Dodaj do ulubionych

Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej str...

24.10.12, 19:14
człowiek człowiekowi panią z dziekanatu.
:)
Obserwuj wątek
    • Gość: absolwentka Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.finemedia.pl 24.10.12, 20:03
      O, jest tabliczka dziekanatu WNHiP UWr! Pani Kasia! Czasami miała swoje humory, czasami pokręciła nosem, ponarzekała, ale mimo wszystko miło ją wspominam. Na tym wydziale była jeszcze bardzo miła Pani w dziekanacie socjalnym, złota kobieta! Za to fatalnie wspominam panią ze stacjonarnego dziekanatu administracji, która była bodajże kierowniczką. Straszna jędza, aż chciało się zaczynać i kończyć każdą sprawę "przepraszam, że żyję i śmiem zawracać głowę". Zupełnie inne były pozostałe pani, bardzo sympatyczne. Nie wiem, jak one to zrobiły, że tym jadem nie przesiąkły ;) Pozdrowienia dla Pań z dziekanatu, nawet dla tej kierowniczki - było to przydatne doświadczenie, bo teraz mam podobną szefową.
      • Gość: zed Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.158.190.65.static.midphase.com 24.10.12, 20:36
        Ciekawe, bo ja akurat dziekanat WNHiP UWR wspominam wyjątkowo źle . Siedzą takie święte krowy na stołkach, łaske robią, że cokolwiek powiedzą czy przybiją pieczątkę, opierniczają co drugiego studenta... Wiele razy mi się zdarzyło, że osoby zajmującej się moim kierunkiem albo cały dzień nie było w pracy, albo urwała się wcześniej z pracy przed godziną zamknięcia dziekanatu a inne osoby zupełnie nie orientują się w sprawach danego kierunku i odsyłają na nastepny dzień. Jest to szczególnie upierdliwe, gdy ktoś przyjeżdża z daleka z jakąs ważną sprawą i odchodzi z kwitkiem. O takich wynalazkach jak komunikacja za pomocą e-maili oczywiście tam jeszcze nie słyszano. ciekawe czy tak samo zachowywałyby się w jakimś urzędzie, gdzie jak urząd jest czynny do 18:00 to do 18:00 można wejść i załatwić sprawę. Trochę wiecej dyscypliny by się przydało, Dziekan już dawno powinien zrobić porządek z tym dziekanatem, ale dziekan też raz się pojawia na konsultacjach, innym razem nie... Ile trzeba mieć w sobie bezczelności, żeby stekać na studentów a samemu nie wywiązywać sie ze swoich obowiązków.
        • Gość: absolwentka Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.finemedia.pl 24.10.12, 21:45
          ojej, po pierwsze dziekanaty "ogólne" na WNHiP są dwa - dla stacjonarnych i niestacjonarnych, a w dziekanacie dla stacjonarnych siedziało 5 czy 6 pań. Zresztą jak napisałam - pani Kasia miała swoje humory, ale z perspektywy czasu wspominam to z uśmiechem. Była po prostu specyficzna, ale nie słyszałam, by była dla kogoś szczególnie złośliwa czy nieuprzejma. Po prostu mieliśmy podejście, nie byliśmy zbyt roszczeniowi i działało.
          • Gość: absolwent Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: 176.31.222.* 24.10.12, 23:14
            Dziekanat jest jeden, tylko dzieli się na stacjonarnych, niestacjonarnych i sprawy socjalne. Jeśli rzeczywiście byłaś studentką tego wydziału to powinnaś o tym wiedzieć. Poza tym ogólnie zgadzam się ze słowami Zeda. Panie kompletnie nie potrafiły zorganizować sobie pracy a po godzinach otwarcia dziekanatu, "zapracowane" panie dyskutowały sobie we wspólnym gronie o d... Maryni, czego niejednokrotnie byłem świadkiem.
            • Gość: asd Krotko... IP: *.2-1.cable.virginmedia.com 28.10.12, 16:33
              Nie chce nikogo oceniac ani obrazac, ale powiem krotko:
              1) Studiowalem w Polsce i za granica (w obu przypadkach studia magisterskie)
              2) W Polsce zeby sie czegos dowiedziec z dziekanatu przez telefon, musialem uciekac sie do klamania i podawania sie za np. dziennikarza, ktory ma przeprowadzic wywiad z danym wykladowca, w danym dniu... Inaczej ryzykowalem niepotrzebna wycieczke na uniwerek i strate czasu...
              3) W dziekanacie, w Polsce ZAWSZE byla kolejka i nic nigdy nie bylo zalatwione 'od reki'...
              4) Na uniwerku za granica w zasadzie nigdy nie stalem w kolejce, nigdy nie musialem klamac zebyu sie czegos dowiedziec i nigdy nie mialem problemu z zadnymi sprawami natury administracyjnej. Przy czym zawsze byl usmiech.

              Nie wiem czy to jest kwestia kulktury - czy w przypadku uczelni polskich, slaba organizacja - ale roznica w tej kwestii jest kolosalna.
      • Gość: Steg Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.12, 10:59
        Drzwi owszem ładne, a na nich tabliczka - koszmar. Nie ma to wiele wspólnego z historią, kulturą, a prędzej mogłoby się trafić na politechnicznej wieczorówce zamiejscowej. Wstyd!
      • Gość: Historia Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.2-1.cable.virginmedia.com 25.10.12, 13:06
        Pani Kasia i pani z socjalnego(ta szczuplejsza ;) to najbardziej kochane osoby w całym dziekanacie WNHiP.
    • bratstrach Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej str... 24.10.12, 20:20
      Myślę sobie, że panie z dziekanatu się zmieniają na lepsze im dłużej się studiuje porównajcie tą samą osobę z dziekanatu na pierwszym i na piątym roku - jak dwie różne osoby.

      Przy okazji polecam inicjatywę coachingu dla studentów - warto
      • tomek854 Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s 25.10.12, 21:48
        NIe, nie warto. Co niby taki coach miałby studentowi zaproponować poza ssaniem z niego kasy? ;-)
      • franek31 Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s 28.10.12, 12:42
        bratstrach napisał:


        >
        > Przy okazji polecam inicjatywę coachingu dla studentów - warto
        >
        >

        Nauka języka polskiego przydałaby się bardziej.


      • Gość: wspomnienia Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.12, 08:25
        Tak pełna zgoda, w oczach Pań z dziekanatu wraz ze stażem na uczelni coraz lepsze traktowanie. Pamiętam jak na pierwszym roku musiałam stać 3 razy w przeogromnej kolejce, z tą samą sprawą, a po obronie magisterki, gdy przyszłam załatwić jakąś sprawę to pierwszy raz poprosiły abym usiadła i za chwilkę wszystko było załatwione. Na studiach podyplomowych (co prawda inna uczelnia) traktowały mnie już jak dobrego klienta.
    • Gość: Piotr Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.webd.pl 24.10.12, 20:21
      Fajnie, ale takie anegdotki, opowiadane sobie na korytarzach dziekanatów czy uczelni o głupich studentach (bo ten kiedyś zapomniał podpisać podanie, inny trzy razy nie zdał egzaminu...) jakoś mnie nie przekonują. Są to anegdotki oparte na pojedynczych przypadkach, a takie zdarzają się wszędzie. Panie z dziekanatu niech się prędzej cieszą, że obsługują studentów, a nie np. bezrobotnych w urzędzie pracy. Może wtedy doceniłyby swoją pracę i ludzi, z którymi mają kontakt na co dzień. A to, że studenci przychodzą z różnymi sprawami po terminie, mogą zawdzięczać tylko sobie i świadczy to o braku umiejętności wychowawczych tych pań. Jak stwierdziła pani Iwona, "potem słyszę, że koledze przyjęłam indeks bez wszystkich wpisów, a jemu nie chcę". Uznaniowe traktowanie regulaminu sprawia, że studenci przyzwyczajają się, że regulamin to tylko teoria, a ponadto demoralizuje studentów, gdyż uczy ich braku szacunku dla przepisów i nie przygotowuje do dorosłego życia, w którym regulaminy i terminy są dużo bardziej rygorystycznie przestrzegane. Sam uczyłem przez pewien czas studentów i wiem, jak to wygląda. Gdy ustali się z nimi rozsądne zasady i później konsekwentnie ich przestrzega, to studenci bardzo szybko uczą się respektować te wymagania. Z kolei gdy jednemu przyjmie się indeks po terminie, to nawet jak się to zrobi po kryjomu, studenci i tak dowiedzą się o tym między sobą i trudno się potem dziwić, gdy mają pretensje, że komuś się nie przyjęło. Tak więc zanim odezwie się dobre serce nad zrozpaczoną studentką, warto zastanowić się, czy nie wyrządza się w ten sposób więcej szkody niż pożytku, ale do tego trzeba jednak mieć trochę wyobraźni...
      • Gość: observator2 Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.szczecin.mm.pl 28.10.12, 13:06
        No i jeszcze głos z trzeciej strony... przez 6 lat byłem prodziekanem ds. studenckich. Na uroczystościach dyplomowych rzeczywiście dziekanat dostawał największe brawa. Część biło brawa potwierdzając sympatię, część z ulgą, że to już koniec tych relacji. Prawda leży jak zwykle po środku. Obserwowałem ten sam dziekanat i jego pracownice jako student, następnie jako szeregowy pracownik, prodziekan i dziekan i znów jako szeregowy pracownik. Wielokrotnie też zdarzało się, że jako prodziekan obsługiwałem studentów w okienku i nawet część nie wiedziała z kim rozmawiają. Mam teraz wiele anegdot do opowiadania... Diagnoza jest taka - DZIEKANAT to miejsce kluczowe a wręcz kultowe na Wydziale. Pracownice dziekanatów zasługują zapewne na negatywne komentarze, pewnie pozytywne także. Ale studenci od zarania zawsze kręcili, a najwięcej kręcenia niestety przechodziło przez dziekanat. Jako student sam, aby przedłużyć sesję, uśmierciłem dawno nieżyjąca babkę, jako pracownik dydaktyczny zapewne nie zawsze postępowałem zgodnie z regulaminem studiów, jako prodziekan starałem się pomóc tym studentom, którzy byli wiarygodni i dali sobie pomóc. Myślę, że wielu z absolwentów zawdzięcza mi swoją przyszłość. Ale są także tacy, którzy na tyle byli pokrętni, że trudno było im pomóc. Moje drogie Dziekanice jak po latach patrzę, na to jak pracujecie, to mimo komputeryzacji i elektronicznego dziekanatu nic się w Waszej mentalności nie zmieniło. I to jest ból, inwencja zerowa, nastawienie do studentów jak do wrogów, a do dydaktyków jak darmozjadów. Część jednak z Was darzę sympatią i szacunkiem, ale część nie nadaje się do tej pracy. I to właśnie widzą studenci, którzy oczywiście też nie są bez winy... jak i każdy prodziekan podejmujący wobec nich decyzje. No cóż to sprawa kultowa.... I po co było gazecie podejmować ten temat... Przecież każdy kto studiował i studiuje wie jak jest. A kto jeszcze ma to przed sobą na pewno się przekona.
        • Gość: leo Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.range86-148.btcentralplus.com 28.10.12, 13:29
          Pełna zgoda. Proponuje spojrzeć na Dziekanat i relacje "student-panie z dziekanatu" z historycznej perspektywy i ocenić to jako sprawe kultową - immanentnie zwiazana ze studiowaniem. Wtedy zostja tylko fajne wspomnienia.......:-)
      • Gość: le Ming Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.home.aster.pl 29.10.12, 13:12
        "A to, że studenci przychodzą z różnymi sprawami po terminie, mogą zawdzięczać tylko sobie"

        To żart, prawda? Nie ma aż tak głupich ludzi?
        • Gość: jelen_rogaty Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.10.12, 15:56
          Są - i znaczna część z nich zostaje panią z dziekanatu, niestety. I nie pomogą wybielające teksty Wyborczej, ani doprawianie pięknej twarzy dziekanatom, bo gros pracowników tych instytucji, może i ma kwalifikacje, ale za to traktuje studentów jak zło konieczne. Są też tacy, którzy żywcem olewają petentów. Przykładem na to jest nietykalna pani E. z socjala na jednym z wydziałów UMK - kobieta dokładnie ignoruje ludzi, którzy chcą się czegoś dowiedzieć, siadając do nich tyłem i jedząc. Jej stały tekst to "Wszystko jest w internecie".
          Kiedyś dali nam na zastępstwo młodego dzidka, prawie że zaraz po studiach. Na początku strasznie się puszył, ale z czasem zobaczył, że - jeśli nie chce gadać o wielkanocy czy obes...nych pieluchach z koleżankami z pracy, to jest równie bezużyteczny, co głupi studenci (jego słowa). I tak przeszedł na naszą stronę. Od tego czasu po prostu chodziło się do dziekanatu z uśmiechem na twarzy, bo było wiadomo, że pan nie tylko wspomoże u dziekana, ale doradzi od strony prawnej, napisze maila z informacją czy coś takiego. Oczywiście był zbyt uprzejmy i pozbyto się go przy pierwszej okazji.

