Krótkie pytanie praca we Włoszczowie tylko po znajomości?
Jasne, nie ma znajomości nie ma pracy. Odbija się to niestety na jakości - korupcja zawsze szkodzi - a poziom reprezentowany przez “protegowanych” - żenada - ale oni przecież nie muszą się starać, nie muszą znać języków - mogą odłożyć słuchawkę jak ktoś “nie po naszemu” zacznie rozmowę.
Dobrze, że POlska to nie Indie. Tam przecież społeczeństwo podzielone jest na kasty. Nie ważne co umiesz, ważne skąd pochodzisz. W naszej ojczyźnie POrządnie rządzonej przez POprawnych POlityków mamy społeczeństwo demokratyczne. Ludzie uzdolnieni mają szeroko otwarte drzwi na wszelkiego rodzaju uczelnie. A jeżeli PO gruntownym wykształceniu nie POtrafią znaleźć sobie dobrze płatnego zajęcia, to już wyłącznie ich wina (no i może jeszcze troszkę opozycji rządowej) bo z pewnością nie Światła Wszechświata, Geniusza Andów i POmorza - złotoustego Donalda.
Jak to jest, że nie ma naboru na nowe stanowisko pracy, a nagle jest nowy pracownik? ludzie, dlaczego w państwie prawa panuje bezprawie? Demokracja w Polsce polega na tym, żeby mówić co ma się na myśli, a robić co karzą... co o tym sądzicie? znacie jakieś przykłady protekcji?
bo kolejka po znajomości tu obowiązuje i nie tylko na nowe stanowiska pracy ale na stare zajęte też tylko trzeba czekać aż ktoś się zwolni albo na emeryturę odejdzie
W wątku obok niejedna już napisała, że pracę zdobywa się z polecenia, przez znajomości. To ja pytam: ile z was znalazło pracę bez nepotyzmu? Ja obecną pracę znalazłam sama, nikt mnie nie polecał, przeszłam proces rekrutacji, nieustawiony, bo nie znałam ani firmy, ani osoby, z którą rozmawiałam na rozmowie.
Poprzednią pracę znalazłam bez znajomości, też w zupełnie innym miejscu, musiałam się nawet przeprowadzić. Natomiast przedostatnia, a przed nią staż były po znajomości.
Rzadko kto jest na tyle odpowiedzialny, żeby polecać tylko w pełni sprawdzone osoby. Najczęściej ludzie polecają i jednocześnie częściowo lub całkowicie się zwalniają z odpowiedzialności ("jak pracowałem z nim to był świetny fachowiec, tylko wiesz to było 2 lata temu..."). Dla mnie takie polecenia są g...no warte. Skoro nie ufasz komuś to go nie polecaj i już. A to wszystko przez jeden mały problem - nie umiemy szczerze porozmawiać i poddać się pewnym regułom. Szef powinien w praktyce dokładnie sprawdzić pracownika, ale jak to ma zrobić skoro on się nie pali do trudnej rozmowy, a na wielu rzeczach pracownik zna się lepiej niż on??? (Znam wielu szefów z "szybkiego awansu", na których dziś pracują pracownicy, a oni są dobrzy tylko w wojnach biurowo-podjazdowych i w dobrym wypadaniu w oczach szefa) Pracownicy są z kolei podejrzliwi i naturalne sprawdzenie dokładnie jak pracują (bez chamstwa typu rozliczanie na ile do toalety wychodzisz!) traktują jako zamach na wolność osobistą... bo przecież zła organizacja pracy, marnowanie czasu na rzeczy, które może zrobić sekretarka lub cieć z pracy czasowej po 10zł/h, przychodzenie do roboty nieprzytomnym co kilka dni (i to nie z powodu małego dziecka) jest niezbywalnym prawem pracowniczym!!! Tak więc polecajcie się do upadu, ale jak przyjdzie kryzys to zwolnią... tych bez relacji i kontaktów!!! Tak życie jest niesprawiedliwe, gdyż - ludzi świetni dla firmy - fachowcy bez kompleksów i wiedzący, co na prawdę jest dobre, a co złe - są strasznie wk****cy dla innych (często własnych szefów lub starszych stażem kolegów, którym mieszają szyki w "cudownych pomysłach", które nie mają prawa zadziałać, a które na papierze wyglądają cudnie - jak recepta na awans) Pozdrawiam z innego świata, Jimmi PS. Inny świat - teraz pracuję na własny rachunek - dla siebie. sprzedaję kupuję, coś tam innego robię i mam politykę i wojenki biurowe gdzieś śmiejąc się z kumpli w kołchozach :)))
> pracownika, ale jak to ma zrobić skoro on się nie pali do trudnej rozmowy, a na > wielu rzeczach pracownik zna się lepiej niż on??? (Znam wielu szefów z > "szybkiego awansu", na których dziś pracują pracownicy, a oni są dobrzy tylko w > wojnach biurowo-podjazdowych i w dobrym wypadaniu w oczach szefa) > heheh, no dokładnie i to niezależnie czy urząd czy prywatna firma jak to piszesz przypomina mi sie przykład z firmy prywatnej gdzie robiłem dawno temu, chłopaczek co umiał tylko "dobre wrażenie robić" zaawansował szybko na kierownika działu dowcip polegał na tym że jedyne co umiał to drzeć morde i poniżać ludzi jak każdy inżynier, robotnik wie - każda maszyna ma swoją wydajność, on np. "planował" zadania tak że nie da sie ich wykonać i wtedy szedł do prezesa płakać, że mu "te nieroby plany opóźniają" efekt - wylatywali robotnicy lub technolog miał po pensji ale rewelacyjny pan kierownik co wymyślił że można wykonać coś na dany dzień bez obliczenia wydajności i czasochłonności dostawał kolejną premię i pogłaskanie od prezesa że tak sie biedak z nierobami komunistycznymi męczy bo takich słów używał prezes ale oczekiwanie fachowości od polskich menagierów... ten co wyzywał innych od komunistów, sam był oficerem politycznym w wojsku potem w 1991 przy okazji jakieś dziwnej prywatyzacji został prezesem wykupionej za grosze małej fabryczki i tak został wielkim biznesmanem... który jako prezes dobierał takich kierowników, dyrektorów, co tylko umieją jedno "pracownik źle pracuje , obniżmy mu pensje" gdyby nie załoga zakład by dawno upadł, ale ludzie go bronili i pracowali bo mieli dzięki niemu chleb... w czasie przeszłym mówie, bo dawno wykupiony przez kogoś innego, a jaśnie prezes pewnie gdzie indziej rujnuje inną firme
No cóż dzięki tym znajomościom ktoś jednak znajduje pracę. W jakiś sposób zmniejsza się to bezrobocie. Ja z tych bez znajomości - ja też zostanę w innym mieście :)
Mit pracy w Płocku był, jest i będzie. Dostać dobrą pracę to tylko po znajomości. Po co te rekrutacje jak i tak z góry ustalone jest kto na danym stanowisku będzie pracował. W tych czasach najlepiej zamiast wykształcenia wyrabiać sobie znajomości one na pewno zaowocują podczas szukania pracy,a wykształcenie to tylko pomocny dodatek.
W dzisiejszej Polityce jest artykuł sugerujący, że większość Polaków wierzy, iż pracę można dostać tylko "po znajomości". Doświadczenie moje i moich bliskich wskazuje, że taki tryb należy jednak do wyjątków, ale może to my nie jesteśmy typowi? Z drugiej strony, kiedy patrzę na CV wysyłane do mojej firmy, wszystkie (z tych kwalifikujących się oczywiście) są niemal identyczne.
W sumie zależy co rozumiemy przez dostanie pracy po znajomości... bo są b. różne przypadki. Jedna sprawa to zatrudnienie kochanki albo siostrzeńca prezesa, którzy nic nie potrafią i biorą pensję za darmo, a druga np. ściągnięcie do nowej firmy osoby, którą zna się z poprzedniej pracy i wie, że będzie się świetnie nadawać na stanowisko.
Ja skończyłem wydział Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki (podobno po takich kierunkach najłatwiej znaleźć pracę) i NIC!! Szukam pracy już prawie cztery miesiące. Pracy po prostu generalnie nie da się zdobyć inaczej niż po znajomości, ja już straciłem nadzieję i teraz tylko czekam aż pracujący już kumple ze studiów będą znaczyć więcej w swoich firmach i któryś z nich mnie poleci.
Uczelnie nie zdają sobie sprawy z faktu, że corocznie produkują masę ludzi zasilających grupę bezrobotnych. Szczególnie absolwentom, oprócz sensownego doświadczenia, brakuje, coraz bardziej liczących się, umiejętności miękkich. To przykre, że tyle ludzi wychodzi z pełnym łbem, często teoretycznych, nie mających żadnego znaczenia i wartości w praktycznej pracy, rzeczy.
To co się dzieje na rynku pracy to jest chyba jakaś masakra! Starałam się o staż z UP. Zostałam zaproszona na spotkanie na którym dowiedziałam się, że niepotrzebnie się fatygowałam bo mieli dzwonić. Pani z kadr powiedziała ze nie mają co do mnie decyzji. A dziś zadzwoniła i powiedziała, że nie podstawie rozmowy ze mną ( tylko nie wiem jakiej, bo żadnej nie było!!) przyjęli inną osobę o wyższych kwalifikacjach ( i tu śmiech na sali bo przyjęli dziewczynę po technikum a ja jestem po studiach:))) ) Czyż to nie paradoks jakiś?
Cóż...mozna wystartować w konkursie, napisać najlepiej wstępny test kwalifikacyjny i nie być zaproszonym na rozmowę. Smutne, ale prawdziwe.