Witam proszę Was o poradę bo sama już nie daje sobie z tym wszystkim rady. Razem byliśmy prawie 11 lat, małżeństwem jesteśmy od 10. Mamy 8 letniego syna, mieszkanie, prace, samochód, jesteśmy zdrowi. Wszystko układało się dobrze, częściej to ja byłam tą która się obraża i złości. Mąż zawsze był spokojniejszy. Nawet jak się pokłóciliśmy to zaraz wracało wszystko do normy. Zawsze sie dogadywaliśmy. Ostanio pojechałam sama na wakacje z dzieckiem bo mąż nie miał urlopu i wtedy wszystko się zaczęło, nie miał czasu nawet na to aby do nas zadzwonić, nie odbierał telefonów, gdy już ze sobą rozmawialiśmy to były same kłótnie bo było nam przykro, że nie ma dla nas czasu. Był opryskliwy i wulgarny. Po powrocie do domu zrobił po pijanemu taka awanturę po której wyniósł się z domu na dwa dni. To ja do niego wyciągnęłam pierwsza rękę, wrócił. Ja widziałam, że to małżeństwo wisi na włosku, nie miał dl nas czasu, ciągle chciał być sam, wychodził z domu, kłamał, nie odbierał telefonów, nie interesował się nami, nie pomagał nam. Ja się bardzo starałam ratowac to małżeństwo, robiłam wszystko co tylko moglam. Po tygodniu mojej bezlinosci powiedział, że musi odpocząć i wyprowadził sie do rodziców. Ja dzwoniłam, prosiłam, błagałam. Wszyscy go prosili. Wtedy powiedział, że chce rozowdu bo nie ma juz siły na ciągłe tłumaczenia mi, ze jest zmęczony. Potem mówił, że chce separacji, ze jest mu xle ale nigdy nie powiedział co ja źle robię. Ta sytauacja trwa juz od miesiaca, ja cały czas wierzyłam, ze on wróci. Dzwoniłam, prosiłam, błagałam, płakałam. dziecko go prosi, błaga, płacze a on nie wróce i tyle. Wkońcu powiedział mi, ze mnie nie kocha i nigdy nie kochał, ze nie chce ze mną być, że nie będzie tworzył fikcyjnego małżeństwa na papierku, ze nic nas nie łączy. Ja walczyłam, on nie zrobił nic aby to uratować. Ja już nie mam siły. Sa momenty, ze go nienawidzę i się poddaję, ale po paru chwilach lub dniach wiem, ze nie umiem żyć bez niego a dziecko? jest załamane, nie mamy siły prosić i błagać ale jak żyć samemu. Nie ma już rodziny, dziecko nie ma taty. Nie chce go widzieć po tym jak słyszy od niego, że on nie wraca. Mówi, ze go nie nienawidzi. Ja jestem bezsilna, często płaczę przy dziecku bo puszczają mi nerwy. Schudłam 8 kilo, ciągle tabletki uspokajające. Nie daje rady, sama nie wiem co mam robić. Ja przestaje funkcjonować. każde nasze spotkanie kończy się kłótnią bo my go błagamy a on nie chce wrócić. Zaznaczam, ze on mieszka u rodziców, którzy całą ta sytuacje akceptują, mówią do mnie, że chcą aby on wrócił do nas ale on jest dorosły i nie mogą mu nic nakazać ani zmusić. Co mam robić poddać się czy walczyć? Czasem myślę, ze poddać się bo nie mam siły i przecież nie zmuszę go do miłości ale z drugiej strony dziecko - co on zawinił, to nie jest jego wina, on potrzebuje nas oboje. Czy warto walczyć ja nie mogę czekać aż on oprzytomnieje, bo to może nigdy nie nastapić. Myślę sobie jakim trzeba być człowiekiem aby zostawić własne dziecko i nie walczyć o rodzinę... nawet gdy sobie na to odpowiem to i tak chcę walczyć. On mówi do mnie, ze nie jest organizacja charytatywna aby się litować nade mną i wracać. Co myślicie? Załamana
Proszę o pomoc - co Wy myślicie patrząc na to z boku proszę o pomoc.
Witam mam problem jestem mężatką od 2 lat w związku od 6.Mamy 4 letniego synka i obecnie jestem w 6 m-cu ciąży.Dowiedziałam się że mąż ma romans z 21-letnią dziewczyną,którą prawdopodobni kocha bardziej niż mnie i dla której chce mnie zostawić.Sytuajce utrudnia fakt iż mamy wspólny kredyt hipotetyczny a ja obecnie nie pracuje(do listopada jestem na zasiłku dla bezrobotnych).Nie wiem co ze sobą zrobić nie chcę się z nim rozstawać ponieważ mimo wszystko go kocham on jest ojcem moich dzieci,mówi że będzie utrzymywał z nimi kontakt a mnie finansowo wspierał.Mówi mi że mnie kocha i zawsze będzie kochał oraz że zawszę będe dla niego bardzo ważna i może kiedyś jeszcze będziemy razem.Obwinia mnie za to wszystko ponieważ ja go zawsze go ograniczałam byłam o niego bardzo zazdrosna nie miał kolegów,ale to wszystko dla jego dobra gdyż był po odsiadce i nie chciałam aby wrócił do więzienia.Poświęciłam jemu całe życie a on w tak podły sposób mnie potraktował.On mówi że mie kocha,ale widzę że gubi się już z tym co czuje do mnie co do niej ma mentlik w głowie.Nie wiem co mam zrobić on chwilami zachowuje się jakby wszystko było ok,ale nie jest.Boję się że jako samotna matka nie poradzę sobie z dwójką dzieci.Plan mam taki,żeby mieszkanie które mamy w kredycie wynajmować a ja wynajęłabym dla siebie i dzieci malutką kawalerkę-wtedy opłaty będą mniejsze.Zakomunikował mi iż będzie płacił 1200zł alimentów na dwojkę dzieci czyli po 600zł na dziecko i że będzie mi pomagał finansowo,jesli nie bede miała funduszy.Nie wiem czy mogę liczyć na pomoc rodziny bo oni jeszcze o niczym nie wiedzą,a to dlatego iż dałam mężowi czas do naradzin dziecka na podjęcie decyzji czy wybiera mnie i dzieci czy ją i ze względu na to nie chcę nikomu mówić,żeby nie narażać się na dodatkowy stres,którego mam teraz co niemiara.Czy któraś z Was była w podobnej sytuacji?
Kiedyś się otrząśniesz. -- http://smajliki.ru/smilie-892071111.html http://s15.rimg.info/ac17e13fd6054bd94b077423545b98ac.gif http://pomoz-amelce.pl/jak-pomoc Pomóż Amelce wygrać z białaczką...
j.m_alien napisała: > Wiesz może jak taka terapia wygląda? Najpierw trzeba w ogole wybrac sie do psychologa. Przez pierwsze 3-4 spotkania nazywa sie to wywiadem. Jest rozmowa, a wlasciwie to osoba, ktora przyszla ma mozliwosc swobodnego wygadania sie. Musi powiedziec dlaczego...
Przeżyła ten ostracyzm bardzo i myśle że moze po części przez to nie potrafi byc do końca szczęśliwa. Do dziś powtarza że jest i zawsze będzie tą,która zostawiła męża dla innego.
Hej witaj , bardzo to smutne co piszesz ... Pierwsze co mi do glowy przychodzi to moze ktos bliski Tobie mam tu na mysli mame? jakas kuzynke,siostre ? Czy oni nie mogliby Ci pomoc .. Jesli nie to moze zglos sie do jakiejs placowki typu pieka spoleczna z jakiego miasta jestes? Mozle...
nie zostałabym nigdy w życiu, o ile facet odmawiałby leczenia i pomocy i upierał się, że jest ok. Po kilku nieudanych próbach chęci udzielenia mu takowej pomocy po prostu bym odpuściła, chcąc ratować własne zycie i życie dzieci. Alkoholizm jest chorobą, ale rujnującą wszystko co jest...
Tak; rozstalaby si z mezem alkoholikiem, ktory odmawialby leczenia, aby mu pomoc. Przypuszczam, ze wlasnie to poradzono by mi w grupie dla osob wspoluzalezninych. Niejeden z trzezwych alkoholikow przyznal, ze najlepsze, co mogla zrobic zona to wlasnie wyrzucic go z domu. W tym momencie...
Nigdy nie korzystam z takiej formy hmm pomocy... Ale juz nie wiem co robic...Zaczne od tego iz...Jestem mezatka pol roku, w zwiazku z tym facetem od 7 lat. Jestesmy razem od czasow szkoly sredniej. Bywaly lepsze i gorsze czasy...wiele razem przeszlismy. Wyjechalismy razem z Polski i wtedy...
Wyrazy współczucia. Liczę, że ta historia zakończy się happy endem dla Ciebie :) Jeśli potrzebujesz pomocy - zajrzyj tutaj https://wolczkiewicz.pl/ Tekst linku
Niewyobrażalne, prawda? :> Dzieci cały czas małe, nie dorosły, do pracy nie poszły, na pewno nie skorzystała z pomocy MOPS czy innej, nie dała się dobić, więc to na pewno na jakimś złodziejstwie i k*restwie się dorobiła :> :sciana: -- Moja babcia jest zagorzałą katoliczką. I ja po...
rosapulchra-0 napisała: > Niewyobrażalne, prawda? :> > Dzieci cały czas małe, nie dorosły, do pracy nie poszły, na pewno nie skorzysta > ła z pomocy MOPS czy innej, nie dała się dobić, więc to na pewno na jakimś złod > ziejstwie i k*restwie się dorobiła :> >...
"Najwyraźniej nie mają, skoro pacjent siedzi tam i żona ocenia, że pomoc udzielana mu jest nieśpiesznie. " Żona ocenia działalność szpitala 😀 bo wi co się na oddziale dzieje...
Napisałaś jakby oczywistością było, że każdy ma. I jakby autorka wątku nie miała dość rozumu by mając kuzynkę pracującą w szpitalu, w którym leży mąż autorki, poprosić ją o pomoc.