kurcze pasują do siebie https://polki.pl/work/privateimages/formats/V5_MT_LIFE/136586.jpg on jak on, ale ona niby ładna, a taka sztuczna
Masakra hahaha -- No jak coś jest mniejsze od świnki morskiej to nie może być psem. Ani to poklepać ani kazać coś zrobić. Poklepiesz i mu oczy wypadną / triss_merigold6
Czyżbyś chciał udowodnić, że J. Kaczyński, że o A. Macierewiczu nie wspomnę, nie są twarzami PiSu? Dlaczego zatem B. Szydło podpina się pod referendum?
Scenka z tramwaju. Odbywała się za moimi plecami więc tylko słyszałem. Jakaś (starsza – sądząc po głosie) Pani obsobaczała drugą, że nie ma założonej maski. Ta jej odszczekiwała. Sądzę, że noszenie maski z środkach masowej komunikacji ma sens i ignorowanie tego środka zabezpieczającego jest niesłuszne. Zatem teoretycznie starsza Pani miała rację. Problem w tym, że starsza Pani obsobaczała drugą w tak agresywny (powiedziałbym chamski) sposób, że odstręczała od swoich racji prawie wszystkich. Zaczęła robić zdjęcia tej bez maski co jeszcze podgrzało atmosferę. Starsza Pani wydzierała się zresztą bezskutecznie. Nikt jej nie poparł a tamta maski nie założyła. Scenka jak scenka – pewnie nie jedyna. Zastanawiam się tylko, na ile podobnie aroganckie zachowanie - w wykonaniu medycznych celebrytów czy polityków wywołuje taką reakcję, jaką zaobserwowałem u siebie. Odrzucanie argumentów ze względu na sposób ich prezentacji. Na ile antyszczepionkowcy są rezultatem tego co widzimy po drugiej stronie. Pewnie nie jest to wyłączna przyczyna (historia uczy, że prości ludzie nie przyswoją tego czego nie rozumieją – kiedyś obcinanie kołtuna było traktowane jako zagrożenie życia) ale chyba ma swoją rolę w obecnym rozdwojeniu społeczeństwa. -- A poza tym uważam, iż należy wyrzucić ruch samochodowy z Starego Miasta "w murach".
Zwrócenie komuś uwagi na jego niestosowne zachowanie w taki sposób, by nie obrazić ani nie urazić drugiej osoby jest wielką sztuką. Człowiek nie rodzi się z tym talentem, musi się tego uczyć. Ta sztuka nazywa się asertywność i jest ćwiczona na różnych kursach. Jak można np.powiedzieć komuś, że mu paskudnie śmierdzi z ust i jest to przykre dla otoczenia? Bez ukończonego w wynikiem b. dobrym kursu asertywności nie da rady...
W UK już takie numery robiono - bandyta przebrał się za czarnoskórego. Dlaczego tak uważam: 1) złodzieje są głupi ale nie aż tak 2) spójrzcie tylko na jego szyję - to na pewno zwinięte fałdy maski. Maskę można zamówić w firmie w tym się specjalizującej.
Mógł pozyczyć pomysł od rodaka, który napadał w masce Murzyna....
można się po nim spodziewać wszystkiego -- brzytwa Ockhama: "Bytów nie mnożyć, fikcyj nie tworzyć, tłumaczyć fakty jak najprościej"
republika.republika napisała: > > można się po nim spodziewać wszystkiego > Najgorszego! -- Jeśli Grzegorz Napieralski wskaże któregokolwiek z kandydatów, zaprzepaści szanse lewicy na dobry wynik w wyborach samorządowych i parlamentarnych. Znów go będę nazwała szkodnikiem SLD.
niestety dazenie do pelnej wolnosci i niezaleznosci nie tylko ze nie usprawiedliwia rasizmu i antysemityzmu ale na odwrot. Pluralizm i szacunek do czlowieka jako takiego bez wzgledu na wiare, wyznanie, narodowosc czy przekonania polityczne sa gwarancja i podstawa demokracji a bez demokracji nie ma wolnosci. Kazda wiekszosc moze sie obrocic w mniejszosc zaleznie od warunkow, wiec pluralizm jest niezastapiony. Problemy powstaja gdy pewne ugrupowania o antydemkokratycznej orientacji jak na przyklad skrajny islam czy pewne elemnty kosciola katolickiego wyzyskuju ta demokracje dla swoich celow. Mysle ze powinno powstac cos w rodzaju trybunalu narodowego w Polsce do walki z rasizmem i antysemityzmem.
Z innej beczki - czy któraś nabyła do domowego użytku maskę LED? Warto? Są efekty? Polecajki? Chodzi mi o te takie maski, w których wygląda się jak "Człowiek w masce" z Leo DiCaprio :-D
To g...., które nic Ci nie pomoże. Zbędnie wydane pieniądze.
W tym odcinku (dzieje się w 1989 roku) pokazano historię aktora Romana (Henryk Talar), gwiazdora teatru w którym dzieje się serial - gra w najważniejszych spektaklach, w telewizji, jest powszechnie znany i rozpoznawalny. Jest w trakcie prób do "Ryszarda III", jednak jego życie prywatne odbija się na pracy zawodowej, akurat przeprowadza rozwód z żoną, z którą nie może dojść do porozumienia w sprawie podziału majątku. Próby załagodzenia konfliktu nie wychodzą, dlatego za namową adwokata (po początkowych wątpliwościach) decyduje się na wynajęcie profesjonalnego fotografa,który będzie mógł spreparować zdjęcia żony z kochankiem, by rozwód odbył się z jej winy (żona nie jest z nikim związana, to Roman ma dużo młodszą kochankę...). Do dostarczenia zdjęć, które będzie można w tym celu przerobić Roman wykorzystuje własnego syna, okłamuje go, że chciałby mieć jakieś pamiątki po małżeństwie. W międzyczasie okazuje się, że ma poważne problemy z sercem, na tyle poważne, że lekarz u którego się leczy, każe mu koniecznie zrobić przerwę w pracy, odpocząć parę tygodni, gdzieś wyjechać. Roman odmawia - jest w środku prób, które zaczynają mu coraz lepiej wychodzić, coraz bardziej "rozumie" swoją postać. Dodatkowo zostaje dziadkiem, jego córka rodzi synka - pod wpływem tego wydarzenia (tak można domniemywać) żona zgadza się na pokojowe i spokojne załatwienie rozwodu, nie chce już żadnych przepychanek - mówi mu to w trakcie odwiedzin w szpitalu położniczym, w trakcie tej wizyty syn przez przypadek znajduje spreparowane zdjęcia matki i robi Romanowi karczemną awanturę. Te dwa wydarzenia (rozmowa z żoną i kłótnia z synem) powodują, że Roman postanawia uporządkować swoje życie - rezygnuje z roli Ryszarda III, bierze parotygodniowy urlop w teatrze, aby w końcu złapać trochę oddechu, zrywa z kochanką, odwołuje u adwokata całą "akcję" ze zdjęciami. W ostatniej scenie Roman spaceruje po parku z córką i wnuczkiem, z rozmowy między nimi dowiadujemy się, że cały rozwód został "zawieszony", że jest być może szansa, ze zejdzie się z powrotem z żoną. Jak widać, wszystko może się jeszcze dobrze skończyć. Pozostaje jednak, moim zdaniem, pytanie jak zachowałby się Roman, gdyby żona nie zmieniła zdania w sprawie rozwodu - czy doprowadziłby do końca kwestię fałszywych zdjęć... Myślę, że tak. Dobry, wciągający odcinek. Obejrzałam go z zainteresowaniem.
Odcinek dzieje się w roku 1995. Opowiada historię aktora Ryszarda (Olgierd Łukaszewicz), którego córka zostaje zgwałcona i pobita, leży nieprzytomna w szpitalu (nie wiadomo czy się jeszcze obudzi…). Ryszard jest akurat w trakcie prób do „Świętoszka”, jednak mimo ogromnego szoku i wstrząsu nie rezygnuje z roli – praca pozwala mu jako tako funkcjonować, oderwać się choć na moment od tej całej sytuacji. W pierwszym odruchu, wraz z żoną, zwraca się ku Bogu (zresztą oboje są bardzo wierzący, widać u nich w mieszkaniu różne święte obrazki, krzyże itp.), oboje modlą się o zdrowie córki, chodzą do kościoła. Na policji Ryszard dowiaduje się, że podejrzani są wytypowani, jednak nie było żadnych świadków zdarzenia, potrzebne by było zeznanie dziewczyny - czy rozpoznała sprawców. Ryszard sądzi, że mogli to zrobić chuligani, którzy terroryzują osiedle, na którym mieszka. Wraz z upływem czasu i brakiem postępów policji w rozwiązaniu sprawy jest on coraz bardziej sfrustrowany – traci wiarę i zaczyna swoją postawę przenosić na graną przez siebie postać Tartuffe’a, („przerysowuje go” np. zawiesza sobie na szyi ogromny krzyż czy żegna się z przesadną gorliwością, gdy wcale to nie jest potrzebne – nie podoba się to reżyserowi i ostatecznie Ryszard podporządkowuje się jego woli, przestaje tych "manifestacji"). Chciałby sprawiedliwości, mówi, że sam powiesiłby sprawców tragedii córki. W pewnym momencie kupuje na Stadionie (tak, tak, kiedyś tam był bazar, teraz trudno w to w ogóle uwierzyć :)) od Rosjan pistolet gazowy i zasadza się wieczorem na jednego z tych osiedlowych wyrostków. Grozi mu bronią, w pewnym momencie nawet strzela, ale okazuje się, że broń jest popsuta (jak widać, z rozpaczy i wściekłości gotów był nawet zabić…), chłopak ucieka w popłochu (nie wie o czym Ryszard mówi, gdy pyta go o napad na córkę, więc chyba można domniemywać, że to raczej nie oni to zrobili (?)). Ryszard następnego (chyba) wieczora znowu widzi tych wyrostków i atakuje kolejnego z nich, tym razem za pomocą jakiegoś klucza samochodowego, zostawia go nieprzytomnego na parkingu (chłopak próbował ukraść samochód) i jedzie na próbę. Jest roztrzęsiony, nie może normalnie pracować. Gdy wraca do domu, okazuje się, że córka odzyskała przytomność, razem z żoną jadą ją zobaczyć. W drodze powrotnej ze szpitala, zajeżdża na parking, ale nie ma już tam tego pobitego chłopaka. W ostatniej scenie pokazane jest, jak Ryszard widzi go idącego ulicą, z bandażem na głowie - gdy za nim woła, ten szybkim krokiem odchodzi. Nie dowiadujemy się, co i czy w ogóle córka zeznała w sprawie ataku… Bardzo ciekawy odcinek, dobitnie pokazuje jak człowiek może zachowywać się w chwili kryzysu, gdy dotyka go tragedia. Jak wszystkie dotychczasowe wartości, idee schodzą na dalszy plan. Jak przekonuje się, do czego jest zdolny…
I to jest bardzo słuszna koncepcja!