Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 11 (vol. 85)

    • grek.grek "Wróg Numer Jeden" via TVN [1 05.11.17, 11:38
      w nocy z czwartku na piątek - wreszcie w całości :]

      Znakomite kino !

      Najpierw mamy dźwiękowe przypomnienie 11/9, zapewne celem umieszczenia całej fabuły w odpowiednim kontekście, myślę że także po to, by nieco usprawiedliwić zachowania niektórych bohaterów.

      Szybko przenosimy się do tajnego więzienia CIA, gdzie od jakiegoś czasu specjalni agenci przesłuchują Ammara, podejrzanego o kontakty z Al-Kaidą. Jest rok 2003. Po raz pierwszy w przesłuchaniach uczestniczy Maya [Jessica Chastian, naprawdę świetna w tej roli], młoda analityczka CIA, która właśnie dołączyła do zespołu.

      Przesłuchania prowadzi Dan, doświadczony agent, bez wahania poddający więźnia wszystkim możliwym torturom : waterboarding, pozbawianie snu, terroryzowanie głosną muzyką, upokorzenia pod tytułem : prowadzanie na smyczy jak psa, obnażanie przed kobietą, zamykanie w ciasnej skrzyni, ale tez umiejącego stosować zręcznie metodę kija i marchewki : dasz nam coś - to coś dostaniesz, jedzenie, wodę itd., a przynajmniej nie będziemy cię torturować, nie dasz - będzie jeszcze gorzej niż jest.

      Celem działania grupy jest znalezienie Osamy Bin Ladena. Akcja kursuje miedzy Pakistanem, Afganistanem, Waszyngtonem, zaczepia m.in o Gdańsk, gdzie twórcy filmu umieszczają jedno z tajnych więzień CIA.

      Maya szybko się uczy. Na początku obrazki z przesłuchań budzą jej opór, odwraca głowę, zatyka usta, ale dośc prędko jej to przechodzi, zahartowuje się. Jesli nie bierze udziału w tych sesjach, to zanurza się w papierach, aktach, stenogramach, nagraniach video. Czyta, słucha, ogląda, zbiera tropy, łączy, przetwarza. Jest pracoholiczką w ścisłym tego słowa znaczeniu. Czy czuje tzw. misję ? Trudno powiedzieć, podobnie jak w przypadku bohatera "Hurt Locker", sapera sierżanta Jamesa, dla ktrórego rozbrajanie bomb stalo się sposobem na życie, lecz chyba bez patriotycznej otoczki. Wydaje się, że i tutaj Kathryn Bigelow pokazuje zafiksowanie bez naleciałości.

      "Jak tam szukanie igły w stogu siana ?", pyta w pewnym momencie Mayę koleżanka. Tak to wygląda - poszukiwany terrorysta moze być wszędzie, a teren jest ogromny i niezbadany. Może właśnie stopień trudności całej operacji tak bardzo wciąga Mayę, że żyje ona tylko tą jedną sprawą. Niczym innym. W przeciwieństwie do np kolegi Dana, który w wolnym czasie zajmuje się sympatycznymi małpkami, resetuje w ten sposób psychikę, zas w pewnym momencie zwalnia, wraca do pracy w biurze w Waszyngtonie. Maya jest inna, jest jak czołg, zdeterminowana, pracuje 24 godziny na dobę.

      Terroryści przeprowadzają atak na hotel w Arabii Saudyjskiej, giną zachodni turyści. W odpowiedzi presja na więźniów w tajnych lochach CIA wzrasta. Trzymany od 4 dni bez snu Ammar wreszcie sprzedaje kilka nazwisk swoich kompanów.

      POtem mamy zamachy w Londynie.

      I kolejne przesłuchania.

      Znakomitą scenę zgarnięcia z ulicy waznego terrorysty Faraja : CIA zastawia na niego pułapkę, wysyła na spotkanie figuranta [na wszelki wypadek przymocowują mu do nogi zdalnie sterowaną bombę, mają go na "smyczy"], a teren urodziwych klombów miejskich, obstawiają uzbrojonymi agentami w... kwefach. Całośc filmowana jest z kamery umieszczonej wysoko nad terenem akcji.

      Dan wyjeżdza, wraca do Waszyngtonu. Na odchodnem ostrzega Mayę, że "zmienił się klimat" [nowa ekipa rządowa w Ameryce] i żeby uważała na siebie, "moga już wiedzieć o tobie" - chyba ma na myśli terrorystów, ale może także jakieś kręgi z tzw. górki roz-rządowej.

      2008 rok. HOtel Marriott. Maya spootyka się tutaj z przyjaciółką z pracy, Jessicą. Rozmowa jest luźna, bo ma to być spotkanie towarzyskie. Jessica zachęca Mayę do jakeigoś romansu, pyta o znajomych, a Maya nie odpowiada, bo co ma powiedzieć : praca to całe jej życie, nie ma czasu na romanse i znajomych innych niż współpracownicy. Nagle.. BUM ! wybuch, fala uderzeniowa zmiata całą salę restauracyjną. Okazuje się, przed hotelem terrorysta-samobójca wysadził samochód-pułapkę z prawie tonowym ładunkiem wybuchowym. BYł to atak na hotel czy... chcieli zabić Mayę ? Niby skad mogliby ją znać, przecież ci terroryści, co ją widzieli, nie moglli nikomu o niej opowiedzieć, ale szpicle mogą by przecież wszędzie.

      Na jakimś nagraniu z obrad plemiennej rady w górach Pakistanu, CIA odkrywa osobę pewnego Jordańczyka, który, wedle informacji, ma zostać lekarzem Bin Ladena. Chcą go przekupić 25 milionami dolarów, żeby, jak już tym lekarzem zostanie, wystawił im swojego klienta. Jessica ostrzega : "To są fanatycy, nie zależy im na pieniądzach", ale Maya odpowiada, że "Są wśród nich także chciwi cynicy".

      Do spotkania tego lekarza z agentami CIA ma dojśc w bazie amerykańskiej w Pakistanie. Maya nie uczestniczy w nim, pewnie dlatego, ze jako przesłuchując i tajniaczka nie moze sie ujawniać ludziom, którzy nie zostaną aresztowani, ale będą mogli wrócic skąd przyjechali. Cały czas pozostaje w kontakcie z Jessicą, która ma prowadzić to spotkanie, cały czas wysyła jej maile na telefon : "JUż jest ?", "Już rozmawicie ?", jest cała zniecierpliwiona.

      Grupa czeka, czeka, wreszcie... jest auto na horyzoncie. Jedzie. Szczęście, uśmiechy. Jessica telefonem poleca wpuścić auto do bazy, bez przeszukań, bez kontroli. Tak się umawiała z tym lekarzem.

      Auto wjeżdza wieć nie niepokojone. Facet wysiada, ale dziwnie się zachowuje, jakby kulał, laską się podpiera... któryś z agentów coś wyczuwa, natychmiast biorą do na cel, ale za późno jest - facet detonuje bombę ! Ginie 7 agentów. Na terenie amerykańskiej bazy ! Szok ! Fantastyczna scena.

      Maya nie wie co się stało, kiedy się dowiaduje jest oszołomiona, ale gdy kolega przynosi jakieś nowe papiery : błyskawicznie przystępuje do ich oględzin. Jest wychudzona, blada jak ściana, ale zasoby energii ma niemal nieskończone. I regeneruje się w mgnieniu oka.

      W kwaterze CIA wszystkie komórki wezwane na dywanik zostają ochrzanione do suchej nitki. Szefostwo żąda efektów, bo póki co obrywają na każdym kroku.

      Asystentka wpada na trop jednego z kluczowych ludzi Al Kaidy, Sayeeda, o którym sądzono, że nie żyje. Odkrywa ona, ze nie on nie żyje, ale jego brat zmarł. Maya podejmuje trop, nie zważając na to, ze nad jej zespołem pojawiają się ciemne chmury, ma zostac rozwiązany ewentualnie skierowany do innych zadań. Prosi o pomoc Dana.

      Dan aktualnie pracuje w Waszyngtonie, w biurze, pod krawatem. Ale nie odmawia pomocy. W tym celu leci aż do Kuwejtu, gdzie w atmosferze dyskoteki, przekupuje pewnego muzułmanina, który sprzedaje mu numer telefonu do matki Sayeeda.

      W ten sposób CIA ustala numer samego Sayeeda. Zaczynają go śledzić z kwatery głownej CIA. Wielka sala, setki komputerów, ogromny ekran, a na nim podgląd z satelity na ważne miejsca i punkty z punktu widzenia planów agencji.

      Maya domaga się podsłuchiwania Sayeeda przez 24 na dobę.

      2010 rok. W ostatniej chwili nie dochodzą do skutku zamachy na Times Square. Maya naciska na szefostwo celem intensyfikacji wysiłków by złapać Bin Ladena, uważa go za koordynatora wszystkich akcji terorrystycznych wycelowanych w Zachód. A to oznacza, ze trzeba zając się bardziej Sayeedem, który podejrzewany jest o bliskie zwiazki z szefostwem, może nawet o to, ze jest kurierem samego Bin ladena, który za jego pomocą kontaktuje się ze swoimi pomagierami.

      "do 4 lat tropisz ducha - mówi do Mayi szef jej wydziału - od 4 lat bowiem nikt go na oczy nie widział". I dodaje lekko poirytowany,że podczas gdy ona zabawia się w szukanie faceta, który być moze nie żyje, dookoła giną ludzie, bo terrorystom udają się kolejne zamachy.

      Maya jest bezwzględna, grozi mu donosem i skargą do komisji senackiej. Facet jest zdumiony, "odbiło ci", powiada, ale Maya puszcza to mimo uszu i dodaje, ze "chce pieniędzy i ludzi".

      WYgrywa. Sayeed jest podsłuchiwany na okrągło. KOmórka CIA rozpracowuje jego styl działania : dzwoni z ulicy, cały czas się porusza, co jest dokłądnie oznaczane na mapie miasta, a agenci krążą ulicami namierzając sygnał jego telefonu. Jest to filmowane kapitalnie. cdn.


      • grek.grek "Wróg Numer Jeden" via TVN [2] 05.11.17, 12:20
        Zatłoczone ulice, targowiska arabskiego miasta [akcja w Pakistanie], a w tym ruchu manerwujący samochód z agentami, cały czas za pomocą elektroniki namierzającymi sygnał telefonu Sayeeda, mając kontakt z bazą, z której oczywiście dostają cały czas świeże dane i informacje. Rewelacyjny klimat z najlepszych policyjnych trhillerów.

        A sygnał to się pojawia, to znika, a do tego cały czas się przemieszcza. Sayeed to spryciarz, nonstop zmienia miejsce, nigdy nie trzyma się schematu żadnego. "Nieprzewidywalny", podsumowuje jeden z agentow.

        Amerykanie w Pakistanie przypadkiem zabijają dronem człowieka [chyba nie terrorystę]. ULiczne manifestacje, okrzyki, chaos są reakcją tłumu na wieśc o tym wydarzeniu. Coraz trudniej prowadzić uliczne operacje. Wyciekają dane części agentów. Szef komórki traci pracę. Maya nie bez satysfakcji kwituje "Pakistańscy kumple z wywiadu cię załatwili". Jej to na rękę, ostatnio nie mogla się z nim porozumieć po dobroci, tak jakby facet grał politycznie, na nową, ostrożniejszą w wydawaniu kasy na działania antyterrorystyczne, ekipę rządową.

        Wreszcie agenci namierzają auto Sayeeda. Mają szczęśćie, jest to samochód wykwintny, rzadko spotkany na ulicach arabskich miast. I wiedzą gdzie Sayeed mieszka. Od tego momentu satelita obserwuje ten dom bez przerwy.

        Nowy szef Mayi zgadza się na jej żądania finansowe, "wolę z tobą nie zadzierać", tłumaczy. Na ulicach wokół domu Sayeeda rozstawione zostają "czujki", nie można zamontować żadnego monitoringu, nie można zajrzeć do tej chałupy. Jest duża, ufortyfikowana, grube mury - "to twierdza", mówi któryś z agentów. A jesli tak : o co tutaj chodzi ? Czy są tam terroryści ? Czy może, jak ktoś sugeruje, jest to siedziba handlarza narkotykami ?

        Maya próbuje wyjechać autem z bazy. Zostaje ostrzelana, ledwie udaje się jej wycofać do srodka, a strażnikowi zamknać bramę. Auto miało kuloodporne szyby, ale ten atak jest znakiem, ze być może Mayę terroryści znają i chcą zlikwidować.

        Główny szef CIA zwołuje naradę samych ważniaków. Maya też dostaje zaproszenie. Rozmawiają o tej "twierdzy". Co począc w tej sprawie. Szef powiada, że nie mozę dać sygnału do akcji, bo nikt mu dotąd nie przedstawił dowodów, że tam może być jakiś na tyle wazny terrorysta, by ryzykować akcję na terenie obcego państwa. Maya stoi z boku i w pewnym momencie sama włącza się do rozmowy. "A pani, kim jest ?", pyta ten szef , a ona na to "Klempą, która odkryła tę twierdzę". Zapada cisza, zdumienie.

        "Klempa" czyli samica osła, czyli babka, która zrobiła kapitalną robote wywiadowczą i stoi w miejscu, bo szefostwo składa się z pozbawionych tzw jaj gości, którzy od paru tygodni nie wiedzą czy mają działac czy czekać.

        Maya nonstop nachodzi swojego zwierzchnika z komórki wydziałowej i czerwonym flamastrem rysuje na jego szybie cyfrę oznaczającą ilośc dni, które minęły od momentu namierzenia Sayeeda i jego twierdzy do teraz, czyli do dnia, w ktorym nadal nikt nie umie podjąc męskiej decyzji o działaniu.

        Nonstop gapią się na ten wielki ekran, na którm leci podgląd z satelity. JUż wiadomo, ze na terenie bazy są 2 mężczyźni i kilka kobiet oraz dzieci. I trzeci mężczyzna, singiel, ktory zachowuje się bardzo chytrze, nigdy nie pojawia się w polu widzenia satelity, zawsze się kryje, za dnia wychodzi na zewnątrz, ale tylko pod osłoną gałęzi drzew., Nie sposób ustalić jego tożsamości. Czy to Bin Laden ? Maya jest o tym przekonana, no ale dowodów materialnych - brak. Dlatego szefostwo nie podejmuje decyzzji.

        Nie sposób zblizyć się do celu : CIA wysyła tam rzekomych lekarz z "programem szczepień" - nie zostają wpuszczeni, chce przegrzebać śmieci celem pobrania DNA - nie da się, bo wszystkie są palone, nie da się nawet wziąć probki ekstrementów ze ścieków, bo też są utylizowane. Nie da sie zdobyć żadnego dowodu.

        Z twierdzy nikt nie dzwoni, Sayeed wszystkie telefony wykonuje z ulic miasta. Sytuacja jest zaiste frustrująca. "Macie same domysły i wymuszone zeznania", powiada szefostwo, "czyli nie macie nic".

        W Nevadzie na wszelki wypadek uruchomione zostają nowoczesne, niewykrywalne dla radarów helikoptery z wytłumionymi śmigłami. KOmando zaczyna się przygotowywac do ewentualnej akcji, choć szanse na nią są średnie.

        Maya terroryzuje swojego zwierzchnika, a przy okazji zyskuje sympatię tego całego szefa CIA, który przysiada się do niej na stołówce.

        Z szacunku dla niej zarządza jeszcze jedną naradę. Spotykają się dwa oddziały agentów. Jedna komórka twierdzi, ze szansa na to, ze w twierdzy jest Bin Laden wynosi 60 %. Druga, ta z Mayą, szacuje, ze ponad 80 %. Szef pyta Mayę : "A według pani", na co ona bez zastanowienia wypala "Sto procent. Dobra... 99, ale wg mnie : pełne 100".

        2011, 1 maja.Baza w Afganistanie. KOmandosi spotykają się na odprawie w hangarze. Maya wyjaśnia im wszystko. Akcja jest trudna, jak wpadną to nikt ich nie wyciągnie, w więzienia pakistańskie, to nie są przelewki.

        Na podwórzu grają w coś, rzucają piłkę i rozmawiają. Jeden drugiego pyta : "CO cię przekonuje do tej akcji ?", a ten wskazuje na stojącą obok i słuchającą Mayę : "Jej pewnośc siebie". Maya się uśmiecha, a komandosi dochodzą do wspólnego wniosku, że faktycznie tak jest : ona i jej przekonanie, intuicja, sa jedynym argumentem za podjęciem tego ryzyka.

        Nie trzeba więc dwa razy powtarzać, ze na Mayi spoczywa presja : jeśli jej przekonania i intuicje okaża się nietrafne, możliwe straty w ludziach, konflikt dyplomatyczny i cała reszta będą jej "zasługą".

        Nocą komandosi wylatują dwoma helikopterami. Maya zostaje sama na podwórzu bazy. Noc jest ciemna, wiatraki helikoptera chodzą faktycznie cicho, zołnierze odstresowują się rozmową i muzyką na słuchawkach. Analitycy na komputerach, w tym Maya, przekazują im informacje o ewentualnych ruchach wojsk pakistańskich. W końcu jest to wojskowa akcja na terenie suwerennego państwa. Ale Pakistan nie zauważa ich pojawienie się w przestrzeni powietrznej, co potwierdza , ze te helikoptery mają zdolnośc fruwania poniżej radarów.

        Jeden z helikopterów ma awarię, trzeba lądowac. Żołnierze wychodzą z tego cało, ale maszyna nie nadaje się do lotu.

        Są na miejscu, profesjonalnie zabierają sie do dzieła, wyłamują albo wysadzają kolejne drzwi. Twierdza w środku przypomina jakiś labirynt. Jest ciemno, niekiedy tylko mamy ujęcia z noktowizorów. KObiety, dzieci zostają zabezpieczeni. Jeden terrorysta próbuje strzelać, zostaje położony trupem.

        Kolejne drzwi, kóre trzeba wysadzać albo posługiwać się nożycami do cięcia metalu. Ginie drugi terrorysta. Znów gromadka dzieci i kilka kobiet. Zostaja wyprowadzeni w bezpieczne miejsce.

        świetna jest cała ta sekwencja, żadnego efekciarstwa, można sądzić ze reżyserka i aktorzy znakomicie zostali poinformowani przez fachowców, jak takie akcje wyglądają w rzeczywistości.

        Mini-wybuchy słychać w okolicy. W sąsiednich domach zapalają się światła, ludzie wychodzą na tarasy, a po chwili na ulicy pod "twierdzą" zbiera się tłumek. Mowiący po arabsku zołnierz nakazuje im rozejśc się, ostzrega że zostaną ostrzelani.

        W środku komandosi trafiają do pokoju, w ktorym jest mnóstwo komputerow, segregatorów, akt, płyt, książek. Całe archiwum, prawdopodobnie bezcennych informacji dla wywiadu.

        Wreszcie w jednym z odległyhch pomieszczeń zołnierze namierzają jeszcze jednego mężczyznę. Zostaje zastrzelony. "Mamy go", mówi do mikrofonu dowódca. Pytaja jedną z kobiet o tożsamść zastrzelonego - nie odpowiada. Pytają jedno z dzieci - pokazują zdjęcie. Mała nie odpowiada...

        Maya dostaje to zdjęcie na telefon. Wpatruje się w nie zachłannie...

        POjawia się reakcja pakistańskiego lotnictwa. Podrywają samoloty. Trzeba się zwijać. Komandosi w szybkim tempie wynoszą komputery, akta, papiery, całe to archiwum znalezione w budynku. I zwłoki w worku.

        Przylatuje jeszcze jeden amerykański helikopter, żeby zabrać wszystkich zołnierzy. Ten zepsuty zostaje wysadzony w powietrze. Zołnierze szczęsliwie wracają do bazy. cdn
        • grek.grek Re: "Wróg Numer Jeden" via TVN [3] 05.11.17, 12:31
          Okrzyki triumfu i ulgi, gratyulacje i uściski, rwetes związany z wnoszeniem i segregowaniem przejętego archiwum... a Maya idzie przez ten wojskowy namiot pełen ludzi i jak zahipnotyzowana zbliża się do worka z zwłokami. Otwiera go, patrzy na trupa. Jeden z żołnierzy obserwuje ją dokładnie, a potem mówi do słuchawki telefonu : "Agentka rozpoznała tożsamośc".

          Dla Mayi to koniec.

          Zostawia całe to towarzystwo w namiocie, wychodzi w noc.

          Ze swoimi rzeczami wsiada do samolotu. "Szycha z ciebie - żartuje pilot - cały samolot jest dla ciebie".

          I pyta : "Dokąd chcesz lecieć ?".
          Właśnie. Dokad ? Maya przecież całe swoje życie poświęciła tej akcji. Prawie dekade. Nie zbudowała nic : domu, związków z ludźmi, żadnego miejsca dla siebie. Nie ma żadnego punktu zaczepienia.

          Po jej policzku płynie łza. Co oznacza ? Puściły emocje, ktore w sobie hamowała podczas tych wszystkich przesłuchań, akcji, sytuacji podbramkowych ? A może płacze z żalu, że to się skończyło ?

          W końcowej sekwenci "Hurt Locker" sierżant James nie mógł normalnie funkcjonowac w cywilu, z zoną, dziećmi, w tzw prozie życia. Wyglądał dokładnie tak jak Maya w momencie gdy słyszy pytanie pilota.,

          Moze więc i ona nie płacze z powodu ulgi i szczęścia, ale wprost przeciwnie : zakochała się w tym śledztwie, w tej akcji, w tym gubieniu i znajdowaniu tropów, i przeżywa boleśnie rozstanie.

          Aczkolwiek, tak jak sierżant James przepisął sobie lekarstwo i po prostu zgłosił się na następną turę służby w Iraku, tak zapewne Maya, po takim sukcesie, dostanie kolejne śledztwa i sprawy do rozwiązania, które pomogą jej znów poczuć sens życia.

          Tak czy owak, znakomite kino ! Psychologia, kryminalistyka, wojskowość - wszystko jest :] świetna narracja, doskonała rola Jessicy Chastain, perfekcyjna praca kamery.

          Niebawem nowy film Katrhyn Bigelow : "Detoit", o rasowych zamieszkach w Motown. Po "Hurt Locker" i "Wrogu" - wydaje się, ze to rzecz nie do przegapienia !
          • grek.grek Re: "Wróg Numer Jeden" via TVN [3] 05.11.17, 17:21
            jeszcze tylko trailer :] :

            www.youtube.com/watch?v=YxC_JNz5Vbg
    • siostra_bronte "Pola X" 05.11.17, 15:56
      Jutro, tj. w poniedziałek w Kulturze, o fatalnej porze, 23.05.

      Film Leosa Caraxa z 1999 r. Widziałam go kiedyś, bodajże w Dwójce. Wydał mi się pretensjonalny i pusty, ale na upartego można się w nim dopatrzeć "kultowości" :)

      Jeżeli już obejrzeć to dla nieodżałowanego Gulliamme'a Depardieu. I dla...nagiego biustu Catherine Deneuve. Ta scena pozostała mi w pamięci do dziś i nic dziwnego, bo ta aktorka rzadko się rozbierała :)
      • grek.grek Re: "Pola X" 05.11.17, 16:02
        dzięki, Siostro ! :]

        oglądam !

        widziałem dawno temu "KOchanków na moście", nie tak dawno "Holy Motors" i styl Caraxa, jego odrębność, przypadły mi do gustu.

        "Pola X", to dla niektórych najważniejszy jego film. koniecznie się zapisuję na seans :]

        o, fakt - niecodzienna okoliczność.
      • grek.grek "Pola X" - kilka słów po seansie 07.11.17, 11:09
        Udało mi się obejrzeć ?

        a Wam ?

        wg mnie, dobre kino ! Leos Carax ma swój styl, miesza obrazy, lubi podrzucać jakieś nieoczywiste skojarzenia, generalnie mam wrażenie, ze się tym kinem bawi, w przeciwieństwie do wielu innych tzw. oryginałów kina, którzy bardzo serio podchodzą do swoich wyczynów.

        Fabuła na podstawie powieści Melville'a : Pierre, syn niezyjącego dyplomaty, i literat, który pod pseudonimem Aladyn wydał docenioną powieść, mieszka z matką w pysznym zamku w Normandii. Ma dziewczynę, Lucy, z którą planuje przyszłość.

        Wszystko zmienia się, gdy poznaje dziewczynę podającą się za jego siostrę, Isabelle. Jest bezdomna, opiekuje się dwiema innymi dziewczynami, w tym dzieckiem, które wyglądają jak
        emigrantki ze wschodniej Europy.

        Po jej opowieści o swoim życiu, Pierre porzuca dom i wyjeżdza z całą trojką do Paryża. Tutaj spotykają się z objawami nietolerancji wobec ludzi o gorszym statusie społecznym, brutalnością policji, oraz kłopotami ze znalezieniem mieszkania. Pierre próbuje zaczepić siebie i kobiety u kuzyna Thibaulta, ktry prowadzi dom otwarty, ale Thibault udaje, ze go nie zna, chowa się przed nim.

        Pomieszkują najpierw w dzielnicy imigranckiej, gdzie uderzona przez przechodnia umiera córka przyjaciółki Isabelle. Pierre czuje sie winny, bo to on zostawił małą bez opieki na chodniku.

        Wyprowadzają się z tej okolicy i przystają do czegoś w rodzaju państwa w państwie, które istnieje w opuszczonych budynkach fabrycznych na przedmieściach. Jest to dziwne miejsce : mieszka tam wiele rodzin, odbywają się ciagle próby zespołów muzycznych, ale także treningi jakby zorganizowanych grup zbrojnych.

        Tutaj Pierre wpada na koncept napisania powieści, która "odsłoni całą prawdę". Spędza na tej czynności wiele czasu, ignorując chłód i głód. Ma bliski kontakt z przywódcą tego całego... obozowiska, który wygląda na jakiegoś guru.

        Matka Pierre'a ginie w wypadku motocyklowym, jadąc do syna. Lucy przyjeżdza do niego i w całkowitym oddaniu pełni role "tej drugiej", bo Pierre związany jest uczuciowo z Isabelle.

        "Uważa mnie za świętego", tłumaczy jej zachowanie Pierre.

        Agentka Pierre'a gotowa jest wydać jego powieść, ale domaga się od niego ujawnienia prawdziwej tożsamosci. Pierre nie ma na to ochoty, ale kapituluje, gdy kończą się możliwości
        finansowe jego i obu kobiet.

        Występuje w talk show w telewizji, ale wypada to fatalnie, nazwany "oszustem" wpada w
        furię i wdaje się w pyskowkę z widownią - tak przynajmniej sugeruje obrazek, bo Carax nie
        dopowiada całej sceny w sposób dosłowny.

        Włócząc się nocnymi ulicami i bijąc samochody, aż włączają się alarmy, Pierre sam zostaje
        pobity i od tej pory kuleje, podpiera się laską.

        Pod pseudonimem wysyła swoją powieść do wydawcy, który zwraca mu ją z wyjątkowo
        niepochlebną "recenzją". Pierre jest rozgoryczony.

        Wtedy kluczową rolę zaczyna odgrywać jego kuzyn, Thibault. Pierre dowiaduje się, że szantażuje on Isabelle. Łapie za broń i w akcie szalonego wyczynu powalając ludzi, rozbijając samochód, udaje się do niego, aby zabić.

        W finale, poprzedzonym wizyjną sceną z Pierrem i Isabelle w uniesieniu namiętności, płynących rzeką krwi pośród wysokich skał : Isabelle popełnia samobojstwo skacząc do wody [Pierre ją wyławia, ale ona umiera], jest też morderstwo, ale zupełnie nie mogę sobie przypomnieć : kto umiera ? PIerre czy Thibauult przez Pierre'a zabity ?

        uff :] tak to jest jak się nie robi notatek ;]

        Ale w ocenie filmu, to chyba wiele nie zmieni, bo mi się podobał.

        świetne zestawienie róznych miejscówek : najpierw wytworny zamek z dziedzińcem , ogrodami i polem golfowym, w Normandii, potem paryska dzielnica łacińska, a wreszcie stara fabryka z czerwonej cegły, w której powstało coś na kształt komuny zrzeszającej anarchistow, artystów i terrorystów.

        dobra scena monologu Isabelle, która idzie nocą przez las i cały czas mówi, a Pierre podąża w ślad za nią.

        naturalistyczny seks między rodzeństwem, przyanjmniej teoretycznie, bo wg mnie nie zostało to dowiedzione w żaden sposob, po prostu Pierre wierzy w siostrzeństwo z Isabelle.

        Scena strzelania do manekinów przez trenujących w fabryce uczestników tej komuny, wcześniej zaś mamy informację o zamachu w metrze, oba te fakty filmowe łączą sie nieodparcie.

        Interesujący wątek sztuki mająćej demaskować kłamstwo, której podejmuje się Pierre, ale ponosi fiasko, przynajmniej w opinii wydawcy, odrzucającego jego tekst. Czyżby żarliwa sztuka zaangażowana skazana była na opinię "grafomanii i bełkotu" ?

        świetne sekwencje czegoś w rodzaju prob muzycznych zespołu rockowo-etno-bębniarskiego, który istnieje w fabryce i w czymś w rodzaju 'wnęki" , niemal jak w operze, gra swoje kawałki, które nie są tylko muzyką, bardziej brzmią jak manifest polityczno-społeczny wykonany za pomoca dźwięków.

        wątek trójkąta miłosnego - też dośc intrygujący, opierający się na intuicyjnych połączeniach, Pierre i Isabelle być może są rodzeństwem, ale chemia jest silniejsza, Lucy uważa Pierre'a za "świętego", więc gotowa jest porzucić swoje życie i pełnić przy nim i Isabelle rolę towarzyszącą.