          Post molestam senectutem nos habebit humus! - a jak nie humus, to dziekanat!
    • zoomfetka Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej str... 24.10.12, 21:06
      Ciekawe czy pojawi sie artykuł studenci o paniach z dziekanatu...
    • grawdhaga adwokatki studenta 24.10.12, 21:43
      to prawda, że "panie z dziekanatu" bronią studentów przed dziekanem jak mogą - potwierdzam to jako były dziekan ds studenckich - nawet w beznadziejnych (wg regulaminu) sprawach potrafią znaleźć jakieś wyjście
      • Gość: aga Re: adwokatki studenta IP: *.opera-mini.net 24.10.12, 23:23
        A może to przed tobą jako osobą broniły, a nie ogólnie przed dziekanem? Jakie ty masz doświadczenie w pracy dziekana, żeby się wypowiadać za wszystkie dziekanaty? Z jednego wydziału? Z mojego doświadczenia wiem, że dziekani przeważnie kompletnie nie orientują się w przepisach i regulaminach, wydaje im się, że wpadną raz w tygodniu na godzinkę-dwie, podpiszą kilka podań i indeksów i pójdą do domu, a całą robotę odwala za nich administracja. No i chyba nie chciałabym mieć dziekana na uczelni, przed którym ktokolwiek musiałby mnie bronić.
      • Gość: Paweł Re: adwokatki studenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.12, 12:16
        Miejsca, w których czas się zatrzymał w głębokim socjalizmie:

        1. Dziekanaty
        2. Przychodnie
        3. Administracje blokowisk.
        • Gość: Kotka Re: adwokatki studenta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.10.12, 22:23
          Ja mam inna listę
          Dziekanaty
          Przychodnie ( a raczej rejestracje )
          Sądy
      • flamengista i to jest przerażające! 28.10.12, 20:34
        bo to są pracownicy uczelni, a nie rzecznicy praw studenta. Wszystko w porządku, gdy działają w granicach regulaminu.

        Ale "znalezienie wyjścia" oznacza często przymknięcia oka na przepisy. Jeśli to się wiąże z tym, że np. student zalicza sesję 4 tygodnie po terminie, za co powinien zgodnie z regulaminem zapłacić - a ten indeks się przyjmuje bez opłat - oznacza to świadomą rezygnację z należnych uczelni opłat. A więc działanie na korzyść studenta, a nie własnego pracodawcy.
    • radeberger Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s 24.10.12, 22:13
      Z dziekanatowych przygód najbardziej pamiętam warunki sine qua non, które w XXI wieku wisiały jako karteczka przybita szpilką na tablicy korkowej, zaraz obok okienka dziekanatu.

      O 20 ludziach na metr kwadratowy przez cały okres zapisów (bo w końcu ludzie musieli wracać czytając kolejne ogłoszenia na tablicy), jak i kolejkach po drzwi od budynku nie wspominając.
    • Gość: Paweł - WNS Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.play-internet.pl 24.10.12, 23:01
      Tak, tak... ostatnio przyjechałem do Dziekanatu WNS po odbiór dyplomu i reszty dokumentów. Mieszkam niemal 50 km od Wrocławia, po drodze był korek, w mieście też jakoś nie miałem szczęścia do zielonych świateł na skrzyżowaniach. Dziekanat był czynny do godz. 13.00 - ja się tam pojawiłem o 13.10. Po kwadransie proszenia o wydanie dokumentów i tłumaczenia się usłyszałem - NIE.

      Może zatem niech jeden z drugim dziennikarz napiszą artykuł o tym, jacy to są dobrzy i wspaniałomyślni, bo przecież napisali jakiś artykuł, za który - nota bene - dostają kasę. Praca jak praca, więc po co takie artykuły? Chyba tylko po to, żeby w megapanelu wykazać więcej klików i później drożej się sprzedać? ;)
      • skarolina Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s 25.10.12, 09:42
        Gość portalu: Paweł - WNS napisał(a):

        > Tak, tak... ostatnio przyjechałem do Dziekanatu WNS po odbiór dyplomu i reszty
        > dokumentów. Mieszkam niemal 50 km od Wrocławia, po drodze był korek, w mieście
        > też jakoś nie miałem szczęścia do zielonych świateł na skrzyżowaniach. Dziekana
        > t był czynny do godz. 13.00 - ja się tam pojawiłem o 13.10. Po kwadransie prosz
        > enia o wydanie dokumentów i tłumaczenia się usłyszałem - NIE.

        O rany, nie dać rady przejechać 50 km w 7 h to niezły wyczyn. Na studiach nie uczyli, że nie ma gwarancji przejechania z punktu A do punktu B w określonym czasie, bo czas podróży zależy od wielu czynników? Nie powiedzieli, że jakie to czynniki i żeby wziąć to pod uwagę? :) To tylko potwierdza prawdomówność pań z dziekanatu - student ma focha, że wpada w ostatniej chwili albo po terminie, jakby to ich wina była.

        Ja tam się nie znam, studia kończyłam dawno, uczelnia mała - owszem, kierowniczka Działu Nauczania dość wrednawa była, ale wszystkie panie z dziekanatu - do rany przyłóż.

        • pawelekok Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s 29.10.12, 12:40
          skarolina napisała:

          > Ja tam się nie znam, studia kończyłam dawno, uczelnia mała - owszem, kierownicz
          > ka Działu Nauczania dość wrednawa była, ale wszystkie panie z dziekanatu - do r
          > any przyłóż.
          >

          Psiapsiuły, co? Ciekawa rzecz, że spośród wychwalających panie z dziekanatu olbrzymia tu większość to byłe studentki, a nie studenci. Jeszcze obie strony wspominają o płaczącej studentce i wzruszonej pani z dziekanatu, jakoś mało tu mowy o studentach w podobnej sytuacji. Studenci to ci, co uśmiercają członków rodziny:) A oni, z reguły wspominają dziekanaty wraz ich urzędniczkami bardzo źle. Ciekawe zjawisko.
      • Gość: Dawnastudentka UWR Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: 78.9.155.* 28.10.12, 20:18
        Jakbym to widziala!.
        Okolo 25 lat temu bylam w podobnej sytuacji. Czekanie godzine w kolejce ( Tak sie konczyly zajecia) i zamkniete stanowisko ( bo nie okienko) pani Kasi ( nie wiem czy tej samej, wtedy byla to pani okolo trzydziestoletnia).
        Nie pomogly blagania, proszenia, ze czekalam, ze wazna terminowa sprawa, NIE, NIE, i NIEEE!!
        Wreszcie w desperacji powiedzialam, ze zostawiam papiery, ze sa kompletnie i bardzo prosze dolaczyc je do innych, do podpisu dziekana. Tak zrobilam i wyszlam. Moja naiwnoscia bylo sadzic, za pani Kasi zmieknie serce. Po 2 dniach dostalam poczta duza koperte z moimi papierami i napisana odrecznie notka pani Kasi: "Odsylamy papiery zostawione w Dziekanacie" Pani Kasia zdobyla sie na pewien wysilek ;)
        Gdy dostalam dyplom zobaczylam, ze blednie wpisana jest data mojego urodzenia. Udalam sie tym razem do Rektoratu, przedstawilam problem i dowody popelnienia bledu, mila pani powiedziale, ze "Nie ma sprawy" i juz za tydzien moglam odebrac nowy- nienowy dyplpm z wydrapana zyletka stara data i wpisana nowa!!!!!
        Nie pomogly reklamacje, pretensje, zadnego wyboru, musialam zaaprobowac i juz. Nikt w tym nie widzial problemu. ;) ! ;) !!!
        Tak sie potoczylo moje zycie, ze mieszkam i pracuje za granica, gdzie zrobilam inne studia, ktorych dyplomem sie chwale i go prezentuje, gdy jest taka potrzeba.
        Dyplom z Uniwerytetu Wroclawskiego pokazuje dzieciom i opowiadam te wlanie historie. Autentyk.
      • Gość: x Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.geod.agh.edu.pl 29.10.12, 15:05
        "Pawle" - ciekaw jestem co mówisz, gdy sie spóźnisz 10 minut na pociąg czy samolot ...
    • muzzyczny Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej str... 24.10.12, 23:40
      Panie z dziekanatu myślą, że są nie wiadomo kim i przeinaczają fakty.
      • Gość: pwr Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.12, 12:47
        Pani Iwonka z PWr chyba z Wydziału Mechanicznego :) pozdrowienia
    • Gość: gaax Ostatni raz IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.12, 06:45
      Byłem wczoraj ostatni raz w życiu w dziekanacie - odebrać dyplom magisterski. I co? I jak zwykle mnie orżnęli. Babka zabrała mi legitymację, choć na naszym wydziale nie jest to już od dawna praktyką jak się później dowiedziałem i nikomu z mojego roku legitymacji nie zabrano.
      • Gość: lucyfer Re: Ostatni raz IP: *.ssp.dialog.net.pl 25.10.12, 10:41
        Oczywiście i akurat tobie, i tylko tobie z roku pani z dziekanatu zachciało się zrobić psikusa i odebrać legitymację ;)) biedaczysko.
      • Gość: ccc Re: Ostatni raz IP: *.dynamic.chello.pl 28.10.12, 12:05
        Gość portalu: gaax napisał(a):

        > Byłem wczoraj ostatni raz w życiu w dziekanacie - odebrać dyplom magisterski. I
        > co? I jak zwykle mnie orżnęli. Babka zabrała mi legitymację, choć na naszym wy
        > dziale nie jest to już od dawna praktyką jak się później dowiedziałem i nikomu
        > z mojego roku legitymacji nie zabrano.

        bo legitymacja i idące w parze z nią zniżki są dla studentów a nie dla oszustów, którzy skończywszy studia w czerwcu chca się jeszcze wozić za pół ceny do października. gratuluje dyplomu, ale brzydze się twoją postawą, bo co by nie mówić, dałeś właśnie świadectwo, że masz mentalność złodzieja
        • Gość: tomek Re: Ostatni raz IP: *.icpnet.pl 28.10.12, 12:23
          Najgorsze jest to, że ludzie tego tak nie pojmują, bo magiczni "wszyscy" tak robią. A skoro wszyscy, to dlaczego nie ja?
        • Gość: dg Re: Ostatni raz IP: *.warszawa.vectranet.pl 28.10.12, 13:35
          Boszszszsz. OStatni sprawiedliwy
      • Gość: niki Re: Ostatni raz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.12, 12:32
        poczytaj przepisy i dobrze się zastanów zanim napiszesz "orżnęli mnie"
      • Gość: Pa Re: Ostatni raz IP: *.19.165.83.osk.enformatic.pl 28.10.12, 12:49
        > Byłem wczoraj ostatni raz w życiu w dziekanacie - odebrać dyplom magisterski. I
        > co? I jak zwykle mnie orżnęli. Babka zabrała mi legitymację, choć na naszym wy
        > dziale nie jest to już od dawna praktyką jak się później dowiedziałem i nikomu
        > z mojego roku legitymacji nie zabrano.
        Raczej zabrano. wynika to z Rozporządzenia MNiSW dotyczącego prowadzenia dokumentacji toku studiów. Legitymacja potwierdza status studenta i jako tak podlega zwrotowi po ukończeniu studiów.
        • Gość: x Re: Ostatni raz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.12, 13:30
          Wystarczyło napisać oświadczenie, że zgubiłeś legitymację, ale Pani z dziekanatu nie jest od tego, aby uczyć Cię kombinowania.
          Po 5 latach studiów masz myśleć samodzielnie.
          • bogda35 Re: Ostatni raz 28.10.12, 18:25
            Gość portalu: x napisał(a):

            > Wystarczyło napisać oświadczenie, że zgubiłeś legitymację, ale Pani z dziekanat
            > u nie jest od tego, aby uczyć Cię kombinowania.
            > Po 5 latach studiów masz myśleć samodzielnie.
            bardzo dobra porada dla oszustów. Jak orznąc Panstwo udając studenta - i jak sie oburzac że akurat te dziekanice nie przyłożyły do tego reki.Typowa polska mentalnośc.Powodzenia w pracy!
    • slarwar Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej str... 25.10.12, 07:31
      DZIEKANICE - to ksywka pań na Wydziale . . . . . . Politechniki Wrocławskiej, sprzed prawie 40 lat . . .
    • wysokiej-klasy-specjalista co, kto o kim myśli ... 25.10.12, 09:51
      Panie z dziekanatów, mają zapewne takie same zdanie o studentach, jak studenci o tych paniach...
      • Gość: HaDwaO Re: co, kto o kim myśli ... IP: *.180.113.47.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 28.10.12, 13:59
        Oj, jakby ludziom się chciało napisać, co sądzą na temat studentów (np. po przeczytaniu artykułu jak to po jednej z imprez w akademiku wepchnięto podpalone krzesło do windy, po innych burdach i ekscesach), którzy ponoć mają być elitą i przyszłością narodu. to byłoby ciekawie.
      • flamengista ale chwile, czego się można było spodziewać? 28.10.12, 20:45
        Dziekanat to zwykły urząd obsługujący specjalny rodzaj klientów - studentów. Studenci zawsze byli, są i będą roztrzepani i luźno podchodzący do obowiązków.

        A pracownicy dziekanatu mają obowiązek:
        a) udzielić im informacji
        b) pomóc w miarę możliwości
        c) w przypadku, gdy sytuacja jest krańcowo zła - skierować do kasy lub skreślić z listy. Bo to nie przedszkole, by głaskać po główce

        Więc jak słyszę opowieść jednej Pani o "adwokaturze studentów" to, ciężko się nie zdenerwować. Od tego jest Parlament Studencki i rzecznik praw studenta.
      • Gość: nikt Re: co, kto o kim myśli ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.12, 22:19
        takie same zdanie :)
    • Gość: Student Dziekanat WNS Uwr IP: *.dynamic.chello.pl 25.10.12, 10:18
      Chcialbym serdecznie pozdrowic Pania Michaline z dziekanatu Wydzialu Nauk Spolecznych Uniwersytetu Wroclawskiego. Kompletna antyteza stereotypow o zlych Paniach z dziekanatu. ;)
      • Gość: głos rozsądku Pani z dziekanatu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.12, 21:54
        Mają ciężko i trudno. Wystarczy przyjść na WFIL i zobaczyć te tłumy ludzi. Pani jest jedna a studentów przez 4 godz. setki. Aż dziw bierze skąd mają jeszcze tyle pogody ducha ?!
        • Gość: asd Re: Pani z dziekanatu IP: *.static.as29550.net 25.10.12, 23:51
          Widać, że nigdy nie miałeś kontaktu z dziekanatem. Tłumy ludzi to są przez kilka, góra kilkanaście dni - na początku roku akademickiego. W pozostałym okresie dziekanaty zioną pustkami. Co do pogody ducha to też raczej są to wyjątki niż reguła. Panie pracują, jakby musiały pracować za karę, zresztą tak generalnie pracuje w Polsce biurwa z budżetówki.
    • Gość: pytus W dziekanacie EITI PW IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 28.10.12, 12:04
      jest/była tylko jedna pani uśmiechnięta gotowa do pomocy. Reszta robia łaskę, że wogóle się do Ciebie odezwie. Nie wiem co te pozostałe kobiey robią ale muszą naprawdę robić o dobrze i to samemu dziekanowi.....
    • t.hagen Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej str... 28.10.12, 12:28
      Może ktoś napisze o słabej organizacji godzin pracy dziekanatów niestacjonarnych? Najczęściej bezsensownie otwarte w dni pracujące w godzinach poranno-popołudniowych. W weekendy tylko do południa. Jeśli ktoś z dojeżdżających z całej Polski (stanowiących często większość roku) chce się coś załatwić w dziekanacie, to musi się wyrobić stojąc w długiej kolejce podczas 15 minutowej przerwy między weekendowymi zajęciami.
    • jack20 Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej str... 28.10.12, 12:30
      Juz prawie w ZADNYM panstwie zachodniej europy studenci bezprodukywnie nie szwendaja sie po tzw. dziekanatach. WSZYSTKO zalatwia sie przez internet. i przez 5 lat studiow student nie zna z wygladu nawet pracownikow tzw. dziekanatow. Na jakim poziomie sa polskie uczelnie moze swiadcuyc ten dropbny fakt tez.
      • Gość: los Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: 95.108.89.* 28.10.12, 13:20
        zastanawia mnie jedno, w jakim celu studenci odbywają tyle "pielgrzymek" do dziekanatów studenckich?????????????? Przez 5 lat studiów byłam w dziekanacie może ze 3 razy... W grupie zawsze mieliśmy osobę która nasze zbierała legitymacje do podbicia, odbierał karty egzaminacyjne oraz zanosiła indeksy po sesji. Natomiast, gdy potrzebowałam zgody Dziekana na np. realizację przedmiotu na innym uczelni, czy chciałam wyjechać za granicę na inny uniwersytet na piśmie składałam po prostu wniosek z uzasadnieniem w sekretariacie (strukturalnie chyba on też należy do dziekanatu), z reguły następnego otrzymywałam odpowiedź.

        Czas na załatwienie sprawy to od kilkunastu sekund do ok 1 min., np.

        DZIEKANAT
        JA: Dzień dobry, przyniosłam indeks.
        Pani z dziekanatu: Dzień dobry. Proszę położyć indeks obok innych.

        SEKRETARIAT
        JA: Dzień dobry, mam podanie do Dziekana o wyjazd zagraniczny.
        Pani z dziekanatu: Dzień dobry. Ok, może pani jutro przyjść lub zadzwonić i zapytać czy Dziekan podjął już decyzję w tej sprawie.
        Ja: OK
      • Gość: butapren Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej IP: *.hsd1.tn.comcast.net 28.10.12, 15:10
        "Juz prawie w ZADNYM panstwie zachodniej europy studenci bezprodukywnie nie szwe
        > ndaja sie po tzw. dziekanatach. WSZYSTKO zalatwia sie przez internet. i przez 5
        > lat studiow student nie zna z wygladu nawet pracownikow tzw. dziekanatow. Na j
        > akim poziomie sa polskie uczelnie moze swiadcuyc ten dropbny fakt tez."

        Moje (bardzo podobne) obserwacje dotycza USA i Kanady... W pelni potwierdzam!

        P.S. Tutejsze uczelnie zatrudniaja dwa-trzy razy mniej administracji
        nizli (podobnej wielkosci) uczelnie w Polsce.
        • Gość: viking Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej IP: *.cust.tele2.se 28.10.12, 20:39
          Potwierdzam, w Skandynawii nie ma czegos takiego jak dziekanat, wszystko przez internet, nie ma indeksow z wpisami, wszystko w sieci. Sa sekreterki ktore pomagaja w organizaci ale to za sprawy czysto administracyjne, za wiekszosc rzeczy odpowiedzialny jest student. Zdales egzamin to rezultat jest wczytywany w baze danych, nie zdales to nie ma mozliwosci kombinowania z pania z dziekanatu, czy dziekanem. Nie zrobiles wszystkiego na czas? Nastepna szansa za 3-6 miesiecy. Nie ma "wyrzucania" ze studiow, albo ktos zdal egzaminy albo nie. Jeden zda wszystko w 4 lata, a drugi (z roznych przyczyn, nie musi sie tlumaczyc) zda te same egzaminy w 6 lat. Egzaminy z danego przedmiotu sa zwykle 3 razy na rok, wiec jak ktos zawalil jakis egzamin to nastepny za 4 miesiace.
          A sam napis "Dziekanat w SRODY nieczynny" to jakis koszmarny zart. Co te paniusie robia w srody?
          Trzeba po prostu lepszej organizacji i trzymanie sie dat, spozniles sie to nastepny termin za np. 6 miesiecy. bez kombinowania. Dziekanat to miejsce do parzenia herbaty.
    • Gość: g Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.itime.pl 28.10.12, 13:04
      Praca w dziekanacie to praca z ludźmi. Wymaga pewnej dozy profesjonalizmu, empatii i umiejętności negocjacyjnych, żeby dobrze obsługiwać petentów. To nie studenci są dla was, szanowne panie, tylko wy dla studentów, a utrudnianie im życia nie należy do waszych obowiązków. Tak samo jak jedzenie ciasteczek po kątach i priorytetowe picie kawy, które idzie zawsze przed obsługą osób. Macie rozwiązywać problemy studentów, a nie je kwestionować. Bo to w zasadzie nie wasza sprawa. A jeśli wam się nie podoba - jest tyle pięknych zawodów, w których można się realizować, niekoniecznie pracując z ludźmi. Za karę tam nie siedzicie i uzmysłowcie sobie to, bo na miejsce jednej z was jest 10 młodszych i bardziej kompetentnych.
      • Gość: taaa Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.icpnet.pl 28.10.12, 13:11
        Panią z dziekanatu nie można jedynie zarzucić żadnej formy dyskryminacji. Zarówno studentów jak i pracowników naukowych, czasami nawet dziekana traktują z góry. Miałam kiedyś sytuację, że pani wprost powiedziała, że dziekan się nie zna... Zenada, żenada, żenada. Powinni je wszystkie w kosmos wystrzelić.
        • pochodna.dx Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s 28.10.12, 13:37
          Żenadą ro jest twoja ortografia,,,
    • flamengista najpierw proszę wykonywać sumiennie swoje 28.10.12, 13:19
      obowiązki w 100%.

      Jako wykładowca od lat obserwuje stopniowe przerzucanie obowiązków administracyjnych z poziomu dziekanatu na nas, wykładowców.

      Notorycznie przychodzą do mnie studenci, poinstruowani w dziekanacie by "wytargować" kolejny termin egzaminu już po terminie przedłużenia sesji. Formalnie sprawa jest jasna: bez kolejnego przedłużenia (które kosztuje!) student nie ma prawa nic zdawać, są oficjalne terminy sesji które mnie obowiązują. Ale jest presja ze strony studentów (nie chcących płacić), więc dziekanat przerzuca problem na mnie - może się zlituję, przymknę oko i zrobię egzamin, wpisując wcześniejszą datę do karty i indeksu.

      Czyli oczekuje się ode mnie, że sfałszuję dokumenty i pozbawię uczelni należnych opłat za przedłużenie sesji, byle tylko "pozbyć się problemu". Zamiast zachować się asertywnie, stosując właściwe przepisy - podrzuca mi się gorącego kartofla, mimo że sprawy administracyjne nie należą do moich obowiązków. Wymusza się na mnie podejmowanie nieprzyjemnych decyzji, przez co całe odium niezadowolonych studentów spada na mnie, zaś pracownicy dziekanatu wychodzą na "pomocne dusze, które chciały, ale zły Pan Doktor się nie zgodził".

      Studenci doskonale zdają sobie sprawę z tej "spychologii stosowanej" i do mistrzostwa opanowali sztuczki poruszania się w tej szarej strefie. Identycznie sprawa wygląda z pisaniem pracy dyplomowej. Praca powinna być dostarczona w określonym terminie, potem jest dopuszczalny okres przedłużenia (max. 3 miesiące). Jeśli pracy nie ma, to student jest skreślany z listy. I by zostać przywróconym, musi zapłacić za powtarzanie roku.

      Co z tego, skoro ktoś w dziekanacie informuje studentów, że promotor może (tak, w regulaminie wyraźnie określone jest że może, nie MUSI) przyjąć pracę od studenta, który został skreślony z listy. Czyli ktoś wylatuje, a potem próbuje ubłagać promotora by przyjął pracę do korekty. Różnica zasadnicza - za takie przywrócenie w celu tylko obrony pracy płaci się 300 zł, za powtarzanie semestru - ponad 10 razy tyle.

      Ja wiem, że praca w dziekanacie nie jest łatwa, ale narzekania studentów znikąd się nie wzięły. NP. nadal w większości uczelni obowiązuje papierowy indeks - relikt XIX-wieczny. Nadal setki tysięcy studentów i tysiące wykładowców traci czas na wpisy. Dlaczego? Ano dlatego, że ktoś ma etat za to, że wklepuje oceny z protokołów do komputera...

      Więc proszę najpierw wykonywać sumiennie swoje obowiązki, a potem narzekać.
      • Gość: greg0,75 Re: najpierw proszę wykonywać sumiennie swoje IP: *.ceramika.agh.edu.pl 29.10.12, 13:46
        > NP. nadal w większości uczelni obowiązuje papierowy indeks - r
        > elikt XIX-wieczny. Nadal setki tysięcy studentów i tysiące wykładowców traci cz
        > as na wpisy. Dlaczego? Ano dlatego, że ktoś ma etat za to, że wklepuje oceny z
        > protokołów do komputera.

        Niestety, nieaktualne - to prowadzący zającia wpisuje zaliczenia i na papier i do "systemu" ( co oczywiście może oznaczać tylko tyle, że "etatowy" wklepywacz ma więcej luzu)
    • horatio_valor Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej str... 28.10.12, 13:32
      Przychodzi baba do lekarza ze studentem w d...
      - Co pani jest?
      - Dziekanat.
      =====================
      Z wieloma dziekanatami miałem do czynienia i dziekanackie babsztyle wszędzie były takie same - wredne, chamskie, nieuczynne i wrogo nastawione do wszystkich. Jeśli już podejmujecie tematy z tak nietypowych punktów widzenia, to napiszcie np. o strażnikach więziennych w Chinach, którzy narzekają, bo więźniowie są zbyt kościści i można sobie guza nabić, kiedy się ich katuje. Baby dziekanackie i studenci to niestety nie są siły równoprawne!
    • grzybetan Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej str... 28.10.12, 13:37
      Widać, że nie ma reguły. Na wydziale mechanicznym PWr ludzie w dziekanacie (m.in pani Iwonka z artykułu) są naprawdę w porządku. Nawet czasami w dniach kiedy dziekanat jest zamforum.gazeta.pl/forum/0,0.htmlknięty pomagają rozwiązać problem. Wiadomo, że czasami nerwy puszczają, ale ciężko się dziwić jak na początku, albo na końcu roku 1000 studentów coś chce załatwić.
      • Gość: Maria Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.152.143.234.dsl.dynamic.t-mobile.pl 28.10.12, 14:06
        Są ludzie i parapety.
        U mnie na uczelni - ASP - funkcjonował "sekretariat do spraw studenckich". A w zasadzie nie funkcjonował, bo na pierwszym roku studenci musieli się wykazywać zdolnością teleportacji - jedne zajęcia kończyły się o 16, następne zaczynały o tej samej godzinie... w budynku po drugiej stronie miasta. Minimalka to 15 minut rowerem, jedno czerwone światło powodowało, że człowiek nie mieścił się w kwadransie, a i nie każdy wiedział na pierwszym roku, że obowiązkowym wyposażeniem studenta jest rower.
        Na drugim roku podniesiono nam poprzeczkę do bilokacji zajęcia zaczynały się pół godziny przed końcem poprzednich...
        Średnio do połowy października nikt nic nie robił, bo nie mieliśmy rozkładów zajęć, a wykładowcy aktualnych list studentów. Kampania wrześniowa zazwyczaj po ciężkich awanturach odbywała się w drugiej połowie października. Przez miesiąc nikt nie jeździł komunikacją, bo podbicie legitymacji zabierało 2 tygodnie lub więcej itd.
        A wszystko to przez niejaką Pannę Małgosię, która zazwyczaj w połowie czerwca szła na zwolnienie, w lipcu miała urlop, w sierpniu teoretycznie pracowała, tylko nikt jej nigdy nie spotkał, we wrześniu znów miała zwolnienia i jak pojawiała się w pracy na jeden dzień, to dawaliśmy sobie cynk i kto mógł ten leciał na zbity pysk oddawać indeks itd, bo następnego dnia jej nie było. Około wakacyjna hucpa kończyła się gdzieś w październiku i zaczynały się awantury formalne - dlaczego student nie złożył takich, a takich papierów w terminie, dlaczego nie wpisał się na listę na zajęciach fakultatywnych, dlaczego jeszcze nie wyleciał, skoro nie ma zaliczeń, albo wpisów...
        3 lata mieliśmy opinię koszmarnego wydziału, niezdyscyplinowanych bękartów, z którymi są same kłopoty. Po 3 latach pisania wciąż tych samych skarg udało nam się doprowadzić do zwolnienia słodkiej Panny Małgosi, a na jej miejsce przyszła stara biurwa z okropnym charakterem, za to z profesjonalnym podejściem do własnej pracy. I tu cytat z wypowiedzi Pani Anny: "nieodpowiedzialni gó...arze? Panie dziekanie, ja nie widziałam studentów z takim ciśnieniem na terminy i takiego burdelu jak w dokumentach w tym dziekanacie też nie widziałam".
        Straciliśmy opinię debili oraz propozycje pójścia na kawkę z sekretarką, a zyskaliśmy... no chyba normalność po prostu.

        Jak we wszystkich takich historiach jak ta z artykułu mało tego, że punkt widzenia zależy od strony drzwi, po której się siedzi to jeszcze na dodatek od tego kto jest po każdej ze stron.
        Gówniarze bywają bezczelni, albo pedantyczni, a panie w dziekanatach albo pracują albo się opieprzają po kątach. Jak wszędzie.
        • Gość: emigrant Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.7-1.cable.virginmedia.com 29.10.12, 13:32
          eh, studenci z byłego WZiPT Politechniki Lubelskiej świetnie znają sprawę słynnej pani Wioli. Owa pani pracowała w dziekanacie jako jedna z kilku i co któryś rocznik miał to nieszczęście, że był "przypisany" do tej pani. Dostawała ta pani pozdrowienia w rozgłośniach radiowych, dedykacje dla niej brzmiały: dla pierwszej po bogu, itp..
          Gdzieś w połowie mojej kariery na PL, pani Wiola została przeniesiona (no bo gdzie by zwolnili jakąś znajomą kogoś tam) do miejsca, gdzie nie miała kontaktu ze studentami.
          Jej następczyni była nieporównywalnie bardziej profesjonalna.
    • ami_lii Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej str... 28.10.12, 13:54
      A ja tu się nie zgodzę i powiem że mam cudowne panie z dziekanatu humanistyki :) Przemiłe kobiety, zawsze gotowe do pomocy studentom, nawet tym z niesamowitymi zdolnościami do wpadania w tarapaty. Kilka razy lekko nagięły regulamin uczelni żeby pomóc studentowi który z własnej bądź nie winy mają poważne problemy grożące nawet skreśleniem z listy. Mówią do studentów po imieniu (a zawsze milej jak człowiek usłyszy "Pani Asiu" niż "Pani Malecka"), my zresztą też (w kolejce pytania są "Kto do pani Justynki" albo "Pani Marlenki"). Jak student trafi na jakąś "imprezę" w dziekanacie (typu któraś pani ma urodziny i przyniosła ciasto dla koleżanek), zawsze może liczyć na kawałek czegoś smacznego - dlatego studenci często też przynoszą jakieś smakołyki bo akurat mają urodziny ;)

      Ale ponoć my jesteśmy wyjątkami bo np. znajomi z Prawa niesamowicie skarżą się na swój dziekanat gdzie nie da się kompletnie nic załatwić, panie zawsze piętrzą problemy, potrafią odrzucić podanie studenta bo data jest w złym formacie a wszelkie błędy zwalają na studentów. Kolega niedawno opowiadał jak w sesji letniej mieli zaznaczone na karcie egzaminacyjnej że przedmiot z którego mieli egzamin był zaznaczony jako "zaliczenie z oceną" a kobieta przez tydzień się upierała że to oni się mylą. Po czym jak okazało się że to jednak jest egzamin, zrobiła ich staroście awanturę że ich wprowadził w błąd i muszą marnować czas na wydrukowanie 100 iluś kart od nowa!

    • 0gt Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej str... 28.10.12, 14:13
      Odwiedziłem uczelnię po kilkunastu latach od zakończenia studiów bo właśnie w dziekanacie miałem sprawę do załatwienia. Panie te same co za moich czasów... Posłuchałem sobie studentów w kolejce i panie od tego czasu szczerze podziwiam. Ja bym po prostu zaczął strzelać!!! Nie wiedzą czego chcą, nie myślą, oczekują niemożliwego, totalnie odrealnieni... Kiedyś uważałem je za szczyt zła, od jakiegoś czasu - za wzór cierpliwości.
      • Gość: butapren Re: Przychodzi student do dziekanatu... IP: *.hsd1.tn.comcast.net 28.10.12, 15:04
        Prowadze obecnie zajecia na uczelni w USA... Nie ma tu zadnych "zaliczen" oraz "indeksow".
        Koncowy stopien z wykladu, czy tez zajec laboratoryjnych wpisuje do uczelnianego systemu komputerowego. A student tez moze swoje stopnie zobaczyc logujac sie do systemu...
        • Gość: też_odkrycie... U nas jest tak samo... IP: *.dynamic.chello.pl 28.10.12, 17:42
          Gość portalu: butapren napisał(a):

          > Prowadze obecnie zajecia na uczelni w USA... Nie ma tu zadnych "zaliczen" oraz
          > "indeksow".

          Nie ma już indeksów dla młodszych roczników. Chyba że uciekłeś z jakiejś strasznie zapyziałej uczelni :)
          • Gość: johnyboy Re: U nas jest tak samo... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.12, 13:40
            No to chyba PWr to jest jednak zapyziała uczelnia. System Edukacja CL niby jest, ale papierów do wypełnienia 2 razy więcej jak w systemie "analogowym". Kończyłem w tym roku co prawda, ale w dziekanacie widziałem w szafkach indeksy z młodszych roczników. W sesji oceny trzeba zbierać zarówno do indeksu jak i na kartę egzaminacyjną (a prowadzący wpisuje na listę papierową i do edukacji). Po sesji trzeba przez Edukację CL złożyć wniosek o wpis na następny semestr, a potem go wydrukować i jeszcze wydrukować stary typ wniosku o wpis na semestr i wypełnić (paranoja!). Następnie indeks, kartę egzaminacyjną, wniosek z edukacji, stary wniosek ze strony wydziału - zanieść do dziekanatu. Godziny otwarcia 13-15 dla zaocznych wtorek-piątek+ soboty zjazdowe (kolejka wtedy wręcz kosmiczna). I te wszystkie indeksy lądują w kartonach o gabarycie pozwalającym pomieścić telewizor kineskopowy 32" na następne kilka miesiecy. Jak chcesz złożyć wniosek o stypendium to masz do wyboru, albo zostawiasz indeks do rozliczenia semestru albo oddajesz z wnioskiem o stypendium, składasz wniosek na edukacji, drukujesz, sciągasz stary wniosek, wyliczasz sam wszystkie te średnie ważone wypisując ręcznie z Edukacji CL, bo system za tyle mln. PLN nie może sam tego policzyć choć ma wprowadzone wszystkie dane. Przy składaniu papierów do dyplomu jest tego jeszcze kilka razy więcej, i wszystko ręcznie "na piechotkę" liczone. Więc niech "królowe dziekanatu" nie opowiadają bajek, bo same w załatwianiu spraw to "mają ruchy jak Bolek Suchy".
    • divak2 Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej str... 28.10.12, 20:48
      W dziekanacie elektroniki (początek XXI wieku) fetyszem była tablica korkowa. Kiedyś dzwonię dowiedzieć się jaki jest termin zapisów. Pani mówi wisi na tablicy - co ja informacja? Poniekąd. Nie da się tego umieścić na stronie internetowej? Ja spoza Wrocławia. Nie, pan przyjedzie i sobie zobaczy. Do widzenia.
      • Gość: Kotka Re: Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej s IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.10.12, 22:38
        A mnie pani dziekanica skutecznie uniemożliwiła wyjazd na konferencję na której mi bardzo zależało. Bylam wtedy na studiach doktoranckich, więc jedyny mój adres uczelniany to była przegródka w szafce w dziekanacie. Wysłałam zgłoszenie na konferencję, czekałem niecierpliwie czy zaakceptują mój artykuł, a tu odpowiedzi nie ma. Pytalam co tydzień, czy nie ma dla mnie poczty. Znalazła sie - tydzień po konferencji. Pani rzuciła mi list z wyniosłą miną, nawet nie pomyślała, żeby przeprosić. Pozdrawiam panią z IR UJ
    • nowi-jka Przychodzi student do dziekanatu. Z drugiej str... 29.10.12, 08:38
      oj jakie biedne bo tyle maja dokumentów ...a nie moze jedna osoba przyjmować a reszta zajmować sie papierologia?, wtedy nie stałoby sie godzinami przed dziekanatem, ale tylko czas pan z dziekanatyu nalezy szanować.
      "Nie przyjda zapytac jakie dokumenty tzreba" bo po pierwsze jak przychodza pytac "jak załatwic akademik" to sa wysmiani a po drugei jak znów maja ogladac kwasna mine pani dziekanatowej to wola liczyc na niesprawdzone informacje.
      Wielu studentów naprawde pracuje i próbuje to jakos godzic ale po co uwierzyc ze "pracowałem" po co pójsc na reke studnetowi który studiuje pracuje i jeszcze chce poimprezowac pokorzystac zycia póki czas. Zgorzkniała zmeczona zyciem pani dziekanatowa na to pozwolic nei moze o zrozumeiniu nie wpomne.
      Mąz musiał uzupełnić wykształcenie w innym kierunku. Studiował dla papierka bo to czego go tam uczycli to smiech. Róznania z jedna niewiadoma, na studiach wyzszych. Ogólnie nuda i poziom zenua ale papier potzrebny. Pracowała poza miejscem zamieszkania, ja w 9 m-cu ciazy próbowałam conieco mu załatwic przed obroną. Po 5 latach od skonczenia studiów znów stanełam w kolejce do dziekanatu. Promotorka przymowała mnie jako posrednika na konsultowaniu pracy bo potrafiła zrozumiec wszystko, panie w dziekanacie nie mogły. No nie mogły choc zródła "nie mozna" nie potrafy podać. Ani dyrektywa dzikana ani regulamin studiów nie potrafiły nic przytoczyć ale "nie mogły" Chociaz ciezko zacytowac zródło odmowy jesli brzmi "bo brak mi zyczliwosci dla studentów"
    • dyzlav Lipa 29.10.12, 08:40
      Nie może być tak, że większość decyzji podejmuje jakaś urzędniczka, a rektor tylko podpisuje. System jest g...wniany na wszystkich uczelniach. Dostęp do danych (na przykład) ma tam każdy, nie ma tajemnic, po prostu nie ma tajemnic. Przychodziłem do sekretariatu, i musiałem się zmierzyć z kolektywem pań w wieku 30 - 55 lat, które niczym mur, bądź też rodzaj jamochłona, którego komórki porozumiewają się miedzy sobą w ułamek sekundy, odgradzały mnie od rozmówców. Nie wiem, za co bierze pieniądze rektor albo dziekan, ale dwie godziny dyżuru w tygodniu to stanowczo za mało.

      Nie może być tak, że rzeczywistą władzę sprawuje sitwa Wielkich Zadów, które z każdego swojego pierdnięcia robią łaskę. Do dzisiaj boję się źle o nich mówić, bo złe słowo wróci do mnie ze zdwojoną siłą.

      Informacje to władza. Pośrednicy to złodzieje, nie ma wyjątków. Każdy sekretariat powinien mieć asystenta wybranego spośród studentów, zmieniającego się co miesiąc. Aby patrzył się jej na łapy.

      W ogóle, więcej władzy powinno przejść w ręce studentów, jako to bywało na uczelniach drzewiej. Egzaminy zaś powinny być organizowane przez pozauczelniane instytucje, najlepiej pilnowane przez funkcjonariuszy policji.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka