Jeśli tak, to nie ma prawa żądać ani pobierać od was rodziców opłat za szafki dla uczniów. Przepisy BHP w szkołach jasno wskazują, że to dyrektor szkoły ma obowiązek zapewnić uczniom bezpłatne miejsce na pozostawienie podręczników i przyborów szkolnych. Szkoła nie może też finansować remontów oraz zadań inwestycyjnych z pieniędzy RR.
Rok liceum za nami i jakoś nie widzę na co idą te tysiące od uczniów. Planuję zapłacić połowę tej kwoty. Pytanie do ematek: ile u Was wynoszą opłaty na radę rodziców? Na co w szkołach Waszych dzieci idą te pieniądze?
Na początku są naturalne kompleksy, które odczuwa każdy dojrzewający chłopiec. Internet podsuwa mu reklamy sugerujące, że może się z nich wyleczyć (za niewielką opłatą). Wielu rodziców ma fałszywe poczucie bezpieczeństwa, bo „przecież nasz syn by nigdy czegoś takiego nie wyszukiwał!”. Otóż nie musi. System pokazuje reklamy nienawiści do kobiet, gdy tylko zobaczy, że ma do czynienia z chłopcem (a to widać po niewinnych treściach, w rodzaju słuchania muzyki dla nastolatków).
(w to nie jest wliczone kieszonkowe, tylko wydatki codzienne, typu żywność, jedzenie na mieście, chemia i ciuchy - tu raczej nic nie wydają, bo mają styl jak rodzice, obdartuskowy)
Synowi mówisz, że z kasą cienko i jak chce iść to musi coś dorzucić z kieszonkowego i co tam ma dorobione i odłożone. Żadnemu z nich nie mówisz, że piszesz do rady rodziców, że żyjesz w biedzie i prosisz o zwolnienie z opłat za studniówkę. Można sobie radzić w życiu? Co do wycieczki to skąd pytanie czy „masz dać”. Jeśli nie masz to nie dajesz, jak masz to wedle chcenia dajesz lub nie.
Proszę bardzo - czynsz plus opłaty (bez kredytu) za moje mieszkanie to 1500:- przy dwójce dzieci wychodzi 500 zł na osobę. Przedszkole (publiczne) 300 zł posiłki plus rada rodziców. Basen 200 zł miesięcznie. Judo 150 zł. Jedzenie plus środki czystości, taki bieżące zakupy - liczę 400, trudno to dokładnie wyliczyc, ale nie wydaje mi się to wygotowane przy obecnych cenach.
Zdaje się, że już teraz MOPS ma podstawy do ściągania > opłat od rodzeństwa, jeśli rodzic nie daje rady opłacić DPS. Polskie prawodaws > two jest tak skonstruowane, że przepisy mogą się znajdować w kompletnie innej u > stawie, więc dopisanie rodzeństwa do partycypujących w kosztach utrzymania pens > jonariusza DPS może mieć miejsce w tym, co akurat będzie uchwalane bez większeg > o związku z danym tematem.
Zdaje się, że już teraz MOPS ma podstawy do ściągania opłat od rodzeństwa, jeśli rodzic nie daje rady opłacić DPS. Polskie prawodawstwo jest tak skonstruowane, że przepisy mogą się znajdować w kompletnie innej ustawie, więc dopisanie rodzeństwa do partycypujących w kosztach utrzymania pensjonariusza DPS może mieć miejsce w tym, co akurat będzie uchwalane bez większego związku z danym tematem.
Po śmierci rodzica, zgodnie z umową dożywocia, cały majątek dostaje kochane dziecko, które miało się opiekować rodzicem w zamian za dom, ale które w rzeczywistości nie dało ani grosza na DPS, bo pracuje na czarno i go nie stać, a to które zostało z szyderczym uśmiechem pozbawione przez rodzica spadku, i zostało zmuszone do opłat na DPS nie może liczyć nawet na zachowek ani jakikolwiek zwrot poniesionych kosztów.
Syrenka dzielnie pruła przed siebie, aż w końcu wyhamowała pod dobrze znaną Robrojkowi secesyjną kamienicą. – Nie pomóc wam tam? – spytał Joannę, kiedy wysiadała. – Dzięki, nie trzeba. O, już widzę samochód rodziców. Damy sobie radę. – Na pewno? – dopytywał Robert, wiedziony naturalnym odruchem. – Bo wiesz, że ja chętnie… – Naprawdę, nie trzeba! Jak będzie tak dużo osób, zrobi się tylko niepotrzebne zamieszanie.
nangaparbat3 napisała: > Nieśmiałe dziecko chce iść do szkoły, do której będą chodzić przyjaciele z prze > dszkola. Może warto wziąć pod uwagę jego zdanie? Rodzice zazwyczaj wybierają szkołę dziecku kierując się tegoż dziecka jak najlepszym interesem. Kryteria rodziców Marysi czy Tadzia z grupy przedszkolnej mogą być dla nich po prostu nie do zaakceptowania (albo wręcz niemożliwe do realizacji, np. kwestia opłat za szkołę prywatną). -- "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
w tej sytuacji nie byłoby mowy o podziale kosztów na pół, ewnetualnie rodziców bym nasłała na dodatkowego lokatora, by ściągali czynsz i opłaty, jeśli nie dajesz sobie z tym sama rady. aczkolwiek jestem tam, gdzie twój mąż, czyli w jego własnym mieszkaniu też wkładałam zamek od środka, by nie mógł wejść. ale nie udawałam, że mnie nie ma, i nie on stał z dziećmi na korytarzu, tylko miał się nauczyć z pracy przychodzić o określonej godzinie, za pracoholika nie szłam.... żeby nie było, nie nauczył się.