        Generalnie, jest tam sporo pretensji :], ale jest to takze bardzo ciekawe i barwne.

        Pozostaje jeszcze wątek ojca Pierre'a , dyplomaty, ktory - zdaje się - porzucił syna, a od którego Pierre probuje się odciąć, choćby poprzez wydanie powieści pod pseudonimem. Czy to właśnie doświadczenie porzucenia było głównym motorem jego działania, kiedy z dnia na dzień zrywa ze swoim wygodnym życiem i oddaje się opiece nad bezdomną Isabelle i jej przyjaciółką z córką ?

    • siostra_bronte "Atlas chmur" 05.11.17, 15:57
      Jutro w Stopklatce o 22.35.

      Już nie wiem co pisać o tym filmie, i tak nikt nie obejrzy! :)
      • grek.grek Re: "Atlas chmur" 05.11.17, 16:05
        ten film ma pecha !

        mnie się jutro chyba nie uda, "Pola X", to jednak coś co bardzo bym chciał obejrzeć, więc
        szanse są znikome.

        fatalnie się to układa dla "Atlasu...", ale jestem optymistą, Siostro - w końcu go obejrzę ! :]

        może inni forumowicze jutro obejrzą właśnie "Atlas" ! Oby ! :]


        • siostra_bronte Re: "Atlas chmur" 05.11.17, 16:08
          To prawda :)

          Nie dziwię się, że wybierasz "Pola X". "Atlas.." był raptem parę dni temu. Pewnie w końcu go upolujesz.

          Przyznam, że nie mam wielkich nadziei :)
          • grek.grek Re: "Atlas chmur" 05.11.17, 16:56
            co się odwlecze, to nie uciecze, Siostro :]

            na pewno się uda :]
      • maniaczytania Re: "Atlas chmur" 05.11.17, 16:18
        Siostro - ja obejrzę! Kiedyś, co prawda, ale obejrzę na pewno. Tylko najpierw przeczytam książkę, bo mam :)
        • siostra_bronte Re: "Atlas chmur" 05.11.17, 18:55
          Trzymam za słowo :)
    • grek.grek 20:55 Kultura "Lincz" 05.11.17, 16:55
      filmowa wersja wydarzeń we Włodowej/Włodowie, kiedy to mieszkańcy wioski
      zlinczowali miejscowego rozrabiakę.

      gośc groził innym nożami i tasakami, policja ignorowała zawiadomienia, więc
      zdesperowani tubylcy wzięli sprawy we własne ręce. A potem zostali oskarżeni
      o zabójstwo, co oburzyło opinię publiczną.

      ostatecznie, zostali chyba skazani na niskie wyroki albo w zawieszeniu, prawda ?

      łatwo się mówi z daleka, ale czy nie mogli, mając przewagę liczebną, po prostu
      go obezwładnić i związać ? musieli zabijać ?

      przy całym zrozumieniu dla ich działania, wobec milczenia policyjnych ważniaków,
      którym nie chciało się podjąc wezwania.

      ciekawe, co to za film ? fabuła pełnokrwista czy raczej coś na kształt dokumentu
      w formie filmu ?
      • mala_ciekawostka Re: 20:55 Kultura "Lincz" 05.11.17, 17:33
        Widziałam fragmenty i jest to zwykły film, nie paradokument.
        Pamiętam, że trafiłam akurat na sceny terroryzowania wsi przez tego faceta i zrobiły na mnie duże wrażenie - w jakimś stopniu nie zdziwiłam się, że w końcu mieszkańcy posunęli się do tak desperackiego kroku. Związanie go czy obezwładnienie niewiele by pomogło... To był jakiś nienormalny gość.
        • grek.grek Re: 20:55 Kultura "Lincz" 06.11.17, 10:21
          dzięki, Mała Ciekawostko ! :]

          trudna sprawa.
          z jednej strony, pełna racja : cóż innego zrobić w takiej sytuacji, na dodatek przy pełnym
          lekceważeniu ze strony policji, z drugiej : dura lex - sed lex.

          mam wrażenie, ze nawet tzw wymiar sprawiedliwości nie jest w pełni gotów na takie
          wydarzenia.

          • mala_ciekawostka Re: 20:55 Kultura "Lincz" 07.11.17, 17:07
            To prawda, nie jest gotów.
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Jak zostać królem" 05.11.17, 16:57
      zawsze warto zapowiedzieć, choćby powtórkowo tylko :]


    • grek.grek 22:10 TVP2 "Blue Jasmine" 05.11.17, 17:11
      Woody Allen ma u nas, jak się okazuje, kiepską prasę, ale film jest naprawdę dobry.

      I nie występuje w nim sam reżyser.

      świetnie jest to napisane i zagrane przez Cate Blanchett.
      Nie wiadomo, do końca : czy powinniśmy być usatysfakcjonowani tym, ze dama z wyższych]
      sfer doznaje ekonomicznego i moralnego upadku, aż jej się uruchamiają zachowania paranoiczne, czy też jej współczuć, jak komuś, kto stracił coś najważniejszego w swoim życiu i nie potrafi
      funkcjonować w nowych warunkach ?

      ja jej współczuję :]

      jakoś teoria walki klas Marksa mi się nie wyświetla ;]

      bardziej do mnie przemawia jej nieszczęście, poczucie degradacji i wygnania z Raju. Jest oczywiscie nieco irytująca, ze swoim manieryzmem i niechęcią wobec ludzi, w jej mniemaniu,
      zbyt prostackich, by zaszczycać ich czymś więcej niż chłodną poprawnością w kontakcie. W retrospekcjach okazuje się też, że wolała nie wiedzieć, iż jej wygodne życie mąz finansuje, de facto, z okradania naiwniaków.

      Kiedy jednak rozmarza się i wraca myślą do czasów "kiedy płynęliśmy jachtem po Morzu Sródziemnym..." trudno ją potępiać za cokolwiek, nawet za to z jaką desperacją próbuje odtworzyć swoje poprzednie życie wchodząc w relację pozbawioną z jej strony komponentu emocjonalnego wobec partnera.

      Cate Blanchett rewelacyjnie gra, dla niej warto na chwilę zapomnieć, kto reżyseruje :]

      w nocy : 1:05 Prometeusz [Polsat] i 3:20 "Karate po polsku" [TVP2]. Oba jakims trafem lubię, więc mam nadzieję na fillmowy trójskok nocny ;]
      • siostra_bronte Re: 22:10 TVP2 "Blue Jasmine" 05.11.17, 18:56
        Jak na "nowego" Allena to jeden z jego lepszych filmów, ale i tak w sumie nie zrobił na mnie większego wrażenia.
        • grek.grek Re: 22:10 TVP2 "Blue Jasmine" 06.11.17, 10:23
          też tak myślę, Siostro : obok "O północy w Paryżu" zdecydowanie najlepiej napisany
          i zagrany film Allena od lat.

          rozumiem też Twoją rezerwę wobec tego "nowego Woody'ego", to jednak zdecydowanie,
          stylistycznie zwłaszcza, inne kino niż "Annie Hall" czy "Manhattan" :]
    • grek.grek 20:00 Puls "Brygada ponad prawem" 06.11.17, 10:30
      francuski kryminał z Jeanem Reno, w roli niepokornego gliniarza stojącego na czele
      specjalnej grupy złożonej z takich samych jak on "brudnych harrych" ;]

      oczywiście taka drużyna musi podlegać krytyce ze strony tzw. góry, dbającej o procedury
      kosztem skuteczności, ale - też oczywiście - kiedy sytuacja robi się ekstremalna, czyli
      pojawia się gang, z którym normalna policja nie może sobie dać rady : oddział specjalny
      ma okazję się przydać i uratować sytuację.

      francuskie kryminały odeszły dawno temu od poetyki lat 80 czy, ale trzymają poziom,
      nie są kalką hollywoodzkich produkcji [np. świetny "36", który bił rekordy kasowe we
      Francji i miał dobrą prasę u krytyków].

      w sumie, niezła propozycja chyba ? :]


    • grek.grek 20:10 POlsat "Prometeusz" 06.11.17, 10:40
      jeszcze raz nocą obejrzałem :]

      Nie wiem, co jest nie tak z tym filmem, dlaczego zbiera tak średnie noty ?
      wydaje mi się, ze chyba zbyt wielu obserwatorów oczekiwało, ze Ridley Scott
      zrobi kopię oryginalnego "Obcego". Nie zrobił jej, więc uznano, że zawiódł.

      [jakby zrobił "Obcego" bis, to też by zebrał krytykę, bo nie spodobałoby się, że
      powtarza stare grepsy, tak sądzę - oto konsekwencje odwagi sięgania do tematów
      i cyklów filmowych, które zapisały się w kanonie gatunku :)]

      A to dobre kino jest, wystawne, z dekoracjami pierwsza klasa, ale nie przysłaniają
      one bardzo interesującego wątku fabularnego, czyli spotkania człowieka z jego
      stwórcami, kosmitami, pragatunkiem zwanym tutaj "Inżynierami". W sumie, jest to
      wywrotowa wizja, jako ze sugeruje, iż człowiek nie pochodzi od Boga, nie jest
      dziełem darwinowskiej ewolucji, ale zabawy twórczej istot stojących na wyższym poziomie
      rozwoju wszelakiego.

      I te istoty nie lubią ludzi. Dlaczego ? PO co stworzyli człowieka ? Czemu chcą go zniszczyć ?
      ciekawe pytania, na które odpowiedzi jeszcze tutaj nie padają, film jest początkiem
      trylogii, ale już sam fakt, ze zostają postawione ma odpowiednie znaczenie.

      scenografia w wielu miejscach odtwarza pomysły z "Obcego", trudno być zawiedzionym
      estetyką i wizualem.

      Czego zabrakło ?

      A może od początku, przez fakt, ze "Scott znów robi film science-fiction" i "z wykorzystaniem
      postaci Obcego", ten film był skazany na klęskę ? :]
      • siostra_bronte Re: 20:10 POlsat "Prometeusz" 06.11.17, 15:25
        E, ja myślę, że wielu widzom ten film się nie podobał jako samodzielne dzieło, a nie ewentualna kopia czy ciąg dalszy "Obcego". Tak jak mnie.

        Już nie pamiętam dokładnie co nie zagrało, faktem jest, że byłam rozczarowana.
        • grek.grek Re: 20:10 POlsat "Prometeusz" 07.11.17, 10:24
          bardzo to możliwe, Siostro.

          nie jest to kino wybitne, tutaj się absolutnie zgadzam :]
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2017 - 11 (vol. 85) 06.11.17, 10:43
      klasyka Mrożka na dwa aktorskie głosy [Piotr Cyrwus, Szymon Kuśmider].

      inteligent i robotnik na obczyźnie, sprzeczne postawy życiowe, sprzeczne oczekiwania, inne
      priorytety.

      jakże aktualne wciąż.

      rzecz z tego roku, czyżby LIVE ? :]
      • grek.grek 20:25 TVP1 "Emigranci" [teatr] 06.11.17, 10:53
        aż zapomniałem o podstawowych parametrach :]
    • grek.grek 22:45 Polsat "Bank" 06.11.17, 10:52
      dobra sensacja !

      agent INterpolu i asystentka prokuratora z Nowego Jorku na tropie przekrętów pewnego niesłychanie wpływowego i bogatego banku

      akcja wędruje po całej Europie, jest doskonała długa sekwencja śledzenia przez grupę agentów pewnego gościa, rozegrana w ruchu miejskim, a także ikonograficzna scena niekończącej się niemal strzelaniny w Muzeum Guggenheima, do tego dobre dialogi i interesująca wizja świata, w której banki są pralnią brudnych pieniędzy, prowadzą zakulisową działalnośc polityczną, handlują bronią, a nawet dogadują się z grupami terrorystycznymi.

      Ostrzeżenie, zabawa w skojarzenia czy opis rzeczywistości, do której przeciętnie zorientowany obywatel nie ma dostępu ?

      swietny Clive Owen w głównej roli i całe plejada aktorów europejskich w ramach supportu :]

      reżyseria Tom Tykwer, kiedyś fan i uczeń Kieślowskiego, a teraz takze solidny rzemieślnik kina mainstreamowego, na to wygląda :]
    • siostra_bronte "Moonraker" 06.11.17, 16:04
      Kolejna rozpaczliwa próba :) Dzisiaj o 22.00 w Jedynce.

      Chyba jeden z moich ulubionych Bondów. Fabuła skrajnie nieprawdopodobna (Bond w kosmosie!), a jednak to dobra zabawa. Roger Moore dodał do tej roli więcej poczucia humoru, no i uroku osobistego :) Plus Michael Lonsdale jako szwarccharakter.
      • grek.grek Re: "Moonraker" 07.11.17, 10:25
        dzięki, Siostro ! :]

        wczoraj wybrałem "Pola X", zapowiadane przez Ciebie.

        Ale wciąz czyham na jakąś okazję, zeby tego starszego "bonda" w końcu
        obejrzeć, chociaż jeden raz :]
    • mala_ciekawostka "Twarze i maski" odc. 7 06.11.17, 18:05
      Odcinek dzieje się w roku 1995. Opowiada historię aktora Ryszarda (Olgierd Łukaszewicz), którego córka zostaje zgwałcona i pobita, leży nieprzytomna w szpitalu (nie wiadomo czy się jeszcze obudzi…). Ryszard jest akurat w trakcie prób do „Świętoszka”, jednak mimo ogromnego szoku i wstrząsu nie rezygnuje z roli – praca pozwala mu jako tako funkcjonować, oderwać się choć na moment od tej całej sytuacji. W pierwszym odruchu, wraz z żoną, zwraca się ku Bogu (zresztą oboje są bardzo wierzący, widać u nich w mieszkaniu różne święte obrazki, krzyże itp.), oboje modlą się o zdrowie córki, chodzą do kościoła.

      Na policji Ryszard dowiaduje się, że podejrzani są wytypowani, jednak nie było żadnych świadków zdarzenia, potrzebne by było zeznanie dziewczyny - czy rozpoznała sprawców. Ryszard sądzi, że mogli to zrobić chuligani, którzy terroryzują osiedle, na którym mieszka.
      Wraz z upływem czasu i brakiem postępów policji w rozwiązaniu sprawy jest on coraz bardziej sfrustrowany – traci wiarę i zaczyna swoją postawę przenosić na graną przez siebie postać Tartuffe’a, („przerysowuje go” np. zawiesza sobie na szyi ogromny krzyż czy żegna się z przesadną gorliwością, gdy wcale to nie jest potrzebne – nie podoba się to reżyserowi i ostatecznie Ryszard podporządkowuje się jego woli, przestaje tych "manifestacji").

      Chciałby sprawiedliwości, mówi, że sam powiesiłby sprawców tragedii córki. W pewnym momencie kupuje na Stadionie (tak, tak, kiedyś tam był bazar, teraz trudno w to w ogóle uwierzyć :)) od Rosjan pistolet gazowy i zasadza się wieczorem na jednego z tych osiedlowych wyrostków. Grozi mu bronią, w pewnym momencie nawet strzela, ale okazuje się, że broń jest popsuta (jak widać, z rozpaczy i wściekłości gotów był nawet zabić…), chłopak ucieka w popłochu (nie wie o czym Ryszard mówi, gdy pyta go o napad na córkę, więc chyba można domniemywać, że to raczej nie oni to zrobili (?)).

      Ryszard następnego (chyba) wieczora znowu widzi tych wyrostków i atakuje kolejnego z nich, tym razem za pomocą jakiegoś klucza samochodowego, zostawia go nieprzytomnego na parkingu (chłopak próbował ukraść samochód) i jedzie na próbę. Jest roztrzęsiony, nie może normalnie pracować. Gdy wraca do domu, okazuje się, że córka odzyskała przytomność, razem z żoną jadą ją zobaczyć. W drodze powrotnej ze szpitala, zajeżdża na parking, ale nie ma już tam tego pobitego chłopaka. W ostatniej scenie pokazane jest, jak Ryszard widzi go idącego ulicą, z bandażem na głowie - gdy za nim woła, ten szybkim krokiem odchodzi. Nie dowiadujemy się, co i czy w ogóle córka zeznała w sprawie ataku…

      Bardzo ciekawy odcinek, dobitnie pokazuje jak człowiek może zachowywać się w chwili kryzysu, gdy dotyka go tragedia. Jak wszystkie dotychczasowe wartości, idee schodzą na dalszy plan. Jak przekonuje się, do czego jest zdolny…
      • grek.grek Re: "Twarze i maski" odc. 7 07.11.17, 10:22
        dzięki, Mała Ciekawostko ! :]

        świetny opis ! I świetny odcinek.

        Czy ten Molier jest tutaj przypadkowo ? Jak sądzisz ?
        w "Świętoszku" chytry Tartuffe długo wodzi za nos naiwnego Orgona, mimo że pan
        domu ostrzeżony zostaje o jego przebiegłej naturze, dopiero w finale wszystko wychodzi
        na jaw i Tartuffe zostaje spacyfikowany./

        Ryszard gra Tartuffe'a' w przedstawieniu, ale doświadcza sytuacji Orgona, wg mnie.

        LOs jest sprytnym Tartuffem, bo zwodzi go i nie odkrywa swojego prawdziwego oblicza. Bohater
        staje więc w sytuacji rozpaczy, działa na oślep, gotów jest ukarać ludzi, których zaledwie
        podejrzewa, bez żadnych poszlak nawet, o napad na swoją córkę.

        Ta cała sytuacja, w której się znalazł, to jego osobisty Tartuffe, nie sądzisz ?

        Nic dziwnego, ze rolę "przerysowuje", nakłada się ona na jego własne życiowe perypetie,
        próbuje w nią włożyć siebie, swoje aktualne emocje, ale nie pasują one do klasycznego odczytania, bo u Moliera Tartuffe jest sprytnym graczem, gesty robi dla zmyłki, a Ryszard
        jest w tym szczery, wg mnie.

        Takie interpretacje przyszły mi go głowy, nie wiem czy jakiś sens w tym jest ?

        widać, ze Ryszard próbuje coś zrobić w obliczu tragedii. Cokolwiek. Moim zdaniem, próba
        ukarania rzekomych sprawców, to jedyne co mu przyszło do głowy, próba "namalowania"
        sobie oblicza tego własnego Tartuffe'a, aby się z nim zmierzyć.

        Zdecydowanie, podpisuję się pod Twoimi obserwacjami : jest to zapis stanu ducha człowieka
        nieobliczalnego, nie działającego racjonalnie, pod wpływem strasznego doświadczenia i
        rozchwiania jakie spowodowało w jego umyśle.

        bardzo interesująca historia !

        świetny opis, Mała Ciekawostko, dzięki raz jeszcze :]

        I wyczekuję/wyczekujemy na kolejne Twoje opisy i kolejne odcinki ! :]
        • mala_ciekawostka Re: "Twarze i maski" odc. 7 07.11.17, 17:23
          Dziękuję :)

          Myślę, że Twoje przemyślenia są trafne - rzeczywiście historia Ryszarda (bo nie on sam) ma w sobie coś z Tartuffe'a, okoliczności go otaczające czy raczej los nie dadzą się poznać do końca i dogłębnie, to prawda. Jest on w pewien sposób zwodzony, tak jak piszesz.

          To przerysowywanie postaci też odczytałam tak jak Ty, to próba przeniesienia na bohatera swojej sytuacji, swoich emocji i uczuć.

          Serial ma osiem odcinków, został do opisu jeszcze tylko jeden, ostatni. Dopiero będzie emitowany :)
          • grek.grek Re: "Twarze i maski" odc. 7 08.11.17, 10:35
            Cała przyjemność po mojej stronie, Mała Ciekawostko :]

            dzięki !
            Ryszard probuje te problemy przełamać na oślep, przywrócić sobie "widzenie", rozpoznać
            "twarz", ale błąka się w ciemności i potyka.

            o yes, tak to wygląda.

            jeszcze tylko jeden odcinek ? szkoda ! ale i tak czekam zaintrygowany na Twój opis !
            I mam nadzieję, że regularnie będziesz mnie, nas, raczyć opisami filmów, seriali, które
            oglądasz, w ogóle : wszystkiego, co Ci wpadnie w oko :]
            • mala_ciekawostka Re: "Twarze i maski" odc. 7 08.11.17, 16:44
              Dziękuję :)
              Oczywiście, że będę opisywała, możesz na to liczyć :)
              • grek.grek Re: "Twarze i maski" odc. 7 09.11.17, 11:03
                doskonale, Mała Ciekawostko !

                cieszę się bardzo ! :]
                • mala_ciekawostka Re: "Twarze i maski" odc. 7 09.11.17, 17:46
                  :)
    • grek.grek 20:20 Kultura "Spiskowcy" [1986 r.] 07.11.17, 11:15
      Mania jak zapowiadała :]

      niedawno w Jedynce TVP pokazała najnowszą, z tego roku, wersję "Spiskowców" w reżyserii Jana Englerta, wg mnie bardzo dobrą.

      a teraz spektakl z 1986 roku w reż. Zygmunta Hubnera.

      Haldina gra Krzysztof Pieczyński, Razumowa - Jerzy Zelnik.

      spodziewam się nieco bardziej "dusznej", posępnej, tonacji, ktorą pamiętam z przedstawień z lat 80-tych, oglądanych w telewizji, w tych współczesnych spektaklach jest ona jednak w jakiś sposób "rozrzedzana", minimalnie łagodzona, kontrapunktowana pastelami, że się tak wyrażę :]

      też macie takie wrażenie ?


      • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Spiskowcy" [1986 r.] 07.11.17, 11:16
        * Mania JUŻ zapowiadała :]


      • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Spiskowcy" [1986 r.] 08.11.17, 10:56
        generalnie : rzecz o tym samym, o czym spektakl Englerta, o którym już pisaliśmy, więc
        moze bez opisów fabularnych :]

        aktorstwo zdecydowanie na plus spektaklu Hubnera.

        miejmy nadzieję, ze aktorzy grający Razumowa, Natalię czy Haldina w przedstawieniu
        z 2017 dorównają kiedyś pp. Zelnikowi, Żółkowskiej i Pieczyńskiemu.

        fenomenalny Gustaw Lutkiewicz jako Piotr Iwanowicz ! Wojciech Malajkat w 2017 ver.
        próbował to zagrać na innej nucie, jakoś odróżnić swoją interpretację, ale miał zadanie
        wyjątkowo trudne, bo Lutkiewicz po prostu osiągnął mistrzostwo i ideał.

        Franciszek Pieczka w roli Nekatora, też wielka klasa, a Wiesława Mazurkiewicz jako
        Madame de Staar to już w ogole poziom niedosięzony dla p. Ścibakówny, z całym szacunkiem.

        NO ale pan Jan Englert musiał gdzies swoją żonę obsadzić ;] Nie wypada chyba mieć
        mu za złe, zwłaszcza że jak bym był reżyserem i miał żonę aktorkę, to też bym ją obsadzał w
        każdym spektaklu, który bym robił :]] Normalna rzecz.

        Inscenizacja znacznie bardziej "przyciemniona", scenografia ascetyczna, nie odwraca uwagi od
        przedmiotu dialogów [rewolucja i jej natura] i fabuły, w tym z 2017 więćej było pasteli/pastelów?, a nawet słońca, jasności, trochę łagodzących wymowę całości. POniekąd pan Englert został postawiony przed takim, a nie innym wyborem, na pewno widział spektakl Hubnera i musiał dążyć do odróżnienia swojej wizji od tego, co już zostało pokazane.

        tak czy owak, świetny pomysł TVP z pokazaniem obu tych spektakli, nawet jeśli nieustannie w tle majaczy tendencyjny charakter doboru repertuaru ;]

        w pewnym momencie w "Spiskowcach" pada zdanie, ze "rewolucję zaczynają jednostki szlachetne i czyste, ale na końcu zawsze wpada ona w łapy ludzi niegodnych, którzy wychowani w atmosferze despotyzmu, dostając władzę zaprowadzają despotyzm jeszcze większy" - no cóż, potwierdzenia tej teorii szukać daleko nie trzeba, i nie chodzi mi tylko o Francję w XVII w. czy Rosję w XX :]
    • grek.grek 21:05 Ct Art "Zmowa" [1949 r.] 07.11.17, 11:23
      w reżyserii Roberta Wise'a.
      w głównej roli Robert Ryan.

      główny bohater, to nieprzesadnie utytułowany i jak na ten sport już podstarzały bokser, pseudo
      Stoker, który nigdy nie wygrał pasa mistrzowskiego, od dawna w ogóle żadnej walki nie wygrał,
      ale nie traci nadziei, że jeszcze czeka go chwała ringowego mistrza.

      własnie przystępuje do kolejnego pojedynku.

      Nie wie, że za jego plecami menadżer tę walkę sprzedał.


      czy znacie ten film ?
      • siostra_bronte Re: 21:05 Ct Art "Zmowa" [1949 r.] 07.11.17, 17:35
        Tytuł obił mi się o uszy, ale go nie widziałam.
        • grek.grek Re: 21:05 Ct Art "Zmowa" [1949 r.] 08.11.17, 10:38
          dzięki, Siostro :]

          mnie wczoraj też się nie udało, zostałem przy "Spiskowcach" w Kulturze.
          zobaczyłem tylko kawałek : czarno-biały, BEZ dubbingu :], i akurat zobaczyłem
          fragment bokserskiej walki.

          wyglada na to, ze to krótka [75 min] opowieśc która dzieje się w jednym miejscu,
          podczas jednego wieczora i wokół jednego wydarzenia, czyli pojedynku ringowego,
          który stacza główny bohater.

          Mam nadzieję, że przydarzy się jakaś powtórka, chociaż Czesi, inaczej niż nasza TVP,
          rzadko dublują filmy, jak się raz nie obejrzało, to... pech ! ;]
      • grek.grek Re: 21:05 Ct Art "Zmowa" [1949 r.] 09.11.17, 11:04
        PS : a jednak będzie powtórka !
        jutro w nocy :]

        mam nadzieję obejrzeć i zaraportować :]
      • grek.grek "Zmowa" [1949 r.] - kilka słów o/po filmie :] 11.11.17, 11:16
        Nie jest to "Rocky", nie jest to w ogole kino "sportowe" czy "bokserskie", jest to raczej dramat psychologiczny.

        Główny bohater, to bokser, Bill Thompson, ksywa Stoker. Według ówczesnych kryteriów zawodowych : podstarzały i kończący się, bo już 35-letni ;]

        Karierę spędził na walkach w zatęchłych salkach bokserskich w całej Ameryce. I nigdy nie był mistrzem, przeciwnie : częściej przegrywał. Nigdy jednak nie stracił wiary w sukces, czym wyraża z pewnością ducha iście amerykańskiego, który to premiuje nie tylko sam sukces, ale i wieczną wiarę w jego odniesienie.

        "Zawsze chodzi o ten jeden cios. Jeden cios, który dzieli od sukcesu", powiada Stoker. Jego dziewczyna, Julie, ma inne zdanie : uważa że Stoker wykańcza się na tym ringu, nic z tego nie ma, ciuła jakieś grosze. Jej zdaniem powinien przestać boksować i zatrudnić się w normalnej pracy.

        Jest wobec nieco skrajnie lojalna. Jeździ z nim od lat, po tych wszystkich dziurach, w których Stoker wychodzi na ring. Ma jednak dośc takiego życia, a przede wszystkim martwi się o niego. Po jednej z ostatnich walk był w takim stanie, ze jej nie poznawał przez parę godzin.

        Ich rozmowa odbywa się w hotelu obok hali bokserskiej, w której niebawem Stoker ma stoczyć kolejną walkę. Wychodząc pyta Julie, czy jak zwykle będzie siedziała obok ringu, a ona mówi, że tym razem nie mozę przyjśc. Stoker jednak wierzy, że Julie się zjawi. jak zawsze.

        Hala i widownia pokazane są jako targowisko próżności i rozrywki dla plebsu. Jakiś otyły jegomośc zajada się frykasami i z pełnymi ustami drze sie, zeby się bili, ci tam na ringu; jakaś wyszczekana kobiecina dostaje nerwicy kiedy bokserzy wchodza w klincz, woła że ich rozdzielić, bo ona "chce akcji !". A jakiś chłop przy wejściu wreszczy bez przerwy "zabij ! zabij !" - to jego forma kibicowania. Jeszcze inny gośc ma przy uchu radio z transmisją meczu baseballa, to hazardzista, który gra na wyniki.

        Ci ludzie w boksie nie widzą szlachetnej sztuki walki, rywalizacji męskiej, opiewanej w środowiskach dżentelmenskich w Anglii czy docenianej i hołubionej w starożytnych kulturach. Widzą tylko rozrywkę, źródło zysku albo katalizator agresji.

        Inne nastroje panują w szatni, gdzie do kolejnych pojedynków przygotowują się bokserzy. I do której wracają po stoczonej walce. Czasami są przynoszeni albo wleczeni, bo za mocno oberwali.

        Oni się wszyscy znają i szanują wzajemnie. I mają marzenia. Wszyscy wierzą, że będą mistrzami świata. Jeden z nich, Gunboat, przegrywający od lat, za swojego mentora ma niejakiego Frankiego Manilę, który "przegrał 21 walk z rzędu, a potem wygrał mistrzostwo świata". Kiedy wychodzi do walki, ma na ustach Frankiego Manilę. Kiedy go wnoszą i cucą, pytają jak się nazywa, bełkoce : "Frankie Manila...".

        Stoker przygląda się im wszystkim ze spokojem i lekkim uśmiechem weterana, który widział już wszystko. Ma te same marzenia. Wierzy wciąz, ze jest "o jeden cios od mistrzostwa".

        Nie ma pojęcia, ze jego menadżer sprzedał walkę. I nic mu nie powiedział o tym.

        Stoker ma walczyć z jakimś obiecującym 23-latkiem - Nelsonem. Walka jest zapisana na 4 rundy, Stoker od dawna nie wygrał żadnej walki, Nelson jest faworytem, ale gangster prowadzący Nelsona postawił na niego sporo kasy, więc chce mieć wszystko pod kontrolą. Zawiera więc układ z menadżerem Stokera - Tinym, że Stoker wytrwa minimum 2 rundy, ale walkę musi przegrać.

        Menadżer Stokera nie mówi mu o niczym, bo dzięki temu nie będzie musiał się z nim dzielić forsą za tę "ustawkę", a wiadomo przecież, ze i tak Stoker nie może wygrać z Nelsonem.

        Stoker wychodzi do ringu jako ostatni. Przez okno szatni do końca lustruje wzrokiem okno hotelu naprzeciwko. Wreszcie światło gaśnie, Julie wychodzi. Stoker uśmiecha się, bo wierzy że Julie idzie do hali.

        Kiedy jednak wychodzi na ring - widzi, ze jej miejsce jest puste.
        Istotnie, Julie w ostatniej chwili rezygnuje, po prostu nie moze tam pójść. Snuje się więc po wesoło rozświetlonych i pełnych harmidru ulicach miasta. O boksie i Stokerze nie mozę jednak zapomnieć, bo wszędzie włączone są tranzystory, które nadają rózne transmisje sportowe.

        Stoker nie ustępuje Nelsonowi. Wytrzymuje 2 rundy. W trzeciej zyskuje przewagę. Gangster na widowni jest lekko zdziwiony, jego rezolutna żona robi zakłady z widzem obok, kiedy i czy Stoker zostanie znokautowany.

        Zdenerwowani nieco Tiny, i pomocnik Red, namawiają Stokera, żeby był pasywny, nie atakowal, cofał się i probował tylko przetrwać. Stoker nie rozumie, o co im chodzi : przecież on ma szansę tę walkę wygrać ! Wreszcie Tiny wyznaje mu prawdę, ale Stoker ma to w nosie. Chce wygrać.

        Trener Nelsona też robi miny, bo wygląda na to, ze druga strona nie wywiązuje się z zawartej umowy. Ta gra grymasów twarzy wszystkich zainteresowanych wyglada świetnie. I wzbogacana jest obrazkami tych osobistości, które już zaprezentowano : wściekłej kobiety, która chce "akcji", jegomości z dobrym apetytem, ktory zapycha się lodami i bułkami oraz hazardzisty, ktory patrzy na boks, ale słucha transmisji baseballa.

        Stoker w trakcie tej walki pada wielokrotnie, ale w finale dopada Nelsona i posyła go na deski. Sędzia liczy i zaraz wyliczy. Tiny i Red uciekają z hali, bo wiedzą, ze gangster ich zabije za to, ze go "oszukali'.

        Stoker wygrywa przez nokaut. PO walce schodzi sam z ringu, widownia pustoszeje, gratuluje mu tylko jeden kolega. Szatnia jest pusta. Tylko lekarz trwa do końca i zaczyna opatrywać Stokera, który ma rozbity łuk brwiowy. Po kilku minutach do szati przybywa gangster z obstawą i mówi Stokerowi, że zawalił umowę. Stoker na to, ze nie miał pojęcia o żadnej umowie. Gangster na to, ze od teraz ma u niego dług do spłacenia. I że czeka na niego pod halą.

        Istotnie - czeka. Stoker próbuje więc wymknąc się tylnym wyjściem. świetna jest scena, kiedy biegnie przez pustą wyciemniona głowną salę, z ringiem pośrodku. Wychodzi tylnym wyjsciem, widzi w oknie hotelu naprzeciwko światło. Uśmiecha się, bo wie, ze Julie na niego czeka.

        Niestety, drogę zastępują mu gangster, trener Nelsona, sam Nelson i jeszcze jakiś typek. Napadają go i powalają, mimo ze Stoker walczy dzielnie z nimi wszystkimi. Gangster najpewniej łamie mu rękę, bo kiedy siepacze unieruchamiają Stokera cedzi "Nigdy już tą rękę nikogo nie uderzysz". Kamera odstępuje w tym momencie, słychać wesoła muzyke i odgłosy party, które odbywa się w mieszkaniu na piętrze nad ciemnym zaułkiem, w którym rozgrywa się ta ponura scena.

        Stoker zbiera się, wychodzi na ulice, zatacza się i czepia ścian, Julie go widzi. Wybiega. On pada, ona go bierze w ramiona, on mdlejąc chwali się jej, ze wygrał walkę, i dodaje, ze... "najpewniej już nigdy nie będą mógł boksować", na to ona, ze "oboje wygraliśmy". Zbierają się ludzi, ktoś wzywa pogotowie, kamera oddala się. Będzie chyba jakiś happy end, ale nieoczywisty całkiem, bo w końcu Stoker spełnił swoje marzenie, wygral walkę, ale nic z tym dalej nie zrobi. Marzenia o pieniądzach i otwarciu własnego biznesu mogą się spełnić, ale nie muszą, za to na pewno związek z Julie nabierze kolorów, bo na starcie tego wieczoru brał on spory wiraż.


        • grek.grek Re: "Zmowa" [1949 r.] - kilka słów o/po filmie : 11.11.17, 11:21
          realistyczne sceny bokserskie, na tym tle dobra rola Roberta Ryana, który sam byl pięściarzem, więc potrafił zachowywac się wiarygodnie w ringu; dobre aktorstwo Audrey Totter/Julie, nie tylko urodziwej, ale i wyważonej w emocjach; no i przede wszystkim ten charm czarno-białego kina powojennego; sceny uliczne chyba w studio kręcone, co nie zmienia faktu, że w swej skromności są bardzo apetyczne.

          www.youtube.com/watch?v=-A_GQp-cUWbc
    • siostra_bronte "Czwarty protokół" (1) 07.11.17, 18:15
      Obejrzane na kanale Metro.

      Film Johna Mackenzie z 1987 r, adaptacja powieści Federicka Forsytha. Widziałam go jakiś czas temu, ale z przyjemnością obejrzałam ponownie, bo to thriller szpiegowski w starym, dobrym stylu!

      Akcja toczy się jeszcze w latach zimnej wojny. Radziecki szpieg, Walerij Pietrowski (Pierce Brosnan) otrzymuje zadanie najwyższej wagi: ma przedostać się do Wlk. Brytanii i tam zdetonować ładunek atomowy na lotnisku wojsk amerykańskich. To doprowadziłoby do konfliktu obu sojuszników.

      Obserwujemy jak Pietrowski, posługujący się nazwiskiem Ross, znajduje mieszkanie w pobliżu lotniska i powoli przygotowuje się do wykonania zadania. Kolejni kurierzy z Rosji (np. jakiś skrzypek występujący tu na koncertach) przywożą kolejne części niezbędne do stworzenia ładunku, oczywiście zmyślnie ukryte.

      W międzyczasie niepokorny agent brytyjski Prescott (Michael Caine), zesłany za samowolę do mało prestiżowego wydziału ochrony lotnisk i portów, otrzymuje informację o wypadku jakiegoś rosyjskiego marynarza. Mężczyzna zginął pod kołami samochodu uciekając przed wartownikiem portu, kiedy wychodził z niego po nocy.

      Prescott przyjeżdża na miejsce. W rzeczach zmarłego znajduje małe opakowanie z tabaką, ale głębiej leży jakiś metalowy krążek...Prescott idzie z tym do fachowców. Okazuje się, że to polon, który w połączeniu z litem może wywołać reakcję atomową.

      Prescott wie, że coś się święci. Kolejne fakty, jak uruchomienie starego przekaźnika w Wlk. Brytanii, stosowanego przez radziecki wywiad, układają się w całość. Zwierzchnicy Prescotta mają wątpliwości, ale agent jest pewny, że radziecki wywiad planuje wysadzenie bomby atomowej.

      Tymczasem Pietrowski metodycznie kontynuuje swoje przygotowania. Jest trochę jak Szakal z powieści tegoż Forsytha. Bezwzględny. Zabija po drodze kilka osób, w tym zupełnie niewinnego faceta, który przypadkiem przyuważył go, gdy w toalecie hotelu odbierał od kuriera przesyłkę.

      Więcej, Pietrowski likwiduje też swoich współpracowników, gdy otrzymuje taki zaszyfrowany rozkaz. Szczególnie duże wrażenie robi scena, kiedy agent bez zmrużenia okiem zabija swoją współpracowniczkę, Irinę (Joanna Cassidy), która w dużej części zmontowała ładunek atomowy (w jego domu, na strychu). Chwilę wcześniej mieli namiętny seks :)

      Ale Irina przypadkowo widzi kartkę, pod światło, na której odbiły się słowa:"kill her". Sama Irina dała mu zaszyfrowaną wiadomość, nie miała pojęcia, że dotyczy właśnie jej. Irina wpada w panikę, chce uciekać z łóżka, ale jest za późno. Pietrowski strzela do niej przez poduszkę. Świetna scena!

      Potem angielski wywiad trafia na trop. Sprawdzając wszystkich przybyłych do Wlk. Brytanii natrafiają na faceta z nieważnym paszportem. Okazuje się, że ma fałszywe dokumenty. To rosyjski szpieg, już kiedyś obserwowany. Prescott pędzi jego tropem i dociera do miasteczka z lotniskiem, tam, gdzie mieszka Pietrowski.

      W tle mamy też główne postaci radzieckiego wywiadu, z wiceszefem Borisowem (Ned Betty), które toczą swoją własną grę o wpływy.

      Nie będę dokładnie opisywać ciągu dalszego. Na końcu, niestety, Pietrowski zostaje zatrzymany w ostatniej chwili przez Prescotta i jego ludzi. Niestety, bo jak było z Szakalem, jakoś budzi sympatię. Chciałam, żeby mu się udało, chociaż od początku było wiadomo, że film nie może się tak skończyć :) Pietrowski ginie, zastrzelony przez jednego z agentów, choć Prescott chciał go zachować przy życiu. Ale taki był rozkaz z góry.

      Puenta jest zaskakująca. Już po wszystkim, na pogrzebie jakiegoś notabla z brytyjskiego wywiadu Prescott zauważa w zaułku kościoła swojego szefa, Irvine'a i wiceszefa radzieckiego wywiadu, Borisowa. Obaj wydają się być w świetnej komitywie.

      Prescott pyta dlaczego Pietrowski musiał zginąć. Obaj panowie milczą. Prescott odpowiada za nich: Borisow dał im swojego agenta na tacy (radziecki agent z nieudolnie podrobionymi dokumentami miał ich celowo doprowadzić do celu) chciał w ten sposób skompromitować swojego szefa, na którego miejsce już od dawna się szykuje. Za to Brytyjczycy mogą odtrąbić sukces.

      Prescott nie przebiera w słowach i odchodzi wzburzony. Przytula czekającego na niego synka i mówi, że idą do domu.

      Chwilę wcześniej Borisow pyta Irvine'a czy Prescott może "mówić". Nie wiadomo więc, czy Prescott będzie bezpieczny...

      Jak napisałam, świetna historia szpiegowska w starym stylu. Dosyć realistyczna, nie ma tu efektownych pościgów i gadżetów, raczej mało efektowna praca. Co prawda nie wiem, czy tak łatwo skonstruować bombkę atomową na poddaszu, ale kto wie :)
      • siostra_bronte "Czwarty protokół" (2) 07.11.17, 18:34
        Nie ma tu hurrapatriotyzmu, ani wielkich ideałów. Jest czysty pragmatyzm w osiąganiu celów. Nawet jeżeli oznacza bratanie się ze swoim wrogiem. A agenci oczywiście są tylko pionkami w grze, bez znaczenia. Niezależnie po której stronie barykady stoją.

        Ta pesymistyczna wymowa robi wrażenie.

        Film ma swój klimat, akcja toczy się swoim tempem, bez pośpiechu, mamy czas, żeby wczuć się w tę historię i "zaprzyjaźnić" z bohaterami. Jest też suspence, zwłaszcza pod koniec.

        Świetne aktorstwo. To chyba najlepsza rola Brosnana (nawet lepsza niż w Bondach). Brosnan jest zaskakująco przekonujący jako rosyjski szpieg. I co tu dużo mówić, zabójczo przystojny :) Michael Caine to jak zawsze klasa. Znakomite są też role drugoplanowe: Ian Richardson jako Irvine, Ned Beatty jako Borysow, Joanna Cassidy jako Irina.

        Film krążył kiedyś w tv, może go widzieliście?

        Naprawdę to był znakomity seans!!

        Nie znalazłam trailera dobrej jakości, ale jest scena z montowaniem bombki, a potem zabiciem Iriny:

        www.youtube.com/watch?v=CWXRgaolRTA

        A tutaj scena śledzenia urzędnika ministerstwa obrony, który przekazywał tajne informacje służbom RPA, a potem okazało się, że to był radziecki szpieg.

        www.youtube.com/watch?v=CWXRgaolRTA

        • siostra_bronte Re: "Czwarty protokół" (2) 07.11.17, 18:41
          A, zastanawiałam się, czy Irina i Pietrowski nie powinni się jakoś zabezpieczyć przed promieniowaniem? Prescott też miał kontakt z polonem. Ale to już są szczegóły :)
        • siostra_bronte Re: "Czwarty protokół" (2) 08.11.17, 10:16
          Trochę pokręciłam w opisie drugiego filmiku. Ten urzędnik ministerstwa obrony przekazywał tajne informacje pracownikowi ambasady RPA, bo chciał wesprzeć antykomunistyczne państwo, izolowane z powodu apartheidu na arenie międzynarodowej. Robi to dla idei. Potem okaże się, że ów pracownik ambasady był radzieckim szpiegiem.
        • grek.grek Re: "Czwarty protokół" (2) 08.11.17, 10:31
          dzięki, Siostro ! :]

          Nie mogłem się doczekać Twojej nowej opowieści filmowej :]
          jaka znakomita niespodzianka !

          Znakomity opis !

          Zdecydowanie, moje pierwsze skojarzenie, to także zamachowiec z "Dnia Szakala".
          Podobna metodologia pracy, ten sam zimny profesjonalizm i sympatycznośc, o której
          celnie piszesz.

          Może wynika ona z tego, że ten gość wydaje się niezaangażowany emocjonalnie w to
          co robi ? Niby robi coś złego, ale nie ma w tym motywacji osobistej, wygląda to raczej
          na rozgrywkę, a w tej zwykle kibicujemy... temu, z którego punktu widzenia śledzimy
          całą historię ? :] A może dlatego, ze on jest sam, a przeciwników wielu ? :]

          Sam pomysł na wywołanie konfliktu między sojusznikami - ciekawy scenariuszowo, choć
          zapewne dośc naiwny jak chodzi o możliwość zaistnienia w rzeczywistości, nawet
          tej zimnowojennej :} Ale w filmie nie ma to większego znaczenia, a nawet na odwrót :
          im większe nieprawdopodobieństwo, tym większe pole do popisu dla aktorów i reżysera ?

          Yes, te wątki przejścia od seksu do zabójstwa są zawsze [a 2 czy 3 takie przypadki gdzie
          widziałem wcześniej w filmie] zaskakujące, i bezcenne jak chodzi o potencjał udowodnienia
          determinacji bohatera :]

          Ha, no to jest pytanie za milion, Siostro :]] czy można skonstruować bombę atomową na
          poddaszu ? Kto to wie, może gdy się posiada wszystkie potrzebne składniki oraz instrukcję ?

          W "Fight Club" Tyler przekonuje, że z soku pomarańczowego i rozpuszczalnika można
          stworzyć napalm, trzeba tylko wiedzieć w jakich proporcjach te dwie substancje wymieszać ;]

          Gra wywiadów, cała robota szpiegowska, rzeczywiście jest ciekawa, a już fakt, że tak doniosła
          akcja zostaje zdetonowana z powodu personalnych przepychanek w obozie jednej ze stron -
          bardzo interesujący. I chyba wcale nie tak odległy od realiów ? Tylko agent Pietrowski okazuje się
          być czysty, robi swoje, jest zawodowcem, reszta jest uwikłana w szachy. Oraz oczywiście agent Prescott. Obaj są pionkami w grze sił, pozostających w cieniu, zajętych własnymi zabawami za kulisami.

          CHętnie obejrzę ten film, jeśli tylko na niego trafię !

          Dzięki, Siostro, raz jeszcze - świetna, w Twoim stylu, opowieść, precyzja i barwa - to jest TO ! :]
          • siostra_bronte Re: "Czwarty protokół" (2) 09.11.17, 17:04
            Dzięki, Greku :)

            Faktycznie, już dawno pisałam jakąś dłuższą recenzję. Jakoś nic nie zrobiło na mnie wrażenia.

            Podpisuję się pod Twoimi uwagami :)

            Zdecydowanie warto zobaczyć!!
            • grek.grek Re: "Czwarty protokół" (2) 10.11.17, 09:52
              cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

              zatem, był to znakomitej jakości come back w Twoim wykonaniu :]
              kolejna świetna recenzja-opis do bogatej kolekcji.

              świetnie !

              yes :]
    • grek.grek 20:20/3:35 Kultura "Salvo. Ocalony" 08.11.17, 11:11
      kino włosko-francuskie.

      zdaje się, ze w plenerach Palermo, bo rzecz dotyczy maffi sycylijskiej.

      główny bohater, Salvo tytułowy, to płatny zabójca na usługach mafii.
      konkurencja próbuje go zlikwidować, ale udaje mu się wyjśc z tego cało.
      postanawia się zemścić.

      włamuje się do domu jednego z mafiosów i zabija go.
      świadkiem jest siostra zabitego, Rita. Dziewczyna jest niewidoma.

      Salvo uciekając zabiera ją ze sobą. I, jako rzecze zajawka : ta sytuacja zmieni
      jego życie.

      Grand Prix w Cannes [chyba w 2013] i 4 nominacje do corocznych nagród w kinie
      włoskim.
      • grek.grek Re: 20:20/3:35 Kultura "Salvo. Ocalony" 09.11.17, 11:08
        Czy oglądaliście ?

        [mnie się nie udało, bo chyba przedobrzyłem, o 20:00 musiałem obejrzeć "Sherlocka" - "Reichenbach" (Prima Max TV w środy, gdybyście złapali sygnał), liczyłem że w nocy odeśpię te
        3 ostatnie nieprzespane, i na wpół do czwartej będę gotów - no i nie wyszło, Morfeusz mnie ukołysał na amen ;)]

        [może jakaś powtórka się przydarzy :)]
        • siostra_bronte Re: 20:20/3:35 Kultura "Salvo. Ocalony" 09.11.17, 17:05
          :)

          Obejrzałam pierwsze 20 min. , ale tak mnie wymęczyły, że dałam sobie spokój.
          • grek.grek Re: 20:20/3:35 Kultura "Salvo. Ocalony" 10.11.17, 09:53
            o !
            czyżby to był tzw. snuj filmowy, Siostro ? :]
            • siostra_bronte Re: 20:20/3:35 Kultura "Salvo. Ocalony" 11.11.17, 14:14
              Tak, straszny snuj :)
              • grek.grek Re: 20:20/3:35 Kultura "Salvo. Ocalony" 11.11.17, 15:41
                :}}
    • grek.grek w kinach - "Pewnego razu w listopadzie" 08.11.17, 15:23
      przepadam za "Zmruż oczy" i "Imagine", więc miałem nadzieję na kolejną
      opowieśc sporządzoną wedle tej receptury i poetyki.

      A tutaj, wygląda na to, ze historia raczej pozbawiona magiczności ? :

      film.onet.pl/recenzje/pewnego-razu-w-listopadzie-miejcie-nadzieje-nie-te-licha-marna-recenzja/j4qq3k
      film.onet.pl/recenzje/pewnego-razu-w-listopadzie-jeszcze-polska-nie-zginela-recenzja/tsqrts
    • grek.grek w kinach : "Borg/McEnroe" 08.11.17, 15:26
      dwóch zażartych rywali, dwie skrajnie odmienne osobowości, analiza psychologicznej
      ceny sukcesu na boisku [tutaj : na korcie], a na koniec wielki mecz :]

      czyli, klasyka.

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/borg-mcenroe-miedzy-odwaga-a-szalenstwem-asceta-kontra-big-mac/e5gn28
    • grek.grek w kinach : "mother !" 08.11.17, 15:45
      "Pi", "Requiem dla snu", "Czarny łabędź" - jakże nie lubić Darrena Aronofsky'ego ? :]

      "mother !" zbiera recenzje skrajne :

      entuzjastyczne

      www.filmweb.pl/review/U+niej+w+domu-20448
      i negatywne

      wyborcza.pl/7,101707,22592704,mother-czyli-duze-stezenie-aronofskiego-jak-jennifer.html

      spotkałem się z opinią, ze ten film zostanie naprawdę doceniony "za dziesięć lat" :] nieźle, "Obywatel Kane" też tak zaczynał, i gdyby nie pasjonaci oraz filmowcy z Cahiers du Cinema
      pewnie na zawsze uznano by go za klapę zamiast za jeden z najwybitniejszych filmów ever :]
    • grek.grek 20:20 Kultura "O jeden most za daleko" 09.11.17, 11:11
      kolejny klasyk kina wojennego !

      rozmach, świetna obsada, znakomite sceny batalistyczne i cały backstage - czegóż więcej można wymagać ?

      lektura obowiązkowa ! :]
      • siostra_bronte Re: 20:20 Kultura "O jeden most za daleko" 09.11.17, 17:01
        Tak jest!!

        Uwielbiam!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • grek.grek Re: 20:20 Kultura "O jeden most za daleko" 10.11.17, 09:50
          :]

          Kultura w ogole jakoś ostatnio filmami o wojnie się zajmuje : "Most na rzece Kwai", "O jeden most za daleko", w nocy "Demony wojny wg Goi", no a dzisiaj "Igła" :]
          • siostra_bronte Re: 20:20 Kultura "O jeden most za daleko" 10.11.17, 13:16
            Greku, obejrzałam prawie do końca. To był chyba 6-7 raz :)

            Faktycznie, jakoś tak się układa!
            • siostra_bronte Re: 20:20 Kultura "O jeden most za daleko" 10.11.17, 16:12
              Wyczytałam na stronie fb Kultury, że te filmy wojenne są związane z rocznicą 11 listopada. Od biedy można to uznać :)
              • mala_ciekawostka Re: 20:20 Kultura "O jeden most za daleko" 10.11.17, 16:56
                To w sumie mogli puścić jakieś o I wojnie światowej...
              • grek.grek Re: 20:20 Kultura "O jeden most za daleko" 10.11.17, 17:39
                zgadzam się z Tobą, Siostro :

                od biedy mozna to kupić, chociaż co ma "most na rzece Kwai" czy wojna na Bałkanach ["Demony wg Goi"] wspólnego z polskimi bojami o niepodległość... zachodzę w głowę i nie mam pojęcia ;]

                swoją drogą, jak już chcą kręcić to "narodowe kino", to mogliby zacząć od bitwy pod Monte Cassino, materiał na film jak się patrzy.
                • mala_ciekawostka Re: 20:20 Kultura "O jeden most za daleko" 10.11.17, 17:50
                  A propos Monte Cassino: oglądałam niedawno jakiś brytyjski albo francuski dokument o II wojnie światowej, z którego z "wielkim" zainteresowaniem dowiedziałam się, że Monte Cassino zdobyli Francuzi - człowiek uczy się całe życie (sarkazm i ironia).
                  • grek.grek Re: 20:20 Kultura "O jeden most za daleko" 11.11.17, 10:11
                    ;]]

                    Mała Ciekawostko, nasz minister zrewanżował im się uwagą, że od nas uczyli się
                    jeśc widelcem ;]]

                    w sumie, jakby te widelce policzyć, to byśmy byli kwita ? ;]
                    • mala_ciekawostka Re: 20:20 Kultura "O jeden most za daleko" 11.11.17, 10:24
                      :))
                      Racja :)
            • grek.grek Re: 20:20 Kultura "O jeden most za daleko" 10.11.17, 17:35
              w pełni to rozumiem, Siostro :]

              mam też nadzieję na powtórkę niebawem, bo wczoraj
              postawiłem jednak na wyjątkowo interesujący spektakl w Ct :]
    • grek.grek 21:40 Ct Art "Stawrogin jest diabłem" 09.11.17, 11:19
      adaptacja "Biesów" Dostojewskiego, skupiona wokół głównej postaci Stawrogina oraz
      jego "spowiedzi".

      początkowo rozdział ten ["U Tichona"] budził takie zgorszenie [chodzi o fragment, w którym Stawrogin sugeruje, ale nie wiadomo przecież na ile mówi prawde, a na ile sie zgrywa, że doprowadził do seksu z dziewczynką lat 12, czym doprowadził ją do samobójstwa], że powieść była drukowana bez niego, co oczywiście kaleczyło okropnie wymowę całości.

      później "U Tichona" pojawiał się jako suplement, a teraz oczywiście nie ma już mowy o
      jakiejkolwiek cenzurze.

      Andrzej Wajda chętnie "Biesami" sie zajmował. W teatralnym przedstawieniu od "spowiedzi" zaczynał, w filmie chyba w ogole jej nie ma [?].

      W najnowszych polskich teatralnych adaptacjach Stawrogin bywał już kobietą, a najczęsciej - jak wynika z recenzji - bywał po prostu popisem aktorskiej nieporadności ;]

      to tyle, co mi się kojarzy ;]

      ciekawe, czym jest to dzisiejsze : filmem ? teatrem ? filmoteatrem ? improwizacją jakąś ?



      • grek.grek "Stawrogin jest diabłem" - słów kilka 10.11.17, 11:04
        A więc teatr :] na scenie Teatru Husa.

        Scenografia ascetyczna całkiem : prosta sala, podłoga z desek, na środku najczęściej pianino, parę krzeseł, z glębi dwustronne wejście, na piętrze coś w rodzaju balkonu, na którym aktorów widać do pasa, a z prawej strony wnęka, z której można swobodnie zeskakiwać na scenę. Zmiany dekoracji, czyli wynoszenie albo wnoszenie pianina ;] - w czasie pauz, wypełnianych nowoczesną muzyką klubową.

        Stroje też raczej współczesne, no i w pewnym momencie w aktówce Piotra Wierchowieńskiego znajduje się fotografia... wież World Trade Center, kiedy mowa akurat o jego "planach zawodowych".

        Bo istotnie wymowa powieści się nie zmieniła, aczkolwiek polityka jest na dalszym planie i rewolucjonista Wierchowieński wraz z jego szemranymi zagrywkami jest raczej uzupełnieniem dla Stawrogina i jego problemów z duszą.

        Stawrogin [znakomity Jan Budar] jest narratorem i centrum całej akcji, opowiada o losach innych postaci, o wydarzeniach, o sobie. Poważny, zabawny, gwałtowny, zamyślony - mieni się wszystkimi odcieniami emocji. To już zmiana wobec oryginału, w którym ten bohater jest chłodny i zdystansowany.

        Zdecydowaną zmianą jest także finał. U Dostojewskiego Stawrogin wiesza się. Tutaj każe się zastrzelić zbiegłemu katorżnikowi Fiedce [w oryginale Fiedka też zabija, ale kogoś innego], przedtem triumfalnie wykrzyczawszy, że jest "bogiem" oraz, w formie niemal śpiewanej modlitwy, posługując się argumentami filozoficznymi, które "podkradł" Kiriłłowowi, bohaterowi, którego w tym celu wyeliminowano ze skryptu.

        W ogóle, mnóstwo jest tutaj sprytnych przestawień. Bohaterowie wypowiadają kwestie, które w powieści mówią inne postaci, kwestie te padają w zupełnie innych okolicznościach niż w oryginale literackim, generalnie : jest to zabawa intertekstualna, przy czym wymowa całej historii nic na tym nie traci.

        Swoją "spowiedź" Stawrogin wygłasza, czyta, w obecności wszystkich innych bohaterów, stojąc za pulpitem. Padają okrzyki "hańba !", świństwo !". "zwariował !", "chory !" oraz prośby "dość już !". Nie ma mądrego mnicha Tichona, Stawrogin konfrontuje się nie z przedstawicielem kościoła, ale ze społeczeństwem. Waży się na to, na co w powieści nie miał odwagi. A może w powieści chodziło raczej o pojedynek ze "sługą Boga", w którego dawno stracił wiarę, zyskując tym samym, na zasadzie "wychylenia wahadła" wiare w osobowego diabła ?

        pojedynek z Gaganowem odbywa się na tym balkonie ponad scenę główną, na niebieskim tle. KOnfrontacja z Marią Liebiadkin w jej domu - w tej wnęce po prawej. Kiedy Stawrogin ucieka, skacze po prostu na scenę.

        INtensywne sceny dialogów z Szatowem i Lizą.

        A na początku o tym, kim jest powieściowy Stawrogin informują plansze z napisami. One także sygnalizują retrospekcje.

        W pewnym momencie grupa spiskowców [sportretowana z jeszcze większą pogardliwą ironią niż u Dostojewskiego] zaczyna śpiewać "Marsyliankę", a ich kolejne występy i zachowania są puentowane gromkim śmiechem przez niewidzialną widownię. Kiedy Mikołaj rozmawia z Marią, ma przy uchu słuchawkę, a przy ustach mikrofon, mówi jakby z otchłani, co ma sugerować efekt, który odbiera Maria, dostrzegająca w swej intuicji, że jej "ksiązę" zmienił się nie do poznania.

        Dużo muzyki jazzowej ! w tle, dyskretnej, ale słyszalnej znakomicie.

        Ważna figura oryginału, Stiepan Wierchowieński pojawia się dosłownie na moment, Daszy nie ma wcale, Kiriłłowa, jako się rzekło, także, nie ma też kapitana Liebiadkina, a Barbara Stawrogin, matka Mikołaja, wychodzi na kilka minut, jej władcza, silna, ale i pełna niepokoju, osobowośc nie zostaje w ogole zaznaczona. NO cóż, nie da się w 2 godzinach upchnąc wszystkich sensów i znaczeń powieściowych.

        Pianino przydaje się do klasycznej, kapitalnej sceny wyznania milosnego niemal, które Piotr czyni Stawroginowi, widząc w nim wodza swojej rewolucji : w tym celu Wierchowieński nurkuje pod fortepianem i czołga się do nóg Stawrogina, by złożyć na nich pocałunek, czym zupełnie konsternuje adresata tego wyczynu. Dla tego jednego momentu warto było to pianino wstawić na scenę i taszczyć tam i z powrotem ;]

        wybitny jest też moment, gdy podczas powitania po powrocie do domu, Stawrogin zdaje się potwierdzać plotkę głoszącą, ze on, panicz, poślubił w Szwajcarii kulawą i sfiksowaną Marię Liebiadkin. Mikołaj trakttuje ją z atencją i - celowo prowokując lub dbając o pozory - bierze ją za rekę, by odprowadzić do domu, co zakochana w nim Liza konstatuje rozpaczliwym wykrzykiwaniem Marsza Mendelshona. świetny pomysł !

        Zabójstwo Szatowa też jest inaczej rozegrane. W powiesci ma ono spajać spiskowców, który to pomysł Stawrogin - traktujący całą tę rewolucyjną hucpę z pogardą - podrzuca Piotrowi. W tym przedstawieniu : Szatow zostaje zabity, owszem - przez spiskowców, ale jako rzekomy sprawca winny całego zamieszania, jakie spada na miasteczko : morderstwa Liebiadkinów oraz pożarów z powodu celowych podpaleń.

        Dostojewski przestrzegał przed wywrotowym bolszewizmem, który istotnie miał nadejśc, a ratunek widział w tradycji i sile kościoła i władzy. Symbolem nowej ideologii jest Szygalew, wygłaszający - tak w powieści, jak i w teatrze - swój manifest o "wyrównaniu", zabiciu wszelkich przejawów indywidualności i niezwykłości, by stworzyć społeczeństwo doskonale jednakowych, a przez to równych sobie, ludzi, którymi rządzić będzie garstka cwaniaków.

        Komunizm wypaczony, ale niestety taki właśnie się okazał, występując w formie ideologii państwowej.

        cóż, świetne przedstawienie.

    • grek.grek zmarł Janusz Kłosiński 10.11.17, 09:56
      no cóż, kolejny znakomity aktor wybrał się w ostatnią podróż.

      twarz z wielu filmów, nie zawsze na przedzie, ale zawsze w świetnej
      aktorskiej formie.

      jutro zjawi się w 5 odcinku "Lalki" jako rządca Wirski.

      film.onet.wiadomosci/janusz-klosinski-nie-zyje/6c5tx8
      • mala_ciekawostka Re: zmarł Janusz Kłosiński 10.11.17, 16:45
        Grał w "Stawce większej niż życie" dentystę Sokolnickiego. Kojarzę go też z nowszych odcinków "Domu" jako byłego żołnierza z oddziału Stroynowskiego...
        • grek.grek Re: zmarł Janusz Kłosiński 10.11.17, 17:41
          tak jest, Mała Ciekawostko, świetne role serialowe, aktor zawsze w wybitnej formie !
          • maniaczytania Re: zmarł Janusz Kłosiński 11.11.17, 11:48
            dla mnie to zawsze 'Niespotykanie spokojny człowiek" :)
    • grek.grek 20:00 TVN "Jurassic World" 10.11.17, 10:07
      nie no, hicior ! :]

      TVN w piątki hiciorami nas zasypuje ostatnimi czasy ;]

      rzecz się rozgrywa 22 lata po tym jak udało się odtworzyć dinozaury. Teraz w miejscu dawnego laboratorium stoi cały park rozrywki z dinozaurami w roli glównych atrakcji.

      a właściciel całego przybytku, wraz ze swoimi ludźmi, pracuje nad stworzeniem nowego gatunku zwierza, hybrydy jakiej jeszcze nie było w historii.

      no i jak ta hybryda powstanie, to musi im uciec, a jak ucieknie, to musi zrobić demolkę, zanim ją złapią ;]

      fabuła wygląda na, oczywiście :], pretekstową, pytanie dotyczy sposobu w jaki ten cały schemat zostanie pokazany i jakie efekty specjalne można będzie zobaczyć.

      chociaż... może tam są jakieś sensacje fabularne, w końcu scenariusz pisało aż czterech autorów ;] miejmy nadzieję, że to nie było tak jak w tym starym dowcipie o wkręcaniu żarówki przez policjantów [pytanie : ilu policjantów potrzeba do wkręcenia żarowki ? odpowiedź : sześciu, jeden trzyma zarówkę, a pięciu kręci stołem] ;]

      zdaje się, że ten film, jakikolwiek poziom reprezentuje, udowodnił, iż popyt na dizozaury ganiający nieszczęsnych homo sapiens, wciąż jest wysoki : włożono w tę zabawę 150 mld, a wyjęto... 1, 6 mld ! Sukces kasowy niebagatelny.

      MOże dlatego, ze tak szybko "Jurassic World" zarobił mnóstwo pieniędzy, możemy go zobaczyć już teraz w telewizji ? w końcu to film całkiem świeży, z 2015 roku.
      • grek.grek "Jurassic World" - po seansie :] 13.11.17, 10:28
        Udalo mi się obejrzeć :]

        Komputerowa robota, ale mimo wszystko imponująca, można sobie tylko wyobrażać, jak
        to musiało wyglądać w kinie, na wielkim ekranie.

        Fabuła jest pretekstowa : bracia - nastolatek i ten mniejszy, przyjeżdzają na wycieczkę do tytułowego Jurrasic World, czyli parku rozrywki na tropikalnej wyspie, w którym dinozaury ogląda się "jak słonie w zoo". Ich ciotka, Claire, jest tam menadżerką.

        Ciotka jest jednak zalatana, bo właśnie otwierają nowy "pawilon" z nowym dinozaurem. Chłopcy dostają więc za przewodnika asystentkę, ale szybko ją gubią i sami krążą wśród tłumów rozgadanych i rozentuzjazmowanych zwiedzających.

        Park obejmuje już niemal całą wyspę, są wyciągi, kolejki, specjalnie linie pociągowe, tarasy widokowe, a nawet specjalne samobieżne kule ze szkła, w których można jeździć pomiędzy dinozaurami, oczywiście tymi roślinożernymi.

        W wielgachnym basenie karmiony jest dinozaur wodny o rozmiarach sporej kamienicy, po czym niemal stadionowe trybuny obniżają się i mozna pooglądać go jak pływa pod wodą. Pterozaury są pod specjalnym "zadaszeniem', a velociraptory i tyranozaur na wybiegach za murami, no bo one jednak gotowe ludzkośc pożreć.

        Wszystko nadzorowane jest z centrum dowodzenia, wygladająćego jak siedziba wywiadu : ogromniasty ekran, dziesiątki komputerów, podglądów z monitoringu i stanowisk dla specjalistów zajmujących się każdym detalem.

        Velociraptorami zajmuje się były chłopak Claire - Owen. Potrafi do nich dotrzeć,porozumiewać się z nim, one go akceptują, ale oczywiście nigdy nie wchodzi na wybieg, chyba że musi ratować jegomościa od karmienia, któremu się nowa powinęła i wpadł do środka.

        Nowy dinozaur ma być hybrydą, sztucznie skomponowanym zestawem rozmaitych wpływów genetycznych. Niepokoi to Owena, który uważa że po takim zwierzęciu nie wiadomo czego będzie można się spodziewać.

        Na razie trzymają gościa na wybiegu i dopiero przygotowywana jest inauguracja. Przylatuje na nią własnym helikopterem sam właścicicel.

        Za kulisami krązy też facet od wojska, który bardzo zachłannie podgląda jak Owen szkoli raptory, bo jest przekonany, że można by takich zwierząt użyć w specjalnych operacjach armii. Owen, przyrodnik i przyjaciel dinozaurów, uważa oczywiście, ze to nonsens.

        Akcja nabiera rumieńców, kiedy nowy dinozaur najpierw okazujje się być większy niż ustawa przewiduje, a następnie dodatkowo znacznie inteligentniejszy niż wszystkie inne, a następnie - korzystając ze swoich zdolności - ucieka z wybiegu.

        Oczywiście, obsługa, z ciotką Claire na czele, probuje go łapać. Uruchamiają komandosów z nabojami usypiającymi, ale ten nowy jest za chytry na to. Wyłapuje ich i zagryza. Demoluje co popadnie, zwlaszcza inne dinozaury, ale i przekąskami z ludzi nie gardzi. Zabija jednak nie dla pożywienia, ale dla sportu. Jest więc podwójnie niebezpieczny.

        Chaos ogarnia cały park, bo trzeba zamykać kolejne pawilony dla odwiedzajacych, ewaukuować gości i pracowników, przeed tymi pierwszymi ukrywając rozpaczliwie, ze na wyspie dzieje się coś groźnego dla zdrowia i życia, a kiedy później tłum idzie w rozsypkę po ataku uwolnionych pterozaurów - wiadomo już, że nad parkiem wisi widmo klęski i klapy.

        W środku tej całej zadymy są dwaj młodzi bohaterowie, którzy przeżywają przygodę stulecia, ciotka Claire i Owen, którzy tworzą parę : ona rezolutna i w najtrudniejszych momentach zagrożenia życia nie zdejmująca z nóg szpilek, a on jak z powieści Hemingwaya, taki miękki twardziel filmowy ;] Byli w zwiazku, teraz nie są, wiadomo że wszystkie te wydarzenia mają ich ze sobą znów związać i to tym razem na amen.

        Do łapania groźnego dinozaura użyte zostają wszystkie możliwe środki, a tymi właściwymi okazują się... yes, inne dinozaury.

        Kiedy nawigowane przez Owena cztery raptory nie mogą sobie poradzić z przeciwnikiem, Claire wypuszcza z wybiegu starego dobrego tyranozaura.

        No i dwaj godni siebie rywale stają do ostatecznego pojedynku w scenografii zniszczonych szklano-luksusowo-nowoczesnych dekoracji parku rozrywkowego. Zwycięża dobro, czyli zjednoczone siły tyranozaurusa, raptorów i tego wodnego dinozaura, który ostatecznie łapie w paszczę i wciąga pod wodę tego niedobrego ;]

        romantyzmu w tej historii za grosz, chyba ze w relacji damsko-męskiej są jakieś ślady. Ale film na wskroś nowoczesny jest i zwraca uwagę co najwyżej na niebezpieczeństwo zabawy genetyką, tworzenia mutacji. Na szczęście, albo i nie, ponoć realne klonowanie dinozaurów jest fikcją ;]

        Jakby nie patrzeć, film na którym dinozaury są jak żywe i kiedy chodzą wśród aktorów, to nie sposób odrożnić ich od prawdziwych zwierząt na planie, jest kolejną odsłoną magii kina w kinie.

        Inna rzecz, że to już nie jest wydarzenie takie jak oryginały film Spielberga, gdzie dinozaury były autentycznym wydarzeniem filmowym. Podobnie jak sprzedawany razem z nimi pomysł na ich klonowanie., Tutaj też są naukowcy, zwłaszcza jeden, oczywiście Amerykanin o orientalnej urodzie, i sporo naukowych, albo pseudonaukowych podbudówek dla eksperymentów w filmie czynionych. Not bad ;]

        Akcja się nie wlecze, momentami galopuje, niegrzeczny dinozaur robi popisową demolkę, paszczą naciera w stronę kamery, a ludzie z dobrze udawanym przerażeniem wieją ile sił w nogach.

        Klasyka gatunku :]

        O dziwo, jest też miejsce na aktorstwo, ale nie na Oscarowe, tylko na sytuacyjne, czyli odpowiednio szybkie riposty, komiczne pozy i dostosowane do sytuacji reakcje napadowe :]. Bryce Dallas Howard/Claire, w rudej peruce i na szpilkach, ma swój wdzięk, zwłaszcza kiedy
        słyszy od Owena [Chris Pratt] : "nie jesteś przygotowana do takich eskapad" i rozpina wizytową koszulę, zawiązuje jej końce z przodu i bierze się pod boki pod tytułem "Już jestem gotowa" ;] Szpilki na nogach i dośc krępująca ruchy sukienka to dla niej żaden problem, podobnie jak kompletny brak obycia wśród prehistorycznych gadów.

        generalnie : całkiem zabawna historia, a dinozaury w takiej formie mają przed sobą jeszcze długie życie w kinie, nie wyginą ot, tak sobie :]

        www.youtube.com/watch?v=RFinNxS5KN4




    • grek.grek 20:00 Puls "Piąty element" 10.11.17, 10:11
      Luc Besson w formie, być może ostatni raz, jak dotąd ? :]

      niedawno chwaliliśmy :]

      świetne science fiction. I z humorem oraz przesłaniem, nie mówiąc o
      dynamice i wspaniałej romantycznej niemalże formie filmowej, jaką tylko w
      kinie lat 90-tych można zobaczyć na powtórkach.
      • siostra_bronte Re: 20:00 Puls "Piąty element" 10.11.17, 13:25
        Tak jest, świetne kino!!
    • grek.grek 20:25 Kultura "Igła" 10.11.17, 10:19
      Zapowiadałyście już, Czcigodne :]
      Mam nadzieję, że do tej zajawki dopiszecie uwagi okiem znawczyń tematu ! :]

      nie widziałem tego filmu, choć tytuł nie jest mi obcy, a więc cieszę się na premierę,
      jakkolwiek to brzmi w odniesieniu do filmu z 1981 roku :]

      jak czytam : Igła to pseudo niemieckiego szpiega na terenie Wielkiej Brytanii. Kiedy
      poznaje szczegóły planów inwazji aliantów na Normandię, wybiera się czym prędzej
      w drogę, by przekazać te informacje swoim zwierzchikom.

      mam nadzieję, że nie spoileruję zbytnio ? [we własnym dobrze pojętym interesie wolałbym
      tego uniknąć ;) ]

      główna rola : Donald Sutherland.
      rzecz na podstawie powieści mistrza gatunku Kena Folletta.

      • siostra_bronte Re: 20:25 Kultura "Igła" 10.11.17, 13:18
        Świetny thriller szpiegowski w dawnym, dobrym stylu!!

        I znowu, kibicowałam bohaterowi do samego końca! :)

        Trzeba zobaczyć!!
        • grek.grek Re: 20:25 Kultura "Igła" 10.11.17, 17:36
          dzięki, Siostro ! :]

          oglądam !
        • grek.grek "Igła" - wrażenia po seansie :] 11.11.17, 10:39
          Rzeczywiście, świetny thriller :]

          Znakomia już początkowa scena, kiedy gospodyni nakrywa Fabera na wysyłaniu komunikatu i demaskuje go jako szpiega. On ją zabija, co od razu pokazuje, że mamy do czynienia z bezwzględnym zawodowcem.

          Potem świetna sekwencja w pociągu, gdzie szpieg jest poszukiwany przez agentów brytyjskiego wywiadu, a wreszcie cała sekwencja jego ucieczki i lądowanie na wyspie.

          Patriotyzmu czy ideologii w jego działaniu nie ma, znów jest to bohater, który po prostu
          dobrze wykonuje swoje zadanie. Nie wkłada w nie serca, zostawia je dla kobiety, którą spotyka
          później.

          Interesujący jest cały wątek małzeństwa Davida i Lucy. Czuje się, że on raczej nie powróci do poprzedniego życia, po wypadku; będzie się staczał coraz niżej w alkoholizm. Pozostaje ona, która trwa przy nim, mimo że czuje się wyobcowana i sfrustrowana, a on jej poświęcenia nie docenia, przeciwnie : uważa, że jako forma litości wyłącznie mu uwłacza.

          Nic dziwnego, że Lucy wdaje się w romans z Faberem, ale kiedy odkrywa, kim jest kochanek, a poóźniej, że zamordował jej męża i jedynego sąsiada - stara się go powstrzymać w imię lojalności patriotycznej.

          Już pomijam, że tnie go siekierą po palcach, ale że aż razi się prądem, by przeszkodzić mu w nadaniu komunikatu radiowego ?

          Tymczasem, sytuacja jest dla niej prawie wymarzona : może zacząc nowe życie, zabrać syna i wyjechać, zamieszkać w Londynie, zacząć od nowa, z daleka od tej wyspy i wspomnień. Górę jednak bierze instynkt narodowej wspólnoty.

          Lucy niby nie chce, ale goni Fabera i strzela do niego z pistoletu, tak jakby miało to znaczenie, czy on zdoła odpłynąć czy jednak nie. Trochę to dziwne.

          On powściąga swoje nawyki, nie zabija jej, chociaż zabijał dotąd wszystkich, którzy go zdemaskowali. Z nią siedzi na podłodze i zdobywa się na refleksyjną uwagę "Oto co wojna z nami uczyniła...". On ma uczucia. A ona niby prosi go, żeby już dalej nie uciekał, bo będzie musiała go zastrzelić, ale prosi go nie dlatego, bo nie chce go zabić jako kochanka, kogoś mimo wszystko sobie bliskiego, lecz dlatego, że nie chce go zabić jako innego człowieka.

          wygląda na to, ze zimny szpieg okazał się człowiekiem zdolnym do wyższych uczuć, a jego patriotycznie uwznioślona kochanka wykonuje jakąś zupełnie niezrozumiałą w tych warunkach misję.

          Wg mnie, ryzykowne jest też aktorstwo Kate Nelligan.

          oto Lucy odkrywa ciało męża, którego w zażartej walce z klifu w przepaść strącił Faber. Faber tego nie wie, okłamuje Lucy że mąz śpi, bo pił do nieprzytomności z sąsiadem. Lucy wie, że on kłamie, więc dociera do niej natychmiast, że to on musiał męża zabić, a nie np. mąz po pijanemu spadł z klifu.

          I od tego momentu aktorskie środki ekspresji są tak wymowne, że trudno uwierzyć, iż nagle kuty na cztery buty Faber nie widzi, jak Lucy się zacina, jaka jest zdenerwowana, jak się nieudolnie zgrywa. Nie dostrzega jej pasywności w łózku.

          Okazuje się, że ona tym kiepskim aktorstwem ogrywa do zera świetnie wyszkolonego agenta, co wygląda mało wiarygodnie, wg mnie :]

          Oczywiście, rozumiem intencje, widz ma prawo zobaczyć, jak Lucy przeżywa tę sytuację, ma prawo przekonać się, ze ona gra z najwyższym wysiłkiem, bo takie na niej wrażenie wywarła cała okoliczność. Mimo wszystko, na ekranie wygląda to jednak dość dyskusyjnie.

          Ale jak chodzi o sam dreszczyk - klasa :]

          Aczkolwiek, no znów mam wątpliwości :]
          Faber jest agentem pierwszoligowym. Czy nie liczył strzałów, które oddała do niego Lucy ? Siedząc już w łódce powinien wiedzieć, ze wystrzeliła pięć razy i został jej tylko jeden nabój.
          Dlaczego nie chowa się za łódką albo nie próbuje zanurzyć się w wodzie i w ten sposób zwodować łodzi ? Stoi przy tej łódce wystawiony na strzał - czy to może ma byc ostatni akt
          ich seksualnej relacji ? on swoją pozą próbuje wymóc na niej odstąpienie od zamiaru poprzez
          przywołanie w pamięci niedawnych upojnych chwil, których był współuczestnikiem ?

          Znów nie przekonała mnie ta scena.

          Ale za to świetny jest moment, kiedy Faber, ranny i właściwie na granicy życia i śmierci,
          wsiada do łódki i mimo wszystko próbuje jeszcze odepchnąć ją wiosłem od brzegu. To
          drobny gest, ale pokazuje jak jest on zdeterminowany.

          DOnald Sutherland w wybitnej roli. aczkolwiek notę obniża nieco fakt, że jego bohater musiał
          wykazać się - wg scenariusza - kurzą ślepotą i nie dostrzec, że jego kochanka ewidentnie jest
          wytrącona z równowagi i calą mową ciała coś przed nim ukrywa :]


          • mala_ciekawostka Re: "Igła" - wrażenia po seansie :] 11.11.17, 10:49
            Oglądałam dawno temu, sporo pozapominałam, ale tę scenę z łódką pamiętam - rzeczywiście, Faber próbował do samego końca wykonać zadanie. Tak samo zwróciłam uwagę na mowę ciała Lucy - że też on nic nie zauważył. Dziwne...
            Dziękuję za opis, Greku :) Trochę sobie ten film dzięki Tobie odświeżyłam w pamięci :)
            • grek.grek Re: "Igła" - wrażenia po seansie :] 11.11.17, 11:28
              Cała przyjemnośc po mojej stronie, Mała Ciekawostko :

              I dzięki za zapowiedź tego filmu, dzięki Tobie, i dzięki niezawodnej Siostrze - moglem
              obejrzeć, nie przegapiłem :]

              no właśnie :]
              wiesz, ja rozumiem wymogi konwencji, widz musi widzieć że bohaterka jest w szoku, ale
              próbuje to opanować, ale jednocześnie - no nie ma siły - trudno nie dostrzec, że jej przeciwnik
              też powinien to zobaczyć ;] Moze taka już uroda podobnych historii ?

              dzięki !
              o, świetnie :]
              • mala_ciekawostka Re: "Igła" - wrażenia po seansie :] 11.11.17, 11:34
                To tylko Siostra go zapowiadała. Jej należą się podziękowania :)
                Z tym szokiem Lucy pewnie tak miało być jak piszesz - taka konwencja i uroda tej historii.
                • maniaczytania Re: "Igła" - wrażenia po seansie :] 11.11.17, 11:51
                  ekhm, ja zapowiadałam, choć zdawkowo we wpisie o listopadzie w Kulturze ;)
                  Pisałam też, że dawno temu widziałam i może się skuszę i dziecię namówię, ale wygrał u nas mecz :)
                  • grek.grek Re: "Igła" - wrażenia po seansie :] 11.11.17, 12:26
                    dzięki, Maniu !! :]

                    oczywiście, teraz sobie przypominam, ech ta moja amnezja... ledwie półtora tygodnia
                    a ja już mam luki w pamięci... ! :]

                    dzięki ! dzięki ! :]

                    jak wypadł mecz ? :]
                    znam wynik, a jak wyglądała gra polskiej drużyny ? bez Lewandowskiego ?

                    PS : Szwedzi wygrali wczoraj pierwszy mecz barażowy do MS z Włochami. 1-0.
                    czy to możliwe, by mundial odbyl się bez Włochów ?!

                    [ja sobie tego nie wyobrażam :) ;
                    rewanż w poniedzialek]
                    • maniaczytania Re: "Igła" - wrażenia po seansie :] 11.11.17, 14:01
                      mecz był, yyy, bez większych emocji ;) Aczkolwiek patrząc na to, jak jeszcze parę lat wstecz grała nasza drużyna, należy bardzo docenić, że grając drugim składem w zasadzie nie przegraliśmy :) Panowie grali też w zupełnie nowym ustawieniu, więc trochę jeszcze muszą to potrenować ;)
                      A trochę wydrwiony przez Ciebie moment pożegnania A. Boruca z kibicami, piłkarzami oraz boiskiem wypadł bardzo, bardzo fajnie!
                      • grek.grek Re: "Igła" - wrażenia po seansie :] 11.11.17, 15:40
                        dzięki, Maniu :]

                        czyli, późną wiosną emocje mundialowe nas czekają :] a dopiero co
                        Euro się skończyło, hehe.

                        trochę żartowałem sobie, Maniu :], tak a'propos rangi i prestiżu meczu, ale
                        co do samego pożegnania jestem za ! warto honorować zawodników, którzy
                        rozegrali dla kadry te iks meczów.
                • grek.grek Re: "Igła" - wrażenia po seansie :] 11.11.17, 12:22
                  dziękuję... Wam wszystkim ! :]

                  :]
                  jak w tych horrorach, gdzie bohaterowie nie powinni schodzić do piwnicy, ale
                  jednak to robią, hehe. I to nie jest błąd z ich strony, ale właśnie - konwencja :]
                  • mala_ciekawostka Re: "Igła" - wrażenia po seansie :] 11.11.17, 12:29
                    Dokładnie tak :))
          • siostra_bronte Re: "Igła" - wrażenia po seansie :] 11.11.17, 14:47
            Dzięki, Greku :)

            Obejrzałam z dużą przyjemnością. Faktycznie klimat i suspence, zwłaszcza w końcówce - znakomite!! Stara, dobra szkoła!!

            Podzielam Twoje wątpliwości co do zachowania Lucy. Po odkryciu śmierci męża każda kobieta chyba wpadłaby w rozpacz, a nawet histerię. Oczywiście, można być też w szoku. Ale po Lucy widać, że coś się stało, ma oczy pełne łez i zachowuje się co najmniej dziwnie. I tak wytrawny szpieg jak Igła powinien to zauważyć!

            Co do finału, ja też się dziwiłam, że Igła tak się wystawiał na strzały. Mógł zanurzyć się w wodzie i ciągnąć łódkę za sobą. To bardziej wygląda na prowokowanie Lucy, udowodnienie jej, że go nie zastrzeli, że nie może tego zrobić. Ale w tak dramatycznym momencie nie powinien tak ryzykować.

            Jeżeli chodzi o motywację Lucy, że nagle czuje patriotyczną misję. Lucy nie wiedziała jak cenne informacje ma przekazać Igła, ale mimo wszystko jestem w stanie uwierzyć, że nie mogła, nie chciała pozwolić mu uciec. To jednak była wojna, Brytyjczycy mocno cierpieli choćby w nalotach Londynu, gdzie mieszkali rodzice Lucy. No i Igła zabił jej męża, nie zapominajmy o tym. I oszukał ją, to mogło wyglądać, że udawał miłość, aby wykonać tam swoje zadanie. Wszystko razem sprawiło, że Lucy dała się ponieść emocjom i tak to się skończyło.

            Przyznam, że ten finał przypomina mi końcówkę znakomitego filmu Czuchraja "Czterdziesty pierwszy" z 1951 r. Widzieliście? Akcja toczy się w czasie wojny domowej. Tam na końcu bohaterka, czerwonogwardzistka Mariutka, zabija oficera "białych". Wcześniej na skutek sztormu wylądowali na bezludnej wysepce na Morzu Aralskim. Bohaterka miała go pilnować, bo był cennym jeńcem, ale potem połączył ich gorący romans. Na końcu Mariutka strzela mu w plecy, kiedy oficer wbiega do morza, bo przypłynęli jego towarzysze, "biali". A przed wyprawą dostała wyraźny rozkaz, aby nie puścić go żywego. Dziewczyna pada potem na ziemię i płacze. Słynna scena! Może Follet widział ten film? :)

            Wracając do "Igły", nasz bohater popełnił 2 kardynalne błędy jak na szpiega takiej klasy: wdał się w romans z Lucy (potem gdyby musiał ją zastrzelić nie miałby skrupułów) i zostawił film w kieszeni marynarki czy spodni (powinien go mieć przy sobie non-stop!). Bez nich ta historia potoczyłaby się zupełnie inaczej.

            Ale te wątpliwości dotyczą samej fabuły, opartej na powieści Folleta (nie czytałam, nie wiem czy to wierna adaptacja).

            I pomimo tych drobnych uwag dla mnie to jeden z najlepszych filmów szpiegowskich ostatnich, jeżeli dobrze liczę, 40 lat! :)

            • grek.grek Re: "Igła" - wrażenia po seansie :] 11.11.17, 15:58
              cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro ! :]

              zdecydowanie - świetna odskulowa robota filmowa !

              przyszło mi nawet do głowy, podczas oglądania, że dzisiaj nie ma już szans, by
              powstał brawurowy dreszczowiec, w którym najefektowniejszą sceną jest
              staranowanie staromodnym automobilem drewnianej zagrody ;]

              otóż to. Pułapka konwencji. I pat logiczny, z któreg reżyser musi jakoś wybrnąć.

              czy w takiej sytuacji przeciętny obywatel, powiedzmy płci żeńskej, jest w stanie
              zagrać wiarygodnie ?

              mozna to by bylo inaczej rozpisać, np. Lucy hamuje łzy i strach na dosłownie 20 sekund,
              zbiera całą koncentrację na jakąs ją stać, ze swobodnym uśmiechem i luzem mówi,że zaraz
              wraca bo musi na sekundę wyjść, biegnie np za dom i tam wybucha stłumionym płaczem, odreagowuje pierwszy szok, zbiera myśli i mobilizuje się. Powiedziałbym, ze to miałoby
              większą wiarygodnośc. Tylko - konwencja ! ;]

              my musimy drżeć z niepokoju : czy on się zorientuje, ze ona [ledwie] udaje spokój, że coś ukrywa ?

              w pełni chętnie przychylam się do Twojej kontragmentacji, Siostro :]

              o, dzięki Siostro ! świetna analogia ! I być może inspiracja !
              nie słyszałem o tym filmie.

              alez znakomicie dopasowałaś te zakończenia !

              Yes, duże blędy. Tak jakby sądził, że na wyspie, w towarzystwie gospodyni domowej i
              mężczyzny na wózku, nic mu nie grozi. jego profesjonalistyczne czujniki trochę przysnęły.

              zdecydowanie, świetny film !




              • mala_ciekawostka Re: "Igła" - wrażenia po seansie :] 12.11.17, 11:23
                Ja też nie słyszałam o filmie, o którym pisała Siostra. Trzeba będzie go zobaczyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka