dzięki, Barbasiu, seans istotnie był urzekający :] Zgadzam się w pełni z Siostrą : to nie jest TEN Allen z wczesnego okresu i z filmów nowojorskich. Zgadzam się z pełni z Tobą, Barbasiu : te nowe filmy są naprawdę przeurocze i można je oglądać nonstop. Fabuła istotnie jest prosta : mistrz iluzjonista Stanley zostaje poproszony przez przyjaciela Howarda, też magika, by zdemaskował Sophie, młodą damę która podaje się za medium, i to tak skutecznie że przekonała do siebie pewną bogatą starszą panią i zupełnie zawróciła w głowie jej synowi, dziedzicowi fortuny. Stanley jedzie więc do Francji, gdzie w przepysznych okolicznościach przyrody, zabiera się do dzieła. Efekt jest taki, że ten arogant, sceptyk, pseymista i nihilista wręcz - doznaje nawrócenia i pierwszy raz zaczyna widzieć w życiu sens i radość. Wzlatuje nad poziomy, by za moment spaśc, kiedy okazuje się, że Sophie jednak jest oszustką, którą wynajął Howard, żeby zrobić Stanleyowi kawał i "oszukać człowieka, którego nie da się oszukać". Stanley triumfuje i nie bez ulgi wraca do swojego pesymizmu, ale przy okazji nie jest w stanie już umknąć przed uczuciem jakie żywi do Sophie, czemu wyraz daje w dwóch rozmowach - ze swoją brawurową ciotką i samą Sophie, którą wreszcie prosi o rekę, mimo że ona ma zaraz przyjąć oświadczyny dziedzica. Czy jednak w takim filmie miłośc może przegrać ? Zwłaszcza że Sophie zakochała się w nim pierwsza ? ;] Cóż, Colin Firth jest doskonały. Z tym angielskim akcentem :] Woody Allen w ogole nie każe mu grać kogoś innego niż postać, która idealnie pasuje do Firtha - sztywnego nieco, przemądrzałego snoba, którego napełnia swoimi allenowskimi obsesjami bezsensu wszystkiego, nędzy życia i dramatu istnienia. Oczywiście, po korek jest to wypełnione komizmem, a Firth łapie tę zabawową konwencję w lot. Emma Stone za to nokautuje wdziękiem i ja też dałem się nabrać na jej zdolności :] Te dwie ostatnie rozmowy są po prostu mistrzowskie. Najpierw, już po zdemaskowaniu Sophie i Howarda, zatroskany Stanley odwiedza ciotkę i przez 10 minut robi co w jego mocy, by ją zapewnić, że... nie kocha ! Sophie, wymieniając okoo 45 powodów dla których nigdy nie byłby w stanie się w niej zakochać, czyli... kocha ją szaleńczo. A ciotka siedzi, ustawia pasjansa i potwierdza wszystkie jego wątpliwości, doskonale wiedząc, że on i Sophie są dla siebie stworzeni. Wreszcie, kiedy zmęczony Stanley, w końcu dociera do wniosku, który my znamy od początku :} ciotka rzuca "Ech, panie Logiczny, cóż ta twoja cała logika jest warta wobec uśmiechu Sophie ?". I dorzuca "Życie może i nie ma sensu, ale... niepozbawione jest prawdziwej magii". No właśnie, magia nie istnieje w takiej formie jakiej oszustwo triumfalnie demaskuje Stanley, istnieje jednak jako niewiadomego pochodzenia miłośc, która Stanley czuje i sam nie wie skąd, dlaczego, po co. Magia ? No jak nie, jak tak :] Sophie budzi w nim radość życia, nawet jesli jest oszustką. Nie zaprzecza, a nawet dodaje "Złudzenie, oszustwo, iluzja... to czyni życie radosnym, więc jest wartością nadrzędną. Oszustwo to sposób na życie". Sceptyk i logik do sześcianiu Stanley krok po kroku sobie to uświadmia, co przychodzi mu z trudem, bo jako magik sceny już dawno przejrzał każdą sztuczkę od podszewki i wie, ze to co widz ogląda z fotela jest zwykłym sprytem i zręcznością artysty. Jego problem polega na tym, że życie to nie scena :] Oszustwo jest jego sposobem na życie, jak chodzi o zarabianie pieniędzy. I cementuje jego racjonalizm. Sophie odwraca strzałlki : zejdź ze sceny, usiadź na widowni i ciesz się tym, co widzisz, nie dociekaj, pozwól sobie na wiarę w istnienie magii. I oto Stanley wykonuje coś w rodzaju kontroświadczyn. Sophie huśta się na huśtawce, z ksiązką, a on się reklamuje... "Oszukałaś mnie, jesteś nędzna, banalna, no i mnie oszukałaś !.. ale jestem wspaniały tak bardzo, że dam cię szansę... I mimo że mnie oszukałaś ! gotów jestem rozważyć możliwosć wzięcia cie za żonę. Tak, wiem, nie dowierzasz swemu szczęsciu. Proponuję ci życie u boku błyskotliwego geniusza !... MImo że mnie oszukałaś !". Gośc jest niepodrabialny :]] Uprawia zresztą swój takt słonia w składzie porcelany przez cały film - na prawo i lewo rzuca bon motami ujawniającymi zyciową marność nad marnościami, neguje co popadnie, nawwet jak mowi komplement, to w taki sposob, że musi go podlać porządną dawką impertynencji. I zdaje się, że robi to zupełnie bezwiednie :] ten typ tak ma. Firth jest bezbłędny w interpretacji tych allenowskich wycieczek. Z jednej strony, dumny i wyniosły, z drugiej absolutnie wypłukany z dyskrecji, taktu i elegancji. Zestawiony z uroczą Sophie/Emmą wygląda absolutnie koślawo :] No i na tym magia allenowska polega, że jest w stanie uwiarygodnić, że ci dwoje mogliby się w sobie zakochać. Scenografia może i ladnzaftem pachnie, ale - niech to... jest przepiękna :] Te posiadłości, patia, ogrody, alejki wśród pnączy kwiatów, efektowne staromodne wnętrza, Obserwatorium Astronomiczne, na odludziu, w ktorym chronią się przed burzą Sophie i Stanley, drogi podmiejskie nad jeziorem, czy morzem, czy to nawet jakiś ocean jest ;]; oldsmobile, stroje z epoki, bal na sto par na dziedzińcu nocą przy oświetlonym pałacu. Momentami ten przepych aż domaga się jakiegoś mocnego kontrapunktu. Aż za dużo tego jest. cdn
I ja tam mam :] jednocześnie, z równą przyjemnością czekam na powtórki jego filmów z poprzednich lat, dekad i w ogole wszystkich :]
jak co roku, maestro przygotował coś całkiem nowego. www.rp.pl/artykul/9146,1133839-Woody-Allen-powraca-do-Francji.html jak mnienam, fanki już szykują kreacje na wyprawę kinową ;]
forum.gazeta.pl/forum/w,14,152436781,152992704,Mam_Mam_Ide_do_kina_na_.html ;)
Woody Allen w dobrej formie, Lazurowe Wybrzeże - uwodzące, lata 20-te - z pietyzmem zaaranżowane, aż chce się wskoczyć w ekran ! :] Fabularny koncept odbija wiele z ulubionych wątków mistrza : oto wybitnej renomy iluzjonista otrzymuje od przyjaciela szczególne zadanie zdemaskowania prawdopodobnej oszustki, podającej się za medium i w ten sposób wypływającej na postępowanie pewnej bogatej familii, zapewne w celu najzupełniej merkantylnym. Już rozkochała w sobie ich syna, już przekonała matkę, za chwilę położy łapę na majątku ! Zgryźliwy i arogancki iluzjonista zrzuca swój fikuśny kostium sceniczny, wdziewa garnitur, wsiada w kabriolet i udaje się pod wskazany adres. Młoda jejmość okazuje się być zaskakująco dobrze poinformowania na jego temat, nieoczekiwanie ładna i sympatyczna. Pan demaskator im bardziej stara się złapać ją na jakiejś gafie, tym bardziej niewybaczalne błędy sam popełnia, a największym wydaje się oczywiście zakochanie w rzekomej oszustce ;] W istocie bowiem, pan iluzjonista lubuje się w obnażaniu kłamstw szarlatanów występujących jako medium i przyznających sobie zdolnosć kontaktu z zaświatami, tylko po to, by wreszcie się pomylić, by trafić na tego jeden, prawdziwy, autentyczny egzemplarz, potwierdzający egzystencję tamtego świata, dowodzący ponad wszelką wątpliwość istnienia życia po życiu, dzięki czemu przerażony wizją śmierci jegomość mógłby doznać ukojenia. Tak więc, sensacyjny wprost zasób wiedzy na jego temat, jaki posiada dziewczyna, nadzieja na jej faktyczną "medialność" vel "mediumiczność", wreszcie nieodparty urok jej osobowości, sprawiają że buńczuczny i opryskliwy dżentelmen doznaje spektakularnej przemiany i wpatrzony w niedoszłą ofiarę swojej bezwzględnej przenikliwości podąża do nieuchronnego finału całej awantury, a może w niej wydarzyć się... prawie wszystko, ale jak zazwyczaj chodzić może tylko o jedno :] Colin Firth, Emma Stone, Simon McBurney, Marcia Gay Harden w głównych rolach. Uroda rzeczywistości przedstawionej, jazzująca muzyka, nostalgia za minionym czasem, allenowskie chwyty scenariuszowe - choćby nawet nie było to w dorobku mistrza film najważniejszy, choćby był inny od tych najwybitniejszych, nadal pozostaje ucztą dla oka i ucha, czuć w nim tę, udzielającą się w bezpośrednim kontakcie, atmosferę radości z tworzenia kina :]
Powtórka wczorajszego seansu :]
czyli, jeden z "corocznych" filmów Woody'ego Allena. tym razem rzecz się dzieje w latach 20-tych na południu Francji, gdzie ceniony demaskator fałszywych medium dostaje zlecenie od zamożnych państwa przyłapania na oszustwie pewnej młodej damy parającej się tą właśnie profesją oraz ponoć polującej na dziedzica rodzinnej fortuny. oczywiście, im bardziej zaciekle stara się ją zdyskredytowac, tym bardziej się w niej zadurza. uczta dla oka, czyli widoki z francuskich miejsc pięknych, kolory oraz Emma Stone, dla ducha : tez Emma Stone oraz jak zawsze świetnie napisane dialogi przez maestro.
W ogóle nie chce mi się oglądać tego filmu :) Ale brak konkurencji, może rzucę okiem.
sceniczny mag i iluzjonista dostaje od kolegi zadanie : zdemaskować oszustkę podającą się za medium, która zbałamuciła całą już bogatą rodzinę jego przyjaciół, a dziedzic fortuny zakochał się w niej, nuci serenady i chytra pannica zaraz położy łapę na majątku familiji. dla maga to pestka. Nie od dziś specjalizuje się w takich akcjach. Jedzie więc na francuską Riwierę, gdzie staje oko w oko z przeciwniczką i... dzień po dniu przekonuje się, że ona naprawdę ma zdolności niewytłumaczalne. TO wprawia go w rozstrzęsienie i uwielbienie dla niej, bo on - tak naprawdę - zawsze szukał prawdziwego medium, dzięki któremu mógłby przekonać się, iż życie pozagrobowe istnieje naprawdę. Ta dziewwczyna jest dowodem na to ! Ale - zaraz ! A jeśli jednak to kłamstwo ? Colin Firth świetnie gra alter ego reżysera : ironicznego i złośliwego safandułę, któremu nie sposób się oprzeć, Emma Stone jest kapitalna i przezabawna!, Riwiera przepięknie, bajkowo wręcz sfilmowana, pałace, wnętrza, przyroda, kolory - w głowie się może zakręcić ;], no i klasyczne wątki interesujące od zawsze Woody'ego Allena : tamten świat, kobieta i mężczyzna, sztuczki magiczne ;] Słowem : uczta filmowa ! No i ta jazzowa muzyka, stare samochody oraz perfekcyjna stylizacja na szalone lata 20-te !
Czy Wy też ulegliście magii "Zmierzchu" ?
pierwszorzędna komedia ! Woody Allen kręci nowy film każdego roku, więc nie wszystkie mogą być wybitne, ale jak tak je oglądam, to po 2-3 seansie wychodzi, że każdy z nich jest dobry ! ;] U Was też tak to działa ? W "Magii..." mamy lata 20-te, modę, stroje, samochody, przepiękne lokacje, charakteryzacje, ogrody, zamki, Lazurowe Wybrzeże, a w warstwie fabularnej historię prestidigtatora, który pasjami lubi demaskować "duchołapów". dostaje zlecenie od przyjaciela pewnej bogatej rodziny z Francji, której syn zakochał się w młodej pani, rzekomo medium, pomagającym nawiązać jego matce kontakt ze zmarłym mężem. chodzi o to, by ją w bezlitosny sposób ośmieszyć, zanim dobierze się do rodzinnej fortuny. nasz bohater z zapałem zabiera się do działania, wykazuje determinację i niezbędny cynizm, ale z biegiem czasu nie dośc, ze zaczyna zakochiwać się w dziewczynie, to na dodatek coraz bardziej skłonny jest wierzyć w jej niezwykłe zdolności. w istocie, pan duchołap żyje z ukrytą nadzieją, że znajdzie się ktoś, kto naprawdę, naprawdę !, potrafi kontaktować się z tamtym światem i w ten sposob dowieśc, ze istnieje życie po zyciu. Stąd jego bewzględnośc w tępieniu fałszywych wizjonerów. piękna sceneria, cudowne widoki, muzyka z lat 20-tych, aktorzy bezbłędnie obsadzeni i autentycznie wciągająca historia, pod tym komediowym płaszczykiem Allen znów rozgrywa swoje ulubione tematy, tym razem na czele z lękiem przed śmiercią i nadzieją na istnienie pomostu między tym, a tamtym światem - uczta filmowa !
Woody Allen w dobrej formie, Emma Stone uwodząca, a Lazurowe Wybrzeże - umieszczone w latach 20-tych - z pietyzmem zaaranżowane, aż chce się wskoczyć w ekran ! :] Fabularny koncept odbija wiele z ulubionych wątków mistrza : oto wybitnej renomy iluzjonista otrzymuje od przyjaciela szczególne zadanie zdemaskowania prawdopodobnej oszustki, podającej się za medium i w ten sposób wypływającej na postępowanie pewnej bogatej familii, zapewne w celu najzupełniej merkantylnym. Już rozkochała w sobie ich syna, już przekonała matkę, za chwilę położy łapę na majątku ! Zgryźliwy i arogancki iluzjonista zrzuca swój fikuśny kostium sceniczny, wdziewa garnitur, wsiada w kabriolet i udaje się pod wskazany adres. Młoda jejmość okazuje się być zaskakująco dobrze poinformowania na jego temat, nieoczekiwanie ładna i sympatyczna. Pan demaskator im bardziej stara się złapać ją na jakiejś gafie, tym bardziej niewybaczalne błędy sam popełnia, a największym wydaje się oczywiście zakochanie w rzekomej oszustce ;] W istocie bowiem, pan iluzjonista lubuje się w obnażaniu kłamstw szarlatanów występujących jako medium i przyznających sobie zdolnosć kontaktu z zaświatami, tylko po to, by wreszcie się pomylić, by trafić na tego jeden, prawdziwy, autentyczny egzemplarz, potwierdzający egzystencję tamtego świata, dowodzący ponad wszelką wątpliwość istnienia życia po życiu, dzięki czemu przerażony wizją śmierci jegomość mógłby doznać ukojenia. Tak więc, sensacyjny wprost zasób wiedzy na jego temat, jaki posiada dziewczyna, nadzieja na jej faktyczną "medialność" vel "mediumiczność", wreszcie nieodparty urok jej osobowości, sprawiają że buńczuczny i opryskliwy dżentelmen doznaje spektakularnej przemiany i wpatrzony w niedoszłą ofiarę swojej bezwzględnej przenikliwości podąża do nieuchronnego finału całej awantury, a może w niej wydarzyć się... prawie wszystko, ale jak zazwyczaj chodzić może tylko o jedno :] Colin Firth, Emma Stone, Simon McBurney, Marcia Gay Harden w głównych rolach. Uroda rzeczywistości przedstawionej, jazzująca muzyka, nostalgia za minionym czasem, allenowskie chwyty scenariuszowe - choćby nawet nie było to w dorobku mistrza film najważniejszy, choćby był inny od tych najwybitniejszych, nadal pozostaje ucztą dla oka i ucha, czuć w nim tę, udzielającą się w bezpośrednim kontakcie, atmosferę radości z tworzenia kina :]
W puklach kręconych jak ogień rudych W blasku spojrzenia spod rzęs przecudnych Unosi słodki aromat ciała Perfum niebiańskich gdy w blasku grała W swoim ogrodzie nimfa na harfie A w tali miała związaną szarfę Jej słodkie usta mówiły słowa Dary dla ciebie nieść jest gotowa Magia jej włosów, ust lekkie drżenie Dotyk jedwabiu, oczu spojrzenie Lekkim i zwiewnym tanecznym krokiem Przechodzi ogród tuż nad potokiem Szelest jedwabiu lekkiej sukienki W blasku księżyca muzyki dźwięki Szal leki zwiewny upadł na ziemię Dary dla ciebie i lekkie drżenie Na nocnym niebie już w gwiazdach lśnienie I delikatne spod rzęs spojrzenie I choć uciekasz w słowach się wzbraniasz Serce prze magią pragniesz osłaniać Lecz już ulegasz jej słodkim darom Już pokonany ulegasz czarom
Gdy noc po zmierzchu cicha, odejdzie w zapomnienie Wszystko to co uczynię, w radość Ci znów zamienię Słońce odeszło, zgasło, czerwcowa noc nas wita A ja na twoich wargach, swą dłonią kształt wyczytam I obrysuję, wiodę, dotykam, muskam dłonią A twoje usta nigdy, dotyku już nie stronią Pieszczę, dotykam dłonią, miękkie gorące kształty To jak korale w morzu, głębinie są wydarte Więc zamknij swoje oczy, i unieść nagie ciało A rozpalone w dłoniach, w poświacie będzie drżało My razem od dziennego, będziemy stronić światła By chronić nasze ciała, splecione cudnie w spazmach Szczęście nasze w ciemnościach, twojego jest pokoju I rozświetlone blaskiem, magicznym w nim nastroju Łatwiej płynąć z fantazją, z uniesień cichym echem Gdy pośród nocy magia, jest twoim ciepłym śmiechem Teraz łatwiej w poświacie, w warkocza wpleść zawiłość Mówić słowa i szeptać, w ciszy, w wieczorze- miłość Raz niepojęte w zmierzchach, to w nocy, znów nad ranem Gdy napełniam swe serce, i szeptam Ci- wyznanie Słońce już dawno zgasło, ja w tobie z czernią nocy Odnajduję na krańcach, z bursztynem cud rozkoszy A noc pilnuje blasku, by z baśnią był magiczny Gdyż zawsze tworzysz klimat, cudownie romantyczny Pieszczę dłońmi dotykam, w przepychu tak dostatnim Skąpani my w księżycu, w spełnieniu już ostatnim Razem idziemy wiosną, środkiem zielonej łąki Napotykamy w szczęściu, w kolorach kwiaty, pąki
Jak Woody Allen, to jeszcze Magia w blasku Księżyca . Lazurowe Wybrzeże.