, położna oprowadzająca ich dokłądnie
      wszystko opowiadała. Ale to było prawie 2 lata temu, może teraz coś się zmieniło.
      • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 04.01.07, 13:17
        Wiem, że w ramach szkół rodzenia jest tam możliwość "zwiedzania", moja
        koleżanka, która tam potem rodziła miała swoją położną i lekarza i też bez
        problemu sobie wszystko obejrzała... a mi powiedziano, że tego nie praktykują ;-)
        • tess74 Re: po zwiedzaniu porodówek... 04.01.07, 21:58
          musiałaś chyba trafić na niewłaściwe osoby, bo moja kuzynka też bez problemu,
          bez żadnej protekcji i szkoły rodzenia wszystko sobie obejrzała jakieś dwa
          miesiące temu, pozdr i powodzenia
          • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 10.01.07, 00:16
            Dzisiaj byłam na KTG na Lutyckiej - ale stres ;-) leżałam płasko na łóżku
            porodowym. Dobrze było mieć świadomość, że nie jestem w szpitalnej koszuli i to
            jeszcze nie TEN czas ;-) Chociaż byłam tam tylko na badaniu, a nie rodziłam, to
            w ciągu pół godziny przyszły 3 położne zajrzeć czy wszystko dobrze ;-) To było
            bardzo miłe i budujące. Widziałam też 2 panie rodzące, które wychodziły spod
            prysznica - znak, że można ;-))) Podczas weekendu mam się spotkać z polecaną
            przez Leni położną - wypytam ją o wszystko i dam znać.

            Buźki
            • karmeliza Re: po zwiedzaniu porodówek... 10.01.07, 13:59
              Hej Paulina,
              daj proszę koniecznie znać po spotkaniu z położną. Jeśli nie chcesz podawać
              nazwisk, to napisz mi proszę na maila gazetowego - jestem tym bardzo
              zainteresowana, bo sama chcę zrobić to samo :)
              Pozdrowienia i trzymaj się dzielnie do TEGO CZASU
              • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 10.01.07, 14:14
                Hej Eliza ;-)
                Oczywiście dam znać. Umówiłam się z położną p. Marią Szafrańską - polecaną przez
                Leni. Mam do niej sporo pytań - głównie o nacięcie, pozycje i łóżko... Powiem
                Ci, że wczoraj to strach mnie obleciał na tym KTG... to łóżko takie płaskie... a
                już byłam niby taka bojowa i odważna, jeśli chodzi o poród... ech...
                • agawa5 Re: po zwiedzaniu porodówek... 10.01.07, 14:27
                  Nie moglas poprosic o zrobienie KTG na siedząco - ja tak miałam przy kazdej
                  kontroli w ciązy w sw. rodzinie. Zwykła kozetka ma podnoszone wzgłowie. Na
                  leżaco ciezko sie oddycha. Mi np. robiło sie słabo. Przy porodzie tez nie
                  lezalam z KTG
                  • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 10.01.07, 15:36
                    Hmm... szczerze mówiąc nie wiedziałam, że może być inaczej, ale też jakoś mi nie
                    zależało, bo nic mnie nie bolało, a mam nisko ułożony brzuch i nie mam w ogóle
                    problemów z oddychaniem ;-)
                    • agawa5 Re: po zwiedzaniu porodówek... 10.01.07, 20:22
                      Jesli mamy o cos walczyc to musimy wiedziec o co i dlaczego. Mysle ze powinnas
                      troszke poczytac bo wszystko moze byc inaczej :)

                      Miłego wieczoru
                      • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 11.01.07, 10:06
                        Oj czytam i czytam - czasami mam wrażenie, że robię jakąś podyplomówkę w
                        przyspieszonym tempie ;-) Ale dzięki za info odnośnie KTG - nigdy wcześniej nie
                        miałam tego badania.

                        Pozdrawiam ciepło
    • truscaffka Do arwenhy:) 10.01.07, 21:02
      Hej Arwenha- mój mąż i ja tez planujemy zrobić mały rekonesans - Polną zwiedzimy
      razem z naszą szkołą rodzenia, ale do reszty szpitali jedziemy na własną rekę. W
      związku z tym mam pytanie - jak wy to sobie zorganizowaliście? w jaki dzień, o
      jakiej porze lepiej jechać? czy weszliście tak z marszu, czy też umawialiście
      się wczesniej? czy mieliscie tam kogoś znajomego? Czy obejrzeliście wszystkie
      szpitale jeden po drugim, czy też poświęciliśie na to kilka dni? Miałas jakiś
      spis pytań do personelu czy poszłaś na żywioł?
      • arvenha_81 Re: Do arwenhy:) 11.01.07, 10:03
        Hej Truscaffka ;-)
        Na Lutyckiej byliśmy umówieni z moim lekarzem prowadzącym i to on nas osobiście
        oprowadzał - byliśmy wcześniej umówieni z nim. Myślę, że jak nikogo nie znasz i
        zadzwonisz wcześniej to też będzie ok i ktoś Cię oprowadzi. Natomiast Św.
        Rodzinę i Raszeję odwiedziliśmy jedną po drugiej. Nikogo tam nie znaliśmy i z
        nikim nie byliśmy umówieni. Zadzwoniłam tylko ok. pół godz. przed wyjazdem czy
        są wolne sale porodowe i czy można je bez problemu obejrzeć. My byliśmy tak
        między 18 a 19 i wtedy było ok - podobno rano jest większy problem ze
        "zwiedzaniem". Jeśli chodzi o dzień tygodnia to wg mnie jest obojętny - my np.
        byliśmy na Lutyckiej we wtorek, a w pozostałych dwóch w piątek. Nie miałam
        przygotowanej listy pytań i poszliśmy "na żywioł" - polecam Ci przygotowanie
        takiego spisu (jest pewność, że nic nie umknie, a poza tym położne nie mają wile
        czasu i dzięki temu usprawnisz całe spotkanie). Nam głównie zależało na
        zobaczeniu tego, o czym tyle czytałam, bo w teorii i słowach personelu to zawsze
        wszystko pięknie, a jak się sama rozejrzysz to i rozeznanie pełniejsze.

        Pozdrawiam Cię serdecznie i daj znać, jakie wrażenie na Tobie zrobiły te
        szpitale ;-)
        • truscaffka Re: Do arwenhy:) 11.01.07, 10:43
          Hej Arwenho;)) Wielkei dzięki za szybką odpowiedź. Oczywiście - nie omieszkam
          dać znać jakie sa moje wrażenia, aczkolwiek nie wiem, czy zdążę przed twoim
          porodem, bo z tego co czytam, to Ty chyba już niedługo ?? Ja mam termin na 1
          kwietnia, więc jeszcze mam troszkę czasu na zwiedzanie :)))Pozdrawiam serdecznie !!
          • arvenha_81 Re: Do arwenhy:) 11.01.07, 10:46
            Ja mam termin na 7 lutego ;-) ale jeśli mi nie posłużą Twoje obserwacje, to może
            komuś innemu pomożesz opisem ;-)

            buźki
    • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 14.01.07, 16:28
      Hej ;-) Obserwacje prowadzę nadal. Rozmawiałam już z położną z Lutyckiej.
      Wszystkie informacje umieściłam na innym forum, oto link ;-)

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=45221&w=55369017&a=55500297
    • martynka_poz Re: po zwiedzaniu porodówek... 03.02.07, 17:42
      podbijam wątek, bo cos ucichł :))
      jak wrazenia po kolejnych ogledzinach i porodach??

      pozdrawiam
      Marta
      • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 03.02.07, 19:26
        Ja już co mogłam napisałam ;-) Teraz tylko czekam na godzinę zero - termin na
        przyszłą środę ;-) Dzisiaj byłam na Lutyckiej na KTG - miałam przyjemność
        słyszeć ostatnią fazę rodzenia dziewczyny z sali obok - świetne przeżycie jak na
        mój etap oczekiwania skurczu....

        odezwę się po ;-))))
        • karmeliza Re: po zwiedzaniu porodówek... 03.02.07, 20:28
          Arvenha - czy to świetne przeżycie było bardzo dramatyczne??? Pewnie można
          zwątpić, jak się słyszy krzyk rodzącej...
          • arvenha_81 Re: po zwiedzaniu porodówek... 04.02.07, 14:43
            Głupio tak słuchać jak nie można pomóc ani nic... ale ten krzyk był taki
            wysiłkowy, więc ok - gorzej było podczas ostatniego ktg - wtedy dziewczyna
            płakała i krzyczała tak błagalnie, że aż sztywniałam na tym łóżku... No ale w
            końcu to normalne, to szpital...

            buźka
            • karmeliza po zwiedzaniu Lutyckiej 15.02.07, 11:19
              Wybrałam się wreszcie na zwiedzanie porodówki na Lutyckiej i taki rekonesans
              polecam wszystkim paniom, które będą niedługo rodzić. Takie wcześniejsze
              zapoznanie się z terenem, otoczeniem, klimatem naprawdę działa uspokajająco.
              Potem przynajmniej będzie można się skupić już na samym porodzie.
              Sama Lutycka zrobiła na mnie dobre wrażenie - wprawdzie budynek szpitala jest
              przytłaczający i posępny,ale w środku - na oddziale - nie ma się już takiego
              wrażenia. Oddział jest kameralny, świeżo po remoncie. Oglądnęłam sale porodowe -
              jest ich tam sześć i wszystkie są pojedyncze - żadnych przepierzeń czy
              parawanów oddzielających rodzące. Minusem jest standardowa pozycja leżąca w II
              fazie porodu. Łóżka porodowe są rozłożone na płasko i jak się wydaje, nie ma
              zwyczaju, by w tej kwestii cokolwiek zmieniać. Ale cała reszta robi bardzo
              dobre wrażenie. Ponieważ w każdej chwili mogę tam trafić, jestem od wczoraj o
              wiele bardziej spokojna.
              Pozdrowienia dla wszystkich.
              • diablica690 Re: ginekolog 15.02.07, 20:04
                Witam!
                Obecnie przygotowuje sie do zajścia w ciąże.Szukam dobrego ginekologa.Najlepiej
                gdyby był z Lutyckiej.Bo tak sobie troszke poczytałam i chyba wole Lutycka od
                Św.Rodziny.Dlatego prosze o namiary na obreg ginekologa.
                Pozdrawiam
                • kasiak265 Re: ginekolog 19.02.07, 22:01
                  dr Marek Puszka-Milczyński przyjmuje na Wołyńskiej i pracuje na lutyckiej
                  bardzo dobry lekarz ja miałam problemy z zajsiem w ciążejednak dzięki niemu
                  jestem szczęśliwą mamą 4,5 letniego Mikołaja. Gorąco polecam w razie pytań
                  służe pomocą
                  • quoyle1 Re: ginekolog 19.09.07, 17:12
                    Wiem, że wątek założony stosunkowo dawno, ale może jeszcze tu zaglądacie od
                    czasu do czasu, napiszcie proszę jak odbyły się Wasze porody? Jesteście
                    zadowolone z wyboru? Ja mam termin na 13.02.08 ale już się stresuję ;)
                    Prawdopodobnie też będę rodziła właśnie na Lutyckiej :)
                    • karmeliza Re: ginekolog 21.09.07, 08:42
                      Witaj,
                      rodziłam na Lutyckiej w marcu. Był tu mój wątek: "moje wrażenia z
                      Lutyckiej" - tam opisałam swoje przeżycia i wywiązała się też
                      dyskusja między mniej i bardziej zadowolonymi paniami. Ja oceniam
                      mój pobyt tam na trójkę minus niestety.
                      Sama porodówka jest w miarę w porządku, jeśli wiesz, że cały poród
                      będziesz musieć leżeć. Gorsze wspomnienia mam z oddziału
                      położniczego i opieki noworodkowej. Jestem przekonana, że przez te
                      stresy utraciłam pokarm i nie mogłam karmić synka naturalnie.
                      Wiem jednak, że na forum są też dziewczyny, które mają jak najlepsze
                      wrażenia stamtąd. Ja jednak posiadając swoje doświadczenia i znając
                      opowieści koleżanek, następny raz rodziłabym w Raszei - drobny
                      przykład: mój synek miał żółtaczkę - musiałam go chodzić karmić na
                      oddział noworodkowy - tam na twardym krześle (a cholernie boli po
                      cięciu krocza) wciśnięta między szafki próbowałam nakarmić synka.
                      Koleżanka, która rodziła w Raszei, leżała sobie w łóżku, a położna
                      przynosiła jej dziecko do karmienia, dzięki czemu mogła karmić je w
                      jako takim komforcie, co wpływa przecież także na dziecko i jego
                      umiejętność ssania. Dodam, że ja karmiąc na oddziale noworodkowym
                      ciągle musiałam wysłuchiwać uwag pań położnych, którym po prostu
                      przeszkadzałam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka