Dodaj do ulubionych

Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. In...

25.01.13, 08:54
Internista i pediatra w godz. 18-8 oraz całodobowo w dni wolne od pracy
* ul. Horbaczewskiego 35, tel. 71 351 28 43 (Przychodnia Kosmonautów)


taa... byłem tam 2 razy z dzieckiem w nocy, raz na dyżurzurze pediatrycznym był kardiolog (który generalnie nie wiedział co zrobić i wymyślił jakiś płatny zastrzyk, na szczęście Pani pielęgniarka była bardziej kumata i załatwiła wszystko i za darmo) drugi raz internista.
Obserwuj wątek
    • agapber Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. In... 25.01.13, 09:00
      po raz trzeci mówię, że prosiłam, by z rozciętą ręką pogotowie zawiozło mnie na Traugutta, to powiedzieli, że muszą na SOR. nie mozna wszystkiego zwalać na pacjentów!
      • Gość: dr Kaftan Lewatywa... IP: *.play-internet.pl 25.01.13, 09:13
        "tylko jak to wytłumaczyć chorym, którzy czują się fatalnie?" - Jesteście wrednym Symulantem Szwejk ! 3 x Lewatywa !
      • Gość: M Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. IP: *.adslplus.ch 25.01.13, 10:15
        Pogotowie to nie Radio-Taxi
    • Gość: zosia Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.13, 09:17
      ale niestety wiele razy było tak, że przyszłam do przychodni i usłyszałam, że z tym muszę jechać do szpitala, bo z mojego opisu wydaje się zbyt poważne z w finale okazywało się, że wcale tak nie było. To wina przychodni, że łatwiej jest odesłać pacjenta
      • Gość: dr Kaftan Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. IP: *.play-internet.pl 25.01.13, 15:46
        taż, to panie, tylko w "narodowym i państwowym" tak być może !
        czy wyobrażacie sobie Państwo, by prywatna firma, sklep odsyłał klienta gdzie indziej ?? mając możliwość zaspokojenia jego potrzeb ?? i zarobku ??
      • polujacy_na_kaczki Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 25.01.13, 15:54
        Gość portalu: zosia napisał(a):

        > ale niestety wiele razy było tak, że przyszłam do przychodni i usłyszałam, że z
        > tym muszę jechać do szpitala, bo z mojego opisu wydaje się zbyt poważne z w fi
        > nale okazywało się, że wcale tak nie było. To wina przychodni, że łatwiej jest
        > odesłać pacjenta
        Szpital to nie tylko SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy).
    • urko70 Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. In... 25.01.13, 10:42
      Tytuł tego tekstu, a także częściowo treść obarcza winą pacjentów.
      Inni cierpią bo ci co nie chcą czekać przychodzą na SOR. Czyli
      winnymi są chorzy.

      A to G prawda., winnym jest ten który każe temu panu którego boli oko,
      czekać ileś dni na wizytę albo odsyła chorego z gorączką na inny dzień.
      • Gość: z Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. IP: *.as13285.net 25.01.13, 13:25
        > A to G prawda., winnym jest ten który każe temu panu którego boli oko,
        > czekać ileś dni na wizytę albo odsyła chorego z gorączką na inny dzień.

        Aha, czyli uważasz, że w przychodni powinni innych ludzi, którzy też czekali na wizytę z powodu bólu, wywalić na inny dzień, po to żeby pan z bolącym okiem został przyjęty od ręki? W Anglii też masz kolejki w przychodni, i nikt nie robi z tego powodu problemu. W czasie fali zachorowań na grypę na wizytę u lekarza czekało się i z tydzień.
        • urko70 Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 25.01.13, 14:53
          Gość portalu: z napisał(a):

          > > A to G prawda., winnym jest ten który każe temu panu którego boli oko,
          > > czekać ileś dni na wizytę albo odsyła chorego z gorączką na inny dzień.
          >
          > Aha, czyli uważasz, że w przychodni powinni innych ludzi, którzy też czekali na
          > wizytę z powodu bólu, wywalić na inny dzień, po to żeby pan z bolącym okiem zo
          > stał przyjęty od ręki?

          Uważam, że TO jest Twoje uważanie. Twoje, nie moje.
          • Gość: z Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. IP: *.as13285.net 25.01.13, 18:49
            Hm... Napisałeś najpierw, że winny jest ktoś, kto każe panu z bolącym okiem przyjść kolejnego dnia. Zrozumiałem więc, że Twoim zdaniem takie przypadki należy przyjmować od ręki. Wiem również, że przychodnie mają pewien fizyczny limit ilości pacjentów, jakich są w stanie w ciągu jednego dnia przyjąć - co za tym idzie, na wizytę w przychodni zazwyczaj czeka się kilka dni w kolejce. Logiczne wydaje się więc, że przyjęcie poza kolejnością pana z bolącym okiem spowoduje wywalenie z kolejki kogoś innego, kogoś kto najprawdopodobniej na swoją wizytę czekał kilka dni. Jednak twierdzisz, że nie proponujesz takiego rozwiązania, i to tylko "moje uważanie".

            To w takim razie w jaki sposób wyobrażasz sobie przyjęcie poza kolejnością pacjenta z bolącym okiem? Ściągając dodatkowych lekarzy do przychodni? Klonując istniejących? Każąc pracować lekarzowi po godzinach, tak długo aż obsłuży wszystkich dodatkowych pacjentów?
            • Gość: qqq Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.13, 21:29
              To jakim cudem te przyjęcia są możliwe na SORZe ?
              Ano takim, że tam muszą przyjąć, więc przyjmują do upadłego. A przychodnia się zamyka albo odsyła na kolejne dni.
              Rozwiązanie samo się narzuca, i nie wymaga wyrzucania nikogo z kolejki.
            • urko70 Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 26.01.13, 00:08
              Gość portalu: z napisał(a):

              W zupełności wystarczyłaby odpowiedź: a G to obchodzi mającego gorączkę pacjenta jak kasobiorca zapewni świadczenie usługi. NIE "czy" ale "jak".


              A! pisząc o "tym co każe" bynajmniej nie miałem na myśli rejestratorki w przychodni - wydawało mi się to oczywiste ale troszkę przeliczyłem się.

              Pacjenta z bolącym okiem należy przyjąć dziś maks jutro, pacjenta z gorączką "dziś". Bo jeśli będzie się odkładało to oko wypadnie, a ten z gorączką zachoruje bardziej i koszty przywracania do zdrowia będą wyższe.

              W systemie jest całkiem sporo pieniędzy tyle tylko, że nalezy je inaczej dzielić, lepiej nimi zarządzać, zmienić wymagania w stosunku do szpitali czy przychodni, zmienić nastawienie w stosunku do lekarzy. Temat rzeka ale jak na wstępie: chorego to G obchodzi.
              A Ty postawą jaką zaprezentowałeś sam sobie strzelasz w kolano.

              A! Firmy komercyjne potrafią dostosować obsadę obsługi Klienta to bieżących potrzeb więc w czym problem aby w ten sposób zarządzać lekarzami?
        • joan.29 Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 27.01.13, 21:42
          Akurat w UK pod wzgledem opieki medycznej jest gorszy syf niz w PL wiec nie porownuj. Mialam do czynienia zarowno z angielska przychodnia jak i szpitalem. Po tych przejsciach marzylam o powrocie do PL, moze slodko tez nie jest ale przynajmniej jesli dziecko ma goraczke to przyjma dodatkowego pacjenta i nie rozkladaja rak. I zaloze sie ze gdybym tutaj trafila z dzieckiem ktore zlapalo jelitowke i juz zwraca krwia to mialoby natychmiastowa pomoc a nie 8h meczarni na izbie przyjec zeby stwierdzic ze sie odwodnilo. Ot taka angielska rzeczywistosc gdyby ktos jeszcze chcial narzekac na polska sluzbe zdrowia zapraszam do UK. Choc nie twierdze ze u nas jest pelna sielanka, bo do tego tez nam daleko.
    • skarolina Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 25.01.13, 13:30
      iiiyt napisał:

      > Internista i pediatra w godz. 18-8 oraz całodobowo w dni wolne od pracy
      > * ul. Horbaczewskiego 35, tel. 71 351 28 43 (Przychodnia Kosmonautów)

      >
      > taa... byłem tam 2 razy z dzieckiem w nocy, raz na dyżurzurze pediatrycznym był
      > kardiolog (który generalnie nie wiedział co zrobić i wymyślił jakiś płatny zas
      > trzyk, na szczęście Pani pielęgniarka była bardziej kumata i załatwiła wszystko
      > i za darmo) drugi raz internista.

      Mojemu dziecku w tym tygodniu odmówiono podania zastrzyku opóźniając rozpoczęcie leczenia zapalenia płuc o 12 h. Bo lekarzowi nie podobała się dawka antybiotyku wypisana przez naszą lekarkę.
      • polujacy_na_kaczki Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 25.01.13, 15:57
        skarolina napisała:

        > Mojemu dziecku w tym tygodniu odmówiono podania zastrzyku opóźniając rozpoczęci
        > e leczenia zapalenia płuc o 12 h. Bo lekarzowi nie podobała się dawka antybioty
        > ku wypisana przez naszą lekarkę.
        Bo za leczenie Pani dziecka (i ewentualne problemy) odpowiadałby lekarz, który wykonałby zastrzyk, a nie ten, który go przepisał. Mógł, oczywiście, dla Pani wygody uznać, że zdrowie Pani dziecka w ogóle go nie obchodzi. Ale najwyraźniej trafiła Pani na lekarza, którego obchodzi dobro pacjenta. Ale jeśli należy Pani do tych ludzi, którzy na leczeniu znają się lepiej od lekarzy, to może w ogóle nie powinna pani korzystać z ich pomocy? Niepotrzebnie zajmuje pani miejsce w kolejce.
        • skarolina Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 25.01.13, 18:11
          polujacy_na_kaczki napisał:

          > skarolina napisała:
          >
          > > Mojemu dziecku w tym tygodniu odmówiono podania zastrzyku opóźniając rozpoczęcie leczenia zapalenia płuc o 12 h. Bo lekarzowi nie podobała się dawka antybiotyku wypisana przez naszą lekarkę.

          > Bo za leczenie Pani dziecka (i ewentualne problemy) odpowiadałby lekarz, który
          > wykonałby zastrzyk, a nie ten, który go przepisał. Mógł, oczywiście, dla Pani w
          > ygody uznać, że zdrowie Pani dziecka w ogóle go nie obchodzi. Ale najwyraźniej
          > trafiła Pani na lekarza, którego obchodzi dobro pacjenta. Ale jeśli należy Pani
          > do tych ludzi, którzy na leczeniu znają się lepiej od lekarzy, to może w ogóle
          > nie powinna pani korzystać z ich pomocy? Niepotrzebnie zajmuje pani miejsce w
          > kolejce.

          Moja pani doktor doskonale zna się na leczeniu i była oburzona tym, że w ogóle nie podano antybiotyku mimo ciężkiego zapalenia płuc. Dziecko dostało ten lek w przepisanej dawce po 18 h od przepisania, a nie po 6, jak miało go dostać. Jeśli lekarz miał wątpliwości co do dawki (mimo, że sam stwierdził, że jest ona dopuszczalna, acz bardzo duża), to mógł coś zaproponować - choćby podanie mniejszej dawki, a nie zostawić mi dziecko z zapaleniem płuc na paracetamolu i stwierdzić "niech pani rano idzie do swojej przychodni". Ponieważ właśnie nie znam się na leczeniu lepiej od lekarza, moje dziecko zostało bez leków, bo ja sama nie miałam pojęcia, co zrobić w takiej sytuacji.
          • polujacy_na_kaczki Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 26.01.13, 10:17
            skarolina napisała:


            > Moja pani doktor doskonale zna się na leczeniu
            To pani zdanie. Jako laik nie może pani tego ocenić. Po prostu założyła pani, że lekarka, która przepisała olbrzymią dawkę antybiotyku jest dobrą lekarką, a lekarz, który obawiał się podać olbrzymiej dawki antybiotyku jest złym lekarzem. Ważniejsze pytania: jaki to był antybiotyk (spektrum działania), czy tak duża dawka faktycznie była potrzebna (w przypadku antybiotyku więcej nie znaczy lepiej), w jakim wieku jest dziecko (czy nie powinno być hospitalizowane, zwłaszcza, że pisze pani o "ciężkim zapaleniu płuc", które u dzieci kwalifikuje się do leczenia szpitalnego)
            • truten.zenobi Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 27.01.13, 11:06
              niezależnie od wszystkiego nie powinien zostawić chorego bez leczenia.

              i druga sprawa, przed podaniem antybiotyku powinno się przeprowadzić badanie na sprawdzające który antybiotyk będzie najskuteczniejszy.

              jestem gotów się założyć ze żaden z tych dwóch lekarzy tego nie zrobił.
              ale jeśli ten drugi kwestionował opinie pierwszego to powinien na czymś ją oprzeć czyli wykonać takie badanie. jeśli tego nie zrobił to skłonny jestem przychylić się do opinii przedmówczyni.
              • polujacy_na_kaczki Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 27.01.13, 12:40
                truten.zenobi napisał:


                > i druga sprawa, przed podaniem antybiotyku powinno się przeprowadzić badanie na
                > sprawdzające który antybiotyk będzie najskuteczniejszy.
                Przy zapaleniu płuc najpierw stosuje się antybiotyk o szerokim spektrum, dopiero w drugiej fazie leczenia (jeśli jest potrzeba) dokładnie dobiera się antybiotyk.
                >
                > jestem gotów się założyć ze żaden z tych dwóch lekarzy tego nie zrobił.
                Jak wspomniałem wyżej- nie musiał (najczęstszą przyczyną zapalenia płuc jest dwoinka zapalenia płuc, zazwyczaj bardzo dobre rezultaty leczenia osiąga się po podaniu tetracyklin). W przypadku typowych chorób raczej nie stosuje się celowanych terapii antybiotykowych (są cholernie drogie, a wcale nie muszą być skuteczniejsze, bywa też, że niosą ze sobą większe ryzyko dla chorego)
                > ale jeśli ten drugi kwestionował opinie pierwszego to powinien na czymś ją oprz
                > eć czyli wykonać takie badanie. jeśli tego nie zrobił to skłonny jestem przychy
                > lić się do opinii przedmówczyni.
                Lekarz nie kwestionował rodzaju terapii, tylko zaleconą dawkę. Ponieważ nie wiemy dla czego to zrobił, dalsze dyskusja na ten temat wydaje się bezcelowa (zwłaszcza, że lekarz nie ma możliwości się w niej wypowiedzieć)
                • skarolina Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 27.01.13, 13:39
                  polujacy_na_kaczki napisał:
                  > Lekarz nie kwestionował rodzaju terapii, tylko zaleconą dawkę. Ponieważ nie wie
                  > my dla czego to zrobił, dalsze dyskusja na ten temat wydaje się bezcelowa (zwła
                  > szcza, że lekarz nie ma możliwości się w niej wypowiedzieć)

                  No skoro się tak świetnie orientujesz w medycynie, to naprawdę jesteś zdania, że lekarz, mając do czynienia z pacjentem z zapaleniem płuc i odmawia podania leku, nie bada pacjenta i wypuszcza do domu, jest dobrym lekarzem?

                  On nie odmówił podania leku po zbadaniu dziecka - tylko po obejrzeniu skierowania.
                • truten.zenobi Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 27.01.13, 16:28
                  > > jestem gotów się założyć ze żaden z tych dwóch lekarzy tego nie zrobił.
                  > Jak wspomniałem wyżej- nie musiał (najczęstszą przyczyną zapalenia płuc jest dw
                  > oinka zapalenia płuc, zazwyczaj bardzo dobre rezultaty leczenia osiąga się po p
                  > odaniu tetracyklin).

                  dzięki takiemu "zazwyczaj" zapalenie oskrzeli przeszło w ciężkie zapalenie płuc (bo antybiotyk nie zadziałał) i dzieciak wylądował mi w szpitalu...

                  > Lekarz nie kwestionował rodzaju terapii, tylko zaleconą dawkę. Ponieważ nie wie
                  > my dla czego to zrobił, dalsze dyskusja na ten temat wydaje się bezcelowa

                  pewnie tak tyle że ja widzę tu inny problem zakwestionował terapię i nic nie zrobił.
                  nie czuję się na siłach by wdawać się w dyskusje o poprawności zaleconej terapii ale nie trzeba mieć studiów medycznych by wiedzieć ze są choroby i urazy gdzie konieczna jest szybka pomoc medyczna a zapalenie płuc jest jednym z takich przypadków.
                  co więcej nie mam podstaw by nie wierzyć afra3a -fie że nawet dziecka nie zbadał i tu także widzę kolejny skandal
                • Gość: Lekarka Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. IP: *.interkonekt.pl 24.03.14, 18:33
                  Moi drodzy uwielbiam te bzdury z forum. Tetracykliny sa przeciwskazane u dzieci
            • skarolina Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 27.01.13, 11:36
              polujacy_na_kaczki napisał:

              > skarolina napisała:
              >
              >
              > > Moja pani doktor doskonale zna się na leczeniu
              > To pani zdanie. Jako laik nie może pani tego ocenić. Po prostu założyła pani, ż
              > e lekarka, która przepisała olbrzymią dawkę antybiotyku jest dobrą lekarką, a l
              > ekarz, który obawiał się podać olbrzymiej dawki antybiotyku jest złym lekarzem.
              > Ważniejsze pytania: jaki to był antybiotyk (spektrum działania), czy tak duża
              > dawka faktycznie była potrzebna (w przypadku antybiotyku więcej nie znaczy lepi
              > ej), w jakim wieku jest dziecko (czy nie powinno być hospitalizowane, zwłaszcza
              > , że pisze pani o "ciężkim zapaleniu płuc", które u dzieci kwalifikuje się do l
              > eczenia szpitalnego)

              Moja pani doktor leczy całą naszą rodzinę (licząc z teściami i moją mamą jest to 7 osób w różnym wieku) od 10 lat, nigdy nie zrobiła nic, co mogłoby podkopać jej zaufanie do niej. Widziała dziecko 6 godzin wcześniej i nie zakwalifikowała go do leczenia szpitalnego, uznała, że spokojnie wystarczy antybiotykoterapia (zresztą słusznie, po trzech dniach zastrzyków osłuchowo było dużo lepiej).

              Lekarz, który odmówił podania zastrzyku zrobił to na podstawie rzutu okiem na skierowanie i rzutu okiem na dziecko. Pomimo mojej informacji, że jest to zapalenie płuc nie raczył nawet dziecka osłuchać, żeby ewentualnie ocenić, czy faktycznie może czekać. Poza tym otrzymał dodatkowe informacje, które świadczyły o tym, że terapia powinna być kontynuowana. Nie zaproponował nic w zamian - po prostu odesłał nas do domu.

              Przypominam, że nie była to dawka niedopuszczalna - była duża, ale mieściła się w normach, z ulotki wynika, że to było mniej więcej 3/4 maksymalnej dawki dobowej, jaką można podać.

              Jeśli tak ma wyglądać pomoc lekarska w nagłych przypadkach, to chroń nas Panie przed nagłym zachorowaniem. Bo nie mamy żadnej gwarancji, że faktycznie tę pomoc otrzymamy.
              • skarolina Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 27.01.13, 11:37
                skarolina napisała:


                > , nigdy nie zrobiła nic, co mogłoby podkopać jej zaufanie do niej. Widziała dziecko 6 godzin wcześniej i nie zakwalifikowała

                Nasze zaufanie, oczywiście :)
              • polujacy_na_kaczki Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 27.01.13, 12:47
                skarolina napisała:


                > Moja pani doktor leczy całą naszą rodzinę (licząc z teściami i moją mamą jest t
                > o 7 osób w różnym wieku)
                Czyli "zna się na wszystkim". I super. rozumiem, że oprócz specjalizacji z medycyny rodzinnej ma również spec. z gerontologii (teściowie) i pediatrii (tak, leczeniem dzieci zajmują się pediatrzy)

                > Lekarz, który odmówił podania zastrzyku zrobił to na podstawie rzutu okiem na s
                > kierowanie i rzutu okiem na dziecko.
                Są lekarze lepsi i gorsi. Niestety nam, laikom, dość ciężko jest odróżnić jednych od drugich. I zazwyczaj zapominamy, że jedni i drudzy lecząc nas ponoszą odpowiedzialność za nas.
                >
                > Przypominam, że nie była to dawka niedopuszczalna - była duża, ale mieściła się
                > w normach, z ulotki wynika, że to było mniej więcej 3/4 maksymalnej dawki dobo
                > wej, jaką można podać.
                Pytanie: czy dawka (choć dopuszczalna) była konieczna. Owszem, lekarz powinien się skonsultować z Pani lekarzem rodzinnym (by dowiedzieć się, jaki był powód podania takiej a nie innej dawki antybiotyku).
                >
                > Jeśli tak ma wyglądać pomoc lekarska w nagłych przypadkach, to chroń nas Panie
                > przed nagłym zachorowaniem. Bo nie mamy żadnej gwarancji, że faktycznie tę pomo
                > c otrzymamy.
                A mimo to wizyta na SORze zamiast w przychodni to chyba lekka (!) przesada.
                >
                >
                • skarolina Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. 27.01.13, 13:30
                  polujacy_na_kaczki napisał:

                  > skarolina napisała:
                  >
                  > > Moja pani doktor leczy całą naszą rodzinę (licząc z teściami i moją mamą
                  > jest to 7 osób w różnym wieku)



                  > Czyli "zna się na wszystkim". I super. rozumiem, że oprócz specjalizacji z medy
                  > cyny rodzinnej ma również spec. z gerontologii (teściowie) i pediatrii (tak, leczeniem dzieci zajmują się pediatrzy)

                  Chyba geriatrii?

                  Nie, nie zna się na wszystkim - z każdą dolegliwością kieruje na badania i do odpowiedniego specjalisty :), nie leczy wszystkiego sama, jak niektórzy interniści w dużych przychodniach, co to się na wszystkim znają i oszczędzają na skierowaniach.

                  >
                  > > Lekarz, który odmówił podania zastrzyku zrobił to na podstawie rzutu okie
                  > m na skierowanie i rzutu okiem na dziecko.

                  > Są lekarze lepsi i gorsi. Niestety nam, laikom, dość ciężko jest odróżnić jedny
                  > ch od drugich. I zazwyczaj zapominamy, że jedni i drudzy lecząc nas ponoszą odp
                  > owiedzialność za nas.

                  Akurat ten pan właśnie zachował się kompletnie nieodpowiedzialnie - nie zbadał dziecka, zaniechał terapii mimo informacji o tym, że 6 h wcześniej zdiagnozowano zapalenie płuc. Dostał także szczegółową informację o tym, co to zapalenie płuc poprzedziło i o poprzednim leczeniu. I mimo to zostawił dziecko bez pomocy. Trudno w takich warunkach podejrzewać tego pana o bycie dobrym lekarzem.

                  > >
                  > > Przypominam, że nie była to dawka niedopuszczalna - była duża, ale mieściła się w normach, z ulotki wynika, że to było mniej więcej 3/4 maksymalnej dawki dobo
                  > > wej, jaką można podać.
                  > Pytanie: czy dawka (choć dopuszczalna) była konieczna. Owszem, lekarz powinien
                  > się skonsultować z Pani lekarzem rodzinnym (by dowiedzieć się, jaki był powód p
                  > odania takiej a nie innej dawki antybiotyku).

                  Tak, była konieczna. Po wywaleniu nas z tej pożal się Boże przychodni skonsultowałam sprawę z koleżanką - lekarzem, niestety, mieszkającą na drugim końcu Polski. Po zapoznaniu się z przebiegiem choroby, potwierdziła słuszność podania takiego a nie innego antybiotyku, dawki też nie zakwestionowała, potwierdziła, że choć duża, to dopuszczalna. Niemniej jednak wolałam nie ryzykować już kolejnej wizyty w tym przybytku.

                  Czyżbyś był tym młodym panem doktorkiem, który nas zostawił bez opieki, że go tak bronisz zaciekle? (nie piszę Pan, gdyż w internecie ta forma jest zbyteczna i świadczy o sporym nadęciu :))

                  Nie, nie jestem mającym o wszystko pretensje pacjentem, starannie wybieram placówki, w których się leczę i bardzo rzadko mam powód do narzekania - stanowię wręcz ewenement wśród znajomych często broniąc służby zdrowia. Jednak starannie wybrani przeze mnie lekarze mają święte prawo do czasu wolnego i odpoczynku i nawet dysponując ich numerem telefonu nie zawracam im głowy w tym czasie. Za to jestem wtedy skazana na przychodnie dyżurne - a te niestety, nie zawsze stają na wysokości zadania. A ta na Horbaczewskiego niestety jest tego przykładem, choć wolałabym, żeby było inaczej, bo to jej rejonowi podlega praktyka lekarza rodzinnego, do której jestem zapisana.
    • afra3a Uważam, że problem jest szerszy.... 25.01.13, 14:08
      Nie rozumiem dlaczego osoba chora na grypę z temperaturą lub przeziębiona idzie do lekarza. Do tygodnia powinna leczyć się w domu (leki są dostępne bez recepty) a po tygodniu jeśli nie przejdzie powinna udać się do lekarza bo wynika z tego, że to coś poważniejszego co wymaga leczenia antybiotykiem. Problem jest w tym, że pracodawca, urząd pracy itp. insytucje od byle choroby wymagają zwolnienia L4. Mieszkałam w Angli kilka lat i do 5 dni choroby mogę leczyć się sama bez żadnego zwolnienia, tylko zgłaszam to pracodawcy, po czym idę do apteki tam następuję przepytanka dokładna aptekarza co mi dokładnie dolega, co boli, jakie mam objawy i jaką temperaturę i farmaceuta daje mi leki. W niektórych aptekach są specjalne TUBY gdzie można wejść z farmaceutą i się rozebrać i pokazać miejsca ze zmianami chorobowymi jeśli takie są na skórze (nie dotyczy to grypy:). Wiadome jest także, że jak pracownik nadużyje tego typu zwolnień to też nie może liczyć na długotrwałe zatrudnienie, więc wszystko jest racjonalnie używane. Po co chodzić do lekarza jak on najczęściej przepisze Wam to co kupicie sami w aptece.
      • polujacy_na_kaczki Re: Uważam, że problem jest szerszy.... 25.01.13, 16:00
        afra3a napisał(a):

        > Nie rozumiem dlaczego osoba chora na grypę z temperaturą lub przeziębiona idzie
        > do lekarza. Do tygodnia powinna leczyć się w domu (leki są dostępne bez recept
        > y) a po tygodniu jeśli nie przejdzie powinna udać się do lekarza bo wynika z te
        > go, że to coś poważniejszego co wymaga leczenia antybiotykiem.
        A kto da jej zwolnienie z pracy? Mama mu napisze?
        > Problem jest w t
        > ym, że pracodawca, urząd pracy itp. insytucje od byle choroby wymagają zwolnien
        > ia L4. Mieszkałam w Angli kilka lat i do 5 dni choroby mogę leczyć się sama bez
        > żadnego zwolnienia, tylko zgłaszam to pracodawcy, po czym idę do apteki tam na
        > stępuję przepytanka dokładna aptekarza co mi dokładnie dolega, co boli, jakie m
        > am objawy i jaką temperaturę i farmaceuta daje mi leki. W niektórych aptekach s
        > ą specjalne TUBY gdzie można wejść z farmaceutą i się rozebrać i pokazać miejsc
        > a ze zmianami chorobowymi jeśli takie są na skórze (nie dotyczy to grypy:). Wia
        > dome jest także, że jak pracownik nadużyje tego typu zwolnień to też nie może l
        > iczyć na długotrwałe zatrudnienie, więc wszystko jest racjonalnie używane. Po c
        > o chodzić do lekarza jak on najczęściej przepisze Wam to co kupicie sami w apte
        > ce.
        Wszystko fajnie, ale zwróć uwagę, że w Polsce pracownicy nadużywają L4. Gdyby pracodawcy nie wymagali zwolnień, mielibyśmy plagę "samowolnych zwolnień". O ZUSie nawet nie wspomnę.
        • afra3a Re: Uważam, że problem jest szerszy.... 25.01.13, 16:57
          Twoje argumenty sa nietrafione, przeciez na rynku pracy w Polsce jest wieksza podaz pracownikow a nie pracy wiec naturalnie ludzie ktorzy nie lubia pracowac szybko nauczyliby sie ze po prostu pracowaci. Przez to L4 dochodzi do jakis kuriozalnych sytuacji tego typu ze Pani w sklepie spozywczym ze strachu przed zwolnieniem i tak po trzech dniach lezenia w lozku przychodzi z niewyleczona grypa do pracy i zaraza wszystkich dookola ze strachu przed utrata pracy. To jakis nonsens, te twoje uwagi. Nie wiem gdzie jestes zatrudniony/a ale ja pracuje w sektorze firm prywatnych i nie wyobrazam sobie ze moj pracodawca/zleceniodawca chcialby mnie zatrzymac gdybym wiekszosc czasu byla na zwolnieniu lub tez to zwolnienie naduzywala, przypuszczam ze jest to tylko problem budzetowki... I braku realnej oceny ewektywnosci pracy... Dodatkowo chcialabym nadmienic ze jestesmy ludzmi przeciez i nie mozemy zalegalizowac wszystkich sfer naszego zycia i ich kontrolowac tylko dlatego ze sobie wzajemnie nie ufamy... To bez sensu i prowadzi to tylko do eskalacji problemu a nie do budowania realnych wiezi spolecznych...
          • Gość: vujrvkv nie chca czekac miesiac?! czasami rok sie czeka IP: 46.115.33.* 25.01.13, 17:40
            NFZety ZUSy i inne h...usy doprowadzily do tego ze do niektorych lekarzy rejestruje sie z rocznym wyprzedzeniem to co sie dziwic ze ludzie kombinuja
          • polujacy_na_kaczki Re: Uważam, że problem jest szerszy.... 26.01.13, 10:23
            afra3a napisał(a):

            > Przez to L4 dochodzi do jakis kuri
            > ozalnych sytuacji tego typu ze Pani w sklepie spozywczym ze strachu przed zwoln
            > ieniem i tak po trzech dniach lezenia w lozku przychodzi z niewyleczona grypa d
            > o pracy i zaraza wszystkich dookola ze strachu przed utrata pracy.
            Tak bywa, jak ktoś ma szefa debila.
            > To jakis non
            > sens, te twoje uwagi. Nie wiem gdzie jestes zatrudniony/a ale ja pracuje w sekt
            > orze firm prywatnych i nie wyobrazam sobie ze moj pracodawca/zleceniodawca chci
            > alby mnie zatrzymac gdybym wiekszosc czasu byla na zwolnieniu lub tez to zwolni
            > enie naduzywala,
            A ja nie wyobrażam sobie, by pracodawca zwolnił pracownika za to, że choruje (to niezgodne z prawem). Dzięki L4 można zweryfikować, czy pracownik faktycznie jest chory. Bez tego pracodawca musiałby po prostu uwierzyć pracownikowi.
            Moja żona jest lekarzem- nie zgadniesz ilu ludzi przychodzi do niej nie po leczenie, ale tylko po zwolnienie (i nie krygują się od progu prosić o L4). O pracę boją się ci, którzy dobrze zarabiają. Z najniższą krajową strachu o utratę pracy nie ma.
            • truten.zenobi Re: Uważam, że problem jest szerszy.... 27.01.13, 10:57
              Bez tego pracodawca musiałby po prostu uwierzyć pracownikowi.

              a dlaczego nie? mnie mój pracodawca wierzy...
              oczywiście znam przypadki nadużyć... ale co z tego ze tamtym pracownikom ich pracodawca już nie wierzy za grosz... ci ludzie potrafią latami siedzieć na L4 i sam kwit nic tu nie zmienia.

              O pracę
              > boją się ci, którzy dobrze zarabiają.
              nie sadzę
              ci co dobrze zarabiają zwykle albo mają znajomości albo sa dobrymi fachowcami w swojej dziedzinie i nie będą mieli problemu ze znalezieniem pracy to raz a dwa skoro dobrze zarabiają to nie są zwykle zainteresowani kombinowaniem, wiec i pewnie relacje pracodawca pracownik sa całkiem inne

              Z najniższą krajową strachu o utratę pra
              > cy nie ma.
              to tez nie do końca tak. jeśli ktoś godzi się pracować za minimum(albo niżej) to oznacza ze nie ma wyboru a wiec zrobi wszystko i zgodzi się na wszystko by prace utrzymać.
              • polujacy_na_kaczki Re: Uważam, że problem jest szerszy.... 27.01.13, 12:53
                truten.zenobi napisał:

                > a dlaczego nie? mnie mój pracodawca wierzy...
                Miło.
                > oczywiście znam przypadki nadużyć... ale co z tego ze tamtym pracownikom ich pr
                > acodawca już nie wierzy za grosz... ci ludzie potrafią latami siedzieć na L4 i
                > sam kwit nic tu nie zmienia.
                Bez "kwitu" byłoby łatwiej. A pracodawca (i ZUS) nie miałby żadnych możliwości, by zweryfikować, czy są na prawdę chorzy.

                > ci co dobrze zarabiają zwykle albo mają znajomości albo sa dobrymi fachowcami w
                > swojej dziedzinie i nie będą mieli problemu ze znalezieniem pracy
                Mylisz się. Po pierwsze trwa kryzys i trudno o dobrze płatną pracę (właściwie nie ma co liczyć na to, że uda się zmienić pracę na lepiej płatną), po drugie w naszych realiach pracodawca rzadko płaci za umiejętności
                > to tez nie do końca tak. jeśli ktoś godzi się pracować za minimum(albo niżej) t
                > o oznacza ze nie ma wyboru a wiec zrobi wszystko i zgodzi się na wszystko by pr
                > ace utrzymać.
                Ale o taką pracę niezwykle łatwo. Tracisz jedną, idziesz do drugiej.
                • truten.zenobi Re: Uważam, że problem jest szerszy.... 27.01.13, 16:42
                  Bez "kwitu" byłoby łatwiej. A pracodawca (i ZUS) nie miałby żadnych możliwości, by zweryfikować, czy są na prawdę chorzy.

                  nie! oczywiście tego nie kwestionuję tyle że:
                  1. po prostu stwierdzam ze kwit też niewiele pomaga
                  2. widzę problem że gro pracy lekarzy PK to wypisywanie kwitów. np. jestem przeziębiony kaszel katar stan podgorączkowy ... wiem jak się leczyć ale potrzebuję kwit wiec idę do lekarza najpierw stoję godzinę w kolejce do rejestracji by się dowiedzieć że na dzisiaj nie ma już wolnych miejsc - czyli co ja w takiej sytuacji mam zrobić iśc do pracy i zgodzić się na naganę za wielogodzinne spóźnienie?
                  no dobra wywalczyłem że lekarz mnie przyjmie i ... czekam na korytarzu kilka godzin z w grupie 30 chorych .... tak to na pewno sprzyja mojemu i ich zdrowiu....
                  3 w kolejce ze mną czekają ludzie którym udzielono pomocy w sor ale zwolnienie am nie dostali, chorzy którzy chcą skierowanie na badanie lub do specjalisty, przewlekle chorzy którym skończyły się leki i muszą odbyć wizytę by dostać receptę... i pewnie jeszcze 100 innych przypadków o których nie wiem a które sprowadzają się li tylko do formalności biurokratycznej.

                  > Mylisz się. Po pierwsze trwa kryzys ...
                  > Ale o taką pracę niezwykle łatwo. ...
                  widocznie mamy różne doświadczenia
          • truten.zenobi Re: Uważam, że problem jest szerszy.... 27.01.13, 10:48
            poza tym cwaniacy dobrze wiedzą jak symulować, jak obchodzić system, jak załatwić sobie zwolnienie...

            a ja jak mam gorączkę, katar i kaszel idę do przychodni (a przecież tego typu dolegliwości dopadają nas gdy jest fatalna pogoda) i czekam 2-3 godziny na wąskim korytarzu z 20-40 innymi chorymi.
            to na pewno służy zdrowiu...
      • radeberger Re: Uważam, że problem jest szerszy.... 27.01.13, 02:59
        afra3a napisał(a):

        > W niektórych aptekach s
        > ą specjalne TUBY gdzie można wejść z farmaceutą i się rozebrać i pokazać miejsc
        > a ze zmianami chorobowymi jeśli takie są na skórze

        Tak to czytam i przypomniał mi się pewien kawał odnośnie takiego "badania": pacjentka wchodzi do gabinetu ginekologa, gdzie siedzi dwóch mężczyzn w białych fartuchach. Rozbiera się, wchodzi na fotelik. Najpierw jeden ją bada, potem drugi.. kobita ubiera się.
        - I wszystko w porządku?
        - Na moje oko wszystko ok, ale lepiej jak poczeka pani jeszcze na lekarza, bo my tu tylko okna myjemy.
      • truten.zenobi Re: Uważam, że problem jest szerszy.... 27.01.13, 10:43
        dokładnie tak!
        w 95% idzie się do lekarza pierwszego kontaktu by albo wystawił L4, przepisał leki, albo wystawił skierowanie na badania lub do specjalisty.

        wydajemy miliony na przerzucanie się papierami i co gorsza gdy człowiek faktycznie potrzebuje pomocy lekarza to ma poważny problem by się do niego dostać.
      • tbernard Re: Uważam, że problem jest szerszy.... 28.01.13, 10:47
        > Nie rozumiem dlaczego osoba chora na grypę z temperaturą lub przeziębiona idzie
        > do lekarza.

        Choroby przeziębieniowo/infekcyjne, to nie zawsze grypa, którą można samoleczyć (pomijając już całkowicie wątek zwolnień). Ja tam u siebie nie potrafię zdiagnozować, czy to grypa, czy angina, czy zapalenie oskrzeli lub płuc, czy inne paskudztwo. Tak więc czasem po tygodniu nietrafnego samoleczenia, to można się wpędzić w stan, gdzie leczenie będzie wymagało już kilka tygodni i będzie dużo droższe z powikłaniami zdrowotnymi. Czasem te powikłania prowadzą do śmierci.
    • Gość: janisko Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. IP: *.man.tk-internet.pl 25.01.13, 19:31
      Jestem pod wrażeniem... Normalny, obiektywny i PRZYDATNY artykuł w regionalnej gazecie. Zapamiętam nazwisko Pani Banaś w dobrym kontekście.

      Gratuluję i dzięki za informacje.
      • Gość: eciepecie Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. IP: *.bielanski.med.pl 28.05.13, 15:19
        "Rzeczniczka dolnośląskiego NFZ Joanna Mierzwińska zapewnia, że rejestratorka nie ma prawa w tej sytuacji powiedzieć, że nie ma miejsc, co niestety jest normą. Bo kolejka obowiązuje tylko w przypadku planowych przyjęć. Pacjent w nagłym przypadku ma być przyjęty niezwłocznie."

        Ciekawe gdzie położyć pacjenta jak czasem fizycznie nie ma miejsc nawet na korytarzach? W kiblu czy w kotłowni?
    • Gość: Bronisława Re: Nie chcą czekać w przychodni, idą do SOR-ów. IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.01.13, 07:41
      We Wrocławiu epidemia grypy i anginy zaczęła się już na początku grudnia. Niestety opóźniona papierologia sanepidu ogłosiła problem dopiero w połowie stycznia, gdy nadeszła druga fala zachorowań. Oszczędzę czytającym moich przygód po przychodniach, sorach, pogotowiach z chorym dzieckiem. Napiszę jedno - TAK ŹLE NAWET ZA KOMUNY NIE BYŁO. A pamietam czasy prl-u dosyć wyrażnie. Nigdy nie było tak, żeby matka z chorym, gorączkującym dzieckiem została odesłana na kolejny dzień, albo przywitana tekstem - "proszę prosić lekarza, może panią przyjmie". Albo po przyjeździe na pogotowie jednego ze szpitali lekarka od razu zaznaczyła że nie ma miejsc, jak usłyszała że dziecko ma wysypkę i problemy z oddychaniem nawet na nie nie popatrzyła, tylko raczyła spytać, gdzie jestem zamelodowana i łaskawie udzieliła informacji że mój rejon izby przyjęć jest na Traugutta. TRAGEDIA!!! Nie dziwię się, że chore osoby szukają pomocy, gdzie mogą. I dziękuję za ten artykuł, bo może jeszcze ci, co nie wiedzą, że jak ich do przychodni nie przyjmą to mogą na sor pojechać.
    • truten.zenobi nie bardzo rozumiem czemu dziennikarze szczują 27.01.13, 10:36
      ludzi siebie na wzajem... czyżby kolejne zlecenie polityczne?

      bo przecież to oczywiste ze obecny system jest totalnie niewydolny ludzie zaczynają szukać pomocy wszędzie a tak się składa ze w sor-ach mimo wielogodzinnych kolejek najszybciej mogą ja uzyskać.

      wiadomo kto jest odpowiedzialny za niewydolny system i cierpienia wielu ludzi...
      jest ich wielu ... tyle że wysoko postawionych urzędników/polityków.... niektórzy nawet otrzymali order orła białego...

      wiec pewnie lepiej czepiać się ludzi chorych że śmią szukać pomocy w systemie na który tyle kasy wyłożyli!!!
    • Gość: peer_dolinski Pacjent na Pogotowiu IP: *.netcologne.de 22.05.14, 13:09
      Jest to normalne, pacjent z katarem musi czekać. Pierszeństwo ma pacjent z wypadku, to chyba LOGICZNE?
      Na całym świecie tak jest, po go dzinach pracy, gdy pacjent przyjeżdża Taxi do Pogotowie CZEKA. Wszędzie i zawsze mają pacjenci z nagłymi przypadkami a ci z wypadków są odsługiwani poza kolejnością.
      Zapyziałe polactwo tylko uważa że "Łone som" najważniejsze.!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka